- Przepraszam, co się pan tak rozpycha. Nie widzi pan, że jest kolejka. Kurczę, jak w PRL, kto
silniejszy ten pierwszy.
- Znalazła się damulka, która będzie wychowywała kolejkowiczów.
Alicja popatrzyła na faceta, który wydawał się przystojnym. Jak ładny tak chamski, pomyślała.
Zresztą, widać, że to jakiś prowincjonalny burak. Nie potrafi się zachować i to ma być w przyszłości lekarz, który będzie leczył chorych ludzi.
Do młodego mężczyzny podszedł starszy, który zaczął mówić po francusku. Ten mu równie biegle odpowiadał, widać było, że prowadzili luźną konwersację.
Alicja znała język francuski, bo uczyła się go w szkole średniej. Udawała, że nic nie rozumie.
Ale gdy usłyszała, że ten młodszy do starego mówi, że ta przed nim to jakaś nauczycielka etyki, bądź katechetka, nie wytrzymała i w ich języku odpowiedziała.
- Lepiej być nauczycielką niż francuskim burakiem.
Stary poczerwieniał z wściekłości i chciał jednym haustem coś odpalić, ale ten młodszy i o niebo przystojniejszy go uciszył.
- Przestań, nie warto.
Alicja znalazła swoje nazwisko na liście przyjętych na studia medyczne. Była bardzo szczęśliwa.
Ziściły się jej marzenia i marzenia matki, która kiedyś również studiowała medycynę.
- Jest, jest, jest. Ktoś z radości wykrzyczał. Ale w tym tłoku nikogo to nie dziwiło. Przed gablotą z listą przyjętych na różne kierunki medyczne wszyscy byli podekscytowani.
Alicja gdy zobaczyła swoje nazwisko, odwróciła się i zaczęła wycofywać. Stanęła naprzeciwko młodego człowieka, który rozmawiał po francusku z tym drugim. Ojcem, może wujkiem, tego jeszcze nie wiedziała. On uśmiechnął się do niej i chyba chciał ją przeprosić, gdy w tym czasie na swoich spodniach poczuła błądzącą rękę. Maks dopchał się do listy przyjętych i zaczął ją czytać.
Alicja w tym czasie poczuła na swoim pośladku męską rękę. Na oślep przywaliła z liścia starszemu panu, który wcześniej mówił po francusku.
Stary chwycił się za policzek a Alicja przyśpieszyła przepychanie się przez tłum.
- A to francuski burak, padalec i pedał. Pomyślała.
Gustaw Keller ciągle trzymając się za policzek pytał syna, czy już się odnalazł.
- Tak, jestem. Możemy wracać do kawiarni, do mamy. Pewnie się ucieszy. Wierzyła we mnie.
Maks spojrzał na ojca i zobaczył zaczerwieniony policzek.
- Co ci się stało, wyglądasz, jakby ci ktoś przyłożył.
- No co ty, chyba zaczynam czuć zmęczenie. Przecież wiesz, że dzisiaj przyleciałem z sympozjum z Londynu.
Gustaw Keller wzrokiem szukał "swojego" oprawcy, kobiety z silnym ciosem. Niestety, nie wypatrzył jej w tłumie. Zniknęła.
W kawiarni siedziała matka Maksa, widać było, że lekko zdenerwowana.
Maks po francusku powiedział , że dostał się na studia i jest bardzo szczęśliwy.
- Ja też syneczku. Pocałowała go w policzek.
Zjedli po ciastku, wypili po lampce szampana. Gustaw wezwał taksówkę i pojechali do hotelu, gdzie kilka dni temu się zatrzymali.
Do rozpoczęcia studiów jeszcze kilka miesięcy, więc oprócz okazywania radości Maks nie chciał dzisiaj rozmawiać z rodzicami na temat stancji, akademika, czy innego zakwaterowania.
- Pewnie ci kupimy mieszkanie, będziesz się lepiej czuł. Zagadnął ojciec.
- Tato, nie dzisiaj. .Porozmawiamy o tym innym razem. Dzisiaj chciałbym odreagować stresy związane z oczekiwaniem na wyniki egzaminów i listę przyjętych.
Chciałbym się porządnie wyspać i pooglądać się za dziewczynami.
Takie tam sobie opowiadania o tym co było i czego nie było w serialu "Lekarze"
sobota, 31 maja 2014
czwartek, 29 maja 2014
Czy mozna uwieść Alicję Szymańską. cz. 24
Oliwia z mamą często chodziły na cmentarz. Czas niby leczy rany, ale nie dla tych dwóch kobiet.
Alicja przez kilka lat nie mogła pogodzić się ze śmiercią męża. Oliwka natomiast przez długi czas nie wierzyła, że jej ukochany tata opuścił ją na zawsze.
Oliwia zdała maturę i postanowiła, jak jej rodzice zdawać do Akademii Medycznej w Warszawie.
Nie wybierze specjalizacji chirurga, ale zastanawia się nad neurologią, może neurochirurgią. Guz mózgu ojca nie dawał jej spokoju. Tajemniczy, cichy zabijał go powoli. Zastanawiała się czy można było nie dopuścić do tego co się stało. Według lekarzy tak. To przecież nie sam guz był przyczyną śmierci, ale ustanie akcji serca. Wielkiego serca człowieka, które nadzwyczaj kochało żonę i jeszcze bardziej córkę.
- Wyjazd córki do Warszawy zaburzył nieco życie Alicji. Pomimo pracy, wieczorem w domu nie umiała funkcjonować. Czytała, pisała, płakała, czasami usypiała w ubraniu. Budziła się rano, wypijała kawę i biegła do pracy.
- Alicja, mam dwa bilety do opery. Zagadnął ją któregoś dnia Łukasz Wilecki. W sobotę jadę do Bydgoszczy.
- I co ja mam z tego, że ty masz bilety. Od niepamiętnych czasów uśmiechnęła się Alicja.
- Zapraszam cię, wiem że lubisz operę i teatr.
Lubiłam, bo lubię to zbyt wiele powiedziane.
- A jak będę nalegał, to skusisz się?
- No, zależy jak bardzo.
- Bardzo, bardzo. Odpowiedział Łukasz.
Alicja rzeczywiście skusiła się na wyjazd do Bydgoszczy. Wpadli do mamy Łukasza na pierogi z mięsem. Starsza pani krzątała się po kuchni i opowiadała o tym, jak gotowała te pierogi razem z Okrasą.
- Z czym?
Nie z czym, tylko z kim. W programem telewizyjnym Okrasy.
- Acha, z pełnymi ustami powiedział Łukasz.
Matka nie wspominała męża Alicji, chociaż już upłynęło sporo lat. W duchu jednak myślała o swoim już podstarzałym, a jeszcze ciągle wolnym synu.
- Mój Łukasz ciągle sam. Żadna kobieta nie chce się nim zaopiekować.
- A on chce się zaopiekować jakąś kobietą? Zapytała Alicja.
- Nie, żadną. Kobiety są głupie, naiwne i trzpiotki. W swoim życiu spotkałem tylko dwie normalne. Moją mamę i ciebie Aluś.
Alicja poczerwieniała, jak małolata.
Po spektaklu operowym pojechali do Torunia. Życie toczyło się monotonnie. Szpital, SOR, operacje, książki i sen.
Tylko tyle się zmieniło, że coraz częściej Łukasz zachodził do niej. Raz z pizzą, to z dobrym winem, ciastem.
Czasami siedział do późnych godzin wieczornych. Dyskutowali zazwyczaj na tematy zawodowe.
- Wiesz Łukasz. Oliwia zaprosiła mnie na uroczystość odebrania dyplomu lekarskiego.
- Już skończyła studia?
- Jak ten czas zleciał.
- Zaprosiła mnie z osobą towarzyszącą. Gdybyś mógł być tą osobą , byłabym ci ogromnie zobowiązana.
- Jak ogromnie?
- No, wdzięczna do końca życia.
- Jedyną wdzięcznością jaką był przyjął jest pójście ze mną do ołtarza.
Alicja o mało się nie zakrztusiła kęsem, który miała w ustach.
- Że co, że jak?
- No tak, to co słyszysz. Ciągamy się ze sobą już kilkanaście lat. Przed Maksem, po Maksie.
Czy nie lepiej prościej. Razem.
- Ok. Odpowiem ci w Warszawie, na balu nowych adeptów sztuki lekarskiej.
Gdy Oliwia cała w promieniach przybiegła do mamy i Łukasza, ciesząc się zakończeniem studiów, Alicja powiedziała jej, że wychodzi za mąż.
- No nareszcie. Łukasz, ale ci się trafiła dobra partia. Zachichotała Oliwia.
- Mnie też się trafiła niezła. Tyle lat wytrwałości i czekania to w przypadku mężczyzn mało możliwe. A jednak czasami się zdarza.
K O N I E C
Alicja przez kilka lat nie mogła pogodzić się ze śmiercią męża. Oliwka natomiast przez długi czas nie wierzyła, że jej ukochany tata opuścił ją na zawsze.
Oliwia zdała maturę i postanowiła, jak jej rodzice zdawać do Akademii Medycznej w Warszawie.
Nie wybierze specjalizacji chirurga, ale zastanawia się nad neurologią, może neurochirurgią. Guz mózgu ojca nie dawał jej spokoju. Tajemniczy, cichy zabijał go powoli. Zastanawiała się czy można było nie dopuścić do tego co się stało. Według lekarzy tak. To przecież nie sam guz był przyczyną śmierci, ale ustanie akcji serca. Wielkiego serca człowieka, które nadzwyczaj kochało żonę i jeszcze bardziej córkę.
- Wyjazd córki do Warszawy zaburzył nieco życie Alicji. Pomimo pracy, wieczorem w domu nie umiała funkcjonować. Czytała, pisała, płakała, czasami usypiała w ubraniu. Budziła się rano, wypijała kawę i biegła do pracy.
- Alicja, mam dwa bilety do opery. Zagadnął ją któregoś dnia Łukasz Wilecki. W sobotę jadę do Bydgoszczy.
- I co ja mam z tego, że ty masz bilety. Od niepamiętnych czasów uśmiechnęła się Alicja.
- Zapraszam cię, wiem że lubisz operę i teatr.
Lubiłam, bo lubię to zbyt wiele powiedziane.
- A jak będę nalegał, to skusisz się?
- No, zależy jak bardzo.
- Bardzo, bardzo. Odpowiedział Łukasz.
Alicja rzeczywiście skusiła się na wyjazd do Bydgoszczy. Wpadli do mamy Łukasza na pierogi z mięsem. Starsza pani krzątała się po kuchni i opowiadała o tym, jak gotowała te pierogi razem z Okrasą.
- Z czym?
Nie z czym, tylko z kim. W programem telewizyjnym Okrasy.
- Acha, z pełnymi ustami powiedział Łukasz.
Matka nie wspominała męża Alicji, chociaż już upłynęło sporo lat. W duchu jednak myślała o swoim już podstarzałym, a jeszcze ciągle wolnym synu.
- Mój Łukasz ciągle sam. Żadna kobieta nie chce się nim zaopiekować.
- A on chce się zaopiekować jakąś kobietą? Zapytała Alicja.
- Nie, żadną. Kobiety są głupie, naiwne i trzpiotki. W swoim życiu spotkałem tylko dwie normalne. Moją mamę i ciebie Aluś.
Alicja poczerwieniała, jak małolata.
Po spektaklu operowym pojechali do Torunia. Życie toczyło się monotonnie. Szpital, SOR, operacje, książki i sen.
Tylko tyle się zmieniło, że coraz częściej Łukasz zachodził do niej. Raz z pizzą, to z dobrym winem, ciastem.
Czasami siedział do późnych godzin wieczornych. Dyskutowali zazwyczaj na tematy zawodowe.
- Wiesz Łukasz. Oliwia zaprosiła mnie na uroczystość odebrania dyplomu lekarskiego.
- Już skończyła studia?
- Jak ten czas zleciał.
- Zaprosiła mnie z osobą towarzyszącą. Gdybyś mógł być tą osobą , byłabym ci ogromnie zobowiązana.
- Jak ogromnie?
- No, wdzięczna do końca życia.
- Jedyną wdzięcznością jaką był przyjął jest pójście ze mną do ołtarza.
Alicja o mało się nie zakrztusiła kęsem, który miała w ustach.
- Że co, że jak?
- No tak, to co słyszysz. Ciągamy się ze sobą już kilkanaście lat. Przed Maksem, po Maksie.
Czy nie lepiej prościej. Razem.
- Ok. Odpowiem ci w Warszawie, na balu nowych adeptów sztuki lekarskiej.
Gdy Oliwia cała w promieniach przybiegła do mamy i Łukasza, ciesząc się zakończeniem studiów, Alicja powiedziała jej, że wychodzi za mąż.
- No nareszcie. Łukasz, ale ci się trafiła dobra partia. Zachichotała Oliwia.
- Mnie też się trafiła niezła. Tyle lat wytrwałości i czekania to w przypadku mężczyzn mało możliwe. A jednak czasami się zdarza.
K O N I E C
środa, 28 maja 2014
Czy można uwieść Alicję Szymańską? cz. 23
Maks poddał się operacji stawu biodrowego. Rehabilitacja trwała dosyć długo. Niby pogodzony był z cierpieniem, nie pogodzony był jednak z losem. Dlaczego właśnie to wszystko spada na niego. Czasami miał obawy, czy jego ukochana Alicja to wszystko wytrzyma. Kiedyś przystojniak, sprawny fizycznie, teraz z miesiąca na miesiąc coraz większy wrak człowieka. Posiwiałe włosy, potykający się czasami o własne nogi, ciągle rehabilitowany.
Oliwka była jego wielkim szczęściem. Alicja deklarowała miłość do końca życia, on jednak ciągle miał obawy. Gdy ona zdecydowała się na bycie ponownie mamą, on kategorycznie temu się sprzeciwiał.
- Nie tylko ważne jest urodzić dziecko, ale go wychować. Nie wiem, czy jestem w stanie sprostać temu wyzwaniu.
Pomimo, że Alicja dawała z siebie wszystko, co może dać kobieta, żona, matka, on ciągle nie wierzył. Przecież chyba żaden facet nie oddałby się tak współmałżonce, no może nie każdy.
Alicja pracowała praktycznie bez ustanku. W szpitalu, przychodni, naukowo. Pisała artykuły do czasopism medycznych, wydała dwie kolejne książki. Jej nazwisko było znane w świecie medycznym. Maks, do niedawna utalentowany chirurg, teraz walczący ze swoimi słabościami. Praktycznie Oliwka trzymała go przy życiu.
- Mamusiu, podoba ci się moja fryzura?
Pięknie uplecione warkocze dobierane były niczym z żurnala.
- Byłaś z tatą u fryzjera?
- Nie, to tata mi uplótł warkocze. Kaśka , to znaczy moja koleżanka pokazała mu jak to się robi, a on szybko wyczarował na mojej głowie takie dzieło.
- Jestem pod wrażeniem. Mnie nigdy nie chciał zrobić żadnej fryzury, choć też miałam takie długie włosy jak ty.
Maks co prawda ukończył specjalizację lekarza chorób wewnętrznych i zaczął praktykować w przychodni, jednak to go nie satysfakcjonowało. Poważniejsze schorzenia kierował do specjalisty, natomiast według niego zajmował się jedynie wypisywaniem lekarstw.
Od pewnego czasu uskarżał się na ból głowy. Zrobił sobie podstawowe badania i poszedł do neurochirurga. Diagnozo była szokująca. Guz mózgu.
Nie powiedział o tym Alicji, obmyślał co powinien zrobić.
Uporządkował sprawy majątkowe i oświadczył Alicji, że chce wyjechać na jeden, dwa tygodnie do Szwajcarii. Chce trochę odpocząć.
Alicja nie przypuszczając nic złego nawet go zachęcała, aby rzeczywiście sobie odpoczął. Gdyby były wakacje pewnie pojechałaby z tobą Oliwka.
- W wakacje pojedziemy również. Rodzice już nie mogą się doczekać, kiedy odwiedzi ich ukochana wnuczka.
Alicja odwiozła Maksa na lotnisko. Po powrocie do Torunia zajechała jeszcze do Leona, gdzie Oliwka z koleżanką brały "korki" z biologii u Beaty.
Beata zachwycona była dziewczynami. Korepetycje polegały na odpytywaniu , ponieważ one naprawdę biologię miały w jednym palcu.
- Mamo, zobaczysz, zdam na 100 % egzamin gimnazjalny.
- Wierzę w to. Uczę się dla taty. Powiedział, że to go podbudowuje, jak mam dobre oceny.
Wieczorem Maks zadzwonił z Zurichu. Opowiedział o podróży i spotkaniu z rodzicami. Dziwnie dziękowała za wszystko co Alicja w życiu dla niego zrobiła.
- Maks, dlaczego mi tak dziękujesz? Zaniepokoiła się Alicja.
- Może dlatego, ze już za wami tęsknię?
Jutro postaram się zatelefonować, ale jak nie, to się nie martw, będzie wszystko w porządku.
Następnego dnia rano jeszcze raz zatelefonował do Alicji. Rozmowę prowadził, jakby na stałe się z nią żegnał. Ona jednak myślała, że to ze zmęczenia.
Kolejne dni były podobne. Krótkie rozmowy, uskarżanie się na samopoczucie, mówienie o miłości i tęsknocie.
W czwartek nie zatelefonował. Alicja zadzwoniła do Krystyny Keller, ale ona twierdziła, że Maks śpi bo był z ojcem w górach. Nadała mu więc sms, w którym pisała o tym, ze Oliwka tęskni za tatą.
Wieczorem następnego dnia zatelefonował Gustaw Keller i oświadczył synowej, że Maks zmarł w czasie operacji. Ustanie akcji serca. Reanimacja nie przyniosła skutków.
- Jakiej operacji? Alicja była oszołomiona tym co usłyszała.
- Tak, Maks mówił nam o tym, że ty o niczym nie wiesz. Nie chciał cię martwić swoim mózgiem i operacją. Dlatego przyjechał tu, by go zoperować. Nie wierzył polskim lekarzom. Naszym też się nie udało.
Wiadomość o śmierci męża była takim ciosem dla Alicji, że nawet nie mogła uronić jednej łzy.
Nie budziła Oliwii, nie chciała jej burzyć snu. Zatelefonowała do swojego ojca i siostry. Ci zjawili się w jej domu natychmiast.
- Jak ja powiem Oliwce? Ona przecież w to nie uwierzy.
- A o czym masz mi powiedzieć? W drzwiach salonu stanęła zaspana córka.
- Leon, powiedz jej, ja nie potrafię.
- Słuchaj kochanie. Twój tata nie żyje, zmarł w Szwajcarii.
Oliwia wtuliła się do matki.
- Mamusiu nie płacz. To się przecież nie wróci.
W czwórkę siedzieli w salonie i obmyślali ceremonię pogrzebu.
- Pewnie Kellerowie będą chcieli w Szwajcarii, przy sobie.
Krystyna Keller uzgodniła z Alicja, że dla wnuczki zrobią wszystko. Nawet zgodzą się o przewiezienie prochów do Polski.
Oliwka była jego wielkim szczęściem. Alicja deklarowała miłość do końca życia, on jednak ciągle miał obawy. Gdy ona zdecydowała się na bycie ponownie mamą, on kategorycznie temu się sprzeciwiał.
- Nie tylko ważne jest urodzić dziecko, ale go wychować. Nie wiem, czy jestem w stanie sprostać temu wyzwaniu.
Pomimo, że Alicja dawała z siebie wszystko, co może dać kobieta, żona, matka, on ciągle nie wierzył. Przecież chyba żaden facet nie oddałby się tak współmałżonce, no może nie każdy.
Alicja pracowała praktycznie bez ustanku. W szpitalu, przychodni, naukowo. Pisała artykuły do czasopism medycznych, wydała dwie kolejne książki. Jej nazwisko było znane w świecie medycznym. Maks, do niedawna utalentowany chirurg, teraz walczący ze swoimi słabościami. Praktycznie Oliwka trzymała go przy życiu.
- Mamusiu, podoba ci się moja fryzura?
Pięknie uplecione warkocze dobierane były niczym z żurnala.
- Byłaś z tatą u fryzjera?
- Nie, to tata mi uplótł warkocze. Kaśka , to znaczy moja koleżanka pokazała mu jak to się robi, a on szybko wyczarował na mojej głowie takie dzieło.
- Jestem pod wrażeniem. Mnie nigdy nie chciał zrobić żadnej fryzury, choć też miałam takie długie włosy jak ty.
Maks co prawda ukończył specjalizację lekarza chorób wewnętrznych i zaczął praktykować w przychodni, jednak to go nie satysfakcjonowało. Poważniejsze schorzenia kierował do specjalisty, natomiast według niego zajmował się jedynie wypisywaniem lekarstw.
Od pewnego czasu uskarżał się na ból głowy. Zrobił sobie podstawowe badania i poszedł do neurochirurga. Diagnozo była szokująca. Guz mózgu.
Nie powiedział o tym Alicji, obmyślał co powinien zrobić.
Uporządkował sprawy majątkowe i oświadczył Alicji, że chce wyjechać na jeden, dwa tygodnie do Szwajcarii. Chce trochę odpocząć.
Alicja nie przypuszczając nic złego nawet go zachęcała, aby rzeczywiście sobie odpoczął. Gdyby były wakacje pewnie pojechałaby z tobą Oliwka.
- W wakacje pojedziemy również. Rodzice już nie mogą się doczekać, kiedy odwiedzi ich ukochana wnuczka.
Alicja odwiozła Maksa na lotnisko. Po powrocie do Torunia zajechała jeszcze do Leona, gdzie Oliwka z koleżanką brały "korki" z biologii u Beaty.
Beata zachwycona była dziewczynami. Korepetycje polegały na odpytywaniu , ponieważ one naprawdę biologię miały w jednym palcu.
- Mamo, zobaczysz, zdam na 100 % egzamin gimnazjalny.
- Wierzę w to. Uczę się dla taty. Powiedział, że to go podbudowuje, jak mam dobre oceny.
Wieczorem Maks zadzwonił z Zurichu. Opowiedział o podróży i spotkaniu z rodzicami. Dziwnie dziękowała za wszystko co Alicja w życiu dla niego zrobiła.
- Maks, dlaczego mi tak dziękujesz? Zaniepokoiła się Alicja.
- Może dlatego, ze już za wami tęsknię?
Jutro postaram się zatelefonować, ale jak nie, to się nie martw, będzie wszystko w porządku.
Następnego dnia rano jeszcze raz zatelefonował do Alicji. Rozmowę prowadził, jakby na stałe się z nią żegnał. Ona jednak myślała, że to ze zmęczenia.
Kolejne dni były podobne. Krótkie rozmowy, uskarżanie się na samopoczucie, mówienie o miłości i tęsknocie.
W czwartek nie zatelefonował. Alicja zadzwoniła do Krystyny Keller, ale ona twierdziła, że Maks śpi bo był z ojcem w górach. Nadała mu więc sms, w którym pisała o tym, ze Oliwka tęskni za tatą.
Wieczorem następnego dnia zatelefonował Gustaw Keller i oświadczył synowej, że Maks zmarł w czasie operacji. Ustanie akcji serca. Reanimacja nie przyniosła skutków.
- Jakiej operacji? Alicja była oszołomiona tym co usłyszała.
- Tak, Maks mówił nam o tym, że ty o niczym nie wiesz. Nie chciał cię martwić swoim mózgiem i operacją. Dlatego przyjechał tu, by go zoperować. Nie wierzył polskim lekarzom. Naszym też się nie udało.
Wiadomość o śmierci męża była takim ciosem dla Alicji, że nawet nie mogła uronić jednej łzy.
Nie budziła Oliwii, nie chciała jej burzyć snu. Zatelefonowała do swojego ojca i siostry. Ci zjawili się w jej domu natychmiast.
- Jak ja powiem Oliwce? Ona przecież w to nie uwierzy.
- A o czym masz mi powiedzieć? W drzwiach salonu stanęła zaspana córka.
- Leon, powiedz jej, ja nie potrafię.
- Słuchaj kochanie. Twój tata nie żyje, zmarł w Szwajcarii.
Oliwia wtuliła się do matki.
- Mamusiu nie płacz. To się przecież nie wróci.
W czwórkę siedzieli w salonie i obmyślali ceremonię pogrzebu.
- Pewnie Kellerowie będą chcieli w Szwajcarii, przy sobie.
Krystyna Keller uzgodniła z Alicja, że dla wnuczki zrobią wszystko. Nawet zgodzą się o przewiezienie prochów do Polski.
sobota, 24 maja 2014
Czy można uwieść Alicje Szymańską. cz. 22
Elżbieta Bosak zaproponowała profesorowi spotkanie z personelem szpitala i udział w krótkiej konferencji naukowej na temat operacji stawu biodrowego. Wolałby co prawda przyjechać bez żadnych ceregieli, ale Elżbieta uważała, że wiedzę profesora należy wykorzystać.
Spotkanie profesora z Elżbietą było niezwykle pracowite. W rozmowach ze swoimi kolegami ze studiów, Elżbietą, Jasińskim, Karkoszką i Florczykiem nie czuło się upływu lat. Wszyscy zachowywali się jak po najtrudniejszej sesji egzaminacyjnej, którą bez wyjątku perfekcyjnie zaliczyli. Szaleli ze szczęścia, wspominali lata studiów, opowiadali o swojej karierze zawodowej.
Spotkanie Maksa z profesorem nie było takie radosne. Mówił prawdę, nie owijał w bawełnę. Noga wg niego od samego początku była źle leczona. Wg niego po wypadku powinien wymieniony być staw biodrowy, lecz tego w Szwajcarii nie zrobiono. Również staw kolanowy nie funkcjonował tak jak potrzeba. On pewnie mając takiego pacjenta zaraz po wypadku wymieniłby staw kolanowy. On by to zrobił, ale nie negował lekarzy szwajcarskich. Może wówczas, zaraz po wypadku rzeczywiście nie było takiej pilnej potrzeby, aby dokonywać wymiany.
Uciekanie stopy i potykanie się nie było związane tylko ze zmianami stawów i kości.
- Trzeba szukać przyczyny w mózgu. Powiedział.
- Pan profesor sugeruje jakiegoś guza?
- Ja nic nie sugeruję. Uważam, że trzeba szukać przyczyny do końca. Nie poddawać się i usuwać z organizmu to co nie pozwala mu normalnie i prawidłowo funkcjonować.
Maks nie był podbudowany tym co usłyszał. Alicja się rozkleiła i zaczęła płakać.
Wieczorem przy kolacji przy świecach Maks nie był rozmowny.
- Chciałbym jak najdłużej żyć dla Oliwki. Zniosę każde cierpienie, byle być z wami i cieszyć się jak ona rośnie i rozwija się. Zgadzam się na wszystko co zasugerował profesor. Zoperuję nogę i wymienię naturalne acz wadliwe stawy. W pierwszej kolejności zrobię tomografię głowy.
Gustaw Keller nie dowierzał temu, co mówił mu syn. Tu w Szwajcarii czegoś nie dopatrzyli?
- Tato, może tylko precyzyjne są szwajcarskie zegarki, medycyna mniej. Konowałów w świecie nie brakuje, pewnie w twoim kraju też są lekarze, którzy leczą, ale są bez wyobraźni. Nie potrafią przewidzieć powikłań, czy niedopatrzeń lub zaniedbań.
Maks zmęczony chorobą i brakiem perspektyw na powrót do stołu operacyjnego, rozpoczął realizację nowej specjalizacji lekarza chorób wewnętrznych.
Elżbieta Bosak znając umiejętności i wiedzę Maksa Kellera bez problemu wyraziła zgodę na zmianę przez niego specjalizacji. Była na tyle ludzkim człowiekiem, że pozwoliła, aby jego pracą korelowała z pracą Alicji.
Powrót Maksa do szpitala i to na inny oddział nie zadziałał na Maksa budująco. Po kilku tygodniach uporał się ze stresem i pracował na pełnych obrotach. Intensywnie również przygotowywał się do operacji stawu biodrowego. Postanowił czekać w kolejce, jak inni pacjenci. Gdy się dowiedział o tym Gustaw, natychmiast opłacił mu operację i kupił staw biodrowy. Maks nie skorzystał z jego propozycji operacji w Szwajcarii. Zrobił mu ją profesor Umbro, który uwielbiał przyjeżdżać do Torunia, do swoich starych znajomych. Był wdowcem. W domu miał gosposię, która dbała zarówno o jego wyżywienie, ubranie i dom. To mu bardzo odpowiadało, nie szukał sobie kolejnej żony. Przyjazdy do Torunia traktował jak odpoczynek. Z Krzysztofem i Leonem kilkakrotnie wybrał się na ryby.
- Jakie życie jest cudowne nad wodą. Do tej pory myślałem, że kariera naukowa i pieniądze są najważniejsze. Lekarze nie potrafili uratować mojej żony, z którą tylko jeden raz w roku jeździłem na wczasy. Ile pięknych rzeczy w życiu straciłem, straciliśmy. Użalał się nad sobą profesor.
- Tu na prowincji lepiej i łatwiej żyć. Praca w mniejszym tempie, brak gonitwy za. Tu się zatrzymał i pomyślał.
- Za nie wiadomo czym.
- Stacho, gdybyś mieszkał na wsi, to dopiero poczułbyś swobodę. Tam czas płynie wolniej i człowiek wolniej się starzeje. Może jest biedniejszy, ale zdrowszy psychicznie.
- Macie rację. Człowiek zatraca się w gonitwie za pieniądzem, a potem to już kariera i pieniądze gonią człowieka, a on nie potrafi się temu oprzeć.
Spotkanie profesora z Elżbietą było niezwykle pracowite. W rozmowach ze swoimi kolegami ze studiów, Elżbietą, Jasińskim, Karkoszką i Florczykiem nie czuło się upływu lat. Wszyscy zachowywali się jak po najtrudniejszej sesji egzaminacyjnej, którą bez wyjątku perfekcyjnie zaliczyli. Szaleli ze szczęścia, wspominali lata studiów, opowiadali o swojej karierze zawodowej.
Spotkanie Maksa z profesorem nie było takie radosne. Mówił prawdę, nie owijał w bawełnę. Noga wg niego od samego początku była źle leczona. Wg niego po wypadku powinien wymieniony być staw biodrowy, lecz tego w Szwajcarii nie zrobiono. Również staw kolanowy nie funkcjonował tak jak potrzeba. On pewnie mając takiego pacjenta zaraz po wypadku wymieniłby staw kolanowy. On by to zrobił, ale nie negował lekarzy szwajcarskich. Może wówczas, zaraz po wypadku rzeczywiście nie było takiej pilnej potrzeby, aby dokonywać wymiany.
Uciekanie stopy i potykanie się nie było związane tylko ze zmianami stawów i kości.
- Trzeba szukać przyczyny w mózgu. Powiedział.
- Pan profesor sugeruje jakiegoś guza?
- Ja nic nie sugeruję. Uważam, że trzeba szukać przyczyny do końca. Nie poddawać się i usuwać z organizmu to co nie pozwala mu normalnie i prawidłowo funkcjonować.
Maks nie był podbudowany tym co usłyszał. Alicja się rozkleiła i zaczęła płakać.
Wieczorem przy kolacji przy świecach Maks nie był rozmowny.
- Chciałbym jak najdłużej żyć dla Oliwki. Zniosę każde cierpienie, byle być z wami i cieszyć się jak ona rośnie i rozwija się. Zgadzam się na wszystko co zasugerował profesor. Zoperuję nogę i wymienię naturalne acz wadliwe stawy. W pierwszej kolejności zrobię tomografię głowy.
Gustaw Keller nie dowierzał temu, co mówił mu syn. Tu w Szwajcarii czegoś nie dopatrzyli?
- Tato, może tylko precyzyjne są szwajcarskie zegarki, medycyna mniej. Konowałów w świecie nie brakuje, pewnie w twoim kraju też są lekarze, którzy leczą, ale są bez wyobraźni. Nie potrafią przewidzieć powikłań, czy niedopatrzeń lub zaniedbań.
Maks zmęczony chorobą i brakiem perspektyw na powrót do stołu operacyjnego, rozpoczął realizację nowej specjalizacji lekarza chorób wewnętrznych.
Elżbieta Bosak znając umiejętności i wiedzę Maksa Kellera bez problemu wyraziła zgodę na zmianę przez niego specjalizacji. Była na tyle ludzkim człowiekiem, że pozwoliła, aby jego pracą korelowała z pracą Alicji.
Powrót Maksa do szpitala i to na inny oddział nie zadziałał na Maksa budująco. Po kilku tygodniach uporał się ze stresem i pracował na pełnych obrotach. Intensywnie również przygotowywał się do operacji stawu biodrowego. Postanowił czekać w kolejce, jak inni pacjenci. Gdy się dowiedział o tym Gustaw, natychmiast opłacił mu operację i kupił staw biodrowy. Maks nie skorzystał z jego propozycji operacji w Szwajcarii. Zrobił mu ją profesor Umbro, który uwielbiał przyjeżdżać do Torunia, do swoich starych znajomych. Był wdowcem. W domu miał gosposię, która dbała zarówno o jego wyżywienie, ubranie i dom. To mu bardzo odpowiadało, nie szukał sobie kolejnej żony. Przyjazdy do Torunia traktował jak odpoczynek. Z Krzysztofem i Leonem kilkakrotnie wybrał się na ryby.
- Jakie życie jest cudowne nad wodą. Do tej pory myślałem, że kariera naukowa i pieniądze są najważniejsze. Lekarze nie potrafili uratować mojej żony, z którą tylko jeden raz w roku jeździłem na wczasy. Ile pięknych rzeczy w życiu straciłem, straciliśmy. Użalał się nad sobą profesor.
- Tu na prowincji lepiej i łatwiej żyć. Praca w mniejszym tempie, brak gonitwy za. Tu się zatrzymał i pomyślał.
- Za nie wiadomo czym.
- Stacho, gdybyś mieszkał na wsi, to dopiero poczułbyś swobodę. Tam czas płynie wolniej i człowiek wolniej się starzeje. Może jest biedniejszy, ale zdrowszy psychicznie.
- Macie rację. Człowiek zatraca się w gonitwie za pieniądzem, a potem to już kariera i pieniądze gonią człowieka, a on nie potrafi się temu oprzeć.
środa, 21 maja 2014
Czy można uwieść Alicję Szymańską? cz. 21
Pogruchotana w wypadku noga Maksa dochodziła do sprawności bardzo powoli. Intensywna rehabilitacja spowodowała, że Maks już nie chodził ani o kulach, ani o lasce, ale widocznie kulał.
To przeszkadzało mu w chodzeniu po schodach, czy przyśpieszaniu tempa..
Pewnego razu Alicja zauważały, że Maks co jakiś czas się potyka. Nie było to nagminne, ale czasami mu się to przytrafiało.
W czasie rozmowy z Alicją przyznał się, że również to zauważył, już wcześniej. Nie chciał jej niepokoić, dlatego o tym nie rozmawiał.
Alicja zleciła mu dodatkowe badania, których początkowo nie chciał wykonać. Gdy już wszystkie badania były w komplecie, sama pojechała do Konstancina spotkać się ze światowej sławy ortopedą.
Był to jej profesor z uczelni medycznej. Ponieważ była wyróżniającą się studentką dobrze ją zapamiętał i bardzo miło przyjął.
Obejrzał zdjęcia i nie ukrywał niezadowolenia. Krok po kroku, praktycznie milimetr po milimetrze pokazywał jej w tomografii nieodwracalne zmiany w kościach i stawach.
- A w Szwajcarii są lepsze warunki do leczenia tego typu przypadków?
- Dziecko, to co jest w Szwajcarii, jest również w Polsce. Są postępujące schorzenia, których nigdy na świecie nie da się wyleczyć?
- Ależ profesorze, teraz nawet raka można wyleczyć. Odpowiedziała Alicja.
- Tak, niektóre rodzaje, ale nie wszystkie i ty o tym dobrze wiesz.
- To przyjadę z mężem do pana profesora, jeśli oczywiście jest to możliwe.
Profesor szczerze się uśmiechnął do Alicji.
- Alicjo, dziecko moje. Ja przyjadę do Torunia. Słyszałem o waszym szpitalu, który w rankingu wszystkich szpitali wiedzie prym. A Elżbieta Bosak jest moją koleżanką ze studiów.
- Naprawdę? A Leon Jasiński?
- Leoś też tam pracuje? Zapytał profesor.
- Tak, jest ordynatorem chirurgii a na dodatek moim tatą.
- I ty na studiach nigdy nie przyznałaś się do tego.
- Twoja mama miała na imię Marta?
Nie czekał na odpowiedź tylko mówił jakby sam do siebie.
- Tak. Marta i Leoś. Najcudowniejsza dziewczyna na roku. Wszyscy strzelali za nią oczami. No ale Leoś miał to szczęście, że to ona go wybrała. Wybrała a potem zostawiła. Chyba jednak ją musiał odnaleźć skoro mają taką córkę, wspaniałą młodą lekarkę.
Alicja nie wyprowadzała z błędu profesora. Najważniejszy teraz był Maks i jego zdrowie.
Na pożegnanie poprosił Alicję o umówienie go z Elżbietą Bosak.
- Wiesz, mógłbym to zrobić sam, ale mam tyle pracy, że jestem zakręcony jak słoik do majonezu.
Jak mnie z nią umówisz, to przyjadę.
Wracając do Torunia wiedziała, że nadzieja leży tylko w rękach profesora. Światowej sławy ortopeda leczył największe znakomitości w świecie, również członków rodzin królewskich.
Alicja wróciła do Torunia optymistycznie nastawiona do życia.
Następnego dnia poinformowała dyrektorkę, że spotkała się z profesorem Umbro, który chciałby odwiedzić nasz szpital.
- Kurczę, Stasio Umbro.
Zatelefonowała po Leona, który szybko przyszedł do gabinetu pani pryncypał.
- Pamiętasz Stasia Umbro?
- Pewnie, kiedyś w młodości nawet kilka przypadków z nim konsultowałem. Teraz praktycznie jest nieosiągalny, rozchwytywany na całym świecie. Nawet konsultował złamane biodro Papieża.
- Chce przyjechać do Torunia?
- Tak sam, od siebie? Niemożliwe?
- I to za sprawą twojej córki, Alicji. Była u niego w sprawie Maksa.
- Czy to nie prawdziwe powiedzenie, że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Ale, że moja Ala dostała się do niego. Cud nad cudami i cudem pogania.
Dyrektor Bosak oznajmiła Alicji, że ona dostosuje się do każdego terminu profesora.
- Pani dyrektor, powiedziałam mu, że to pani zatelefonuje do niego. Był przeszczęśliwy.
Bosakowa trzy razy dzwoniła do kliniki do Konstancina, ale bezskutecznie. Dopiero za czwartym razem udało jej się połączyć z profesorem.
- Mówi Elżbieta Bosak, dyrektor szpitala Copernicus w Toruniu. Czy rozmawiam z profesorem Umbro?
- Ela, laseczko ty moja. No już wiem, że jesteś dyrektorem, ale po co tak oficjalnie. Profesor chyba nie, tylko jak dawniej Stacho.
- No pewnie. Tytuły naukowe czy zawodowe nie są przecież ozdobą nazwiska, jedynie potrzebne nam na pewne stanowiska pracy.
- Ela, niezmiernie mi miło, że cię słyszę, będę szczęśliwy, gdy cię zobaczę. Po tylu latach. Och, już cieszę się na to spotkanie.
To przeszkadzało mu w chodzeniu po schodach, czy przyśpieszaniu tempa..
Pewnego razu Alicja zauważały, że Maks co jakiś czas się potyka. Nie było to nagminne, ale czasami mu się to przytrafiało.
W czasie rozmowy z Alicją przyznał się, że również to zauważył, już wcześniej. Nie chciał jej niepokoić, dlatego o tym nie rozmawiał.
Alicja zleciła mu dodatkowe badania, których początkowo nie chciał wykonać. Gdy już wszystkie badania były w komplecie, sama pojechała do Konstancina spotkać się ze światowej sławy ortopedą.
Był to jej profesor z uczelni medycznej. Ponieważ była wyróżniającą się studentką dobrze ją zapamiętał i bardzo miło przyjął.
Obejrzał zdjęcia i nie ukrywał niezadowolenia. Krok po kroku, praktycznie milimetr po milimetrze pokazywał jej w tomografii nieodwracalne zmiany w kościach i stawach.
- A w Szwajcarii są lepsze warunki do leczenia tego typu przypadków?
- Dziecko, to co jest w Szwajcarii, jest również w Polsce. Są postępujące schorzenia, których nigdy na świecie nie da się wyleczyć?
- Ależ profesorze, teraz nawet raka można wyleczyć. Odpowiedziała Alicja.
- Tak, niektóre rodzaje, ale nie wszystkie i ty o tym dobrze wiesz.
- To przyjadę z mężem do pana profesora, jeśli oczywiście jest to możliwe.
Profesor szczerze się uśmiechnął do Alicji.
- Alicjo, dziecko moje. Ja przyjadę do Torunia. Słyszałem o waszym szpitalu, który w rankingu wszystkich szpitali wiedzie prym. A Elżbieta Bosak jest moją koleżanką ze studiów.
- Naprawdę? A Leon Jasiński?
- Leoś też tam pracuje? Zapytał profesor.
- Tak, jest ordynatorem chirurgii a na dodatek moim tatą.
- I ty na studiach nigdy nie przyznałaś się do tego.
- Twoja mama miała na imię Marta?
Nie czekał na odpowiedź tylko mówił jakby sam do siebie.
- Tak. Marta i Leoś. Najcudowniejsza dziewczyna na roku. Wszyscy strzelali za nią oczami. No ale Leoś miał to szczęście, że to ona go wybrała. Wybrała a potem zostawiła. Chyba jednak ją musiał odnaleźć skoro mają taką córkę, wspaniałą młodą lekarkę.
Alicja nie wyprowadzała z błędu profesora. Najważniejszy teraz był Maks i jego zdrowie.
Na pożegnanie poprosił Alicję o umówienie go z Elżbietą Bosak.
- Wiesz, mógłbym to zrobić sam, ale mam tyle pracy, że jestem zakręcony jak słoik do majonezu.
Jak mnie z nią umówisz, to przyjadę.
Wracając do Torunia wiedziała, że nadzieja leży tylko w rękach profesora. Światowej sławy ortopeda leczył największe znakomitości w świecie, również członków rodzin królewskich.
Alicja wróciła do Torunia optymistycznie nastawiona do życia.
Następnego dnia poinformowała dyrektorkę, że spotkała się z profesorem Umbro, który chciałby odwiedzić nasz szpital.
- Kurczę, Stasio Umbro.
Zatelefonowała po Leona, który szybko przyszedł do gabinetu pani pryncypał.
- Pamiętasz Stasia Umbro?
- Pewnie, kiedyś w młodości nawet kilka przypadków z nim konsultowałem. Teraz praktycznie jest nieosiągalny, rozchwytywany na całym świecie. Nawet konsultował złamane biodro Papieża.
- Chce przyjechać do Torunia?
- Tak sam, od siebie? Niemożliwe?
- I to za sprawą twojej córki, Alicji. Była u niego w sprawie Maksa.
- Czy to nie prawdziwe powiedzenie, że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Ale, że moja Ala dostała się do niego. Cud nad cudami i cudem pogania.
Dyrektor Bosak oznajmiła Alicji, że ona dostosuje się do każdego terminu profesora.
- Pani dyrektor, powiedziałam mu, że to pani zatelefonuje do niego. Był przeszczęśliwy.
Bosakowa trzy razy dzwoniła do kliniki do Konstancina, ale bezskutecznie. Dopiero za czwartym razem udało jej się połączyć z profesorem.
- Mówi Elżbieta Bosak, dyrektor szpitala Copernicus w Toruniu. Czy rozmawiam z profesorem Umbro?
- Ela, laseczko ty moja. No już wiem, że jesteś dyrektorem, ale po co tak oficjalnie. Profesor chyba nie, tylko jak dawniej Stacho.
- No pewnie. Tytuły naukowe czy zawodowe nie są przecież ozdobą nazwiska, jedynie potrzebne nam na pewne stanowiska pracy.
- Ela, niezmiernie mi miło, że cię słyszę, będę szczęśliwy, gdy cię zobaczę. Po tylu latach. Och, już cieszę się na to spotkanie.
niedziela, 18 maja 2014
Czy można uwieść Alicję Szymańska. cz. 20
Oliwka rosła jak na drożdżach. Alicja zakochana w dziecku nie widziała poza nim świata.
Na kilka tygodni, gdy uznała, że Maks po wyjściu ze szpitala dochodzi do siebie przyjechała do Torunia.
Na kilka tygodni, gdy uznała, że Maks po wyjściu ze szpitala dochodzi do siebie przyjechała do Torunia.
Zrobiła przemeblowanie w mieszkaniu, aby czuć się lepiej. Beata była zawsze pod ręką. Kochała siostrzenicę i sama zapragnęła mieć taką dziewczynkę.
Urlop macierzyński nieubłaganie zbliżał się ku końcowi. Alicja była w ciągłych rozjazdach na trasie Toruń Zurich. Małej podobały się loty samolotem i dobrze je znosiła.
W Szwajcarii praktycznie przez cały czas była z Maksem. Nawet towarzyszyła mu na sali rehabilitacyjnej. Dużo rozmawiali o powrocie do Polski. Maks tęsknił za pracą. Jedna noga odmawiała mu posłuszeństwa. Początkowo chodził o kuli, potem o lasce. Nie było mowy aby stanął za stołem operacyjnym, gdyż nie wytrzymałby fizycznie kilku godzin w pozycji stojącej.
Urlop macierzyński nieubłaganie zbliżał się ku końcowi. Alicja była w ciągłych rozjazdach na trasie Toruń Zurich. Małej podobały się loty samolotem i dobrze je znosiła.
W Szwajcarii praktycznie przez cały czas była z Maksem. Nawet towarzyszyła mu na sali rehabilitacyjnej. Dużo rozmawiali o powrocie do Polski. Maks tęsknił za pracą. Jedna noga odmawiała mu posłuszeństwa. Początkowo chodził o kuli, potem o lasce. Nie było mowy aby stanął za stołem operacyjnym, gdyż nie wytrzymałby fizycznie kilku godzin w pozycji stojącej.
Po urlopie macierzyńskim Alicja wróciła do pracy. Kilka dni wystarczyło jej na wdrożenie się, przypomnienie wszelkich zasad tych pisanych i tych niepisanych. Początkowo dzieckiem, gdy Alicja była w pracy zajmowała się Beata z Jasińskim.
Maks przyjechał do Polski aby rozeznać się, czy w Toruniu będzie mógł być rehabilitowany na takim poziomie, jak w Szwajcarii.
Jak się później okazało, w niektórych przypadkach zabiegi kinezyterapii były skuteczniejsze niż te w Szwajcarii. Po kolejnym miesiącu Maks odrzucił laskę i powoli zaczynał chodzić samodzielnie.
Początkowo nie było to łatwe. Każdego dnia pokonywał coraz dłuższe trasy. Do domu wracał zmęczony, wręcz wykończony.
Kończył się 8 miesiąc zwolnienia. Zaproponowano Maksowi rentę rehabilitacyjną. Były to groszowe wpływy, ale zgodził się. Matka każdego miesiąca przysyłała mu pokaźne sumy pieniędzy na normalne życie i rehabilitację. Nie była przecież biedna, była żoną bogatego chirurga i współwłaścicielką kliniki chirurgicznej i kilku przychodni chirurgicznych w Szwajcarii.
Maks fizycznie się zmienił. Był bardzo szczupły, posiwiały mu włosy, co dodało mu uroku osobistego, ale również lat. Utykał lekko na nogę, ale to mu nie przeszkadzało normalnie funkcjonować.
Kellerowie poprosili Łukasza Wileckiego, czy mógłby im pomóc przy zakupie nowego samochodu.
Maks przyjechał do Polski aby rozeznać się, czy w Toruniu będzie mógł być rehabilitowany na takim poziomie, jak w Szwajcarii.
Jak się później okazało, w niektórych przypadkach zabiegi kinezyterapii były skuteczniejsze niż te w Szwajcarii. Po kolejnym miesiącu Maks odrzucił laskę i powoli zaczynał chodzić samodzielnie.
Początkowo nie było to łatwe. Każdego dnia pokonywał coraz dłuższe trasy. Do domu wracał zmęczony, wręcz wykończony.
Kończył się 8 miesiąc zwolnienia. Zaproponowano Maksowi rentę rehabilitacyjną. Były to groszowe wpływy, ale zgodził się. Matka każdego miesiąca przysyłała mu pokaźne sumy pieniędzy na normalne życie i rehabilitację. Nie była przecież biedna, była żoną bogatego chirurga i współwłaścicielką kliniki chirurgicznej i kilku przychodni chirurgicznych w Szwajcarii.
Maks fizycznie się zmienił. Był bardzo szczupły, posiwiały mu włosy, co dodało mu uroku osobistego, ale również lat. Utykał lekko na nogę, ale to mu nie przeszkadzało normalnie funkcjonować.
Kellerowie poprosili Łukasza Wileckiego, czy mógłby im pomóc przy zakupie nowego samochodu.
On za bardzo się nie znał, ale wybłagał swojego przyjaciela, znanego w Toruniu mechanika samochodowego. W salonie, gdy Alicja z Maksem oglądali samochody on nosił na rękach Oliwkę.
Bardzo podobały się małej jego czarne okulary. Chwytała rączkami i próbowała mu je zdjąć.
- Maluszku, nie wolno wujkowi zdejmować okularów. Będzie słabo widział.
Mówił do niej tak, jakby cośkolwiek z tego rozumiała. Ona trzepotała rączkami i śmiała się.
Gdy oddał ją Alicji nie była zachwycona, ciągle wyciągała do niego ręce.
W tym dniu obejrzeli kilka samochodów, ale nie zdecydowali się na kupno żadnego. Za dwa dni znowu umówili się z Wileckim. On bardzo chętnie z nimi włóczył się i doradzał. Wreszcie zdecydowali się na Mazdę 5 Minivan - siedmioosobowy. Samochód był wygodny, a o to chodziło Alicji, aby jej mąż miał komfort jazdy. Maks nie odważył się siadać za kierownicą, był zawsze pasażerem żony.
Gdy Krystyna Keller dowiedziała się, że kupili nowe auto, natychmiast przysłała im pieniądze.
Kochała swojego jedynego syna ponad życie, dziękowała Bogu za Alicję, która całkowicie oddała się opiece nad jej synem.
Kochała swojego jedynego syna ponad życie, dziękowała Bogu za Alicję, która całkowicie oddała się opiece nad jej synem.
W pracy mało kto przy Alicji mówił na temat wypadku i choroby Maksa. Wszyscy wiedzieli, że Alicja nie lubi takich tematów, nie lubi się rozklejać. Nikt jednak nie wiedział, że w domu często płacze, ogląda zdjęcia z czasów przed wypadkiem i czyta wierszyki, które pisał dla niej Maks.
Był okres, że Maks nie lubił się z Wileckim. Ale, kiedy Maks zauważył, jak Wilecki pomaga Alicji, coraz częściej grywał z Łukaszem w szachy. Maks i Łukasz pod wpływem Jasińskiego odkryli pasję łowienia ryb. Na ten pasjonujący temat mogliby rozmawiać ze sobą bez przerwy.
Mariolka ubolewała nad Alicją Szymańską, a jednocześnie ją podziwiała. Kobieta z małym dzieckiem, chorym mężem, od niedawno doktor habilitowany i do tego taka pogodna. Ona osobiście pewnie nie dałaby sobie rady i pewnie zaryczałaby się na śmierć, gdyby ją zastała taka sytuacja..
- Wiesz, powiedziała do koleżanki z recepcji.
- Kiedyś zazdrościłam Szymańskiej tego przystojniaczka Maksa, ale teraz jej współczuję. Posiwiały, okulawiony a ona w niego taka zapatrzona, ciągle w nim zakochana.
- Bo wyszła za niego z miłości i ślubowała miłość do końca życia.
- Wow. Z miłości? To ja nigdy nie wyjdę za mąż. Co to mi za miłość przy kulawym facecie. Zachichotała Mariolka
- Jesteś taka głupiutka i niedojrzała odpowiedziała jej koleżanka. Obraziła ją i przez dwa dni nie rozmawiały ze sobą.
- Wiesz, powiedziała do koleżanki z recepcji.
- Kiedyś zazdrościłam Szymańskiej tego przystojniaczka Maksa, ale teraz jej współczuję. Posiwiały, okulawiony a ona w niego taka zapatrzona, ciągle w nim zakochana.
- Bo wyszła za niego z miłości i ślubowała miłość do końca życia.
- Wow. Z miłości? To ja nigdy nie wyjdę za mąż. Co to mi za miłość przy kulawym facecie. Zachichotała Mariolka
- Jesteś taka głupiutka i niedojrzała odpowiedziała jej koleżanka. Obraziła ją i przez dwa dni nie rozmawiały ze sobą.
piątek, 16 maja 2014
Czy można uwieść Alicję Szymańską? cz. 19
Po kilku tygodniach postanowiła jechać do Szwajcarii. Bała się wyruszyć w taką podróż sama, poprosiła o pomoc Beatę, która cały czas pomagała jej przy dziecku. Pojechał również Jasiński.
Gdy Alicja zobaczyła Maksa w śpiączce było to dla niej ogromnym przeżyciem.
Cały czas trzymając go za rękę miała wrażenie, że ją słyszy. Na niektóre zadawane pytania lekko uciskał jej dłoń.
- Krystyna Keller z Jasińskim namówili Alicję, aby wzięła z Maksem ślub. Neurolodzy orzekli, że Maks co prawda jest w śpiączce, ale jego mózg żyje. Rzeczywiście, Maks po kilku dniach wybudził się. Załatwili formalności ze szpitalnym kapelanem, który udzielił im ślubu. Załatwili również sprawy ojcostwa Oliwki. Choć był bardzo słaby, był świadomy wszystkiego co mówi, co wokół niego się dzieje. Gdy mu pokazała dziecko wydawało się, że chce wyskoczyć z łóżka.
Jasiński z Beatą musieli wracać do Polski. Alicja została w Szwajcarii. Każdego dnia przychodziła do kliniki odwiedzać swojego męża. Miała urlop macierzyński więc jej życie skupiało się jedynie na malutkiej Oliwce i swoim mężu. Krystyna wspierała synową w każdym calu. Mieszkała w jednej z kilku willi Kellerów. Tu Gustaw miał zakaz przychodzenia, bo w innym przypadku Alicja wyjedzie. Nie było to mu na rękę, ale się dostosował.
Gdy Oliwka ukończyła czwarty miesiąc życia wszystko wskazywało na to, że Maks już wkrótce wyjdzie ze szpitala, choć będzie jeszcze potrzebował intensywnej rehabilitacji. Pomimo bardzo dobrej opieki klinicznej wdało się zapalenie płuc. Kolejny raz Maks walczył o życie. Początkowo leżąc pod respiratorem wydawało się, że nie ma szans na przeżycie, jednak się udało. Alicja nie szlochała, nie szalała, szczególnie była skupiona na dziecku. Modliła się o życie Maksa dla ich córeczki.
W Szpitalu Copernicus wieść o zapaleniu płuc a nawet o śmierci Maksa rozniosła się w iście kosmicznym tempie.
Niektórzy już chcieli składać się na wieniec pogrzebowy, ale Jasiński zdementował plotkę.
Krystyna Keller namawiała Alicję, aby została na stałe w Szwajcarii, znajdą jej tu pracę. Wahała się, nie chciała mieć nic wspólnego z "teściem", który wniósł w ich życie ogromne zamieszanie.
Tłumaczyła, że dopóki Maks będzie w szpitalu nie podejmie żadnej decyzji. Później się okaże.
Gdy Alicja zobaczyła Maksa w śpiączce było to dla niej ogromnym przeżyciem.
Cały czas trzymając go za rękę miała wrażenie, że ją słyszy. Na niektóre zadawane pytania lekko uciskał jej dłoń.
- Krystyna Keller z Jasińskim namówili Alicję, aby wzięła z Maksem ślub. Neurolodzy orzekli, że Maks co prawda jest w śpiączce, ale jego mózg żyje. Rzeczywiście, Maks po kilku dniach wybudził się. Załatwili formalności ze szpitalnym kapelanem, który udzielił im ślubu. Załatwili również sprawy ojcostwa Oliwki. Choć był bardzo słaby, był świadomy wszystkiego co mówi, co wokół niego się dzieje. Gdy mu pokazała dziecko wydawało się, że chce wyskoczyć z łóżka.
Jasiński z Beatą musieli wracać do Polski. Alicja została w Szwajcarii. Każdego dnia przychodziła do kliniki odwiedzać swojego męża. Miała urlop macierzyński więc jej życie skupiało się jedynie na malutkiej Oliwce i swoim mężu. Krystyna wspierała synową w każdym calu. Mieszkała w jednej z kilku willi Kellerów. Tu Gustaw miał zakaz przychodzenia, bo w innym przypadku Alicja wyjedzie. Nie było to mu na rękę, ale się dostosował.
Gdy Oliwka ukończyła czwarty miesiąc życia wszystko wskazywało na to, że Maks już wkrótce wyjdzie ze szpitala, choć będzie jeszcze potrzebował intensywnej rehabilitacji. Pomimo bardzo dobrej opieki klinicznej wdało się zapalenie płuc. Kolejny raz Maks walczył o życie. Początkowo leżąc pod respiratorem wydawało się, że nie ma szans na przeżycie, jednak się udało. Alicja nie szlochała, nie szalała, szczególnie była skupiona na dziecku. Modliła się o życie Maksa dla ich córeczki.
W Szpitalu Copernicus wieść o zapaleniu płuc a nawet o śmierci Maksa rozniosła się w iście kosmicznym tempie.
Niektórzy już chcieli składać się na wieniec pogrzebowy, ale Jasiński zdementował plotkę.
Krystyna Keller namawiała Alicję, aby została na stałe w Szwajcarii, znajdą jej tu pracę. Wahała się, nie chciała mieć nic wspólnego z "teściem", który wniósł w ich życie ogromne zamieszanie.
Tłumaczyła, że dopóki Maks będzie w szpitalu nie podejmie żadnej decyzji. Później się okaże.
Subskrybuj:
Posty (Atom)