środa, 25 czerwca 2014

Błagam, pokochaj mnie. cz. 15


Wakacje Alicja spędzała w klinice na Banacha. Pracowała praktycznie jako wykwalifikowany niższy personel  medyczny. Choć  jeszcze nie miała ukończonych studiów lekarskich, wszystkie przedmioty medyczne, które obowiązywały na wydziale pielęgniarstwa  miała zaliczone i  oceny wpisane w indeksie.
    Praca dawała jej prawdziwą satysfakcję. Gdyby mogła nie wychodziłaby ze szpitala. Krzysztof wyjechał na dwa miesiące do Meksyku. Tam zaproponowano mu udział w wykładach dla studentów. Było to dla niego nowe doświadczenie, nie mógł takiej  propozycji odrzucić.
     Po pracy Alicja czasami zaglądała na Skype. Raz, kiedy chciała zagadać Maksa, on się wyłączył. Następnego dnia zobaczyła, że  wyrzucił ją z grona swoich znajomych.
- Ot i taka jest miłość mężczyzny do kobiety, skomentowała jego postępowanie. Kochała Maksa na swój sposób, nawet bardzo, ale przy jej charakterze nie dała sobą manipulować.
Zawsze samodzielna,  nie znosiła, aby ktoś za nią  decydował. Bez uzgodnienia z nią wcześniej zaplanował dla niej wakacje, wyjazd do Włoch a potem pobyt w Szwajcarii. Poruszyło ją to, poczuła się sterowana przez mężczyznę, tego bardzo nie lubiła.
- Nie, nie dam się sprzedać za pieniądze. Nikt mną nie będzie manipulował, nikt nie będzie mi organizował wakacji i dawał w taki sposób  do zrozumienia, że sama tego nie potrafię, że mnie na to  nie stać. Basta.
Po tym, jak Maks wyrzucił ją ze Skype, powoli przestawała o nim myśleć.  Przecież  świat nie kończy się na Maksie Kellerze.
W klinice pacjenci ją uwielbiali. Miała dla nich czas, potrafiła słuchać, rozmawiać. Bezboleśnie dawała zastrzyki domięśniowe i idealnie wkuwała się w żyły.
Młodsi panowie nawet próbowali ją podrywać, ale ona nie reagowała na takie zachowania.
     Zastanowiło ją, że drugi miesiąc nie miała okresu. Początkowo myślała, że to ze stresu.  Nie panikowała, poszła do apteki i kupiła  test ciążowy. To co zobaczyła, nawet ją nie zdziwiło. Była w ciąży.
Przez cały czas studiów tego się obawiała, ale teraz nawet była zadowolona. Jakoś ostatni rok dociągnie do końca. Była pewna , że  Krzysztof jej pomoże, oczywiście, jeśli takiej pomocy będzie potrzebowała.
Kochała Maksa,  ale teraz po tej wspaniałej miłości zostanie jej jego dziecko. To ją podbudowywało.
Szósty rok studiów medycznych  rozpoczął się w dzień, w który przez cały czas lało  i szalała okropna burza. Alicja bała się grzmotów, ale siedząc na wykładzie o tym nie myślała.
Zastanawiała się jedynie, czy ta burza to dobry, czy zły znak na nadchodzący rok akademicki oraz dlaczego nie ma Maksa. Przez kolejne dni  nie pojawił  się na uczelni. Niektórzy pytali o to Alicję, ale ona tego nie komentowała. Nie chciała sobie zawracać głowy.
- Nie wiem. Nie mówił mi. Nie moja sprawa. Zapytajcie u źródeł, czyli jego. Odpowiadała na zadawane pytania.
Jak się później okazało, Maks zrezygnował ze studiów i zabrał z uczelni wszystkie papiery. Można było wnioskować, że przeniósł się  gdzieś na inną uczelnię w Polsce, albo do Szwajcarii.
     Alicja powiedziała Krzysztofowi, że jest w ciąży. Co prawda jeszcze nic nie było widać, ale przynajmniej jego chciała uprzedzić, by później nie komentował, ubolewał i lamentował.
- I co teraz chcesz zrobić? To już czwarty miesiąc, zaraz ciąża będzie widoczna.
- Nic, urodzić dziecko i go kochać. Jest przecież moje.
- A powiedziałaś o tym Maksowi?
- Nie i nie powiem nigdy w życiu. Za to, że odszedł, bo uważał, że jesteś we mnie zakochany, a ja od ciebie uzależniona.
Jakoś poradzę sobie w życiu. Na samym starcie drogi zawodowej będę matką, co mi pewnie nie pomoże. Muszę dać  sobie radę.
- Ala, dziecko musi mieć ojca. Dodzwoń się jakoś  do Maksa, jedź do Szwajcarii.
- Nie musi. Ja też wychowywałam się bez ojca i jakoś  funkcjonuję w tym podłym świecie.
Krzysztof Florczyk prawie błagał Alicję, aby nie powtarzała historii życia swojej  matki..
- Twoja matka też  była taka dumna. Odeszła od faceta, jak dowiedziała się, że jest w nim w ciąży.
Odeszła, bo nie chciała przyznać się, że jest od niego biedniejsza i przez jakiś czas być może będzie  na jego utrzymaniu.
No cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni.
- To wreszcie powiedz mi, kim jest mój ojciec.
- Nie.
  Powiem ci tylko wówczas, jak ty powiesz Maksowi, że jesteś z nim  w ciąży.
- Nigdy w życiu, nie doczekanie jego. Nie jest tego wart. Zostawił mnie z błahych pobudek, idiotycznie błahych.
Zastanawiała się, czy rzeczywiście ostatnia rozmowa była powodem odejścia, czy może miał na oku inną kobietę, lub rodzice przemówili mu do rozsądku, że w Szwajcarii są lepsze partie do jego jakże zamożnej persony.
A może to nie z mamusią pojechał do Włoch, tylko z kimś  innym?
     Alicji zaokrąglił  się brzuszek. Wśród studentów na jej roku byli już  ojcowie i matki, więc nikogo nie obchodził odmienny stan koleżanki.
     Marika  zaproponowała jej ciuszki  po swoim dziecku.
- Wiesz, dzieciaczki tak szybko rosną,  że szkoda kupować nowych. Te po mojej Karolci są nic nie zniszczone.
Inna koleżanka zaoferowała jej wózek i łóżeczko.
Alicja nie wiadomo kiedy zgromadziła dla dziecka całą wyprawkę i przygotowała pokój dla niemowlaka.
      Krzysztof częściej zachodził do Alicji i pytał o jej zdrowie, samopoczucie, wyniki badań.
- Jakie nazwisko będzie nosiło twoje dziecko?
- Jak dziewczynka to Szymańska, jak chłopiec to Szymański.
- Naprawdę  nie chcesz, aby twoje dziecko nosiło nazwisko Keller, jak jego ojciec?
- Keller przestał dla mnie istnieć.
- Ale go kochałaś.
- Tak, kochałam, ale już go nie kocham. Mówiąc to załomotało  jej mocniej serce.
     Rozmowy  Krzysztofa  na temat dziecka i jego nazwiska ciągle powracały. Alicja była nieustępliwa. To co postanowiła uważała za najmądrzejsze pod słońcem.
     W nocy odeszły ją wody płodowe. Zadzwoniła do drzwi Krzysztofa, z prośbą, aby ją odwiózł
 do  szpitala.
- Pewnie, już się ubieram. Zaraz wyjeżdżamy.
Wziął jej  dwie torby z ciuszkami  dla dziecka i zeszli do samochodu.
W drodze kolejny raz zapytał jakie nazwisko będzie nosiło dziecko.
- Już ci mówiłam. Szymańska lub Szymański.
- Jesteś cholernie uparta. W takim razie,  czy mógłbym dać swoje nazwisko dla twojego dziecka?
Alicja oniemiała z wrażenia.
- Dlaczego ty?
- Bo i tak wszyscy myślą, że to nasze dziecko. Wśród naukowców jest sporo plotkarzy. Nigdy ich nie wyprowadzałem z błędu.
- Zawsze im mówiłeś, że to twoje dziecko?
- Nie. Nie mówiłem, ale też nie mówiłem, że nie jest moje.
- I jak ty sobie to wyobrażasz?
- Normalnie, pójdziemy do USC, ja podpiszę  wszystkie dokumenty, że jestem ojcem i koniec. Nie potrzeba przecież udowadniania, że tak jest, czy tak nie jest.  Lepiej aby twoje dziecko w papierach miało zapisane nazwisko ojca, niż nic.
Odpowiedziała, że się nad tym zastanowi i mu odpowie.
     Alicja urodziła dziewczynkę. Była przeszczęśliwa. Nie wiadomo, jak dawno była taka pogodna i uśmiechnięta jak teraz.
Zgodziła się na propozycję Krzysztofa. Już w dniu porodu, w szpitalu zostało zapisane, że ojcem jest Florczyk Krzysztof. Dziecko zostało zapisane w USC, jako Zofia  Florczyk.



wtorek, 24 czerwca 2014

Błagam, pokochaj mnie. cz. 14


Maks wykupił wczasy do  Włoch. Morze Adriatyckie było dla niego kojeniem stresów. Jako dziecko jeździł tam często ze swoją matką.  Włochy to nie tylko Adriatyk, tym razem wybrał Neapol nad Morzem Tyreńskim. . Przecież to miasto, w którym można zakochać się i umrzeć. Ale po co umierać, lepiej pozostawić  w sobie przepiękne wspomnienia.
- Ala, porywam cię w tym roku na wczasy.
- Nie, muszę coś zarobić. Krzysztof nawet załatwił mi pracę.
- Jaką pracę. Nie ma mowy. Jedziemy na wczasy a potem do Szwajcarii. Matka już dawno nas zapraszała. Jeszcze w życiu się napracujesz. Babunia Marija na ciebie czeka. Przecież obiecywałaś jej odwiedziny przynajmniej raz w roku. Bądź chociaż dla niej słowna.
- Maks, ale..? Zamknął jej usta pocałunkiem.
Nie dał  jej dojść do słowa. Każde słowo, które chciała wypowiedzieć przerywał jej.
- Wariat.
- O proszę, to już coś  innego. Kontynuuj.
  Jak jesteś uzależniona od Krzysztofa Florczyka, to możesz go ze sobą zabrać.
Alicja zdrętwiała.
- Jesteś zazdrosny o Krzysztofa?
- Nie, nie jestem zazdrosny o nikogo. Ale mam czasami dość Krzyśka, który ci zawsze radzi, co dla ciebie będzie w życiu najlepsze.
Wyrzucił jeszcze więcej z siebie na temat Krzysztofa.
- Być może on jest twoim opiekunem, mentorem, guru. Ale zauważyłem, że nie robi tego tylko z przyjacielskich pobudek. On jest w tobie zakochany. Inny facet nie oddawałby się tak kobiecie,  niby bezinteresownie jak on tobie.
Być może jest to miłość  platoniczna, ale jest. Czasami taka miłość przeradza się w namiętności.
- A twoja miłość  jaka jest?
Tego Maks się nie spodziewał. To niemożliwe, że ta kobieta nie czuje kim ona jest dla niego. Jak ją uwielbia, jak jej pragnie.
- Nie wiesz? Jeszcze nie wiesz? Ty nic nie wiesz, nic nie czujesz. Być może dlatego, że nie kupowałem ci błyskotek. Bo  podobno  kobiety tylko na to lecą. Nawet wówczas, kiedy nie znają ich wartości.
Alicję zamurowało.
-  Jakich błyskotek, na które lecą kobiety? Jakich błyskotek, na które ja bym poleciała?
-  Jesteś taka sama, jak inne. Czasami tylko udajesz niewiniątko. Jesteś  niezłą aktorzycą.
Patrzyła na niego z niedowierzaniem.
Ale on jeszcze wyrzucił stek słów, które nie trzymały się kupy.
Na odchodne powiedział, że pragnie aby była szczęśliwa, niezależnie z kim chce być.
- Nawet możesz na zawsze zostać ze swoim profesorkiem Krzysiem.
- Żegnam. Trzasnął drzwiami.
Alicja nie spodziewała się tego po ukochanym Maksie.
     Następnego dnia nie pojawił  się na  uczelni. W dniu  ostatniego egzaminu, w tym roku akademickim  również go dnie było. Alicja była zdruzgotana. Zaszła do jego mieszkania, ale domofon nie odpowiadał. Pojechała windą na górę i doznała szoku. Choć miała do mieszkania klucze, nie mogła tam wejść.  Jeden z zamków był wymieniony. W tym momencie zrozumiała, że nic złego mu się nie stało, jedynie zakończył pewien epizod swojego życia i wyjechał.
    Jak  się później okazało,  nikomu nic nie mówiąc dwa dni wcześniej zdał egzamin i zniknął. Najprawdopodobniej  wyjechał do rodziców do Szwajcarii. Alicja próbowała się z nim skontaktować telefonicznie, bez skutku.
Kilka dni chodziła smutna. Zadzwoniła do Szwajcarii do Pani Marii, powiedzieć, że w tym roku nie przyjedzie do niej w odwiedziny.
- Wiem dziecko, Maks mi mówił. Teraz wyjechał do Neapolu.  Ty ciągle musisz pracować, tak jak i ja. Pozdrawiam i życzę   zdrowia. A tak naprawdę przykro mi, bo tak bardzo cię  polubiłam.


Alicja miała  mieszane uczucia. Z wypowiedzi Pani Marii wynikało, że musiał ją nakłamać.
Ale to i tak Alicję już przestało obchodzić.


-

niedziela, 22 czerwca 2014

Błagam, pokochaj mnie. cz.13

Maks nie zawsze dawał sobie radę z opanowaniem materiału, którego coraz więcej przybywało.  Nauka wspólnie z  Alicją dawała mu podwójne  zadowolenie. Po pierwsze, że doskonalił metody uczenia się, po wtóre, że był z nią.  Czasami jednak nie miał odwagi przyznać się, że czegoś nie umie. Wówczas szedł do własnego domu i nocą po prostu wkuwał.
Ona miała dobrą pamięć. Wszystko co mówiono na wykładach pojmowała w lot i to zapamiętywała.
Maks wielokrotnie namawiał ją, aby zamieszkali razem.
- A po co? Przecież i tak ze sobą przebywamy zawsze. Ty potrafisz tydzień być u mnie, ja u ciebie. Czasami musimy od siebie odpocząć, abyśmy się nie znudzili.
Ojciec Maksa często przyjeżdżał  do Polski. Nigdy jednak nie spał u swojego syna, zawsze w hotelu.
Kiedyś Alicja wracając ze sklepu zauważyła, jak przy restauracji ojciec wita się o wiele młodszą kobietą niż jego żona.
Trochę ją to zaintrygowało.
- Czy to możliwe, że Gustaw przyjeżdża do Polski dla innej kobiety, dla kochanki?
Przy kolacji zapytała Maksa, czy dzisiaj widział się z ojcem.
- Przecież ojciec dwa dni temu  wyjechał do Paryża na sympozjum. Zostawił mi czek żebym go zrealizował  w banku, pożegnał się. Potem zadzwonił, że jest już na miejscu.
- Acha. Rozumiem. Coś chyba pokręciłam. Przecież już mi mówiłeś, że ojciec wyjechał.
Nie mogło być pomyłki, Alicja na pewno widział  Gustawa z kobietą. Nie miała jednak odwagi powiedzieć tego Maksowi. Kochał swojego ojca, który w każdym calu był  dla niego autorytetem. Ona nie może podważać tego, nikt jej przecież nie upoważnił.
     Do drzwi Alicji zapukał  Krzysztof Florczyk.
- Dzieciaki, jesteście?
Przyniosłem wino, może się napijemy. Dzisiaj dostałem Krzyż Kawalerski za zasługi dla polskiej medycyny. Trzeba przecież to jakoś  oblać.
     Od pewnego czasu Maks był z Krzysztofem po imieniu. Co prawda dzieliła ich różnica pokolenia, ale Krzysztof życzył sobie, aby facet jego ukochanej Ali również był z nim  na ty.
Tylko na uczelni zarówno Maks jak i Alicja zwracali się do Krzysztofa panie profesorze, natomiast on do nich po imieniu.
Maks pobiegł do kuchni, szybko coś  przygotował  do jedzenia. Był urodzonym kucharzem. Zanim Alicja pomyślała, stół w salonie już był przygotowany.
     Po dwóch lampkach wykwintnego trunku , Krzysztof wręcz zapytał, czy kiedyś zalegalizują swój związek?
- Jaki związek. Nie mieszkamy przecież razem.
- Na stałe nie, ale na pobyty czasowe. Jeśli Maksa  nie ma u ciebie, również ciebie nie ma. Rozumiem, że mieszkacie wówczas u niego.
- Co prawda jeszcze nie zaręczyliśmy się, bo Alicja ciągle nie przyjmuje moich oświadczyn, ale jak skończymy studia, pewnie to zrobimy. Ja jestem uparty i zawsze dążę do celu.
Alicji nie bardzo podobało się co mówi Maks. Przecież to ona musi powiedzieć tak, albo nie. Na razie woli, aby było tak jak jest. Bez uzależnień finansowych, bez zobowiązań.
- Pamiętasz Krzysztof Arletę z naszego roku? Podobno urodziła dzidziusia. Jest szczęśliwą matką.
- Pewnie. Chciała za seks otrzymać u mnie ocenę z egzaminu.
- Co? Maks i Alicja powiedzieli równocześnie.
- Gdybym chciał mógłbym zmieniać studentki jak rękawiczki. Same pchają się do łóżka. Ale ja kochałem swoją żonę  i choć minęło tyle lat nie pociągały mnie nigdy inne kobiety.
- To tak jak mnie.  Kocham Alicję i będę jej wierny do końca życia.
Cmoknął Alicje w policzek.
Krzysztof się uśmiechnął. Powiedział, że pragnie aby Alicja była szczęśliwa a on tego przypilnuje.
- Maks, jeśli kiedykolwiek skrzywdzisz moją pupilkę, będziesz miał ze mną  do czynienia.
- Już się boję, panie profesorze.

sobota, 21 czerwca 2014

Błagam, pokochaj mnie. cz. 12

Rozpoczął się kolejny, trzeci rok studiów. Alicja z Maksem wzbogaceni o nowe doświadczenia kliniczne zabrali się za naukę. Było coraz trudniej, coraz więcej materiału do opanowania. Wspierali się wzajemnie. Dzielili  pracą przy przygotowywaniu referatów. Alicja zauważyła, że jak razem zaczęli się uczyć, Maks nigdy nie prosił o ściągi, sam pisał kolokwia i egzaminy. Doszedł  do wniosku, że studia które wybrał, nie mogą opierać się na trzech "Z"- zakuć, zdać, zapomnieć.
Tu wszystko ze sobą było powiązane, tak jak człowiek nie może funkcjonować bez jakiegoś organu, tak samo i lekarz nie może nie znać funkcjonowania  któregoś z organów.
     Matka Alicji zaczęła niedomagać. Choroba nowotworowa nerek powróciła. Profesor Florczyk wspierał  zarówno matkę,  jak i córkę. Chemia osłabiała organizm. Nastąpiła silna walka  z nowotworem. Niestety, wygrał tą walkę rak. W lipcu Alicja pochowała swoja mamę. Maks był ciągle przy niej. Nie wyjechał do rodziców. Pomimo chęci pojechania z nimi  do Portugalii, pozostał w Polsce.
     Kilka dni po pogrzebie profesor Florczyk w obecności Alicji powiedział, że w każdej sprawie, tej ważnej i tej mniej ważnej zawsze może na niego liczyć, tak samo jak dotychczas.
A w ogóle, to chce, aby w przyszłości była jego asystentką.
Florczyk zauważył, że Maksowi taka propozycja się nie podoba.
- Chłopcze,  wiem co plotkowali na mnie i na Alę, gdy musiała zaliczyć u mnie egzamin. Ona i bez egzaminu dostałaby ocenę  najwyższą, bo wiem, jaką  rozległą posiada  wiedzę.
Zwrócił  się do Alicji.
- Alicja, może powiemy Maksowi co nas łączyło i łączy. Niech przynajmniej on jeden wie.
Maksowi zmroziło krew w żyłach. Czyżby tu i teraz  dowie się, co tak naprawdę łączy tych dwoje. Jego ukochaną Alicje i podstarzałego profesora.
- Krzysztof, jak chcesz to mu powiedz. Ale według mnie, człowiek jest zdrowszy i szczęśliwszy jak mniej wie, niż powinien wiedzieć.
Tego chyba dla Maksa było za dużo. Czy zaraz dowie się, że tych dwoje łączy miłość a on jak ostatni palant ugania się za kimś, kto jest dla niego nieosiągalny.
   Profesor Florczyk porozumiewawczo spoglądał  na  Alicję. Ona się do niego uśmiechała. Maks był zdezorientowany o co chodzi, ale wytrwały. Powiedział sobie w duchu, że w imię  miłości do Alicji wytrzyma wszystko, nawet najgorszą prawdę.
- Więc tak. Rozpoczął Florczyk. Nikt o tym nie wie i nikogo nie wyprowadzaliśmy z błędu, ale my z Alicją jesteśmy związani.
Maksa lekko zamroczyło, ciśnienie chyba mu skoczyło do 200.
- Tak, związani więzami przyjaźni, miłości, wspomagania wzajemnego.
  Mama  Alicji i ja byliśmy przyjaciółmi od trzepaka.   Gdy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, w którym również uczestniczyłem, miałem 16 lat. Dziadkowie Alicji przychodzili do mnie do szpitala, opiekowali się mną  jak własnym dzieckiem, wspomagali w rehabilitacji. Mieszkaliśmy na tej samej klatce schodowej i tym samym piętrze. Dziadek Ali wykuł drzwi i zrobiliśmy jedno wielkie mieszkanie.  Gdy się ożeniłem, drzwi zostały zamurowane, ale mieszkamy dalej w tym samym miejscu.
Z Maksa zaczęło uchodzić powietrze. Popił  łyk kawy.
- Jestem chrzestnym ojcem Alicji i od zawsze mówiła na mnie wujek.
- To dlaczego Alicja nie dementowała plotek na uczelni.
- A po co? Plotkami zajmują się prostacy. Ludzie, kulturalni nie interesują się prywatnym życiem innych ludzi.
- Teraz ja, dopuście mnie do głosu.
Nie chcę Maks aby to o czym teraz rozmawiamy krążyło po uczelni. W myśl zasady, kto się tłumaczy, ten się oskarża. Będą mówili, że dostałam się na medycynę bo mam tu wujka, lub, że zdałam egzamin u Florczyka, bo jest moim wujkiem.
- Egzamin zdawałaś u mojego asystenta, nie u mnie. Cmoknął ją w czółko.
Teraz, jak nie ma mamy, muszę  ją zastąpić. A przede wszystkim poprowadzić do ołtarza, jak kiedyś będzie wychodziła za mąż. Nie mam swoich dzieci, więc Alicja jest dla mnie najbliższą osobą. Jest dla mnie więcej jak rodziną.
       Florczyk odebrał telefon, pożegnał się i ich opuścił. Oni jeszcze chwilę posiedzieli, dopili kawę.
- A ja byłem taki zazdrosny. Nawet knułem, co mam zrobić, żeby Florczyka usunąć z twojej drogi, tzn. z naszej drogi.
Krzysio, Krzysztof, Krzych Florczyk.
- A gdzie jest jego żona?
- Zmarła razem z dzieckiem przy porodzie. Podobno z dnia na dzień oszroniło mu włosy.
Jego syn miałby teraz 18 lat. Od tego czasu jest sam. Po śmierci  dziadków pomagał mojej mamie w wychowywaniu mnie. Podobno wie kim jest mój ojciec, ale nie chciał mi nigdy powiedzieć. Obiecał to mojej mamie. Jeden raz zapytałam i więcej nigdy w życiu. Jest prawdziwym profesorem, taktownym i zasadniczym. Szanuję go i nie napieram. Może teraz po śmierci mamy uchyli rąbka tajemnicy?


Popatrz, gdyby ożenił się z moją matką  Krysią bylibyśmy rodziną. Sam powiedział, że mieli się ku sobie.
- Gdyby tak się stało, pewnie nie byłoby ciebie na świecie, tylko jakiś Maciuś Florczyk. Ha, ha, ha.
     Maks, pomimo nalegań matki, nie chciał wyjechać w te wakacje  do Szwajcarii. Matka, sama studiując medycynę, wiedziała, jaki to ciężki kierunek. Wiedziała, jaki człowiek jest zmęczony po zakończeniu roku akademickiego. Usilnie chciała zorganizować synkowi wakacje, on jednak tego nie chciał. Chciał być przy swojej dziewczynie, wspierać ją, pomagać.
- Maks, muszę iść do pracy. Przez wakacje muszę trochę  dorobić.
- Nie, nie, nie. Masz stypendium naukowe, za kilka dni dostaniesz rentę  po mamie, Krzysztof w razie co ci pomoże. Musisz odpocząć. Nie możesz być robotem,  który tylko pracuje. Zresztą masz mnie, ja ci zapewnię  wszystko, co chcesz.
Wtuliła się w Maksa, popłynęły jej po policzkach łzy.
- Ale ja tak nie chcę, chcę być samodzielna.
- Tak wiem, chcesz być samodzielna, a ja chcę abyś była moja i tylko moja. Zaczął ja całować.
Kocham cię powtarzał przy kolejnym pocałunku, kocham cię.
- Ja też cię  kocham. Cichutko wyszeptała.
- Powtórz, proszę, powtórz. Chcę  jeszcze raz to usłyszeć.
Ale Alicja nie dała się namówić, aby to powtórzyć. Zatraciła się w całowaniu, uściskach, miłości.









piątek, 20 czerwca 2014

Błagam, pokochaj mnie. cz.11

W klinice pierwszego dnia stawili się  o godzinie 8:00. Profesor, właściciel kliniki przywitał ich, przedstawił zakres praktyki. Maks  spodziewał się zupełnie czegoś  innego, Alicja była praktycznie przygotowana na wszystko.
Praktyka nie była zabawą. Musieli wykonywać czynności bardzo podstawowe, łącznie z myciem pacjentów, karmieniem, wożeniem ich na badania, uczestniczenie w badaniach, zabiegach  oraz zapoznawaniem się z procedurami obowiązującymi w klinice.
Alicja  większość czynności wykonywała tak, jakby to miała we krwi. Przecież niejednokrotnie jako wolontariuszka w polskim hospicjum to robiła. Maks, co prawda nie uskarżał się, ale było mu ciężko. Nie był przyzwyczajony do fizycznej pracy. Czasami gdy ją  spotykał na korytarzu skradał pocałunki.
     Jedna z pacjentek powiedziała   Alicji, że jej chłopak musi ją bardzo kochać.
- Tak, a dlaczego pani tak myśli?
- Ja nie myślę,  ja widzę. Chciałabym, aby moją córkę kochał tak jej narzeczony. Ale on jest sztywny jak kołek, jedynie cholernie bogaty. Bo w sferach ludzi bogatych liczą  się jedynie pieniądze i łączenie majątków. Miłość? Dla nas miłość nie istnieje, jedynie miłość do bogactwa i do pieniędzy.
- No tak już w życiu jest.
     W sobotę pojechali w Alpy. Alicja zachwycała się widokami. Willa, którą Kellerowie mieli w górach  zrobiła na niej ogromne wrażenie.
Mieli do dyspozycji cały dom, na posiłki mogli chodzić  do pobliskiej restauracji, ale Maks zaoferował swoje chęci i zdolności kulinarne. Jedzenie, które przygotowywał, było nie tylko dobre, ale wyśmienite.
- Kto cię nauczył gotować, chyba nie mama?
- Babunia Marija. Zawsze tak miło mówił o swojej opiekunce, która go wychowywała.
Ona zawsze miała dla mnie czas, a w kuchni, które było jej królestwem czułem się wyśmienicie.
Wieczorem siedząc przy kominku z trzaskającymi polanami opowiadał Alicji o tym, jak ona go namówiła do podjęcia studiów w Polsce. Przypominała mu, że jest Polakiem i w Polsce studia są na bardzo wysokim poziomie.
- W Polsce najbardziej tęsknię za babunią Marią.
  A jak przyjeżdżam tu na ferie czy wakacje, tęsknię za tobą.
Alicja popatrzyła na Maksa i uśmiechnęła się.
- A ja, muszę się przyznać, teraz tęsknię za mamą. Jesteśmy zawsze razem i tylko razem. Ona dała mi wszystko. Zastępowała również ojca, którego nigdy nie znałam. Wiem jedynie o nim tylko, że jest lekarzem, ale nigdy go nie widziałam, nie rozmawiałam z nim.
- Odrzucił własną córkę?
- Tego nie wiem. Mama mi nigdy tego nie mówiła.
W szczerości Maks zapytał się, nie wiadomo  dlaczego, kim dla niej jest profesor Florczyk?
Podobno na uczelni krążą plotki, że jesteś nim zauroczona a on tobą. Byłaś  jego dziewczyną, coś cię z nim wiąże? Nie wyprowadziłaś z błędu swoich koleżanek, lecz im powiedziałaś, że w każdej plotce, jest trochę prawdy.
- Jak powiem, że tak, to znienawidzisz mnie?
Maks się zastanowił i nic nie odpowiedział. Nie wierzył w to co mówi Alicja. Wydawało mu się, że już ją zna na tyle, że  nie byłaby w stanie wiązać  się z facetem, który mógłby być jej ojcem.
Nie wyglądała na dziewczynę, która prowadzi podwójne życie. Grzecznej dziewczynki i damy do towarzystwa dla profesora.
- Przyjechaliśmy tu na praktykę studencką. Obiecałeś mi, że jest to wyjazd nie zobowiązujący.
Nie chcę być twoją kochanką, chcę być twoją przyjaciółką. Nie jestem zakonnicą, ale postanowiłam sobie, że nie idę  z każdym facetem do łóżka.
- Tak, wiem to wszystko, ale ja cię kocham i błagam tego tam na górze, abyś  i ty mnie pokochała.
- Kochać , a mówić  kocham to dwie różne sprawy.  Dlatego, jestem powściągliwa. Nie nadużywam tego słowa.
- Wiem Aluś, nie nadużywasz,  to za dużo powiedziane. Ty w ogóle go nie używasz.
Uśmiechnęła się do niego. On objął ją i zaczął namiętnie całować. Nie broniła się, ale jednocześnie nie zatraciła do końca. Maks wiedział, jak daleko może się posunąć. I choć czuł wielką namiętność nie przekraczał bariery, która między nimi była.
     Po powrocie do Zurichu babunia Maria miała najwięcej czasu, aby z nimi porozmawiać.
Zachwycona była Alicją, jej taktem, elokwencją, zachowaniem, skromnością.
     Wakacje zbliżały się do końca. Ostatniego dnia dowiedzieli się, że za ich pracę otrzymają wynagrodzenie z premią.  Alicja bardzo się ucieszyła. W rozmowie z  Krystyną Keller napomknęła, że chciałaby  wnieść jakieś koszty trzymiesięcznego mieszkania w ich domu.
- Dziecko, o czym ty mówisz. Jesteś naszym gościem.
  Największą przyjemnością  jest cię u nas gościć.  Babunia Maria jest zakochana w tobie.
Dzień przed wyjazdem pani Maria przyniosła Alicji prezent i kopertę.
- Nie, nie mogę wziąć pieniędzy.
- Mam ich sporo. Dostaję dobrą pensję, na nic nie wydaję. Nie mam już w Polsce rodziny, więc teraz dla mnie jesteś najważniejsza. Maks jest dla mnie jak wnuk. Kup sobie książki i wszystko co ci będzie potrzebne na studia.
Może kiedyś, jak już zostaniesz wyśmienitym lekarzem, a w to nie wątpię,  będziesz mnie leczyła?
Alicja ze łzami w oczach podziękowała za prezent, za miłość, jaką otoczyła ją pani Maria.
Na lotnisku w Warszawie czekała mama Alicji. Uścisków nie było końca. Zarówno jedna jak i druga były siebie bardzo stęsknione.
- Maks, jedziemy do nas. Ugotowałam dla was obiad..
- Fajnie, stęskniłem się za polską kuchnią, choć tam też ona była, ale nie taka oryginalna.
Po obiedzie, podwieczorku i kolacji Maks nie miał chęci pójścia do swojego domu. Tu mu było dobrze i rodzinnie.
- Ja idę do pracy, więc możesz tu spać. Pilnuj mojej córki.
Alicja podniosła wzrok na mamę. Była zdziwiona jej szczerością?
- Naprawdę? To zostaję.
- A mnie o zdanie zapytałeś?
- Mama pozwoliła, więc nawet jak ty nie chcesz to ja i tak zostaję. Jutro pojadę do swojego domu. Zabiorę z parkingu swój samochodzik i pojadę  do pustej chałupy.
Maks czuł się świetnie w mieszkaniu  pań Szymańskich, ale po raz pierwszy w nim został na noc.









środa, 18 czerwca 2014

Błagam, pokochaj mnie. cz. 10

W salonie było już kilka osób. Alicja ubrana w sukienkę, szpilki, z dobrze zrobionym makijażem zeszła ze schodów/ . Maks natychmiast podszedł do niej i podał jej swoją dłoń, potem delikatnie musnął ustami  w skroń.
- Wyglądasz zjawiskowo, szepnął jej do ucha. Kocham cię.
- Chciałem państwu przedstawić moją  koleżankę  ze studiów Alicję Szymańską.
Alicja lekko skinęła głową.
- Od poniedziałku zaczynamy praktykę w klinice naczyniowej doktora Brutha. Myślę, że polskiej uczelni nie przyniesiemy wstydu. Alicja jest najlepszą studentką na roku i chyba nawet na całej uczelni.
 Gustaw Keller tłumaczył wszystko to, co mówił Maks w języku polskim. Większość jednak swojej przemowy  mówił po francusku.
Wśród zebranych gości były dwie młode kobiety, w wieku Alicji.
Jedna była córką bankiera, która przyszła tu z rodzicami, druga córką profesora, z którym razem Gustaw Keller prowadził klinikę.
Młode damy co  raz patrzyły na siebie, jakby dawały sobie jakieś niewidzialne znaki. Gdy Maks podszedł z Alicją do nich, starały się być miłe. Z uśmiechem zapoznały się i wymieniły komplementy.
Ingram, córka bankiera czuła się w tym domu wyjątkowo swobodnie. Alicja była przekonana, że jest dziewczyną Maksa. Ingram przeprosiła Alicję i swoją przyjaciółkę, wzięła go za rękę   i wyprowadziła na taras. Długo ze sobą dyskutowali. Wydawało się, że ona wydaje mu jakieś polecenia, z których  nic sobie nie robił.
     Jedzenie na bankiecie było wyszukane. Wśród dań, były polskie pierogi i żurek.  Zawsze u Kellerów były takie potrawy, gdyż  Szwajcarzy dopominali się tego dobrego jedzenia. Poza tym były krewetki, kaczka nadziewana żurawiną, sałatki i owoce morze w różnej postaci.
 Po około dwóch godzinach towarzystwo przeniosło się do ogrodu, gdzie podano słodkości, lody, ciasto.
Zmieniono również trunki na bardziej lekkie.
Tak jak mówił Maks,  mężczyźni pozdejmowali krawaty, nie było już żadnego napięcia. Atmosfera z minuty na  minutę się rozluźniała.
Dwie młode damy pożegnały Kellerów i wyjechały, jako jedne  z pierwszych. Maks poczuł się bardziej swobodnie. Teraz  mógł tylko oddać się do dyspozycji Alicji. Opowiadał jej  kolejno o wszystkich gościach, czasami rzeczy bardzo pikantne.
     Zmęczona Alicja również za jakiś czas pożegnała zebranych. Maks odprowadził ją do pokoju na drugim piętrze.
- No i jakie wrażenie?
- Sympatyczni ludzie, niektórzy tacy dystyngowani.
- Ingram jest twoją dziewczyną?
Maks spojrzał zdziwiony na Alicję.
- Skąd ci przyszło to do głowy. Chyba zauważyłaś, że te dwie mają się ku sobie. Nawet z tym się nie
  kryją.
Kiedyś przed moim wyjazdem do Polski przyjaźniliśmy się i ja byłem osłoną przed jej rodzicami. Ją zawsze pociągały dziewczyny.
Czasami udawaliśmy, że mamy się ku sobie. Nigdy jej  nie pocałowałem, nawet  w policzek. A ciebie tak.
- Acha. I nawet nie tylko w policzek. Ale również w usta.
- Nie pamiętam.
- Może lepiej. Przyciągnął Alicję do siebie i zaczął ją namiętnie całować. Odwzajemniała jego pocałunki.
- Przyjdę do ciebie w nocy.
- Niestety, Alicja dała mu do zrozumienia, że nocnych schadzek nie będzie, a on obiecał jej staż w klinice a nie amory. A po wtóre pani Maria będzie mnie pilnowała- tak obiecała.
- Jak chcesz.
- Kocham cię.
- Ja ?.... Zamyśliła się.
- Jakby w myślach coś powiedziała, a głośno dopowiedziała. Bo miłość to nie tylko słowa, ale coś więcej.
- Wiem. Znów przyciągnął ją do siebie i zaczął całować. Gdy przestał szepnął jej do ucha.
- Błagam, pokochaj mnie. Pragnę  ciebie, pragnę być twój.
Odwrócił się na pięcie i niby zawstydzony małolat pobiegł do gości.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Błagam, pokochaj mnie. cz.9

Kolejny rok akademicki dobiegał końca.
- Alicja! Zagadnął ją Maks. Ojciec załatwił dwa miejsca  na praktykę w klinice w Zurichu:
- W klinice Gustawa Kellera?
Nie, w klinice chirurgii naczyniowej.
Jeśli wyrazisz zgodę  na wyjazd do Szwajcarii, będą stypendia ze wskazaniem nazwisk. Jeśli nie, pojedzie ktoś, kogo wybierze uczelnia.
- Propozycja nie do odrzucenia, ale muszę pogadać z mamą. Nie wiem jak zniesie naszą rozłąkę.
Maks nie chciał jej urazić, ale pomyślał, że ta dziewczyna jest już na tyle dorosła, aby mogła odciąć pępowinę.
Dał jej komórkę  i prosił, aby zadzwoniła do matki,  dzisiaj, teraz. Odpowiedź  musi być natychmiastowa, bo przecież  czas nagli.
Wykręciła nieśmiało numer telefonu do matki. Rozmowa była bardzo ciepła. Po wyrazie twarzy Maks nie mógł rozpoznać, czy matka się zgodzi, czy też nie.
Dobrze, tak mamo, dziękuję  mamo, rozumiem mamo, tak, nie i tym podobne odpowiedzi słyszał Maks.
- Tak, mama się zgodziła. Da sobie sama radę, tylko martwi się, gdzie będę spała i gdzie jadła.
Maks był wniebowzięty gdy usłyszał tą pozytywną wiadomość.
     Po zakończeniu roku akademickiego w ciągu  2-3 dni musieli wyjechać do Szwajcarii.
- Jedziemy samolotem, czy samochodem? Zapytał Maks.
- Wolałabym, zresztą, jak chcesz. Ty bardziej jesteś obrotny w tych sprawach.
Na lotnisku żegnała ich matka Alicji. Była rozpromieniona i bardzo szczęśliwa.
Żegnając się, Alicja zapewniała matkę, że będą w stałym kontakcie.
W samolocie  opowiedziała Maksowi, że jej mama walczy z chorobą nowotworową. Co prawda w danej chwili choroba  jest w remisji, natomiast wcześniej nie było tak dobrze.
Teraz dopiero Maks zrozumiał, dlaczego  Alicja tak mocno jest związana ze swoją matką. Wcześniej myślał, że to rozpieszczona jedynaczka..
Z samolotu wysiadali trzymając się za ręce.
- Witaj w moim kraju, powiedział do niej i przytulił do siebie. Zrobię wszystko, abyś  tu czuła się dobrze, abyś ze mną czuła się  wspaniale. Kocham cię.
- Dziękuję. Cmoknęła go w policzek.
  Kocham go pomyślała, kocham mocno, ale jeszcze mu tego nie powiem.
     Na szwajcarskim lotnisku czekała   matka Maksa. Najpierw przywitała się z Alicją, potem ucałowała syna.
Jadąc do domu zajechali do restauracji na obiad. Matka zaabsorbowana kliniką rzadko gotowała  w domu. Choć mieli polską gosposię, która prowadziła dom, sprzątała a wcześniej wychowywała Maksa, dzisiaj obiadu nie przygotowywała. Jak się później okazało przygotowywała kolację dla przyjaciół, syna i gościa z Polski.
Siedząc w restauracji Maks nie szczędził jej okazywania uczuć. Co jakiś czas całował ją w rękę, albo w skroń. Mama się uśmiechała, nawet jej się to podobało.
W czasie obiadu pani Krystyna, zakochana w synku omówiła wszystkie aspekty ich praktyki w Zurichu. Zaproponowała Alicji mieszkanie w ich willi. Dobrze wiedziała, że jeśli Alicja będzie mieszkała gdzie indziej, ona nie będzie miała w pobliżu ukochanego Maksia.
- Nie jest to zręczne dla mnie. Nie chcę być intruzem.
- Ale kochana, jakim intruzem. Dla mnie jesteś najważniejszym gościem. Dom, w którym mieszkamy jest duży, nikt sobie w nim nie przeszkadza.
     Rzeczywiście, dom Kellerów był nie tylko duży, ale ogromny, dwupiętrowy.
Alicja miała nawet do wyboru dla siebie pokój. Na I piętrze w pobliżu pokoju Maksa, lub na drugim, z pięknym widokiem na ogród a dalej na park.
- Wolę wyżej. Tam nie będę nikomu przeszkadzała.
Po rozpakowaniu się, wykąpaniu Alicja zeszła na dół, gdzie w salonie gosposia, pani Maria swoim gospodarskim okiem spoglądała na przygotowanie uroczystej kolacji.
- To pani przyjechała z Maksem?  Pani jest z Polką?
Nim Alicja odpowiedziała, ta uściskała ją i zaczęła całować.
- Już cię lubię moje kochane dziecko.
Podała jej szklankę wody i wyszły na taras. Przed oczami Alicji ukazał się bajkowy widok, jeszcze ładniejszy, niż widziała go z góry.
- Maks to dobry chłopiec. Szepnęła jej do ucha. Kocham go jak własne dziecko, wychowywałam go, bo rodzice nie za bardzo mieli  na to czas.
    Marija, co tak cicho rozmawiasz z Alicją?
Maks podszedł do starszej pani, ucałował ją w ręce, potem przytulił do siebie.
- Stęskniłem się za tobą  moja babuniu.
- Zabierz kochanie  Alę na spacer, do kolacji jeszcze trochę czasu.
Alicja powiedziała Maksowi, że trochę się tu źle w tych luksusach czuję. Ona jest wychowywana w innym świecie.
- Spokojnie. Dom jak dom. Zobaczysz to całe towarzystwo, które tu przyjdzie na kolację. Najpierw ułożeni, sztywni, potem wyluzowani, chamscy i prostaccy. Tak funkcjonuje cały świat.
Ja w Polsce czuję się dobrze. Tylko niektóre panienki, te, które uważają się za bogate czy lepszego pochodzenia  działają  mi na nerwy. Ingi, Arlety, Moniki, Beaty - dobrze ubrane, wykute, bo wypada skończyć medycynę, ale głupie i niezaradne życiowo.
- Mam prośbę. Na to wieczorne spotkanie, jeśli masz,  ubierz sukienkę. Najlepiej tą, którą miałaś na moich urodzinach.
Alicja ze zdziwieniem popatrzyła na Maksa .
- A mówią,  że mężczyźni nie zwracają uwagi na ubiór kobiety.
Spacer po ogrodzie  ukoił zmęczenie Alicji. Chodzili alejkami grubo  ponad godzinę..
Maks spojrzał na zegarek.
- Musimy wracać. Za niedługo   zaczną  przychodzić pierwsi goście.
Maria z uśmiechem znów przywitała Alicję.
- Cieszę się, będziemy mieli czas pogawędzić o Polsce. I wybrałaś pokój obok mojego. Będę się tobą opiekowała jak własną córką i nie pozwolę  skrzywdzić przez żadnego Szwajcara ani również Polaka.
     Maks, zapytała pani Maria, kochasz swoją dziewczynę?
- Ogromnie. Jest inna niż te szwajcarskie lalunie  z bogatych rodzin. Mądra, dobra, szlachetna i ona też chyba mnie kocha, tylko nie chce nigdy mi tego powiedzieć.
Nie mówi, ale to co dla mnie bezinteresownie robiła, jak leżałem w szpitalu świadczy o uczuciu.
- A może kiedyś była skrzywdzona przez  mężczyznę, dlatego  teraz nie ufa nikomu.
  Ale  widzę w jej oczach, że to dobre dziecko. A ja przecież się nie mylę.
  Kochaj ją i pamiętaj, że ona w życiu cię  nie skrzywdzi.