środa, 9 kwietnia 2014

Czy można uwieść Alicję Szymańską? cz.3

30 września Alicja pod nieobecność profesora zabrała swoje  rzeczy i wyjechała do Torunia.
W klinice wzięła urlop za bieżący rok oraz wszystkie zaległe dni, za które nie otrzymała wcześniej wynagrodzenia. Nazbierało się łącznie około 50 dni roboczych.
W samo południe podjechała pod szpital Copernicus w Toruniu. Maks przejmując pacjenta z karetki zauważył Alicję. Tą wiadomością podzielił się z Jivanem, ale ten kazał mu zrobić sobie tomograf komputerowy głowy.
Dyrektor  ogromną radością przywitała Alicję. Dla niej załatwiła  również niewielkie mieszkanie w hotelu lekarskim.
Biegnąc po schodach spotkała Maksa.
- Alicja, co ty tu robisz? Znowu będziemy razem operować?
- Może? Myślę, że nie jeden raz.
- Czyżbyś została u nas na dłużej? Cieszę się. Wiedziałem, że tu wrócisz. Nie byłbym Maksem Kellerem, gdyby tak nie było.
- Myślisz, że przyjechałam tu dla ciebie?
   Jeśli  tak, to bardzo się mylisz. Będę tu pracowała, bo to jest już najlepszy szpital w Polsce. Ale zawsze mogę wrócić do Warszawy.
- Nie wątpię. Warszawka to Warszawka, nie jakiś tam podrzędny Copernicusik w Toruniu.
Maks miał chęć z nią jeszcze pogawędzić, ale ona pożegnała go i pobiegła do swojego samochodu.
Za kilka minut była pod hotelem lekarskim`. Załatwiła wszystkie formalności, odebrała klucze i weszła na piętro odszukać swój mini apartament.
Otwierając  drzwi , z naprzeciwka wyjrzał młody mężczyzna.
- Będzie pani tu mieszkała ?
- Tak jakby, a co?
- Nie, nic. Może pani w czymś pomóc? Jestem Łukasz Wilecki. Pracuję w Copernicusie.
- Miło mi, Alicja Szymańska. Od jutra będę pracowała w Copernicusie.
- To może pani w czymś pomóc.
- Nie, dziękuję, dam sobie sama radę. Teraz tylko wejdę na chwilę odpocząć, a potem wniosę swoje rzeczy z samochodu.
- Jak pani sobie życzy. Ja mieszkam naprzeciwko, więc jak coś, to proszę do mnie jak w dym. Zawsze pomogę, we wszystkim.
- Acha. Będę to miała na uwadze.
      Łukasz Wilecki miał dyżur popołudniowy. Siedząc w gabinecie lekarskim podzielił się z kolegami nową wiadomością, że od dzisiaj w hotelu mieszka super laska.
Na pytanie Maksa Kellera, jak wygląda nie umiał mu odpowiedzieć.
- Na pewno jest ładna, dosyć wysoka, szczupła. Ma dwie ręce, dwie nogi, jedną głowę, oczy, nos, usta.
- A  uszy ma? Zapytał Maks Keler.
- Nie wiem, miała rozpuszczone włosy. Słyszała jak do niej mówiłem, to znaczy, że ma.
Maksowie nawet przez myśl nie przeszło, że tą "laską" jest Alicja Szymańska.
Następnego dnia zjawiła się w szpitalu wcześnie rano.  Przed obchodem, ordynator wszystkim przedstawił nową lekarkę, która będzie pracowała na oddziale chirurgicznym.
- A jednak. Zostajesz z nami?
- Tak jakby.
Ordynator przedstawił plan dyżurów. Wszystkie trudniejsze operacje obsadzone były przez doktor Szymańską i doktora Kellera. Na przemian raz ona była głównym operatorem a on jej asystentem, inny razem on głównym operatorem a ona jego asystentem.
     Zauważyła, że jak na oddział przyjmowano jakąś osobistość jak np. sędziego, prokuratora lub wicewojewodę wszyscy drętwieli i stawali na baczność. Na niej to nie robiło żadnego wrażenia. Do każdego pacjenta podchodziła jednakowo, z  zimną krwią, niezależnie czy to była sprzątaczka, czy to był dyrektor wydziału edukacji,  czy też  marszałek województwa.
     Po pracy Maks czekał na Alicję przed szpitalem.
- Jak chcesz, mogę pokazać ci miasto.
- Nie dziękuję. Już trochę poznałam trasę z domu do szpitala, na  Stare Miasto i Bulwar Filadelfijski.
Wsiadła do samochodu i odjechała. Widząc, że Maks jedzie za nią, wróciła na parking szpitalny. Postała tam kilka minut.
- No nie, nie pozwolę  sobie, żeby tam jakiś palant mnie śledził.
Wieczorem do drzwi jej mieszkania zapukał Wilecki.
- Pani doktor czegoś potrzebuje? Pomogę, jak obiecałem.
- Nie, dziękuję. Albo tak. Potrzebuję towarzystwa do napicia się.
Wilecki spojrzał na Alicję.
- Ok. Zaraz coś przyniosę.
Za chwilę wrócił z butelką wina.
- E tam wino. Chciałam tylko napić się z kimś herbaty i pogadać.
- Oczywiście, to napijmy się herbaty. Jeśli jednak pani doktor zapragnie wina, to go zostawię u pani i tylko da mi pani cynk, a ja będę zawsze do towarzystwa.
- Jestem Alicja. Jeśli pan doktor pozwoli, to chciałabym abyśmy mówili sobie po imieniu.
- Tak, tak, oczywiście. Bardzo mi miło.
Alicja zrobiła herbatę. Pogawędzili o szpitalu, chorobach, Warszawie.
- Jesteś sympatyczny, ale  nie mów, że jesteśmy sąsiadami. Im mniej o nas wiedzą, tym są zdrowsi.
   To jest moja maksyma. Dlatego ja nigdy za wiele o sobie nie mówię.
- Acha, Maks mnie pytał, czy nie wiem, gdzie mieszkasz?
- I co? Nie zdążyłem mu odpowiedzieć, bo ktoś nam przeszkodził  w rozmowie. Teraz wiem, że mam nie mówić.
- Nie jestem dzikuską, ale nie lubię  natrętów. Mam swoje plany, które muszę realizować.
  Chciałabym, abyś ty i ja trzymali się razem i wzajemnie wspierali. Wiesz, tak po kumplowsku, na śmierć i życie. Inni mnie nie obchodzą.
- Bardzo się cieszę, za takie wyróżnienie.
- Łukasz, to  nie wyróżnienie, to normalne życie.
Alicja każdego dnia uprawiała jogging. Czasami widział to Łukasz, ale nikomu ani jednego słowa o tym nie powiedział. Umowa, to przecież umowa. Był wobec Alicji bardzo lojalny.
- Jutro razem mamy nockę. To nasza pierwsza noc we dwoje. Powiedział z uśmiechem Maks.
- Dobrze. Dyżur dzienny, czy nocny  to dyżur.
- Nocka jest sympatyczniejsza. Pacjenci śpią, lekarze mają czas dla siebie.
- Niezłe zwyczaje panują  w Copernicusie. Już prawie dziesięć lat pracuję i nigdy nie miałam nocki dla siebie, czy dla innego lekarza.
- Królowo nasza, zobaczysz, tu jest inaczej.
Następnego  dnia jakże Maks był zdziwiony, gdy wieczorem zobaczył na dyżurze Łukasza Wileckiego.
- Gdzie Alicja?
-Nie wiem, to nie moja sprawa. Poprosiła mnie o zamianę, więc się z nią  zamieniłem.
- E Wiluś, czy ty do Ali coś czujesz? Poderwałeś ją.
- Maksie Keller, z powagą odpowiedział.
  Tej kobiety nie da się ot tak poderwać, uwieść.
  Alicja Szymańska to nie dziewczyna, która leci na każdego faceta. Alicja to jeden wielki temat tabu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz