piątek, 21 lutego 2014

Miłość silniejsza niż... cz. 14

Maks wrócił z pracy po nocnym dyżurze. Alicja jeszcze spała. Podszedł do niej i popatrzył na jej rozchylone usta.
Nachylił się i pocałował.
- Wróciłeś? Śniłeś mi się. Był to cudowny sen. Chciałabym, aby tak było w rzeczywistości.
- Wstawaj, zrobię śniadanie, a ty mi opowiesz swój sen.
Maks krzątał się w kuchni. Nie był bardzo  zmęczony, ponieważ na nocnym dyżurze nie było żadnych trudnych przypadków.
- No słucham. Opowiadaj.
Alicja opowiadała, że byli na wakacjach we Włoszech. Zwiedzali Rzym, Wenecję i Neapol.
Z Neapolu popłynęli statkiem na Capri. Później byli gdzieś na jakiejś plaży. Ona skoczyła do wody z wysokiej skały. Miliony bąbelków słonej, lazurowej wody pękało wokół niej. Maks  podpłynął do niej i razem w uścisku, wtuleni swoimi ciałami do siebie unosili się na powierzchni bąbelkowej powierzchni morza. Potem, wieczorem, na plaży, przy rozpalonym ognisku jedli upieczoną na ogniu rybę, wsłuchiwali się w szum morza, pili wino.
Podobno każda skała inaczej się nazywała.
Jak?
- Skała księżycowa, gwiezdna, słoniowa, psiej łapy, kocia, seksu i rozpusty.
- Oooo, te ostatnie nazwy najbardziej mi się podobają.
- Seksu? Dlaczego seksu?
- Po podobno uciekają tam zakochani, by nikt ich nie widział, a jak się zapomną w swoim akcie miłości, to spadają ,  tzn. s...... przają się do wody.
- Ala, co za sny miewasz?
- Czasami miewam takie rajskie sny, jak ten. I gdybyś mnie nie obudził, pewnie ten piękny sen  by jeszcze trwał.
Maks przysunął się do Alicji i zaczął ją całować.
- Co robisz. My tak bez ślubu, możemy trafić  do piekła.
- Do piekła?
Wziął na ręce Alicję i zaniósł do łóżka.
- Myślę, że nie do piekła, tylko do raju. Śniadanie może poczekać. A gdybyśmy mieli trafić do piekła, to już dzisiaj nic by z nas nie zostało. Dawno skwierczelibyśmy w rozgrzanej do czerwoności smole.
     Jak długo byli w łóżku sami nie wiedzieli. Czasami bywało tak, że zatracali poczucie czasu.
- To może teraz coś zjemy.
Maks uśmiechnął się.
- W naszym raju nie potrzebowaliśmy nawet jednego jabłka.
Poszli jednak do kuchni, zjedli wcześniej przygotowane przez Maksa śniadanie.
Jedząc, patrzyli sobie w oczy.
- Jakie nudne musiało być twoje życie, kiedy się nie znaliśmy.
- Jakie  dziwne, beznamiętne musiało być twoje życie, kiedy ty mnie nie znałeś, odpowiedziała Alicja.
- To prawda. Jak ja mogłem tyle lat przeżyć w takiej nieświadomości. Myślałem, że miłość jest. Ale dopiero teraz wiem co to jest prawdziwa miłość. Miłość kobiety do mężczyzny. I  więcej, myślę, że jak się pobierzemy, to nasza miłość będzie jeszcze piękniejsza, bardziej spełniona. Będziemy mieli dzieci i dla nich będziemy żyć, kochać  ich i siebie nawzajem.
- Och, mój ty romantyku.
Wzięła Maksa za rękę i przyciągnęła ją do swojego serca.
- Zobacz, jak kołacze.
Maks położył swoją rękę  na sercu Alicji. Podobnie jak zegar rytmicznie tyka tik tak, w tej chwili serce Alicji kołatało w rytmie kocham Maksa, kocham Maksa, kocham Maksa.
- Moje czasami  z miłości do ciebie chce mi wyskoczyć z klatki piersiowej. Nawet pytałem lekarza co mam z tym zrobić?
- I co ci odpowiedział?
- Żebym kochał, bo miłości na świecie jest bardzo mało. Nawet małżeństwo w wielu przypadkach to biznes ekonomiczny.
Maks opowiadał o rozmowie z lekarzem. Alicja nie wiedziała, czy mówi prawdę, czy konfabuluje. Opowiadanie jednak było bardzo ciekawe, czasami nawet przekonywujące.
- Dlatego ja preferuję wolne związki.
- Ja kiedyś też, ale z tobą chcę związać się węzłem małżeńskim.
   Proszę, nie wpędzajmy się w wiek, dzieci przecież nie lubią starych rodziców.
- Chyba tym ostatnim zdaniem mnie przekonałeś. Niestety, ale w dzisiejszych czasach małżeństwa tak szybko się rozpadają.
Maks wstał, stanął przed Alicją i zacytował, sam nie wiedząc kogo.
"Na świecie nie ma nic stabilnego. Zgiełk jest naszą/waszą jedyną muzyką".
Alicja była pod wrażeniem romantycznego Maksa. Czasami myślała, skąd u lekarza, chirurga, który ciągle  kroi, operuje, zszywa tyle romantyzmu.
Wracając do obaw swojej ukochanej odnośnie niestabilności związków małżeńskich znów zacytował.
"Najodważniejsi są bez wątpienia ci, którzy mają przed oczami  jasny obraz tego, co ich czeka, zarówno chwały jak i niebezpieczeństwa, a mimo to ruszają, by je spotkać".
- No dobrze Maks, przekonałeś mnie. To kiedy?
- Kiedy tylko zechcesz, za dwa tygodnie, trzy, cztery. Pięć - to zbyt długo, tak myślę.
Uzgodnili między sobą, że Alicja zadzwoni do swojej siostry, kiedy będzie mogła przyjechać do Polski. Postarają  się trochę dostosować do jej możliwości. Nie może być przecież inaczej, aby Beata nie była ich świadkiem na ślubie. Drugim świadkiem będzie Janek Bosak, jest pełnoletni i nie będzie zadawał głupich pytań, dlaczego tak długo ukrywali swój związek przed światem.




4 komentarze:

  1. Małżeństwo to biznes- normalne. Widać to w czasie rozwodu, jak dzielą meble, sztućce, dywany. Miłości w życiu jest mało.

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym Twoim opowiadaniu Maksiu całkowicie się zmienił; z casanovy w poważnego faceta, romantyka. :D

    alicja-i-max.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Super,boskie,po prostu rewelacja.
    Mam nadzieję że dzisiaj kolejna część się pojawi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Terruta, fajnie piszesz, czytam wszystkie twoje opowiadania. Są super, polecam innym, którzy też są zachwyceni

    OdpowiedzUsuń