Maks tęsknił za Alicją. Kilka dni bez tej kobiety wydawały mu się wiekiem. Po wyjeździe rodziców, którzy w Toruniu zabawili jeden dzień, pojechał do Bydgoszczy, kupił bilet i poleciał do Pragi. Bez problemu znalazł instytut, gdzie odbywało się sympozjum. Ponieważ był to kolejny dzień obrad, nikt nie sprawdzał listy, więc Maks bez problemu wszedł na salę. Właśnie za chwilę Alicja miała wygłosić swój wykład. Gdy weszła na podium zapytała, czy ma mówić po czesku, angielsku czy po polsku.
Lektor poprosił, aby swój wykład wygłosiła w języku czeskim, to on będzie tłumaczył.
Maks nie dowierzał własnym uszom. Mówiła biegle, bez zająknięcia.
- Ile ta kobieta skrywa przed nim tajemnic? Nie przyznała się, że tak biegle mówi po czesku.
Co prawda kiedyś opowiadała mu o rodzinie mieszkającej w Czeskim Cieszynie, ale żeby tak władać tym językiem.
Wyszedł cichutko z sali. Zapytał po drodze kogoś z organizatorów, gdzie jest kwiaciarnia. Okazało się, że bardzo blisko, za rogiem budynku, w którym odbywa się sympozjum. Kupił ogromny bukiet czerwonych róż i wrócił na salę. Wykład jeszcze trwał. Gdy zakończyła, wszyscy zaczęli bić brawo. Maks z kwiatami wszedł na scenę, gdzie stała mównica. Podszedł do Alicji, pocałował ją w rękę i wręczył kwiaty. Szeptem zapytał, czy wyjdzie za niego.
- Mam w kieszeni pierścionek, czy mam teraz przed tobą uklęknąć i poprosić cię o rękę.
- Maks, co ty tu robisz? Zapytała ze zdziwieniem.
- Nie rób mi przysłowiowej "siary". Jeśli ci powiem, że tak, to nie będziesz robił przedstawienia.
- Więc wyjdziesz za mnie?
- Tak. Odpowiedziała mu i miała chęć rzucić mu się na szyję. Wzięła jednak go tylko za rękę, jeszcze raz podziękowała za wysłuchanie wykładu i zeszli ze sceny.
Wykład Alicji okazał się jednym z lepszych ze wszystkich wygłoszonych.
Idąc na przerwę dopytywała go jak znalazł się w Pradze, jak tu trafił.
- Dla zakochanego mężczyzny nie ma żadnych przeszkód, ani barier, których nie można pokonać.
Dla mnie tym bardziej. Kocham cię i przy tobie dopiero dowiedziałem się, co to słowo znaczy.
Alicja nie zrezygnowała z dalszego uczestnictwa w sympozjum, więc umówiła się z Maksem po zakończeniu.
- Będę na ciebie czekał. Pozwiedzamy Pragę i pojedziemy do domu.
- Pojedziesz ze mną do Cieszyna? Do mojej przyszywanej 90 letniej babci.
- Jeśli uznasz, że warto mnie tam pokazać, to z miłą chęcią.
Wracając do Polski samochodem Alicji zajechali do Cieszyna, Było już bardzo późno. Ciocia, daleka kuzynka mamy, zaproponowała im nocleg.
Następnego dnia rano, przy śniadaniu Maks poznał babcię Alicji. Byłą kobietą sprawną zarówno fizycznie, jak i umysłowo.
- Babciu, to mój chłopak.
- Ile macie lat? Zapytała.
Gdy odpowiedzieli, babcia skwitowała, że w tym wieku ona już miała "wszystkie dzieci", to znaczy dwie córki i syna.
- Właśnie, jest okazja, żeby się oświadczyć. Wyjął z kieszeni pierścionek i zapytał Ali czy wyjdzie za niego.
- Ala spojrzała na babcię, a ona jakby jej podpowiadała, co ma powiedzieć.
- Tak, wyjdę.
Gdy wyjeżdżali do Polski, babcia pobłogosławiła ich związek.
- Nareszcie doczekałam się, że moja najmłodsza wnuczka już niedługo będzie mężatką, doktorową Keller.
- Babciu, ona będzie doktor Keller, a może doktor habilitowany Alicja Keller. Powiedział zadowolony Maks.
W drodze Alicja poczuła zmęczenie. Maks zamienił się z nią miejscami i do samego Torunia prowadził samochód.
Co jakiś czas nieznaną melodią śpiewał, że warto było przylecieć do |Pragi, bo poznał babcię, oświadczył się i dowiedział, że po czesku mówi tak samo jak po polsku.
- Maks, wiem, że zamieniłeś się z Wileckim, ale byłeś nam niezbędnie potrzebny, bo po kraksie na moście potrzebowaliśmy wielu lekarzy, na przywitanie powiedział Leon.
- Załatwiałem poważne sprawy. Wziął rękę Alicji do swojej ręki, w taki sposób, aby widać było na palcu pierścionek i ją pocałował.
Jasiński od razu wiedział o co w tym wszystkim chodzi.
- Super dzieciaki, cieszę się bardzo. Cmoknął Alicję w policzek, a Maksowi podał rękę.
- To kiedy ślub?
- Jaki ślub, czyj ślub zapytała Beata, która właśnie teraz nadeszła.
- Beciu, popatrz na jej rękę. Oni się zaręczyli.
Beata szczerze pogratulowała siostrze.
- No Maksie Keller, nigdy nie przypuszczałam, że wejdziesz do naszej rodziny. Ale bardzo się ciszę powiedziała Beata i również im pogratulowała.
Super,bardzo mi się podobało.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejną część.
OdpowiedzUsuńNaprawdę rewelacja.
Lubię twoje opowiadania.
OdpowiedzUsuńNa początku było takie sobie,a teraz naprawdę rewelacja.
Dzięki,ze dla nas piszesz je.