Po pierwszej euforii poszedł do sypialni, wyjął coś z nocnej szafki i wrócił do Alicji.
Uklęknął przed nią i włożył na palec pierścionek. Był bardziej okazały niż zaręczynowy, bo kupował go sam.
- Alicjo, nie wiem jak mam ci dziękować. Uczyniłaś mnie facetem najszczęśliwszym na świecie. Nie każdy może być ojcem, ja tak.
Alicja oniemiała z wrażenia.
- Tak, kupiłem go już dawno. Wiedziałem, że kiedyś będziesz w ciąży i dlatego miałem go schowanego. Odpowiedział, chociaż Alicja nie zadała mu pytania.
- Maks, czytasz w moich myślach. Właśnie miałam cię zapytać jak to się stało, że pod ręka masz pierścionek.
- Alicja, kocham cię ponad wszystko na świecie, jesteś moim szczęściem. Jesteś matką mojego dziecka.
Ciąża była wyjątkowo pod ścisłą kontrolą Magdy Żelichowskiej i onkologa w Bydgoszczy.
Po kilku dniach, podzielili się swoim szczęściem z Irkiem.
Bardzo się cieszył i obiecywał wszelką pomoc.
-Będę się modlił za to, aby Bóg miał was w swojej opiece.
Przecież dobrze wiedział, że żarliwe modlitwy Alicji są w jakiejś intencji. Zazwyczaj ludzie nie przychodzą bez potrzeby do świątyni. Nawet zaproponował im wyjazd na Mazury, do jego rodziców.
- Jesteście moimi przyjaciółmi, takimi prawdziwymi. Moi rodzice znają was z opowiadania i nie mogą się doczekać, kiedy was do nich przywiozę.
W piątek po południu pojechali na sobotnio-niedzielny wypoczynek.
Miejscowość gminna, w której mieszkali rodzice Irka była bardzo malownicza. Ich dom był położony nad samym jeziorem. Alicji bardzo podobało się molo, mogłaby tam przesiadywać całymi dniami.
Siedząc przy wieczornym grillu matka Ireneusza powiedziała, że bardzo się cieszy, że ich syn ma takich wspaniałych przyjaciół, w dodatku są lekarzami.
- Sam nie chciał nim zostać, chociaż miał takie predyspozycje.
- Mamo, przestań. Mój szef, tam na górze - wskazał palcem w niebo, pewnie nie miałby tak dobrego kapłana. On jest szczęśliwy i ja również.
Przyjaźń rodziców Ireneusza i Kellerami zacieśniała się. Kellerowie byli bardzo mile widziany w ich domu. Wówczas, kiedy nie mogli przyjechać, mama Irka wydzwaniała do Alicji, pytała o jej samopoczucie.
Alicja po śmierci swojej matki czuła pustkę. Przywiązała się do pani Hani, jak do własnej matki.
Nigdy nie miała natomiast potrzeby szczerych rozmów z Krystyną Keller, która była piękną kobietą, ale według Alicji bardzo zimną.
Czasami siedząc nad jeziorem z panią Hanią dzieliły się różnymi sprawami, czasami dawała jej matczyne rady.
Maks polubił łowienie ryb i przejażdżki łódką po jeziorze. Czasami młodzi lekarze konsultowali przypadki medyczne pacjentów z wiejskiej przychodni.
Jednej niedzieli, kiedy Kellerowie gościli na Mazurach, w pobliskiej wsi zdarzył się tragiczny wypadek. Było wielu poszkodowanych. Maks razem z rodzicami Ireneusza pojechali opatrywać rannych. Zanim przyjechały karetki pogotowia, wielu rannych już było opatrzonych, praktycznie wszystkim udzielono pierwszej pomocy lekarskiej. Dwie osoby najbardziej poszkodowane zostały zabrane do szpitala. W następnym dniu w Gazecie Olsztyńskiej pisali o sprawnej akcji lekarskiej, włączenie się do ratowania miejscowych lekarzy i lekarza z Torunia.
Częste kontrole lekarskie, zarówno ginekologiczne, jak również onkologiczne, różne badania bardziej męczyły Alicję, niż sama ciąża.
Maks pomagał jej zarówno w domu jak i w pracy. Brał czasami za nią tzw. zamiany koleżeńskie, których ona nigdy mu nie odpracowywała. Nie chciała jednak iść na zwolnienie lekarskie. Sama w domu czuła się bardzo źle, wolała być między ludźmi.
Nie operowała, konsultowała przypadki operacyjne, przyjmowała pacjentów w przychodni przyszpitalnej.
Pani Hania czasami przyjeżdżała do Torunia w odwiedziny do swojego syna. Od kiedy poznała Alicję, zaczęła traktować ją jak swoją córkę. Przywoziła jej wiejskie jajka kupione u rolników, przede wszystkim miód z pasieki swojego brata.
Początkowo Alicja nie chciała przyjmować tych prezentów, ale zawsze kończyło to się ugodą.
- Córeczko. Mówiła do niej pani Hania.
- Nas stać, nie musisz się obawiać, że odejmujemy sobie od ust. Cieszymy się z mężem, że Irek was poznał i zaprzyjaźnił się. Przecież w życiu również trzeba rozmawiać z ludźmi, nie tylko z Bogiem, jak robił do tej pory mój syn.
Opowiedziała w tajemnicy Alicji, że narzeczona syna poddała się aborcji bez jego wiedzy. Zrezygnował wówczas ze studiów medycznych i poszedł do seminarium duchownego. Przez okres studiów nie chciał z nikim rozmawiać, jedynie z Bogiem.
- Teraz, jak was poznał, widzę, że stał się innym człowiekiem, wesołym, komunikatywnym i z chęcią przyjeżdża do rodzinnego domu.
Nigdy w życiu nie zapomnę co dla niego zrobiliście, a chyba najwięcej ty.
- Ale ja nic dla niego nie zrobiłam. Nasza znajomość zaczęła się w szpitalnej kaplicy. Jedynie z nim rozmawiałam.
- Jesteście chirurgami, interesuje was jedynie ciało. Ale człowiek ma również psyche, to znaczy duszę. Ta czasami trudniejsza jest do wyleczenia niż choroby somatyczne.
Rozmowa jest najlepszym lekarstwem, czasami lepszym niż leki kupione w aptece.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz