Michał oddawał się całkowicie swojej pracy. Niektórzy mówili na niego ordynator zamordysta. Wchodził na sale operacyjne sprawdzając przebieg operacji. Wszędzie go było pełno. Dokładnie wiedział czego w danej chwili brakuje na oddziale, kto nie zlecił odpowiednich badań, kto się spóźnił. Wprowadził wśród pracowników samoocenę pracy, co było niezmiernie trudne do wykonania.
Ojciec często przychodził do jego gabinetu. Denerwowało to młodego ordynatora, czasami zwracał mu uwagę. Stary Karkoszka jednak nic sobie z tego nie robił. Czasami synowi wydawało się, że jego ojciec zachowuje się mało adekwatnie do stanowiska, które zajmuje. Pracował w Copernikusie, ale był pracownikiem Akademii Medycznej w Bydgoszczy. W związku z tym, dyrektor Bosak nie była jego przełożonym, dlatego nie mogła wpływać na jego stosunek do studentów czy innych pracowników.
Jeśli do uszu ordynatora chirurgii dotarły jakieś dziwne wieści o jego ojcu próbował z nim rozmawiać. Nie zawsze dawało to pozytywne rezultaty.
Do szpitala trafił bezdomny mężczyzna. Jivan nie chciał mu dać żadnych środków przeciwbólowych bez zbadania. Zdenerwowany wyszedł na plac przedszpitalny i tam stracił przytomność. Natychmiast został przyjęty na SOR i w trybie natychmiastowym został zoperowany.
Operację prowadził ordynator i doktor Keller. W czasie zabiegu jeszcze raz Michał Karkoszka upewnił się, że Alicja Keller jest najlepszym lekarzem, z którym dotychczas pracował.
Współpraca z takim lekarzem sprawiała przyjemność. Wymiana doświadczeń bez zbędnych słów była bardzo cenna, zarówno dla ordynatora, jak również doktor Keller.
Po pierwszej operacji, która przebiegła bez żadnych niespodzianek, następnego dnia dokonano reoperacji. Niestety, nie udało się uratować chorego. Stan jego był bardzo poważny, a zdrowie zaniedbane. Ten człowiek pewnie nigdy wcześniej nie był u lekarza, w związku z tym zaawansowanie choroby było nieodwracalne.
Piesek, którego właściciel odszedł z tego świata był dokarmiany przez pracowników szpitala.
Tęsknił za swoim panem, bez przerwy go szukał.
Ordynator zdecydował się na zabranie psa do domu. Wiedział, że jego córeczka będzie bardzo szczęśliwa.
Zabrał go najpierw do weterynarze, zaszczepił przeciwko wściekliźnie, odrobaczył, a potem przywiózł do domu.
Marysia szalała z radości. Przytulała się do taty i dziękowała mu za pieska.
- Musimy nadać mu imię.
- Tatusiu, pójdziemy do Maciusia i cioci Ali?
- A po co?
- No po to, że razem wybierzemy mu imię.
- A we dwójkę nie możemy?
- Tatusiu, proszę, ja chcę do cioci Ali.
- Dobrze, zadzwonię i umówię się z nią. . Jeśli wyrazi zgodę, to spotkamy się z może jutro, albo pojutrze. Najlepiej w niedzielę, kiedy nie mamy dyżurów.
Marysia skoczyła na kolana ojca i zaczęła ściskać go i dziękować.
W niedzielę umówili się na spacer nad Wisłą. Było ciepło, więc dla dzieciaków była to niesamowita frajda.
- Ciocia, jak ma się nazywać mój piesek?
- Nie wiem, ty jesteś jego pańcią.
- Ale ja nie wiem. Lubię Kuleczka, ale on jest chudy, więc nie jest kuleczką.
- To prawda, na kuleczkę nie wygląda.
- Wymieniali różne psie imiona, ale żadne nie pasowało do tego pieska.
- Wiecie, ja bym go nazwała Sor. On ciągle swojego pana szukał na SORze.
- Sor, Sor.
Wszyscy jednogłośnie przyznali, że imię pieska jest ładne, krótkie i na pewno szybko się go nauczy.
Mały Maciuś widząc, że Marysia kołuje się z psem i wykrzykuje jego imię zaczął klaskać w rączki.
- O, nawet Maciusiowi podoba się imię pieska. Powiedział Michał.
- A nie mówiłam ci tatusiu, że będzie dobrze, jak razem z ciocią Alą i Maciusiem wspólnie wybierzemy imię naszemu pieskowi.
- Mówiłaś, mówiłaś. Przytulił małą do siebie i pocałował w główkę.
Mariolka swoim sokolim okiem przyuważyła, że Michał Karkoszka i Alicja Keller zbyt często widywani są razem w bufecie.
- Wiesz. Powiedziała do koleżanki.
- Zazdroszczę tej Keller.
- Czego tej kobiecie można zazdrościć. W młodym wieku została wdową.
- Nie tego, ale jej zawodu. Popatrz, kobieta i daje radę w takiej typowo męskiej specjalizacji jaką jest chirurgia.
- No cóż, chyba ma to w genach po ojcu. Zdolności nie spadają z nieba, tylko jakoś tam przechodzą z pokolenia na pokolenie.
Podobno Jasińskiego ojciec też był lekarzem.
- Dziewczyny, jakie newsy macie? Zagadnęła Elżbieta Bosak.
- Nie, tylko tak zastanawiamy się, czy to prawda, że chirurg Jasiński miał ojca lekarza.
- To się nie zastanawiajcie tylko pracujcie. I wam powiem, że miał ojca lekarza, a w dodatku przez dwie kadencje był ministrem zdrowia.
- O cholera, w duchu zaklęła Mariolka.
- A widzisz. Keller chyba miała po kim dziedziczyć talent lekarski.
- Kurczę, moi starzy są robotnikami, dlatego i ja jestem wyrobnikiem w szpitalnej rejestracji.
- Trzeba było się uczyć Mariolciu, a nie uganiać za chłopakami.
Mariolka swoim sokolim okiem przyuważyła, że Michał Karkoszka i Alicja Keller zbyt często widywani są razem w bufecie.
- Wiesz. Powiedziała do koleżanki.
- Zazdroszczę tej Keller.
- Czego tej kobiecie można zazdrościć. W młodym wieku została wdową.
- Nie tego, ale jej zawodu. Popatrz, kobieta i daje radę w takiej typowo męskiej specjalizacji jaką jest chirurgia.
- No cóż, chyba ma to w genach po ojcu. Zdolności nie spadają z nieba, tylko jakoś tam przechodzą z pokolenia na pokolenie.
Podobno Jasińskiego ojciec też był lekarzem.
- Dziewczyny, jakie newsy macie? Zagadnęła Elżbieta Bosak.
- Nie, tylko tak zastanawiamy się, czy to prawda, że chirurg Jasiński miał ojca lekarza.
- To się nie zastanawiajcie tylko pracujcie. I wam powiem, że miał ojca lekarza, a w dodatku przez dwie kadencje był ministrem zdrowia.
- O cholera, w duchu zaklęła Mariolka.
- A widzisz. Keller chyba miała po kim dziedziczyć talent lekarski.
- Kurczę, moi starzy są robotnikami, dlatego i ja jestem wyrobnikiem w szpitalnej rejestracji.
- Trzeba było się uczyć Mariolciu, a nie uganiać za chłopakami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz