Maks obudził się wyjątkowo wcześnie. Poszedł do kuchni zrobić sobie kawę. Alicja nie wróciła jeszcze z nocnego dyżuru.
Wziął prysznic, potem w kuchni zaczął przygotowywać śniadanie. Alicja wciąż nie wracała do domu.
Czasami tak bywało, że dyżur się przeciągał, ale tym razem Maks się zaniepokoił.
Telefon Alicji nie odpowiadał. Zadzwonił na oddział, dowiedział się, że już dawno wyszła ze szpitala. Zaniepokoił się jeszcze bardziej. Pomyślał, że po pracy pomyliła kierunki i wróciła do starego swojego mieszkania.
Ubrał się, wsiadł w samochód i pojechał na Starówkę.
Kluczami otworzył drzwi i zobaczył jej buty.
- Ala, co jest? Dlaczego nie wróciłaś do domu, tzn. do naszego wspólnego domu.
Alicja leżała na kanapie oczami wlepionymi w sufit.
- Maks schylił się nad nią i pocałował.
- Ona zmarła mi na stole operacyjnym.
- Jaka ona, kto ona.
- No, ta twoja długonoga Iwona.
Maks przytulił Alicję do siebie. Całował ją po włosach, szyi, oczach. Tulił do siebie.
- Nie moja Iwona, nigdy nie była moją Iwoną. Była dziewczyną, która kochała wszystkich facetów, na moim punkcie miała obsesję, dopóki nie spotkała innego. Jak ją rzucił wracała, lub próbowała wrócić.
Alicja zaczęła opowiadać Maksowi, jak około północy wtargnęła do jej pokoju lekarskiego i próbowała zrobić jej karczemną awanturę. Wyprowadzono ją ze szpitala. Dobijała się na SOR, a jak nie dała rady wejść na teren szpitala - odeszła. Za około godzinę przywiozła ją karetka, wpadła pod pociąg. Chyba to usiłowanie samobójstwa. Nie mogliśmy jej z Gułą uratować. Zeszła, miała obrażenia wewnętrzne i odciętą nogę.
- Ala, nie jeden pacjent nie przeżywa operacji, przecież nie możesz siebie winić. Zrobiła to na własne życzenie.
Nie nalegał aby pojechać do jego, teraz ich wspólnego mieszkania, w którym mieszkają. Zrobił Alicji kawę i i i pobiegł do pobliskiego sklepu po pieczywo i wędlinę. Po śniadaniu Alicja zasnęła a Maks pojechał do szpitala zobaczyć co w trawie piszczy.
Jasińskiemu opowiedział o samopoczuciu Alicji. Razem z ordynatorem jeszcze raz przeczytali nocny raport i dokumentację lekarską Iwony Małeckiej.
Maks zatrzymał się na badaniu krwi. Wszystko wskazywało na to, że miała wirusa HIV. To go niezmiernie zaniepokoiło. Zbladł ze strachu.
- Maks! Alicja asystowała, głównym operatorem był Guła. Wszystko przebiegało zgodnie z procedurami. Wielorakie okaleczenie osłabiło organizm tak, że przestał walczyć. Nie ma tu żadnej pomyłki lekarskiej.
Maks wyszedł ze szpitala, wsiadł w samochód i zamiast pojechać do domu pojechał do Bydgoszczy. Nie chciał tych badań robić w Toruniu. Pomimo, że są to badania anonimowe, to jednak on jako lekarz nie chciał ich robić w swoim miejscu zamieszkania.
Wracając zjechał do najbliższego baru wypić mocną kawę i odpocząć. Ciągle miał przed oczami wyniki badań Iwony.
- K-wa, siarczyście zaklął, chyba nie miała tego wirusa wówczas, gdy byliśmy razem.
Wrócił do Alicji po kilku godzinach. Jeszcze spała. Zostawił jej w kuchni kartkę, że ją bardzo, bardzo mocno kocha.
W swoim domu kolejny raz przewertował wszystkie albumy, aby w razie co zniszczyć zdjęcia Iwony. Znalazł jakieś jedno, które musiało się gdzieś wcześniej zapodziać. Podarł je na małe kawałeczki i wrzucił do muszli klozetowej, nacisnął spłuczkę.
- Byłaś marną idiotką, przewidziałem, że skończysz w szambie i tak się stało.
Nie uśmiechnął się ironicznie, jak to miał w zwyczaju. Był naprawdę przestraszony.
Czarne chmury zawisły nad nim i nad jego małżeństwem. Nie wracali do śmierci Iwony, nie wracali do wyników badań, które znał zarówno Maks, jak i Alicja.
Maks brał dyżur za dyżurem, praktycznie tylko pracował i spał. To jakby usprawiedliwiało go, że mało bywał w domu i widywał się z Alicją.
Nie rozmawiali na temat wyników badań Iwony, nie rozmawiali w ogóle. Ona nie miała odwagi pytać, on nie chciał zadrażniać napiętej sytuacji panującej w domu.
Na oddziale praktycznie rozmawiali tylko służbowo, na tematy związane z chorymi, operacjami, diagnozami. Nikt się jednak nie domyślił, że coś się miedzy nimi złego dzieje. W obecności innych starali zachowywać się naturalnie i nawet uśmiechali się do siebie.
Po kolejnym nocnym dyżurze Alicja znowu wróciła do mieszkania na Starówce. Na stole leżał wynik badania krwi Maksa. Wzięła go i przeczytała. Był negatywny.
Niby nie podejrzewała go o to, że mógłby być zarażony i nosi w sobie tego zbrodniczego wirusa, ale jak zobaczyła wynik bardzo się ucieszyła. Opadające napięcie powoli ustępowało, stawała się bardzo senna. Pomyślała, że jest zmęczona i trochę pośpi, jak się obudzi, zatelefonuje do niego, do swojego męża.
Wchodząc do sypialni zobaczyła w łóżku Maksa.
- Co ty tu robisz?
- Śpię i czekam na swoją żonę..
Przepraszam za to wszystko, wiem co musiałaś przeżyć. Nic nie musisz mi mówić. Ta dwutygodniowa cisza między nami była wymowniejsza od mowy. Kocham cię, bardzo cię kocham.
- Wiem, ja również. Moja miłość do ciebie jest silniejsza niż... Nie dał dokończyć, zamknął jej usta pocałunkiem.
Miła ta notka. Wszystkie są miłe, ale ta jest taka naturalna. I o to właśnie chodzi :)
OdpowiedzUsuńTy dziewczyno masz naprawdę wielki talent.Piszesz rewelacyjnie, a w tych opowiadaniach jest coś niezwykłego, romantycznego,szczerego,a przedewszystkim widać wielkie uczucie.To scenarzyści serialu powinni się od Ciebie uczyć jak pisać fantastyczny scenariusz
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę dalszych sukcesów w pisaniu.
Czekam na kolejną część z niecierpliwością.
Mam nadzieję, że dzisiaj,albo jutro się pojawi.
W
Miło przeczytać taki komentarz. Pozdrawiam
UsuńMOJE GRATULACJE.
OdpowiedzUsuńTY POTRAFISZ TAKI NATURALNY SPOSÓB PISAĆ.
CZYTAJĄC TO ŁEZKA ZAKRĘCIŁA MI SIĘ W OKU
ZGADZAM SIĘ W 100%.
UsuńNIECIERPLIWOŚCIĄ CZEKAM NA KOLEJNĄ CZĘŚĆ
Dzisiejsze komentarze mnie wzruszyły. Bardzo dziękuję. Ponieważ piszę na bieżąco, wiec staram się wstawiać nowe posty co dwa dni. Wszystkich pozdrawia.
OdpowiedzUsuńTwojego bloga poleciala mi kolezanka.Tak wiec dzisiaj siadlam i w koncu co nieco nadrobilam. :)
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest swietne, naprawde dobrze piszesz. Oczekuje nastepnej czesci. Pozdrawiam! ;)
PS Bardzo ciekawy watek z tym zakazeniem wirusem HIV.