poniedziałek, 24 marca 2014

Miłość silniejsza niż... cz. 25

Po jednej z operacji Alicja wróciła  do domu bardzo późno. Nie zastała opiekunki z synkiem. Pojechała do jej domu, aby odebrać dziecko.
- Za dużo pani pracuje. Dziecko potrzebuje matki, nie opiekunki.
- Wiem, ale sytuacja w szpitalu była makabryczna. Było kilka operacji, dlatego nie mogłam wcześniej wrócić do domu.
W nocy Alicja nie mogła zasnąć, myślała co ma zrobić, aby znaleźć więcej czasu dla swojego dziecka.
Rano udała się do gabinetu ordynatora.
- Jeśli twoja propozycja jest aktualna, to ją przyjmuję, pod jednym warunkiem, że nie będę musiała zostawać dłużej w pracy niż potrzeba.
- Jaka propozycja? Acha, stanowiska zastępcy ordynatora.
- Bardzo się cieszę. Pocałował Alicje w rękę  i w policzek.
-Jeśli się zgadzasz, to jestem szczęśliwa. Dziecko powinno mieć matkę, opiekunka nie zastąpi rodzicielki.
Alicja z Michałem poszli do dyrektor szpitala załatwić wszelkie formalności.
- Panie ordynatorze, jak się panu udało Alicję przekonać i namówić na to stanowisko.
- Nie było łatwo, ale się udało. Jestem z tego bardzo szczęśliwy.
- Ja przede wszystkim. Odpowiedziała Elżbieta.
Po wyjściu ordynatora z gabinetu dyrektorki, Alicja jeszcze na chwilę została.
- Ala, szczerze mówiąc wolałabym abyś ty była ordynatorem, ale nie chciałaś o tym słyszeć.
- Nie ufasz Michałowi Karkoszce?
- Jest dobrym lekarzem, ale patrząc na jego ojca nie mam do niego zaufania.
- Czy przez ten okres zawiódł cię?
- Nie, nie zawiódł. Ale jakoś nie nadajemy na tych samych falach. Dlatego to co dzisiaj słyszę,  że zgadzasz się na objęcie stanowiska zastępcy bardzo mnie cieszy i uspokaja. Jesteś ludzka, potrafisz słuchać  ludzi, nie wymądrzasz się. To u ciebie lubię.
- A tak naprawdę to zgodziłam się, aby  mieć więcej czasu dla Maciusia, Opiekunka, pomimo, że sowicie ją wynagradzam bez przerwy mnie ochrzania, że ona nie zastąpi dzieciakowi matki.
- Ta pani ma rację. Wiem coś na ten temat.
Życzę  powodzenia na nowym stanowisku pracy.
     Od chwili, kiedy Alicja została zastępcą ordynatora na oddziale zapanowała inna atmosfera.
Wszystkie sprawy większość pracowników załatwiało z doktor Keller. Doktor Nowak zaczął zupełnie inaczej  funkcjonować. Większość spraw konsultował z Alicją i nigdy  nie podpowiadała mu, że ma zlecać pacjentom jakieś dodatkowe badania.
- Alicja, wiesz Nowak poprawił się trochę.
- Tak wiem. jest bardzo wnikliwy. Prowadzi bardzo dogłębne obserwacje pacjentów, wywiady  robi bardzo dociekliwe. Uważam, że będzie z niego niezły chirurg.
- Może tak, może nie.
- Jestem pewna, że tak.
Dałam mu jedynie jedną radę. Niech nie słucha pacjentów, że czegoś nie chcą, lub takie czy inne badania nie są im potrzebne, czy że się gdzieś  spieszą.
Jeśli rzeczywiście czegoś  nie chcą, mają wypisać  się na własne żądanie, a nie brać lekarza na litość.
Myślę , że to zrozumiał.
- I dobrze. Tak powinien zachowywać się lekarz. Pacjenci są różni. Najpierw chcą sterować lekarzem, później na niego skarżą.
    Oddział chirurgii i transplantologii robił coraz to inne przeszczepy. Operacja domino rozsławiła szpital Copernicus w Polsce. Wielu pacjentów tylko tu chciało mieć operacje przeszczepiania  wątroby,  czy nerek.
     Beata oświadczyła ojcu, ze wychodzi za mąż. Jej narzeczony po zaręczynach i wielokrotnych staraniach, aby się pobrali doczekał się słowa "tak".
Ślub najpierw miał się odbyć w tym samym małym kościółku co ślub Maksa i Alicji, ale na prośbę siostry zmieniono lokalizację.
Panna młoda wyglądała prześlicznie. Świadkami byli  Alicja z bratem pana młodego.  Obrączki na specjalnie haftowanej poduszce niósł  już 2-teni Maciuś. Był dumny, że jest w centrum zainteresowania.
Przyjęcie weselne odbyło się w restauracji poza miastem. Balety trwały do białego rana.
Najbardziej szczęśliwym człowiekiem był Leon Jasiński. Wcześniej nie wierzył, że jego młodsza córka się ustatkuje, że będzie bardzo dobrym lekarzem i to w Królewskim Szpitalu w Londynie.
- Leoś,   widzę, że duma cię rozpiera.
  Też bym chciała, aby mój jedynak Jasiek skończył medycynę i pracował ratując życie ludzkie.
- Elżbieta, Jasiek jest wspaniałym chłopakiem, kocha cię i zrobi dla ciebie wszystko. Gdyby tak nie było już dawno wyjechałby do Belgii, do swojego ojca. Tam przecież jest o wiele łatwiejsze życie.
Alicja początkowo, jako osobę towarzyszącą chciała zaprosić na wesele Michała, jednak po wielu przemyśleniach zdecydowała, że pójdzie sama.
Stosunki przyjacielskie, które ich łączyły mogłyby być inaczej interpretowane. Zresztą ktoś musiał zostać na  oddziale.
Krzysztof Florczyk, przyjaciel rodziny, Elżbieta Bosak, Piotr Wanat i Jivan również byli zaproszeni na ślub i wesele.
     Wanat przygotowywał Beatę do matury z biologii a Jivan leczył córkę  ordynatora, gdy jako licealistka miała ostre zapalenie płuc. Od tamtej pory Jivan i Beata byli prawdziwymi nie tylko przyjaciółmi, ale kumplami.
W czasie uroczystości weselnych małym Maciusiem opiekowała się pani Hania. Maluch traktował ją jak własną babcię. Bardzo lubił chodzić z nią  do kaplicy szpitalnej, do wujka |Irka. Tam bawił się z babcią w chowanego. Ulubionym miejscem ukrywania się przed babcią były wysokie, zabytkowe ławki.
     Marysia, gdy zaczęła uczęszczać do szkoły coraz częściej wymuszała na ojcu odwiedziny u cioci Alicji. Zawsze zabierała swój plecak z książkami, zeszytami i ćwiczeniami i pokazywała jej czego się nauczyła.
- Ciociu, wiesz, rysowaliśmy wczoraj w zeszycie rodzinę. Narysowałam tatę, ciocię Alę, Maciusia i siebie.
Alicja spojrzała na Michała.
- Bo nie mam mamy, więc narysowałam ciebie.
- Dobrze, dobrze, przecież nic nie mówię. Cieszę się, że jesteśmy taką dużą rodziną.
Alicja z uśmiechem popatrzyła na ojca Marysi.
- Babci i  dziadka  nie narysowałam, bo ciągle mi mówią, żebym nie chodziła do Maciusia, bo on jest  dla mnie za mały, no taki mały knypek.
.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz