Natychmiast jeden z nich próbował udzielić mu pierwszej pomocy, drugi wezwał karetkę pogotowia.
Karetka na sygnale przyjechała bardzo szybko. Lekarz oprócz sztucznego oddychania zastosował defibrylację. Udało się przywrócić akcję serca.
Zawieziono go do Copernicusa. Na SOR dyżur popołudniowy pełnił Jivan. Maks tylko chwilami był przytomny. Przewieziono go natychmiast na OIOM i podłączono pod aparaturę.
Jivan zatelefonował do swojej żony, aby natychmiast pojechała do Alicji i przywiozła ją do szpitala.
Stan Maksa po rozległym zawale mięśnia sercowego był bardzo poważny.
Ewa bardzo bała się wizyty w domu przyjaciółki. Nie miała pojęcia, jak powiedzieć Ali, że jej mąż jest w szpitalu i to w bardzo poważnym stanie.
Wchodząc na klatkę schodową spotkała Jasińskiego. Ten bardzo ucieszył się, że razem z Ewą
postarają się , w jak najbardziej delikatny sposób przekazać Alicji jakże smutną wiadomość.
postarają się , w jak najbardziej delikatny sposób przekazać Alicji jakże smutną wiadomość.
Alicja przyjęła to nadzwyczaj spokojnie. Ubrała się i w trójkę pojechali do szpitala.
Wchodząc na OIOM zauważyli dziwne zamieszanie. Było więcej lekarzy, niż być powinno przy pacjencie.
Dyrektor szpitala Elżbieta Bosak przytuliła Alicję i powiedziała, że Maksa nie udało się uratować. Zawał ściany przedniej był tak rozległy, że praktycznie nic lekarze nie mogli zrobić.
Alicja weszła do sali gdzie leżał jej mąż. Pogłaskała go po policzku i wzięła jego dłoń w swoje ręce.
- Tak bardzo cię kocham, a ty mnie zostawiłeś i odszedłeś. Nasze dzieciątko nie będzie znało swojego taty. Praca była dla ciebie najważniejsza. Ratowałeś całą noc ludzi z wypadku, a ciebie nie miał kto uratować.
Przyrzekam ci, że będę dzielna i wychowam go na prawego człowieka.
Alicja długo stała przy Maksie. Nie miała siły płakać. Patrzyła tylko na spokojną, bladą twarz swojego męża. Głaskała go po włosach, twarzy, rękach. Pocałowała go w czoło i sama zaczęła osuwać się na podłogę.
Ojciec z Wileckim natychmiast wzięli ją pod ręce i wyprowadzili z sali.
Sylwia zawiozła ją na oddział ginekologiczny. Podłączono jej kroplówkę wzmacniającą. Leżała na łóżku, sprawiała wrażenie nieobecnej.
Gdy tylko kroplówka spłynęła ojciec zabrał ją do domu. Zaraz za nimi przyjechała Elżbieta.
Gdy tylko kroplówka spłynęła ojciec zabrał ją do domu. Zaraz za nimi przyjechała Elżbieta.
Alicja teraz sprawiała wrażenie opanowanej, wyciszonej. Wykonała telefon do Szwajcarii informując teściów o śmierci ich syna.
Ojciec przyjął to spokojnie, matka zaczęła szlochać. Nie można było się z nią dogadać.
- Jutro zadzwonię w sprawie pogrzebu. Ojciec i dyrektor Bosak pomogą mi wszystko załatwić.
Odłożyła słuchawkę i poszła do pokoju Beaty. Pani Sabinka zrobiła kolację, ale ona nie zeszła na dół. W salonie Leon, Elżbieta i pani Sabinka kolejno rozpisywali wszystkie czynności, które muszą załatwić aby pochować Maksa, przyjąć gości i szczególnie zaopiekować się Alicją.
Irek, gdy się dowiedział o tym zdarzeniu natychmiast zadzwonił do swoich rodziców i do swojego znajomego ojca jezuity w Świętej Lipce. Zakonnik obiecał mu, że będzie odprawiał każdego dnia mszę gregoriańską.
Mariolka, rejestratorka, jak dowiedziała się o śmierci doktora Kellera zaczęła płakać, wręcz szlochać.
- Tylu pijaków chodzi ulicami Torunia, a Bóg zabrał takiego młodego, szlachetnego człowieka. Mówiła do swojej koleżanki z recepcji.
- Mariolka, uspokój się. Twoje szlochanie nic nie pomoże. To przecież dla ciebie obcy człowiek. Wczuj się w sytuację jego ciężarnej żony. Ona ma powód do rozpaczy, nie ty.
Mariolka spojrzała złowrogo na koleżankę.
- Ty nic nie rozumiesz, nic nie wiesz i się nie dowiesz. Wykrzyczała Mariolka i zaczęła jeszcze głośniej płakać.
Mariolka spojrzała złowrogo na koleżankę.
- Ty nic nie rozumiesz, nic nie wiesz i się nie dowiesz. Wykrzyczała Mariolka i zaczęła jeszcze głośniej płakać.
W pokojach lekarskich na wszystkich oddziałach zawieszono czarne wstążeczki. Również pracownicy szpitala, na znak żałoby po swoim zmarłym koledze przypinali sobie podobne wstążeczki na swoje lekarskie fartuchy.
Alicja następnego dnia nie była taka opanowana jak wcześniej. Wszystko leciało jej z rąk, oczy miała zaczerwienione. Nie odbierała tego, co do niej się mówi. Myślała o swoim mężu i o nienarodzonym dziecku.
Przez cały czas rękę trzymała na swoim brzuchu, tak jakby temu maleństwu w jej łonie dawała do zrozumienia, że jest bezpieczne.
Rodzice Maksa zdecydowali o tym, aby przeprowadzić sekcję zwłok. Prośby Alicji, aby po śmierci nie męczyć jej męża na nic się nie zdały.
Sekcja wykazała ostry zawał serca pełnościenny ściany przedniej spowodowany niedokrwieniem na skutek zamknięcia tętnicy wieńcowej doprowadzającej krew do obszaru serca.
Lekarze stawali na głowie, aby pomóc swojemu przyjacielowi, niestety ich starania nie pomogły.
Pogrzebem zajęli się rodzice Maksa i Leon. Alicja nie była w stanie myśleć, ani działać.
Beata, która natychmiast przyleciała ze swoim partnerem z Anglii nie odstępowała Alicji nawet na krok. Dodawała jej otuchy, deklarowała szeroką pomoc i bez przerwy tuliła siostrę do siebie.
Po ceremonii w kościele i złożeniu urny z prochami do grobu, wszyscy udali się do restauracji na pożegnalny obiad.
Rodzice Maksa zdecydowali o tym, aby przeprowadzić sekcję zwłok. Prośby Alicji, aby po śmierci nie męczyć jej męża na nic się nie zdały.
Sekcja wykazała ostry zawał serca pełnościenny ściany przedniej spowodowany niedokrwieniem na skutek zamknięcia tętnicy wieńcowej doprowadzającej krew do obszaru serca.
Lekarze stawali na głowie, aby pomóc swojemu przyjacielowi, niestety ich starania nie pomogły.
Pogrzebem zajęli się rodzice Maksa i Leon. Alicja nie była w stanie myśleć, ani działać.
Beata, która natychmiast przyleciała ze swoim partnerem z Anglii nie odstępowała Alicji nawet na krok. Dodawała jej otuchy, deklarowała szeroką pomoc i bez przerwy tuliła siostrę do siebie.
Po ceremonii w kościele i złożeniu urny z prochami do grobu, wszyscy udali się do restauracji na pożegnalny obiad.
- Ala musisz coś zjeść. Nie jesteś sama. Ten maluch, którego nosisz w swoim brzuszku potrzebuje pożywienia.
Wzięła widelec i pogrzebała w talerzu, zjadając jedynie kilka kęsów.
Alicja chciała wrócić do swojego domu, ale Beata jej na to nie pozwoliła.
- Teraz, przez najbliższy okres będziesz u ojca. Pani Sabinka ci pomoże, jeżeli zajdzie taka potrzeba.
Beata postanowiła pozostać w Toruniu jeszcze kilka dni, jej partner musiał wracać do Anglii.
- Teraz, przez najbliższy okres będziesz u ojca. Pani Sabinka ci pomoże, jeżeli zajdzie taka potrzeba.
Beata postanowiła pozostać w Toruniu jeszcze kilka dni, jej partner musiał wracać do Anglii.
Rodzice Maksa Kellera przez kilka dni mieszkali w hotelu. Nie chcieli nocować w mieszkaniu syna, chociaż stało puste.
Przed wyjazdem do Szwajcarii wręczyli Alicji dokumenty notarialne dotyczące zrzeczenia się jakichkolwiek roszczeń do majątku ich syna zgromadzonego przed ślubem. Wszystko scedowali na synową i wnuka, który niebawem się narodzi.
Przez kilka dni przewijało się w życiu Alicji wiele ludzi. Wszyscy składali kondolencje, wszyscy jej współczuli.
Po około dwóch tygodniach ci wszyscy gdzieś się zapodziali, zniknęli, zajęli się swoimi sprawami zawodowymi. Została jedynie sama ze swoimi myślami i ojcem, który ją wspierał.
Wróciła do swojego mieszkania, gdzie czuła się dobrze, gdzie wcześniej kwitła ich miłość.
Pani Hania dzwoniła bardzo często, miała jednak wrażenie, że Alicja nie ma ochoty z nią rozmawiać. Kiedyś w niedzielę przyjechała w odwiedziny do syna i wręcz wprosiła się na kawę do domu Alicji.
- Ala, jedź ze mną na nasze Mazury. Masz jeszcze półtora miesiąca do rozwiązania. Jesteś na zwolnieniu lekarskim, odpoczniesz, zregenerujesz siły.
- Ale tu na cmentarzu jest mój Maks. Leży tam sam, muszę go odwiedzać.
- Poprosisz tatę, Sylwię i Ewę. Będziesz z nim myślami. On będzie się cieszył, że odpoczywasz, że dbasz o wasze dziecko.
Przez kilka dni przewijało się w życiu Alicji wiele ludzi. Wszyscy składali kondolencje, wszyscy jej współczuli.
Po około dwóch tygodniach ci wszyscy gdzieś się zapodziali, zniknęli, zajęli się swoimi sprawami zawodowymi. Została jedynie sama ze swoimi myślami i ojcem, który ją wspierał.
Wróciła do swojego mieszkania, gdzie czuła się dobrze, gdzie wcześniej kwitła ich miłość.
Pani Hania dzwoniła bardzo często, miała jednak wrażenie, że Alicja nie ma ochoty z nią rozmawiać. Kiedyś w niedzielę przyjechała w odwiedziny do syna i wręcz wprosiła się na kawę do domu Alicji.
- Ala, jedź ze mną na nasze Mazury. Masz jeszcze półtora miesiąca do rozwiązania. Jesteś na zwolnieniu lekarskim, odpoczniesz, zregenerujesz siły.
- Ale tu na cmentarzu jest mój Maks. Leży tam sam, muszę go odwiedzać.
- Poprosisz tatę, Sylwię i Ewę. Będziesz z nim myślami. On będzie się cieszył, że odpoczywasz, że dbasz o wasze dziecko.
To co się stało jest straszne. Ale takie jest przecież życie. Jej Maks, nasz Maks musiał przecież odejść, żeby coś się ciekawego zadziało.
OdpowiedzUsuń