
Daniel Orda lat 32, wypadek motocyklowy, nieprzytomny,
zaintubowany, uraz lewej ręki, liczne
rany na twarzy, krwotok wewnętrzny.
Jest reakcja, otwarte złamanie lewej ręki, krwotok.
Alicja zdecydowała wykonanie RTG ręki,
TK głowy i brzucha, niezbędne badania potrzebne do zabiegu operacyjnego.
Proszę zadzwonić na ortopedię po
lekarza i na blok operacyjny, aby przygotowali salę, wydała dyspozycję.
Na SOR
wpadł ortopeda Góra, który popatrzył na rękę.
- Nieciekawie , ale postaramy się ją uratować .
- Nieciekawie , ale postaramy się ją uratować .
Maks z Jasińskim zapoznali się z wynikami .TK wykazało
pękniętą śledzionę. Trzeba natychmiast operować, zdecydował Jasiński.
- Głównym operatorem będziesz ty Maks.
W operacji będzie uczestniczyć doktor Góra, doktor Szymańska, doktor Rojko , ja
oraz anestezjolog dyżurny.
- Ja nie mogę, dzisiaj jestem już zmęczona odpowiedziała Olga. Zresztą mój
stan nie pozwala mi na nadmierne przemęczanie się, jestem w ciąży i mam prawo
do specjalnego traktowania mnie.
Alicja spojrzała na Maksa, który słowa Olgi puścił między uszy.
Jasiński przyjął oświadczenie Olgi
i poprosił Wileckiego, aby przygotował
się do operacji. Wilecki był zadowolony,
bardzo lubił operować z Maksem i Alicją, od których czerpał ogromną wiedzę
praktyczną.
Sylwia, która przygotowywała do
zabiegu salę operacyjną, nie wiedziała, że
to dla Daniela. Gdy go zobaczyła, ugięły się pod nią nogi.
- Sylwia, spokojnie, spokojnie, nie
rozklejaj się, jesteś profesjonalistką- powiedziała sama do siebie.
Operacja trwała kilka godzin,
przebiegła bez żadnych komplikacji. Żaden z lekarzy jak również Sylwia i Beata,
która właśnie dzisiaj miała dyżur w czasie operacji nie komentowali zachowania
Olgi. Skupieni byli na tym co robią.
Po wyjściu z sali operacyjnej
ordynator Jasiński wezwał do gabinetu doktor Olgę Rojko.
- Cieszę się, że spodziewa się pani
dziecka i gratuluję. Jednak bardzo proszę przedstawienie zaświadczenia
lekarskiego o tym, że jest pani w ciąży. Na tej podstawie będę mógł inaczej
ustawiać grafiki operacji, kierować panią
do prostszych i mniej
stresujących zabiegów. Kobietę w ciąży trzeba chronić i dbać o to, aby się nie
przemęczała.
- Tak panie ordynatorze, zaświadczenie
postaram się dostarczyć jak najszybciej. Dziękuję bardzo za wyrozumiałość i
ciepłe słowa.
Olga wyszła z gabinetu ordynatora i skierowała się do kawiarenki.
Olga wyszła z gabinetu ordynatora i skierowała się do kawiarenki.
Po drodze spotkała Maksa.
- No jak, nie cieszysz się, że będziemy
mieli dziecko?.
- My? Maks spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie trzeba chyba być lekarzem, żeby wiedzieć, że jak się sypia z kobietą to jest wielkie
prawdopodobieństwo, że można zostać ojcem.
- Cześć wam i gratuluję.
Alicja, Alicja- zaczekaj. Niestety,
nie zdążył jej dogonić, gdyż weszła do gabinetu dyrektor Elżbiety Bosak.
- Alicja, no jak tam operacja Daniela.
Szkoda chłopaka, ale przy takiej obsadzie lekarskiej musi być dobrze. Najlepsi lekarze Copernicusa
,specjaliści, jakich nie powstydziłaby się renomowana klinika. W tym
nieszczęściu miał chłopak szczęście, że dostał się w takie boskie ręce.
- Elżbieta - w związku z tym, że Daniel
nie może pojechać na staż, więc aby nie zmarnowało się zaproszenie pojadę ja. Chyba tak miało być, bo zaproszenie jest
przecież imienne na moje nazwisko.
Elżbieta zdjęła okulary i popatrzyła
na Alicję.
- Jesteś tego pewna?
- Tak, jestem pewna. Uważam, że zaproszenie nie może się zmarnować. Drugiej
takiej szansy nie dostaniemy. To jest szansa dla szpitala a przy okazji dla
mnie. Mam przecież wizę i pozwolenie na pracę. Przebukuję bilety na moje
nazwisko. Zostało trzy dni, więc wszystko zdążę załatwić.
- Alicja - powtórzyła Elżbieta. Czy naprawdę jesteś
pewna swojej decyzji?
Nie miała odwagi zapytać co na to
Maks.
- Tak, jestem pewna i odpowiedzialna za
to co mówię. Chcę jechać na ten staż i
jednocześnie przepraszam, że dwa
miesiące temu oddałam go dla Daniela.
- To super, że się zdecydowałaś, powiedziała
Elżbieta. Od samego początku tylko ciebie widziałam na tym stażu. Jesteś bardzo
zdolna, zdolniejsza od wszystkich facetów na oddziale. Nawet Leon zmienił
zdanie, i mówi, że moja Ala to super kobieta
i super chirurg.
Alicja wyszła z gabinetu Elżbiety. Maks czekał na nią oparty o barierkę,
obserwował co dzieje się na parterze.
- Pójdziemy na kolację zapytał?
- Nie, nie, dzisiaj mam inne plany.
- Zawsze, kiedy cię potrzebuję masz
inne plany.
- A ja zawsze kiedy ciebie potrzebuję
dowiaduję się, że już inne plany zrealizowałeś wcześniej, odpowiedziała Alicja.
- Ale o co ci chodzi, Ala.
- O nic mi nie chodzi Amorze.
- Co a
może? Zapytał Maks.
- A może się domyślisz, jeśli nie to ci
wytłumaczę.
Spojrzała mu prosto w oczy z ironicznym uśmiechem.
Spojrzała mu prosto w oczy z ironicznym uśmiechem.
- Nie wiem o co ci chodzi kochanie.
- Kochanie to nie moja ksywa, z
kochania będziecie mieć dzidziusia Amorze.
Podeszła w stronę schodów, szybko
po nich zbiegła i skierowała się do
wyjścia. Przed drzwiami
wyjściowymi jeszcze się odwróciła i z
uśmiechem odpowiedziała. -Jakbyś nie wiedział co
to znaczy Amor, to ci mówię.
Amor, to Bóg Miłości. Nawet Włoska Roma czytana wspak daje słowo AMOR. Cześć.
Czy te kobiety nie mogą mówić
prostszym językiem pomyślał Maks i poszedł na oddział. Dzisiaj miał dyżur do godziny 19-tej, więc w żaden sposób
nie mógł wcześniej wyjść ze szpitala.
Alicja zadzwoniła na lotnisko,
załatwiła sprawę biletów. Wyciągnęła walizkę, dużą torbę i zaczęła się pakować.
- Alicja, wyprowadzasz się? Zapytała
Sylwia, która akurat weszła do mieszkania.
- Tylko na pół roku, wyjeżdżam do
Ameryki na staż, no wiesz, za Daniela. Zaproszenie nie może się przecież
zmarnować.
- A Maks o tym wie?
- Maks wie, że będzie miał dziecko,
więc wiadomość o tym, że ja wyjeżdżam na staż chyba nie jest mu do niczego
potrzebna.
- O czym ty mówisz? Będziecie mieć
dzidziusia?
- Nie my. Słyszałam rozmowę Maksa z
Olgą. Powiedziała mu, że będzie tatusiem.
- AAAAAAAAAAAA. No to chyba bardzo się
ucieszył?
- Mnie to już naprawdę nie interesuje.
Mam dość Olgi, mam dość Maksa, mam dość wspomnień o Somalii, opowiadaniach o MSZ, spółkach ubezpieczeniowych, rodzinie Kellerów, ciągłych przeprosin i zapewnieniach o miłości.
Sylwia, ja mam już dość wszystkiego,
chcę się realizować w zawodzie, pomagać chorym ludziom. Czasami słowo dziękuję
od pacjenta jest droższe od „kocham cię” wypowiedziane przez człowieka który…….
Nie dokończyła.
Mam tego wszystkiego dość, dość,
dość.
Finito, basta, koniec. Jadę i wrócę
za pół roku mądrzejsza zawodowo i
życiowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz