Takie tam sobie opowiadania o tym co było i czego nie było w serialu "Lekarze"
wtorek, 4 marca 2014
Miłość silniejsza niż... cz.18
Alicja systematycznie jeden raz w tygodniu chodziła do kościoła. Od chwili tragicznej operacji Iwony zaczęła chodzić codziennie. Jeśli nie mogła przed, ani po pracy schodziła czasem pomodlić się do szpitalnej kaplicy. Tam zapoznała się ze szpitalnym kapelanem, który był w wieku Maksa.
Po modlitwie często z nim rozmawiała. Kapelan znał doktora Kellera, ale nie osobiście. Alicja kiedyś przyciągnęła Maksa do szpitalnej kaplicy. Tak zaczęła się ich bliższa znajomość, która później przerodziła się w prawdziwą przyjaźń. Irek pochodził z Mazur, z rodziny lekarskiej. Rodzice mieli nadzieję, że ich jedyny syn zostanie tak jak oni lekarzami. On wybrał jednak seminarium duchowne.
Po dwutygodniowych cichych dniach, Maks zmienił się. Podporządkowywał się wszystkiemu temu, co mówi i o czym decyduje Alicja.
Nawet pójście do szpitalnej kaplicy i poznanie kapelana zaakceptował natychmiast . W pracy zauważył to Jivan i kiedyś w przypływie dobrego humoru powiedział, że nie poznaje swojego przyjaciela.
- Że niby co?
- Że niby nic. Tylko w twoim przypadku to powiedzenie "Jak się ożenisz, to się odmienisz" jest bardzo trafne.
Maks udawał, że nie wie o co chodzi. Nawet swojemu przyjacielowi nie chciał opowiadać o swoich podejrzeniach i rozterkach, jakie przeżywał przez dwa tygodnie.
U Alicji widać było pozytywne zmiany. Częściej się uśmiechała, nawet czasami sobie podśpiewywała. Tą zmianę zauważył jej ojciec i nawet ją zapytał, co takiego się stało, że promienieje radością.
- Oj tato. Małżeństwo mi służy, radośnie odpowiedziała.
Kiedyś wchodząc do cafeterii poczuła mdłości.
- Ala źle się czujesz?
- Nie, tylko jestem głodna i mnie zemdliło.
Maks zamiast sałatki wziął dla żony bułeczkę drożdżową i cappuccino. Sam zamówił sobie mocną czarną kawę.
Siedząc przy stoliku Maks wpatrywał się w Alicję. Była dziwnie blada.
- Nie jadłaś w domu śniadania?
- Zjadłam jedną kanapkę i nie miałam chęci na więcej.
- Jak tak będziesz postępować, to powiedzą, że Keller zamorzył swoją żonę.
- Może tak powiedzą, może powiedzą inaczej.
Do ich stolika podszedł Piotr i Jivan.
Gdy po kawce rozchodzili się do swoich obowiązków Piotr poprosił Alicję na chwilę rozmowy.
- Ala, źle wyglądasz, może przyjdziesz do mnie na badania ?
Alicja spojrzała podejrzliwie na ginekologa.
- Jak nie do mnie, to do Magdy Żelichowskiej. Ona jest świetnym lekarzem.
Według mnie jesteś w ciąży.
- No co ty, chyba bym o tym wiedziała. Mam regularnie okres.
- To jeszcze o niczym nie świadczy. Można krwawić i być w ciąży.
Maks podszedł do rozmawiających, ale Piotr w tym momencie zakończył rozmowę.
- Co chciał Wanat, jestem zazdrosny.
- Nic, konsultował ze mną przypadek pacjentki.
- Tak na korytarzu? Jakieś nowe metody konsultacji?
- Przypadek pilny i dlatego tak na korytarzu. Odpowiedziała Alicja.
Po pracy Alicja przeprosiła Maksa, że wróci do domu za około dwie godziny. Ma ważną sprawę do załatwienia.
- Dobrze, czekam z obiadem.
Poszła na ginekologię. Piotra nie było, robił cesarkę.
- Chodź Alicja, mogę zrobić ci USG, Piotr mi mówił, że przyjdziesz.
Alicja zastanowiła się, dlaczego Piotr powiedział, że przyjdę na badania, jak ona mu tego nie obiecywała.
Nie komentowała jednak wypowiedzi koleżanki.
- Ala, gratulacje, jesteś w ciąży, 8 tydzień.
Alicji popłynęły po policzkach łzy.
- Ok. Załóż mi kartę ciąży, będę twoją pacjentką.
Pielęgniarka pobrała jej krew do badania, wszystko na cito.
Oszołomiona Alicja wyszła z gabinetu badań. Z jednej strony była szczęśliwa, z drugiej zdziwiona, że jako lekarz sama tego nie wiedziała.
Na podwórku pooddychała świeżym powietrzem i pojechała do domu.
Od samych drzwi nie rzuciła się Maksowi na szyję. Dopiero w czasie spożywania obiadu wyjęła z torebki kopertę i podała Maksowi.
- Proszę, skonsultuj ten przypadek, bo ja sama nie wiem co o tym myśleć.
- Ala, umawialiśmy się, że medycynę zostawiamy w szpitalu, w domu załatwiamy inne sprawy, prywatne.
Poprosiła jeszcze raz, aby zajrzał do dokumentów i powiedział jej, dlaczego nie widziała błędu.
- Skoro tak nalegasz, żonie się nie odmawia. Biorąc kopertę cmoknął ją w usta.
Wyjął z koperty kartę ciąży i przeczytał nazwisko.
Nie zaglądając do wpisów zaczął mu się plątać język.
- Że co, że ty...., to znaczy, że ja..., to znaczy, że będziemy rodzicami?
- Przeczytaj najpierw, potem komentuj.
Zaczął powoli czytać zapisy w karcie.
- To znaczy, że już osiem tygodni? Przecież nic na to nie wskazywało.
- Aparat USG nie kłamie, pokazał to, co dzieje się wewnątrz mnie.
Maks wstał z krzesła, chwycił Alicję na ręce i zaczął kołować się z nią wydając radosne okrzyki.
- Cudownie, kocham cię. Kocham was, kocham życie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Świetna część, czekam na następną :D
OdpowiedzUsuńhttp://alicja-i-max.blogspot.com/
Kiedy kolejna część?
OdpowiedzUsuń