
Alicja chodziła po sklepach, chciała
kupić prezent dla Michaela i inne rzeczy potrzebne jej w podróży. Nie wiedziała
co wybrać, tak dobrze nie znała jego upodobań. Na pewno muszę wziąć ze sobą polską
wódkę. Wiem, że jak był w Polsce chwalił się, że w Ameryce uwielbiają Chopina, Poloneza, Sobieskiego, Krupnik.
Zadzwonił telefon komórkowy, wyjęła
go z bocznej kieszonki torebki.
- Słucham.
- Alicja, dlaczego nie ma cię w pracy?
W słuchawce usłyszała głos Maksa.
W słuchawce usłyszała głos Maksa.
- Ani Leon, ani Beata, ani Sylwia nie
chcą mi nic powiedzieć, co z tobą jest.
- Jestem dorosła i ani tatuś, ani
siostrzyczka, ani także najlepsza przyjaciółka nie musi wiedzieć co w tej
chwili robię i gdzie jestem.
Wzięłam sobie zwolnienie lekarskie i
odpoczywam. Jestem lekarzem i wiem jak symulować chorobę.
- Ty zwolnienie lekarskie? Nie, to
niemożliwe, to nie w twoim stylu.
- A widzisz, ludzie się zmieniają. Nie
znasz mnie dobrze.
- Znam cię bardzo dobrze i wiem, że
takiego czegoś byś nie zrobiła.
- Maks, aby poznać drugiego
człowieka trzeba zjeść z nim worek soli. My nie zjedliśmy jeszcze połowy worka.
- Alicja, nie wygłupiaj się, powiedz
gdzie jesteś, czy przyjdziesz dziś do pracy.
- Jestem wolnym człowiekiem i nie muszę
się nikomu opowiadać, a tobie …….
- Ala, Alicja.
Niestety, wyłączyła telefon.
Niestety, wyłączyła telefon.
Cholera powiedział Maks gdy usłyszał
w telefonie ciągły sygnał.
Wróciła do domu, po dwóch godzinach
poszła do szpitala, załatwić ostatnie formalności z dyrektor Elżbietą Bosak. W tym czasie Maks miał
planową operację.
- Tatuś, ja już jestem przygotowana do
wyjazdu.
- Dobrze córuś, już kończę i jedziemy do Warszawy.
Jechali powoli. Leon prowadził
samochód ostrożnie. Raz zatrzymali się by
zjeść coś ciepłego w zajeździe,
drugi raz przed Warszawą w kawiarni aby
wypić dobrą kawę.
- Tatuś, pijesz kawę z mlekiem?
- Nie, czarną.
Poproszę dwie kawy, jedną czarną i
jedną z mlekiem. Do kawy proszę po jabłeczniku.
Ala postawiła na stole kawę i ciasto.
- OOOOOOOOOOOO, chyba pierwszy raz w
życiu widzę, jak moja córka kupuje ciasto. Zawsze mówiłaś, że najlepsze ciastko
to sałatka warzywna.
- Co tam, dzisiaj mam apetyt na
ciastko.
Powtórzyła Leonowi zdanie, które usłyszała od Sylwii.
Powtórzyła Leonowi zdanie, które usłyszała od Sylwii.
- W jedzeniu należy kierować się
sercem, w miłości rozsądkiem.
Ojciec uśmiechnął się i opowiedział kilka kawałów o tym, jak „przychodzi baba do
lekarza”, powspominali tak nieodległe czasy jak
się poznali, gdy przyjechała do Copernikusa operować matkę Elżbiety.
Do Warszawy dojechali późnym
wieczorem. Krzysztof czekał na nich z kolacją włoską, którą uwielbiał
przyrządzać i dobrym winem.
Nie rozmawiali zbyt długo, gdyż już o
godzinie 6 rano Alicja musiała być na Lotnisku im. Fryderyka Chopina.
Raniutko Alicja, Leon i Krzysztof
pojechali na lotnisko. Po odprawie, Krzysztof z Leonem wyszli na
taras widokowy i czekali na odlot samolotu do Nowego Jorku.
Przed obchodem Maks zaczepił Sylwię.
- Jak się czuje Alicja, można ją
odwiedzić?
- Gdzie odwiedzić, przecież dopiero
dzisiaj wyjechała - odpowiedziała Sylwia.
Złapał Sylwię za ręce.
- Jak to wyjechała, gdzie wyjechała?.
- Maks, ja nic nie wiem, ja tu jestem
tylko oddziałową.
Odwrócił się na pięcie i pobiegł do
gabinetu ordynatora Jasińskiego.
Drzwi były zamknięte. Próbował
skontaktować się z Alicją, ale komórkę miała wyłączoną.
Pobiegł do gabinetu anestezjologów,
myślał, że znajdzie tam Beatę. Ona dzisiaj miała dzień wolny za pracę w
niedzielę.
Wściekły na cały świat ochrzanił Olgę
nie wiadomo za co. Jak później powiedział, tak po prostu profilaktycznie.
Dyrektor Bosak też nie zastał,
ponieważ była na posiedzeniu Rady Miejskiej w
Ratuszu.
Jasiński do Torunia wrócił późnym wieczorem.
Zadzwonił do Elżbiety z wiadomością, że
już jest w Toruniu i jutro będzie w pracy. Ona przekazała mu super wiadomość,
że Rada Miasta przyznała dotację na budowę pawilonu rehabilitacyjnego.
Następnego dnia rano Alicja
zadzwoniła do ojca . Zdała mu relacje o
locie, przesiadce na lotnisku w
Nowym Jorku, o spotkaniu z Michaelem i o
tym, że jutro pierwszy raz idzie do tamtejszej kliniki.
Umówili się, że jeśli czas pozwoli to
będą każdego dnia kontaktować się drogą e-mailową lub przez komunikator Skype.
- Córuś, a co mam powiedzieć Maksowi
jak zapyta, gdzie jesteś?
- Powiedz mu, że jak on wyjeżdżał do
Somalii to pożegnał się ze wszystkimi, tylko nie ze mną.
- Ala, to tak oko za oko, ząb za ząb?
- Tak tatuś, z tym panem inaczej nie
można rozmawiać.
Alicja, próbował coś jeszcze
powiedzieć Leon, ale mu przerwała.
- Sprawa została definitywnie skończona. Przekaż Beacie i Sylwii, aby udzielały Maksowi takiej samej
odpowiedzi jak ty. Bardzo cię proszę tatuśku.
- Pa córeczko, do usłyszenia.
Mijały tygodnie, Maks ciągle nie mógł
się dowiedzieć, gdzie jest Alicja.
Nawet dyrektor szpitala nie chciała
mu udzielić żadnej sensownej odpowiedzi.
Co prawda nie powtarzała identycznej
odpowiedzi jak Leon, Beata czy Sylwia, ale zbywała Maksa na każdym kroku.
- Tu w szpitalu jestem dyrektorem i nie
obchodzą mnie prywatne sprawy moich pracowników. Robota musi być zrobiona
perfekcyjnie i tylko to mnie obchodzi, odpowiadała Maksowi Elżbieta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz