wtorek, 9 lipca 2013

Wiktoria cz. 3 Opowiadanie o Maksie i Alicji





 
 

Olga dobrze znosiła ciążę. Pracowała, nie chodziła na zwolnienia lekarskie, z podniesionym czołem odpierała intrygi Sylwii i Beaty. Maks  nie chciał uwierzyć, że dziecko, które nosi  w swoim łonie  jest jego . Ta jednak nie dawała mu spokoju. Żałował, że pomógł jej  w zatrudnieniu na oddziale chirurgii w szpitalu w Toruniu. Traktował ją zawsze jak przyjaciółkę. Porwanie w Somalii nieco zbliżyło ich do siebie, ale zawsze się zabezpieczał. Nie kochał jej, a po wtóre ona była mężatką. Kiedy byli w Warszawie, Olga spotkała się ze swoim mężem, on natomiast przyjechał po dokumenty do Torunia.

      Po wielogodzinnej operacji raka trzustki,  w gabinecie lekarskim  Sylwia i Beata piły kawę głośno rozmawiając.  Gdy do gabinetu weszła Olga rozmowa ucichła .

- Nie przeszkadzajcie sobie, mnie nie obchodzi wasza rozmowa.

- Wiesz, nie chciałybyśmy robić ci przykrości, bo akurat rozmawiamy o Maksie.

- Mnie już nic nie zdziwi. Tyle się już nasłuchałam o Alicji i Maksie, o ich miłości, o ich rozstaniach i powrotach, że mnie te bajki nie wzruszają. Maks i tak mnie wybrał, kocha mnie, będziemy mieli  dziecko.

- Nooooo,  Maks to co strona to żona.

Ze Szwajcarii uciekł, jak lekarka pracująca w klinice jego ojca oskarżyła go, że jest ojcem jej dziecka. Dobrze, że starzy są dziani, zrobili  badania i okazało się, że to nie jest dziecko Maksa.

- A pamiętasz Beata tę historię w naszym szpitalu.
 Sylwia rozpromieniona zaczęła opowiadać, jak jedna z pielęgniarek  pewnie zaciągnęłaby Maksa do ołtarza, gdyby nie poroniła. Co się później okazało, dziecko nie było Maksa. Sylwia puściła do Beaty oczko, ta od razu się kapnęła, że to fakty zmyślone.

Olga siadła na kanapie, napiła się kolejny łyk wody. 
- Wiesz Sylwia, podobno spory procent facetów wychowuje nie swoje dzieci. Słyszałam w telewizji taki przypadek, że  w rodzinie urodziło się dziecko skośnookie o skórze typowo azjatyckiej. Początkowo myśleli, że dziecko urodziło z zespołem Downa. Później  okazało się, że z dzieckiem jest wszystko w porządku. Ojciec dziecka posądzał swoją żonę o zdradę z Azjatą.   Badania genetyczne potwierdziły, że dziecko jest  jego. Facet szalał, próbował obalić badania, wówczas matka, a babka dziecka  przyznała się, że jego ojcem jest Japończyk. Ona była stewardesą, on natomiast pilotem. Dopiero po 30 latach matka wyjawiła synowi, kto jest jego biologicznym ojcem.  Gdy mąż się o tym dowiedział  zmarł na zawał.
Przed śmiercią powiedział swojej żonie, że kocha syna, którego wychowywał, lecz nigdy jej nie wybaczy tego, że go zdradziła i okłamywała tyle lat.

     Olga podniosła się z kanapy i wyszła z gabinetu lekarskiego. Udała się do
zabiegowego, gdzie spotkała Maksa. Oświadczyła mu, że w środę i czwartek nie będzie jej w pracy, gdyż ma wyznaczony termin  rozprawy rozwodowej i musi wyjechać do Gdańska.

- To co, po rozwodzie będę mogła się do ciebie wprowadzić?
- Nie, warknął Maks . Daj mi kobieto święty spokój, rozwaliłaś mój związek.
- Nie, nie Maksiu. Ja nie rozwaliłam twojego związku. Chyba jesteś homo sapiens, więc powinieneś  myśleć głową a nie inną częścią ciała.
- Ty również. Odpowiedział i odszedł.


     Następnego dnia Olga dostarczyła zwolnienie lekarskie na 30 dni. Oświadczyła swojemu przełożonemu, że do rozwiązania już nie będzie przychodziła do pracy. Wróci  dopiero po urlopie macierzyńskim.
     Choroba Ordy, wyjazd Alicji, odejście na zwolnienie Olgi zmusiło dyrektor szpitala do zatrudnienia nowych chirurgów.
Na stronie internetowej szpitala oraz w Gazecie Toruńskiej ukazało się ogłoszenie, że szpital Copernicus zatrudni chirurga. Napłynęło wiele zgłoszeń. Komisja spośród wielu kandydatów wyłoniła lekarza z 12-letnim stażem pracy oraz  młodą chirurg , doktorantkę, którą wcześniej Leon zapoznał na swoim wykładzie w Bydgoszczy.
     Mariusz Dąbrowski pracował wiele lat w Bydgoszcz. Sytuacja rodzinna zmusiła go do powrotu do Torunia.
Jasiński przedstawił nowych lekarzy. Beata od razu zaoferowała Mariuszowi swoją pomoc w poznawaniu zakątków Torunia. Jakże była zdziwiona, gdy jej odpowiedział, że tu się urodził, wychował, skończył średnią szkołę, uganiał się za panienkami.

Dąbrowski  miał tytuł doktora chirurgii. Był również  transplantologiem.
Basia natomiast robiła doktorat z chirurgii naczyniowej. 
Początkowo wszyscy myśleli że jest to młodziutka, stanu wolnego lekarka. Jak się później okazało była mężatką i miała 7 letnią córkę, którą urodziła będąc jeszcze studentką. Mąż jej był radcą prawnym w dobrze prosperującej toruńskiej firmie.
     Daniel Orda po wyjściu ze szpitala przebywał na zwolnieniu lekarskim.  Stan jego ręki nie pozwalał mu  wrócić do pracy. Wyjechał na dalsze leczenie do szpitala rehabilitacyjnego, do Górowa Iławeckiego  w województwie  warmińsko-mazurskim.
 Beata, gdzie  tylko  się dało zasięgała informacji o nowym lekarzu. Dowiedziała się, że jest wolny, a do Torunia wrócił, by opiekować się swoją matką, która była po udarze mózgu. Wszystko robiła, aby  zawsze operować z Dąbrowskim.  Przypominał jej Jacka.
Po trzech  tygodniach znajomości, Mariusz zaprosił Beatę do restauracji  na kolację. Chyba wypiła za dużo, bo zaczęła opowiadać o swojej siostrze, która też jest lekarzem chirurgiem, ale obecnie przebywa na stażu w Ameryce. Nie omieszkała opowiedzieć mu o wielkiej miłości Alicji do Maksa, o Somalii i o tym, że to praktycznie Alicja uratowała  życie porwanym lekarzom. Była ze swojej siostry bardzo dumna.
- Maks, zagadnął Dąbrowski .
-Kiedy wróci z Houston  siostra Beaty?
- Słyszałem, słyszałem. Musi to być wspaniała kobieta.
Jeśli zrobiła w swoi życiu  przynajmniej 50 procent tego o czym mówiła Beata,  to jest pewnie aniołem, kobietą o ogromnym sercu.  Załatwić okup za trzech lekarzy w wysokości 3 milionów dolarów to niemałe osiągnięcie.
Nie znam jej, ale już nie mogę się doczekać kiedy wróci i będę mógł ją poznać.
- Ja też nie mogę się doczekać, odpowiedział Maks.  I dziękuję ci za rozmowę, teraz przynajmniej wiem, gdzie jest.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz