poniedziałek, 8 lipca 2013

Wiktoria. cz.2 Opowiadanie o Maksie i Alicji



 


 
Odcinek 10


Alicja chodziła po sklepach, chciała kupić prezent dla Michaela i inne rzeczy potrzebne jej w podróży. Nie wiedziała co wybrać, tak dobrze nie znała jego upodobań. Na pewno muszę wziąć ze sobą polską wódkę. Wiem, że jak był w Polsce chwalił się, że w Ameryce uwielbiają Chopina, Poloneza, Sobieskiego, Krupnik.
Zadzwonił telefon komórkowy, wyjęła go z bocznej kieszonki torebki.
- Słucham.
- Alicja, dlaczego nie ma cię w pracy?
W słuchawce usłyszała głos Maksa.
- Ani Leon, ani Beata, ani Sylwia nie chcą mi nic powiedzieć, co z tobą jest.
- Jestem dorosła i ani tatuś, ani siostrzyczka, ani także najlepsza przyjaciółka nie musi wiedzieć co w tej chwili robię i gdzie jestem.
Wzięłam sobie zwolnienie lekarskie i odpoczywam. Jestem lekarzem i wiem jak symulować chorobę.
- Ty zwolnienie lekarskie? Nie, to niemożliwe, to nie w twoim stylu.
- A widzisz, ludzie się zmieniają. Nie znasz mnie dobrze.
- Znam cię bardzo dobrze i wiem, że takiego czegoś byś nie zrobiła.
- Maks, aby poznać drugiego człowieka trzeba zjeść z nim worek soli. My nie zjedliśmy jeszcze połowy worka.
- Alicja, nie wygłupiaj się, powiedz gdzie jesteś, czy przyjdziesz dziś do pracy.
- Jestem wolnym człowiekiem i nie muszę się nikomu opowiadać, a tobie …….
- Ala, Alicja.
Niestety, wyłączyła telefon.
Cholera powiedział Maks gdy usłyszał w telefonie ciągły sygnał.
     Wróciła do domu, po dwóch godzinach poszła do szpitala, załatwić ostatnie formalności z dyrektor  Elżbietą Bosak. W tym czasie Maks miał planową operację.
Tatuś, ja już jestem przygotowana do wyjazdu.
- Dobrze córuś,  już kończę i jedziemy do Warszawy.
Jechali powoli. Leon prowadził samochód ostrożnie. Raz zatrzymali się  by zjeść  coś ciepłego w zajeździe, drugi raz przed Warszawą w kawiarni  aby wypić dobrą kawę.
- Tatuś, pijesz kawę z mlekiem?
- Nie, czarną.
Poproszę dwie kawy, jedną czarną i jedną z mlekiem. Do kawy proszę po jabłeczniku.
Ala postawiła na stole kawę i ciasto.
- OOOOOOOOOOOO, chyba pierwszy raz w życiu widzę, jak moja córka kupuje ciasto. Zawsze mówiłaś, że najlepsze ciastko to sałatka warzywna.
- Co tam, dzisiaj mam apetyt na ciastko.
 Powtórzyła Leonowi  zdanie, które usłyszała od Sylwii.
- W jedzeniu należy kierować się sercem, w miłości rozsądkiem.
      Ojciec uśmiechnął się i  opowiedział  kilka kawałów o tym, jak „przychodzi baba do lekarza”, powspominali tak nieodległe czasy jak  się poznali, gdy przyjechała do Copernikusa operować matkę Elżbiety.
     Do Warszawy dojechali późnym wieczorem. Krzysztof czekał na nich z kolacją włoską, którą uwielbiał przyrządzać i  dobrym winem.
Nie rozmawiali zbyt długo, gdyż już o godzinie 6 rano Alicja musiała być na Lotnisku im. Fryderyka Chopina.
Raniutko Alicja, Leon i Krzysztof pojechali na lotnisko. Po odprawie, Krzysztof z Leonem wyszli  na  taras widokowy i czekali na odlot samolotu do  Nowego Jorku.
     Przed obchodem Maks  zaczepił  Sylwię.
- Jak się czuje Alicja, można ją odwiedzić?
- Gdzie odwiedzić, przecież dopiero dzisiaj wyjechała - odpowiedziała Sylwia.
Złapał Sylwię za ręce.
- Jak to wyjechała, gdzie wyjechała?.
- Maks, ja nic nie wiem, ja tu jestem tylko oddziałową.
Odwrócił się na pięcie i pobiegł do gabinetu ordynatora Jasińskiego.
Drzwi były zamknięte. Próbował skontaktować się z Alicją, ale komórkę miała wyłączoną.
Pobiegł do gabinetu anestezjologów, myślał, że znajdzie tam Beatę. Ona dzisiaj miała dzień wolny za pracę w niedzielę.
Wściekły na cały świat ochrzanił Olgę nie wiadomo za co. Jak później powiedział, tak po prostu profilaktycznie.
Dyrektor Bosak też nie zastał, ponieważ była na posiedzeniu Rady Miejskiej w  Ratuszu.
     Jasiński do Torunia wrócił późnym wieczorem. Zadzwonił do Elżbiety  z wiadomością, że już jest w Toruniu i jutro będzie w pracy. Ona przekazała mu super wiadomość, że Rada Miasta przyznała dotację na budowę pawilonu rehabilitacyjnego.
Następnego dnia rano Alicja zadzwoniła do ojca . Zdała  mu relacje o locie,  przesiadce na lotnisku w Nowym  Jorku, o spotkaniu z Michaelem i o tym, że jutro pierwszy raz idzie do tamtejszej kliniki.
Umówili się, że jeśli czas pozwoli to będą każdego dnia kontaktować się drogą e-mailową lub przez komunikator Skype.
- Córuś, a co mam powiedzieć Maksowi jak zapyta, gdzie jesteś?
- Powiedz mu, że jak on wyjeżdżał do Somalii to pożegnał się ze wszystkimi, tylko nie ze mną.
- Ala, to tak oko za oko, ząb za ząb?
- Tak tatuś, z tym panem inaczej nie można rozmawiać.
Alicja, próbował coś jeszcze powiedzieć Leon, ale mu przerwała.
- Sprawa została definitywnie skończona. Przekaż Beacie i Sylwii, aby udzielały Maksowi takiej samej odpowiedzi jak ty. Bardzo cię proszę tatuśku.
- Pa córeczko, do usłyszenia.
Mijały tygodnie, Maks ciągle nie mógł się dowiedzieć, gdzie jest Alicja.
Nawet dyrektor szpitala nie chciała mu udzielić żadnej sensownej odpowiedzi.
Co prawda nie powtarzała identycznej odpowiedzi jak Leon, Beata czy Sylwia, ale zbywała Maksa na każdym kroku.
 - Tu w szpitalu jestem dyrektorem i nie obchodzą mnie prywatne sprawy moich pracowników. Robota musi być zrobiona perfekcyjnie i tylko to mnie obchodzi, odpowiadała Maksowi Elżbieta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz