wtorek, 18 lutego 2014

Miłość silniejsza niż.. cz. 13

Maks schodząc po schodach zobaczył na holu Iwonę. Ona też go  spostrzegła i zmierzała w jego kierunku.
- Cześć  kochanie. Dawno się nie widzieliśmy, mógłbyś ze mną porozmawiać.
- Nie, nie mógłbym, nie chcę.
- Wiem, że jesteś sam, nie znalazłeś sobie kobiety, więc moglibyśmy rozpocząć wszystko od nowa? Doszłam do wniosku, że odejście od ciebie było pomyłką, nadal cię  kocham.
- To jest twój  problem, nie mój.
Wszedł do szatni. Szybko się przebrał i wyszedł ze szpitala. Czekała tam na niego.
- Maks, ale przecież możesz ze mną chwilę porozmawiać. Dojdźmy do porozumienia.
- Odejdź ode mnie. Nie mam przyjemności z tobą nawet rozmawiać.
Iwona natomiast równym krokiem szła z Maksem w kierunku  parkingu.
- Maks, kocham cię, uwierz mi. Złapała go za rękę. Naprawdę zrozumiałam, że cię kocham i chciałabym wrócić.
Wyrwał swoją rękę i obejrzał się wokół siebie. Widząc, że nikogo nie ma w pobliżu przechylił się do niej i wycedził.
- Spadaj zdziro. Wracaj tam skąd przyszłaś. Przyspieszył kroku i wsiadł do swojego samochodu. Nacisnął na gaz i odjechał z piskiem opon.
Iwona wszystkiego mogła się spodziewać, ale nie takich słów. Przecież  już kiedyś od niego odeszła i jak wróciła, przyjął ją z otwartymi rękami.
- Huczało jej w głowie, spadaj zdziro, spadaj zdziro. On, Maks Keller, taki zawsze szarmancki, zakochany w niej do szaleństwa  z takim tekstem.
Usiadła na najbliższej ławce, jakby zaraz miała zemdleć.
- Czy pani się  źle czuje?
Podniosła głowę i zobaczyła przed sobą Piotra Wanata.
- Nie , nie,  wszystko w porządku.
- Iwona? Skąd się tu wzięłaś. Wróciłaś?
- Tylko załatwić formalności związane z pracą, ale już jutro wyjeżdżam.
- Widzę, że źle się czujesz, choć do kawiarni, wypijemy kawę  po starej znajomości.
Poszli do szpitalnej cafeterii.
Iwona opowiadała o pracy w Irlandii i o tym, że nie pracuje jako lekarz, tylko pomoc lekarska. Stara się o nostryfikację dyplomu, jak ją przejdzie, może zatrudnią ją jako lekarza.
- A co tam u Maksa?
- Chyba nic. Jest ciągle sam, rozwija się, robi specjalizację  z transplantologii.
- Maks sam? To nie jest możliwe.
- Widocznie jest możliwe, skoro jest sam.
- Zaszłam wczoraj do jego mieszkania, bo chciałam zabrać resztki swoich rzeczy, ale sąsiadka powiedziała, że już  tam nie mieszka i mieszkanie sprzedał.
- Tak, wiem, kupił bardzo ładny apartament w innej dzielnicy Torunia.
- Maks się zmienił, nawet odsunął się od swoich kumpli. Nie jest to już ten Maks co  kiedyś, beztroski, żyjący z dnia  na dzień i ciągający się z długonogimi blondynkami.
Życie pewnie dało mu w kość, więc diametralnie go zmienił.
Piotr z Iwoną rozeszli się, życząc sobie wszystkiego naj...
Natychmiast Piotr zatelefonował do swojego kolegi, chciał mu powiedzieć, że w Toruniu jest Iwona.
- Tak wiem, widziałem  ją przed szpitalem, nawet zamieniłem z nią kilka zdań.
- I co?
- I nic. Zamieniłem z nią  kilka zdań, powiedziałem jej co o niej myślę i koniec.
- A co myślisz, jeśli można wiedzieć?
- Że "epizod" mojego  życia przestał robić  na mnie wrażenie.
- Maks, przecież ją kochałeś? Wygląda na to, że ona wróciła do ciebie.
- Jak chcesz, to możesz ją sobie wziąć, dam ci moje błogosławieństwo i mogę nawet być świadkiem  na twoim ślubie.
Epizod z Iwoną już rok temu zakończony. Chyba nie była to wielka miłość, skoro już nie robi na mnie żadnego wrażenia. Zresztą nie, robi wrażenie, kobiety lekkich obyczajów. Cześć.
     Maks pojechał do Alicji.
- Przepraszam cię, jestem dziwnie zmęczony. Dzisiaj u ciebie odpoczywam, dzisiaj u ciebie śpię.
- Proszę. Coś zjesz?
- Nie, wypiję mocnej herbaty.
Alicja zrobiła  mu herbatę i usiadła  wtulając się w jego ramiona.
- Coś cię gnębi? Jesteś smutny.
- Tak, błagam, nie zostawiaj mnie nigdy i nie odchodź. Kocham cię i chcę być z tobą na zawsze.
- Jesteśmy zaręczeni, dlaczego masz takie głupie myśli?. Kocham cię i nigdy cię nie zostawię.
Maksowi popłynęły po policzku łzy.
Miłość do Alicji była naprawdę szczera i taka odmienna od poprzedniej.
- Może powiemy o naszej miłości w pracy?
- Jeszcze nie, dopiero wówczas, jak będziemy brali ślub.  Licho nie śpi.
-  Jeśli  o nas mniej wiedzą my jesteśmy szczęśliwi i oni wszyscy są zdrowsi- obydwoje w jednym czasie powiedzieli znamienne zdanie.
     Miłość Alicji i Maksa kwitła. Chociaż nie obnosili się ze swoimi uczuciami niektórzy zaczęli podejrzewać, że coś między nimi jest. Nikt jednak nie miał odwagi zapytać ich wprost.
- Kiedyś Mariolka zagadnęła  Jasińskiego.
- Panie ordynatorze, chyba pana lekarze mają się ku sobie?
- Jacy lekarze?
- Maks Keller i Alicja Szymańska.
- Tak? Udając wielkie zdziwienie powiedział Jasiński.
Wytrąciło to z równowagi recepcjonistkę.
- Tak niektórzy myślą, dlatego zapytałam pana, bo pan,  ich ordynator chyba wie lepiej.
- Popatrz dziecko, ja nic nie wiem. Zresztą są młodzi, inteligentni i jak coś, to myślę,   że mnie poproszą na swoje wesele. Wiesz, ordynator, to prawie jak ojciec.
Jasiński opowiedział Elżbiecie rozmowę z młodą recepcjonistką.
- No Leoś, jak wszystko się w szpitalu zmienia. Nawet tworzy się mniej plotek i wszyscy żyją w nieświadomości.
Zaczęli się śmiać.








1 komentarz:

  1. Ciekawy jest ten fakt, że nawet Jivan nie wie że Maks jest z Alą :D


    http://alicja-i-max.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń