Ewa Gajewska i Alicja zostały najlepszymi przyjaciółkami. Może na ich przyjaźń wpłynął fakt, że nie pracują w jednym miejscu i dlatego nie łączyły je żadne sprawy zawodowe. Alicja przy Ewie odpoczywała, relaksowała się. Maks był bardzo zadowolony, że żona jego przyjaciela została przyjaciółką jego ukochanej.
Tydzień przed ślubem Alicji i Maksa do Torunia przyjechała Beata ze swoim narzeczonym. Ojciec pogodzony z losem ciepło przyjął chłopaka Beaty. Nawet był szczęśliwy, że jego córka ma dobrze płatną pracę i żyje u boku odpowiedzialnego mężczyzny.
Maks wykazał się świetną organizacją. Wszystko dopiął na ostatni guzik. Zadaniem Alicji było zadbać o piękny wygląd.
Gdy Maks zobaczył Alicję w kościele oniemiał z wrażenia. Była piękną kobietą, ale w dniu swojego ślubu wyglądała naprawdę zjawiskowo.
Gdy wziął jej dłoń do swojej, w duchu dziękował Bogu za to, że pozwolił mu doczekać tak wspaniałej chwili.
Wymawiając przysięgę małżeńską miał ogromną tremę. Każde słowo było wypowiadane pierwszy i jedyny raz. Alicja również była ogromnie wzruszona. Szkliły jej się oczy, jakby miała się za chwile rozpłakać. To również dodawało jej urody.
Przy stole weselnym ojciec Maksa wygłaszał co raz to nowe toasty. Od razu widać było, że jest to człowiek oprócz tego, że inteligentny i wykształcony również bywający na wystawnych przyjęciach i bankietach.
Matka prezentowała się jak prawdziwa dama. Nic dziwnego, że Maks był do kobiet zawsze szarmancki, delikatny i ułożony. Takie wartości pewnie wyniósł ze środowiska, w którym się wychowywał, a przede wszystkim z domu rodzinnego.
Wracając do Anglii, Beata ze swoim narzeczonym poinformowali Jasińskiego, że też pomyślą o zalegalizowaniu swojego związku. Na pewno wezmą ślub w Toruniu, w tym samym kościółku co Maks i Alicja.
Po ślubie i weselu państwo Kellerowie wyjechali w podróż poślubną nad polskie morze, z kilkudniowa wycieczką do Skandynawii. Po miesiącu wrócili do pracy. Maks czuł się wypoczęty, Alicja czuła się natomiast zmęczona.
W pracy, Jasiński układał tak grafik, aby mogli być jak najwięcej razem. Nawet nocne dyżury mieli razem.
Na jednym z nocnych dyżurów Alicja zasłabła. Maks nie bacząc na porę, zatelefonował do Jasińskiego, który natychmiast zjawił się w szpitalu i przejął jej obowiązki.
Na SORZ-e w nocy lekarzem dyżurnym był Jivan. Zbadał Alicje i zlecił podstawowe badania, wszystkie na Cito.
Alicja początkowo buntowała się, że za bardzo się nią przejmują, ale później podporządkowała się swojemu mężowi, jak i ojcu. Nie chciała zostać na SORZ-e, więc Jasiński udostępnił jej kanapę w swoim gabinecie. Salowa przyniosła dla niej świeżą pościel.
W każdą wolną chwilę Maks na przemian z Jasińskim zaglądali do Alicji.
Do rana wyniki badań były przygotowane. Jivan oglądając je nie miał zadowolonej miny. Początkowo wydawało mu się, że nastąpiła jakaś pomyłka, bo wyraźnie wyniki badań wskazywały na zmiany w organizmie spowodowane chemioterapią.
Chciał nawet zlecić powtórzenie badań, ale Alicja dała mu do zrozumienia, że są to na pewno jej wyniki i nie ma żadnej pomyłki.
Nie chciała zostać w szpitalu. Rano zatelefonowała do swojego lekarza do Bydgoszczy. Już następnego dnia było dla niej przygotowane łóżko w klinice.
Maks przejął się stanem zdrowia Alicji. Przecież wszystkie wcześniejsze wyniki wskazywały na całkowity powrót do zdrowia. Zawiózł żonę do Bydgoszczy. Gdy usłyszał, że musi pozostać w klinice na kilka dni nie chciał wracać do domu.
- Panie Keller, jest pan przecież lekarzem, a zachowuje się pan irracjonalnie do sytuacji. Powiedział ordynator oddziału, na który została przyjęta Alicja.
- Bo to jest moja żona i martwię się o nią.
- Dlatego proszę pana, aby pomógł jej pan wyzdrowieć, a nie utrudniał. Całodzienny pobyt w szpitalu nie pomoże jej, a wręcz przeciwnie, nie będzie odpoczywała, tylko będzie zajęta panem.
Dopiero po rozmowie telefonicznej z teściem, Maks zdecydował się wrócić do Torunia.
W pustym domu czuł się nieswojo. W kuchni ze wściekłości stłukł dwa kubki i talerzyk deserowy.
Krzyczał, że kocha swoją Alę, a życie go tak doświadcza.
Następnego dnia poszedł do dyrektorki szpitala i powiedział, że nie jest w stanie stanąć za stołem operacyjnym. Nie chce nikomu zrobić krzywdy, dlatego prosi o kilka dni urlopu.
- Maks, nie masz już w tym roku urlopu. Wykorzystałeś go w całości wyjeżdżając w podróż poślubną.
- K-wa. Jeszcze i to. Wszystko przeciwko mnie.
- Spokojnie. Odpowiedziała Elżbieta. Jakoś zaradzimy.
Jedź dzisiaj do Bydgoszczy, odwiedź swoją żonę. Jutro będziesz do południa pracował w przychodni, a potem znowu pojedziesz do Bydgoszczy.
Później załatwimy ci zastępstwa koleżeńskie, a potem to Alicja już wróci do Torunia.
Maks co prawda nie był do końca zadowolony z takiego obrotu sprawy, ale wyraził zgodę.
Po południu pojechał do Bydgoszczy. Alicja spała, więc nie chcąc jej budzić poszedł do lekarza dowiedzieć się o jej stan zdrowia.
- Spokojnie panie Keller. Wszystko dobrze, trochę fałszywy alarm wysyłał organizm pana żony.
Wszystko powoli normujemy i za kilka dni żona wróci do domu. Może jeszcze nie do pracy, bo powinna dużo odpoczywać, ale do domu na pewno.
Wrócił do pokoju, gdzie leżała Alicja. Usiadł cicho i przypatrywał się w jej równomierny oddech.
Otworzyła oczy.
- Maks, długo przy mnie siedzisz?
- Nie, najpierw byłem u lekarza, a tu przy tobie chwilę.
Chciała usiąść na łóżku, ale jej nie pozwolił. Przykląkł zaczął ją całować.
- Kocham cię szeptał, jakby bał się, że ktoś inny to usłyszy.
- Ja też.
Maks.
- Cicho, już wszystko wiem. Musisz odpoczywać i nie forsować swojego organizmu.
Będę cię pilnował, abyś całe noce spała a nie harcowała do rana.
Spojrzała na męża karcąco.
- To ty harcujesz całe noce i nie pozwolisz mi spać.
- Ja sam, bez twojej woli? Zachichotał Maks i znowu zaczął ją całować.
- A powiedział ci lekarza, że jestem w ciąży?
- A jesteś? Tego mi nie powiedział.
- Tą wiadomość zostawił dla mnie, abym to ja ci powiedziała.
- Jak to mogło się stać, że w wynikach tego nie wyczytałem? Ani Jasiński, ani Jivan.
- No właśnie, ani również ja.
- Ala, to jesteś w ciąży naprawdę?
- Nie Maksiu, żartowałam. Nie jestem, ale wszystko wskazuje na to, że bez problemu mogę zajść w ciążę, ale jak będę się oszczędzać. A jak wrócę do domu i do pracy, to nie mam przyjmować żadnych nocnych dyżurów.
- Jak z tym wytrzymasz?
- Wytrzymam, naprawdę będę przestrzegała zaleceń lekarza.
Po kilku dniach Alicja wróciła do Torunia. Maks rzeczywiście dbał o nią, aby w nocy spała. Często brał nocne dyżury, aby później w dzień być z żoną.
Koledzy często dopytywali się o jej stan zdrowia, ale on niewiele mówił. Jedyne odpowiedzi były, że dobrze.
Najwięcej o stanie zdrowia Alicji oprócz Maksa i Jasińskiego wiedział Jivan. Jego obowiązywała tajemnica służbowa, więc jedynie mógł z nimi rozmawiać służbowo. Zdrowie Alicji nigdy nie było poruszane na prywatnych spotkaniach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz