poniedziałek, 8 lipca 2013

Wiktoria cz. 1 Opowiadanie o Maksie i Alicji




 
 
Orda harley’owcem?! Zobaczcie GALERIĘ!

 
 
 
 
Daniel Orda lat 32,  wypadek motocyklowy, nieprzytomny, zaintubowany, uraz  lewej ręki, liczne rany na twarzy, krwotok wewnętrzny.
Jest reakcja,   otwarte złamanie lewej ręki, krwotok. Alicja  zdecydowała wykonanie RTG ręki, TK głowy i brzucha, niezbędne badania potrzebne do zabiegu operacyjnego.
Proszę zadzwonić na ortopedię po lekarza i na blok operacyjny, aby przygotowali salę, wydała dyspozycję.
      Na SOR wpadł ortopeda Góra, który popatrzył na rękę.
- Nieciekawie , ale postaramy się    ją uratować .
     Maks z Jasińskim  zapoznali się z wynikami .TK wykazało pękniętą śledzionę. Trzeba natychmiast operować, zdecydował Jasiński.
- Głównym operatorem będziesz ty Maks. W operacji będzie uczestniczyć doktor Góra, doktor Szymańska, doktor Rojko , ja oraz anestezjolog dyżurny.
 -  Ja nie mogę, dzisiaj jestem  już zmęczona odpowiedziała Olga. Zresztą mój stan nie pozwala mi na nadmierne przemęczanie się, jestem w ciąży i mam prawo do specjalnego traktowania mnie.
Alicja spojrzała na Maksa, który  słowa Olgi puścił między uszy. 
Jasiński przyjął oświadczenie Olgi i  poprosił Wileckiego, aby przygotował się do operacji. Wilecki był  zadowolony, bardzo lubił operować z Maksem i Alicją, od których czerpał ogromną wiedzę praktyczną.
Sylwia, która przygotowywała do zabiegu salę operacyjną, nie wiedziała, że  to dla Daniela. Gdy go zobaczyła, ugięły się pod nią nogi.
  -  Sylwia, spokojnie, spokojnie, nie rozklejaj się, jesteś profesjonalistką- powiedziała sama do siebie.
Operacja trwała kilka godzin, przebiegła bez żadnych komplikacji. Żaden z lekarzy jak również Sylwia i Beata, która właśnie dzisiaj miała dyżur w czasie operacji nie komentowali zachowania Olgi. Skupieni byli na tym co robią.
Po wyjściu z sali operacyjnej ordynator Jasiński wezwał do gabinetu doktor Olgę Rojko.
- Cieszę się, że spodziewa się pani dziecka i gratuluję. Jednak bardzo proszę przedstawienie zaświadczenia lekarskiego o tym, że jest pani w ciąży. Na tej podstawie będę mógł inaczej ustawiać grafiki operacji, kierować panią  do prostszych i  mniej stresujących zabiegów. Kobietę w ciąży trzeba chronić i dbać o to, aby się nie przemęczała.
- Tak panie ordynatorze, zaświadczenie postaram się dostarczyć jak najszybciej. Dziękuję bardzo za wyrozumiałość i ciepłe słowa.
 Olga wyszła z gabinetu ordynatora i skierowała się do kawiarenki.
Po drodze spotkała Maksa.
- No jak, nie cieszysz się, że będziemy mieli dziecko?.
- My? Maks spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie trzeba chyba być lekarzem,  żeby wiedzieć, że jak się  sypia z kobietą to jest wielkie prawdopodobieństwo, że można zostać ojcem.
- Cześć wam i gratuluję.
Alicja, Alicja- zaczekaj. Niestety, nie zdążył jej dogonić, gdyż weszła do gabinetu dyrektor Elżbiety Bosak.
  -  Alicja, no jak tam operacja Daniela. Szkoda chłopaka, ale przy takiej obsadzie lekarskiej  musi być dobrze. Najlepsi lekarze Copernicusa ,specjaliści, jakich nie powstydziłaby się renomowana klinika. W tym nieszczęściu miał chłopak szczęście, że dostał się w takie boskie ręce.
- Elżbieta - w związku z tym, że Daniel nie może pojechać na staż, więc aby nie zmarnowało się zaproszenie pojadę  ja. Chyba tak miało być, bo zaproszenie jest przecież imienne na moje nazwisko.
Elżbieta zdjęła okulary i popatrzyła na Alicję.
- Jesteś tego pewna?
- Tak, jestem pewna. Uważam, że  zaproszenie nie może się zmarnować. Drugiej takiej szansy nie dostaniemy. To jest szansa dla szpitala a przy okazji dla mnie. Mam przecież wizę i pozwolenie na pracę. Przebukuję bilety na moje nazwisko. Zostało trzy dni, więc wszystko zdążę załatwić.
- Alicja -  powtórzyła Elżbieta. Czy naprawdę jesteś pewna swojej decyzji?
Nie miała odwagi zapytać co na to Maks.
- Tak, jestem pewna i odpowiedzialna za to co mówię. Chcę jechać na ten staż i  jednocześnie przepraszam, że  dwa miesiące  temu oddałam go dla Daniela.
- To super, że się zdecydowałaś, powiedziała Elżbieta. Od samego początku tylko ciebie widziałam na tym stażu. Jesteś bardzo zdolna, zdolniejsza od wszystkich facetów na oddziale. Nawet Leon zmienił zdanie, i mówi, że moja Ala to super kobieta  i super chirurg.
     Alicja wyszła z gabinetu Elżbiety.  Maks czekał na nią oparty o barierkę, obserwował co dzieje się na parterze.
- Pójdziemy na kolację zapytał?
- Nie, nie, dzisiaj mam inne plany.
- Zawsze, kiedy cię potrzebuję masz inne plany.
- A ja zawsze kiedy ciebie potrzebuję dowiaduję się, że już inne plany zrealizowałeś wcześniej, odpowiedziała Alicja.
- Ale o co ci chodzi, Ala.
- O nic mi nie chodzi   Amorze.
- Co a  może? Zapytał Maks.
- A może się domyślisz, jeśli nie to ci wytłumaczę. 
Spojrzała mu prosto w oczy  z ironicznym uśmiechem.
- Nie wiem o co ci chodzi kochanie.
- Kochanie to nie moja ksywa, z kochania będziecie mieć dzidziusia Amorze. 
     Podeszła  w stronę schodów, szybko po nich zbiegła i skierowała się do  wyjścia. Przed  drzwiami wyjściowymi jeszcze się odwróciła  i z uśmiechem odpowiedziała. -Jakbyś nie wiedział co  to znaczy Amor,  to ci mówię. Amor, to Bóg Miłości. Nawet Włoska Roma czytana wspak daje słowo AMOR. Cześć.
Czy te kobiety nie mogą mówić prostszym językiem pomyślał Maks i poszedł na oddział. Dzisiaj miał  dyżur do godziny 19-tej, więc w żaden sposób nie mógł  wcześniej wyjść ze szpitala.
Alicja zadzwoniła na lotnisko, załatwiła sprawę biletów. Wyciągnęła walizkę, dużą torbę i zaczęła się pakować.
   -    Alicja, wyprowadzasz się? Zapytała Sylwia, która akurat weszła do mieszkania.
- Tylko na pół roku, wyjeżdżam do Ameryki na staż, no wiesz, za Daniela. Zaproszenie nie może się przecież zmarnować.
- A Maks o tym wie?
- Maks wie, że będzie miał dziecko, więc wiadomość o tym, że ja wyjeżdżam na staż chyba nie jest mu do niczego potrzebna.
- O czym ty mówisz? Będziecie mieć dzidziusia?
- Nie my. Słyszałam rozmowę Maksa z Olgą. Powiedziała mu, że będzie tatusiem.
- AAAAAAAAAAAA. No to chyba bardzo się ucieszył?
- Mnie to już naprawdę nie interesuje. Mam dość Olgi, mam dość Maksa, mam dość wspomnień o Somalii,  opowiadaniach o  MSZ, spółkach ubezpieczeniowych,  rodzinie Kellerów, ciągłych przeprosin i  zapewnieniach o miłości.
Sylwia, ja mam już dość wszystkiego, chcę się realizować w zawodzie, pomagać chorym ludziom. Czasami słowo dziękuję od pacjenta jest droższe od „kocham cię” wypowiedziane przez człowieka który……. Nie dokończyła.
Mam tego wszystkiego dość, dość, dość.                                                                    
Finito, basta, koniec. Jadę i wrócę za pół roku mądrzejsza  zawodowo i życiowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz