Maks błagał, aby zabrała go ze sobą do Warszawy.
- Po co chcesz jechać z nami do stolicy?
- Mam sprawy do załatwienia. Muszę kupić sobie garnitur i buty.
- Zapytam siostry, czy nie będzie jej to przeszkadzało.
- Nie musisz, ja już pytałem. Powiedziała nawet, że się cieszy, bo nie będziesz musiała wieczorem sama wracać.
Następnego dnia Maks z Alicją podjechał swoją czarna toyotą pod willę Jasińskiego
- Cieszę się Maks, że jedziesz z moimi córkami do Warszawy. Alicji będzie przyjemniej wieczorem wracać.
Alicja znała Warszawę jak własną kieszeń, praktycznie Maks do niczego jej nie był potrzebny. Chciał, niech jedzie.
Dopiero po kilku tygodniach dowiedziała się, że cały wyjazd zaaranżował Leon. Bał się o swoją córkę, aby wracając nocą nic jej się przykrego nie przytrafiło.
- Teraz tak zawsze będziemy już razem. Zdecydowanie powiedział Maks w drodze powrotnej do Torunia.
- Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, ani narzeczeństwem, więc nie mów za nas dwoje.
Chciałbym ci się oświadczyć, ale tak po staropolsku, z moimi rodzicami. Jeśli wyrazisz zgodę zaproszę ich do Polski, do Torunia.
- Zastanowię się Maks. Nie miałam prawdziwej rodziny, więc wszystko co może dla innych jest normalne, rodzinne, dla mnie jest obce. Zawsze z zapracowana matką, święta w szpitalu w gabinecie pielęgniarskim, bo mama zawsze brała dodatkowe dyżury by zarobić, wakacje sama na podwórku, bo matka w pracy.
- To jak się już zastanowisz pójdziemy do jubilera po pierścionek. Nie chcę robić niespodzianek, kupię ten, który tobie się najbardziej będzie podobał. Cmoknął Alicję w policzek. W tym momencie nie zapanował nad kierownicą i zjechał na przeciwny pas.
- Maks, co robisz.
Nic nie nadjeżdżało z przeciwka, więc nie doszło do żadnej kolizji.
- Przepraszam. Cholera, musimy zjechać do najbliższego zajazdu, by ochłonąć.
Wysiadając z auta, jeszcze kilkakrotnie ją przeprosił i obiecał, że będzie skoncentrowany na kierownicy.
Po zjedzeniu kolacji, ruszyli w dalsza drogę. Tym razem Maks rzeczywiście był skoncentrowany na drodze, znakach drogowych i na jeździe. Alicja nie rozpraszała go zbędnym gadaniem.
Beata nadała sms, że jest już w Londynie i wraca z Marcinem do domu. Jest bardzo szczęśliwa, że była w Polsce, iż mogła dowiedzieć się, że jej najlepszą przyjaciółką jest jej przyrodnia siostra..
Zaprosiła Maksa z Alicją do Londynu.
Maks podjechał pod swój dom, tłumacząc się, że to po drodze. Alicja nie protestowała. Od pewnego czasu zarówno Maks, jak i Alicja mieli dwa mieszkania. Raz mieszkali u Alicji, raz u Maksa. Do pracy jeździli dwoma samochodami, aby oszczędzić plotek. Choć tak naprawdę nie mieli nic do ukrycia, to jednak nie dawali karmy tym, którzy plotki tworzyli i je rozsiewali.
Ostatnim newsem była torba Szymańskiej, którą dostała od Beaty.
- Musi mieć dzianego faceta, skoro ma torebkę za prawie 18.000 zł, powiedziała recepcjonistka Mariolka do koleżanki.
- No, pewnie ma warszawiaka, podobno często jeździ do Warszawy. Chyba tam się z nim spotyka.
Maks przyszedł zabrać karty pacjentów i usłyszał tą rozmowę.
- Hej dziewczyny o kim rozmawiacie?
- O tej pani chirurg Szymańskiej.
- Macie jakieś nowe newsy o Szymańskiej, też bym się chciał dowiedzieć,
- Faceci się nie znają, ale ta torebka, którą nosi to kosztuje prawie 20.000 zł.
- Może ją na to stać, skoro ma taką.
- E tam stać. Dostała od swojego faceta, warszawiaka. No cóż, jest ładna, może facetom imponować.
- No, jest ładna, też mi się podoba.
- Nie ma pan doktor u niej szans, podobno jest zakochana po uszy.
- Tak? W kim?
- No w swoim facecie. Też bym była zakochana, jakbym dostawała takie drogie prezenty powiedziała Mariolka.
- Mariolka, szukaj bogatych warszawiaków. Myślę, że tu w Toruniu takich dzianych nie ma.
My prowincjonalni lekarze nie mamy szans np. u takiej doktor Alicji Szymańskiej. Rzewnie odpowiedział Maks, wziął karty i poszedł do przychodni.
Wieczorem przy kolacji opowiedział jej o nowych plotkach na temat jej torebki.
Podobno kosztuje około 20 tys. zł.
- Nie wiem ile w przeliczeniu na polskie złoty kosztuje, ale jak zobaczyłam w londyńskim sklepie na wystawie, to oniemiałam z wrażenia. Bardzo mi się podobała, ale nie na moją kieszeń. Rzeczywiście
była droga. Nigdy bym sobie takiej nie kupiła. Nie jestem taka rozrzutna. Beata wiedziała, że ta torba mi się podoba, więc chyba dlatego mi ją kupiła.
- Podobno Beata nigdy nie oszczędzała, Leon zawsze żalił się, że nie szanuje pieniędzy.
- Widać, że nigdy jej niczego nie brakowało, dlatego szasta forsą.
- No, ojciec pierwszy, najlepszy chirurg w Toruniu, trzepie kasę z każdej strony. W szpitalu, w przychodni, jest krajowym konsultantem leków i aparatury medycznej. Prowadzi prywatną praktykę
Zawsze zastanawiałem się, dlaczego nie ma kobiety.
- Podobno kochał tylko moją matkę. A Beata to dziecko poczęte przez przypadek. Z kobietą, z którą urodziła mu Beatę co prawda wziął ślub, ale ona go zostawiła. Podobno mówił do niej Martunia, choć ona miała zupełnie inaczej na imię.
- No cóż, miłość silniejsza jest niż..
- Niż co? Dopytywała Alicja.
- Niż wszystko. Miłość ma swoje racje, których rozum nie zna.
Wiesz, ostatnio czytałem biografię Mikołaja Kopernika.
Zaczął opowiadać o Annie i Koperniku.
Dawno, dawno temu, gdy Gdańsk był najbogatszym miastem Rzeczypospolitej i jednym z najpotężniejszych ośrodków handlowych w Europie, na jarmarku dominikańskim spotkali się Anna i Mikołaj. On był kanonikiem we Fromborku, ona córką holenderskiego kupca.
Gdy chodziła ulicami w Gdańsku kupcowe szeptały: „To córką Arenda van der Schillinga”.
Anna - poważna mężatka, była nie tylko czarująca i majętna (miała własny dom we Fromborku) lecz także mądra. Czytała uczone księgi, interesowała się gwiazdami, czyli astrologią. Jak inni ludzie swojej epoki zastanawiała się czym jest czarna kurtyna zasłaniająca co wieczór słońce. Nic więc dziwnego, że wykształcony i genialny, choć dużo od niej starszy kanonik Mikołaj Kopernik zrobił na Annie piorunujące wrażenie.
- W dodatku był taki przystojny, zapewne urodę odziedziczył po babce, którą uważano za "perłę wśród toruńskich piękności" .
Kurczę , to prawie tak jak moja babcia. Zaśmiał się Maks.
Mikołaj Kopernik tak się zauroczył Anną, że zaproponował jej, aby została jego gospodynią we Fromborku. A że Frombork małe miasto, nic się tam nie ukryło. Zresztą tak, jak u nas w Copernicusie.
Przez siedem lat byli ze sobą w dużej zażyłości, choć Kopernik zawsze przedstawiał ją jako swoją gospodynię. Każda nocna wizyta Kopernika u Anny była skrzętnie odnotowywana przez umyślnych.
Biskup Dantyszek w 1538 r nakazał Kopernikowi oddalić Annę.
Oficjalnie Kopernik zawiadomił swojego biskupa, że oddalił swoją gospodynie, ale nie było to prawdą. Kochał ją całym sercem, była dla niego najważniejsza. Plotkarze ciągle donosili do biskupa o miłości Kopernika do Anny. Ostatecznie Anna musiała wrócić do Gdańska.
Nawet po śmierci Mikołaja Kopernika, nie pozwolono Annie wrócić do miasta, gdzie przeżywała najwspanialsze chwile swojego życia u boku Kopernika.
Anna była najjaśniejszą gwiazdą Mikołaja, była jego wielką miłością.
Miłość do niej była silniejsza niż zakazy, nakazy biskupa Dantyszka, niż lojalność duchowa Kopernika wobec Kościoła.
Teraz pewnie zrzuciłby sutannę i odszedł do ukochanej, wówczas było to niemożliwe.
Oj, Kopernik naprawdę kochał Annę a ona jego. Miłość jest piękna i czasami z miłości robi się rzeczy niemożliwe.
OdpowiedzUsuń