poniedziałek, 3 lutego 2014

Miłość silniejsza niż...cz. 8

Alicja poszła na umówione spotkanie do ordynatora Jasińskiego. Jakże była zdziwiona, gdy zobaczyła u niego Elżbietę, dyrektorkę szpitala.
- Myślałam, że będziemy tylko we dwoje, nie chciał pan, abym przyszła z osobą towarzyszącą.
Rozmowa przy wykwintnej kolacji była bardzo sympatyczna. Dowiedziała się dużo o Beacie, o rodzinie Jasińskiego i jego pierwszej miłości. Jak padło nazwisko i imię jej matki, Alicja zesztywniała.
- Moja mama była pana dziewczyną? Nigdy mi o tym nie mówiła, jak również o tym, że studiowała medycynę. Zawsze w domu mówiło się, że mama  chodziła do szkoły pielęgniarskiej, bo na studia nie było rodziny stać.
- Twoja mama była najlepszą studentką na roku. Wszyscy chodziliśmy do niej na korepetycję z chemii.
- Nic nie rozumiem, to dlaczego zrezygnowała ze studiów.
- O ile mi wiadomo, była ze mną w ciąży.
- To dlatego zrezygnowała ze studiów? A co się stało z dzieckiem? Nigdy mi nie mówiła, że miałam rodzeństwo, ani, że poroniła.
Alicja niewiele z tego rozumiała. Podniosła głowę i zobaczyła wlepionych w siebie dwie pary oczu.
-Uważam, że jesteś moją córką. Powiedział Jasiński.
- Ja też tak uważam, dopowiedziała Elżbieta.
Alicja nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Co prawda, przez całe swoje życie tęskniła za ojcem, którego nie znała, ale w tej sekundzie poczuła pustkę w głowie.
- Jest pan tego pewny.
Jasiński odpowiedział, że tak, ale przecież aby to uwiarygodnić, mogą poddać się  badaniom genetycznym.
- A w jaki sposób doszedł pan do tego, że jest pan moim ojcem.
- Dowiedziałem się od Krzysztofa Florczyka.
- O matko, jeszcze i Krzysztof Florczyk. A co on ma do mnie i do mojej rodziny.
Elżbieta opowiedziała Alicji, w jaki sposób chcieli  odszukać jej rodzinę, aby powiadomić, że jest w szpitalu  w Londynie. Dotarli do Krzysztofa Florczyka, który był ich kolegą ze studiów. Natomiast Krzysztof  dowiedział się od Marty Szymańskiej, tuż przed jej  śmiercią, kto jest ojcem jej dziecka.
- A to kretyn. Przez trzy lata nie potrafił mi tego powiedzieć. Jak go spotkam, po prostu zabiję. Teraz upewniłam się, że dobrze zrobiłam, że   od niego odeszłam. Przez całe nasze wspólne życie był nieszczery.
     Alicja nie wytrzymała ciężkiej atmosfery kłębiącej  się przy stole. Przeprosiła, że się źle czuje i  po półtorej godziny wróciła do domu.
W nocy bardzo źle spała. Gdyby Maks nie miał dyżuru, pewnie poprosiłaby go, aby do niej przyjechał.
     W kolejnym tygodniu Jasiński kilkakrotnie zagadywał Alicję, czy chce wykonać badania. Ona jednak nie mogła się zdecydować. Później uległa namowom.
Maks widząc wychodzących ze szpitala Jasińskiego i Alicję zatrzymał się  i zapytał.
- Dokąd pan ordynator porywa moją dziewczynę?
Alicja spojrzała na niego złowrogim wzrokiem i od razu Maks zrozumiał, że miało to znaczyć "więcej się  do mnie nie odzywaj".
- Synku, musimy załatwić ważne sprawy.
Jadąc do przychodni na badania Leon zapytał Alicji, czy naprawdę jest Maksa dziewczyną.  Jednak Alicja nic nie odpowiedziała.
Przez kolejne dni, nie odzywała się do Maksa. Wielokrotnie próbował nawiązać rozmowę, ale zawsze odpowiadała, że z paplą nie chce mieć nic do czynienia. Maks jednak ciągle wokół niej krążył, jak satelita.
Powtarzał sobie, że tym razem nie da się spławić. Alicja była dla niego najważniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek znał.
Wszelkie próby spotkania się po południu spalały na panewce.
- Jeśli nie spotkamy się po południu u mnie, albo u ciebie, w najbardziej zaludnionym miejscu w szpitalu będę krzyczał, że cię kocham ponad wszystkich a ty mnie nie chcesz.
- Co za głupek.
- Możesz mi mówić po imieniu, mam na imię Maks, jeśli już zapomniałaś.
- Nie, nie zapomniałam, ale daj mi  świety spokój. Chcę być sama i tylko sama. Mam problemy osobiste i chcę je rozwiązać sama.
Wieczorem Maks zadzwonił do drzwi Alicji. Otworzyła, a on z wielką walizką wtoczył się do przedpokoju.
- Wprowadzam się do ciebie, bo nie mogę tak dłużej żyć. Mamy po 35 lat i kończymy zabawę w przyjaźń, koleżeństwo. Kocham cię prawie od 7 miesięcy i chcę być z tobą na zawsze.
 Rozebrał się, odwiesił kurtkę na wieszaku.
- Maks, ale......
Zamknął jej usta pocałunkiem.
- Nie ma żadnego ale. Jestem ci potrzebny, a ty mnie. Wiem, że mnie kochasz, tylko nie masz odwagi się do tego przyznać.
Alicja nic nie odpowiedziała. Kochała Maksa, ale po wszystkich dotychczasowych przejściach broniła się przed tą miłością.
Klęknął  przed nią i zapytał, czy potrafi się przyznać, że go nie  kocha. Alicja popatrzyła na niego, pogłaskała po czuprynie.
- Maks, ja, ja nie mogę powiedzieć, że cię nie kocham.
  Kocham cię, bardzo cię kocham. Ale...
- Nie ma żadnego ale. Wziął Alicję na ręce  i zaniósł do sypialni. Nie dał jej dojść do słowa. Każdy wydany przez nią dźwięk gasił pocałunkiem.


4 komentarze:

  1. W końcu męska decyzja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie :D Uwielbiam twoje opowiadania . Zapraszam do odwiedzenia mojego bloga
    http://alicja-i-maks-forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Super opowiadania po tym co tu przeczytałam na pewno zostaniesz umieszczona w moich ulubionych blogach :) http://nazawsze-maks-i-alicja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń