Jeszcze kilkakrotnie w domu Kellerów dochodziło do spięć związanych z opieką nad córeczką.
Maks był nieprzejednany. Uważał, że opiekę nad dzieckiem ma sprawować tylko i wyłącznie Alicja, oczywiście przy jego pomocy.
- Zostawiłaś kiedykolwiek Wiktorię z kimś innym i poszłaś sobie na kilka godzin, np. do biblioteki?
- Nie, nigdy.
- No właśnie, nawet nie wiesz, jak by dziecko czuło się nie widząc mamy przez kilka lub kilkanaście godzin.
- W takim razie zwalniam się z Copernikusa. Oświadczyła Alicja.
- Ale po co się zwalniasz? Możesz wziąć urlop bezpłatny. Jak dziecko podrośnie, pójdzie do przedszkola, ty wrócisz do pracy.
- Świetnie sobie wykombinowałeś mój ukochany mężu,
- Nie. Już się zdecydowałam , zwalniam się ze szpitala i będę na twoim utrzymaniu, tak jak twoja matka.
A potem po latach będę się wypłakiwała do rękawa zięcia, bądź synowej jaka to jestem nieszczęśliwa, że nie wypracowałam sobie emerytury.
- Jakiej synowej?
- No jak będę kurą domową, to będę rodziła dzieci. Trzy, cztery, może pięć. Będę miała wówczas zajęcie.
Maks patrzył na Alicje, jakby nie była z tego świata.
- Moja mama tobie wypłakiwała się w rękaw? Bo co? Bo jej źle przy boku sławnego, bogatego lekarza, właściciela klini
Maks wziął do ręki teczkę z dokumentami notarialnymi, ale początkowo nie miał odwagi jej otworzyć. W tym momencie przebiegły mu różne myśli, łącznie z żużlowcem.
- Kto jest taki hojny, że rozdaje aż takie pokaźne dowody wdzięczności? Zapytał Maks.
Ja znam tylko jednego bogatego faceta, który z miłości do kobiety mógłby to zrobić.
- No proszę, powiedz kto to taki?
Leon poprosił, aby przestali się kłócić. Tylko zgoda buduje, a kłótnią daleko się nie zajdzie.
Beata trzymała na rękach małą Wiki. Dziewczynka była grzeczna, bawiła się laleczką, którą wszyscy nazywali Edi. Skąd taka nazwa, nikt nie wie. Chyba było to pierwsze słowo małej.
- Popatrz, Edi się śmieje do Wiki.
- No proszę, możesz otworzyć.
- Wiem tylko , że jednego bardzo bogatego pacjenta wyciągnęłaś spod łopaty grabarza. Jest na tyle dziany, że mógłby obdarowywać swoje kochanki takimi prezentami. Przecież cały Toruń huczał, że Bartek Madura kocha Alicję Szymańską, lekarkę z Copernicusa i może ją ozłocić od stóp do głów.
Alicja popatrzyła na swojego męża.
- Nie znasz moich możliwości Maks. Zawsze zadawałam się z bogatymi facetami. Dodała z przekąsem.
- Pierwszy to Florczyk, który ma ogromną kasę i nie wie co z nią robić.
Krzysztof od lat jest profesorem, ordynatorem oddziału chirurgii w Warszawie. Dodatkowo pracuje naukowo, wykłada na różnych uczelniach medycznych w kraju i za granicą, W Ameryce za swoje wykłady bierze niebotyczne honoraria. Jest samotny, bezdzietny.
- I jeszcze na dodatek pochodzi z dosyć zamożnej rodziny, podobno arystokratycznej. Był jedynakiem, więc start w dorosłe życie miał ułatwiony. Dodał Leon.
- Drugi to Bartek, chyba ma jeszcze więcej od profesora.
No cóż, w sporcie, w którym naraża się własne życie dobrze płacą.
- No. Dla niego jeden dom, dwa domy, jedna czy pięć takich działeczek to pestka.
- Skucha. Ten od kogo otrzymałam ten dowód wdzięczności, zarówno Florczyka jak i Bartka mógłby kupić w jednym dniu.
W Maksie zbierała się coraz większa złość. Leon i Beata nie odzywali się, tylko czekali na dalszy rozwój sytuacji.
Alicję ta rozmowa zaczynała bawić.
- Tato. Kolejny raz Maks zwrócił się do Leona.
- Przestańcie się kłócić, otwórz teczkę, może tam znajdziesz odpowiedź.
Maks powoli otworzył foliową teczkę i wyjął z niej dokument w bardzo ładnej obwolucie kancelarii notarialnej.
Zaczął czytać. Nie mógł wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Maks, co jest, zapytała Beata.
- Moja matka ofiarowała ci działkę?
- Tak, kupiła ją, a potem przekazała mi ją w drodze darowizny.
- To dlaczego dała ją tobie?
Alicja szczerze powiedziała, że w dowód wdzięczności za uratowanie jej życia.
- To ja postawiłam dobrą diagnozę. Ja w Szwajcarii, wówczas kiedy byłam z Wiktorią, jak twój ojciec był ponad miesiąc w Ameryce, rozmawiałam z lekarzami i uczestniczyłam w jej operacji.
- Jakiej operacji.
- Ważnej dla jej życia. Udało się, wszystko jest w porządku, nie ma nawrotów, nie ma przerzutów.
Nie dzwoń do swojej matki z pretensjami. Udawaj, że o niczym nie wiesz, ona nie chcę aby ojciec o tym się dowiedział. Boi się, że jak się dowie, to ją zostawi. Ona ma już siedemdziesiąt lat i chce do końca być żoną Gustawa Kellera. Jeśli przez czterdzieści lat walki o małżeństwo udawało jej się utrzymać przy niej męża, ostatnie lata również chce być przy nim. Nie chce być chorą żoną, chce zawsze być dla niego okazem zdrowia.
A, że jego to nic już ona nie obchodzi, to w tej chwili dla niej na rękę.
Maks kilkakrotnie czytał akt notarialny, rzeczywiście była to darowizna na nazwisko Alicja Keller, z domu Szymańska.
- Skoro moja matka taka nieszczęśliwa z tatą, to skąd ma takie pieniądze? Ze wspólnej ich kasy?
- O ile mi wiadomo, twoi rodzice są bardzo, bardzo bogaci. A twoja mama ma pieniądze również ze spadku, który otrzymała od... Zresztą, to nie jest moja sprawa od kogo.
A przecież wiesz, że darowizna nie jest wspólnością majątkową, jeśli napisana jest na jedną osobę. Także ta działka jest tylko moja.
- Dalsza sprawa budowy przychodni specjalistycznej jest w drugiej teczce.
Jest tam zatwierdzony pro
Maks wziął do ręki teczkę z dokumentami notarialnymi, ale początkowo nie miał odwagi jej otworzyć. W tym momencie przebiegły mu różne myśli, łącznie z żużlowcem.
- Kto jest taki hojny, że rozdaje aż takie pokaźne dowody wdzięczności? Zapytał Maks.
Ja znam tylko jednego bogatego faceta, który z miłości do kobiety mógłby to zrobić.
- No proszę, powiedz kto to taki?
Leon poprosił, aby przestali się kłócić. Tylko zgoda buduje, a kłótnią daleko się nie zajdzie.
Beata trzymała na rękach małą Wiki. Dziewczynka była grzeczna, bawiła się laleczką, którą wszyscy nazywali Edi. Skąd taka nazwa, nikt nie wie. Chyba było to pierwsze słowo małej.
- Popatrz, Edi się śmieje do Wiki.
- No proszę, możesz otworzyć.
- Wiem tylko , że jednego bardzo bogatego pacjenta wyciągnęłaś spod łopaty grabarza. Jest na tyle dziany, że mógłby obdarowywać swoje kochanki takimi prezentami. Przecież cały Toruń huczał, że Bartek Madura kocha Alicję Szymańską, lekarkę z Copernicusa i może ją ozłocić od stóp do głów.
Alicja popatrzyła na swojego męża.
- Nie znasz moich możliwości Maks. Zawsze zadawałam się z bogatymi facetami. Dodała z przekąsem.
- Pierwszy to Florczyk, który ma ogromną kasę i nie wie co z nią robić.
Krzysztof od lat jest profesorem, ordynatorem oddziału chirurgii w Warszawie. Dodatkowo pracuje naukowo, wykłada na różnych uczelniach medycznych w kraju i za granicą, W Ameryce za swoje wykłady bierze niebotyczne honoraria. Jest samotny, bezdzietny.
- I jeszcze na dodatek pochodzi z dosyć zamożnej rodziny, podobno arystokratycznej. Był jedynakiem, więc start w dorosłe życie miał ułatwiony. Dodał Leon.
- Drugi to Bartek, chyba ma jeszcze więcej od profesora.
No cóż, w sporcie, w którym naraża się własne życie dobrze płacą.
- No. Dla niego jeden dom, dwa domy, jedna czy pięć takich działeczek to pestka.
- Skucha. Ten od kogo otrzymałam ten dowód wdzięczności, zarówno Florczyka jak i Bartka mógłby kupić w jednym dniu.
W Maksie zbierała się coraz większa złość. Leon i Beata nie odzywali się, tylko czekali na dalszy rozwój sytuacji.
Alicję ta rozmowa zaczynała bawić.
- Tato. Kolejny raz Maks zwrócił się do Leona.
- Przestańcie się kłócić, otwórz teczkę, może tam znajdziesz odpowiedź.
Maks powoli otworzył foliową teczkę i wyjął z niej dokument w bardzo ładnej obwolucie kancelarii notarialnej.
Zaczął czytać. Nie mógł wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Maks, co jest, zapytała Beata.
- Moja matka ofiarowała ci działkę?
- Tak, kupiła ją, a potem przekazała mi ją w drodze darowizny.
- To dlaczego dała ją tobie?
Alicja szczerze powiedziała, że w dowód wdzięczności za uratowanie jej życia.
- To ja postawiłam dobrą diagnozę. Ja w Szwajcarii, wówczas kiedy byłam z Wiktorią, jak twój ojciec był ponad miesiąc w Ameryce, rozmawiałam z lekarzami i uczestniczyłam w jej operacji.
- Jakiej operacji.
- Ważnej dla jej życia. Udało się, wszystko jest w porządku, nie ma nawrotów, nie ma przerzutów.
Nie dzwoń do swojej matki z pretensjami. Udawaj, że o niczym nie wiesz, ona nie chcę aby ojciec o tym się dowiedział. Boi się, że jak się dowie, to ją zostawi. Ona ma już siedemdziesiąt lat i chce do końca być żoną Gustawa Kellera. Jeśli przez czterdzieści lat walki o małżeństwo udawało jej się utrzymać przy niej męża, ostatnie lata również chce być przy nim. Nie chce być chorą żoną, chce zawsze być dla niego okazem zdrowia.
A, że jego to nic już ona nie obchodzi, to w tej chwili dla niej na rękę.
Maks kilkakrotnie czytał akt notarialny, rzeczywiście była to darowizna na nazwisko Alicja Keller, z domu Szymańska.
- Skoro moja matka taka nieszczęśliwa z tatą, to skąd ma takie pieniądze? Ze wspólnej ich kasy?
- O ile mi wiadomo, twoi rodzice są bardzo, bardzo bogaci. A twoja mama ma pieniądze również ze spadku, który otrzymała od... Zresztą, to nie jest moja sprawa od kogo.
A przecież wiesz, że darowizna nie jest wspólnością majątkową, jeśli napisana jest na jedną osobę. Także ta działka jest tylko moja.
- Dalsza sprawa budowy przychodni specjalistycznej jest w drugiej teczce.
Jest tam zatwierdzony projekt budowy, zezwolenie na budowę i projekt o dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej.
- A skąd będziesz miała udział własny?
Chyba nie masz tak dużo pieniędzy, aby starczyło na taką inwestycję.
- Znajdzie się trochę, będę prowadziła własną działalność gospodarczą a jak zabraknie wezmę pożyczkę z banku. No, na hipotekę tej przychodni.
Maks z jednej strony był wściekły, że żona tyle zrobiła poza jego plecami, z drugiej jednak strony winił się za to, że chyba za mało rozmawiają ze sobą i on o tak wielu sprawach nie wie.
- Ojciec próbował powiedzieć, że wspólność majątkowa może przeszkodzić w realizacji inwestycji, jeśli Maks się nie zgodzi.
- Czyja ziemia, tego dom.
Działka jest moja. Jak na razie tylko moja, bo taka umowa była z Krystyną.
Ona wie, że Maksa kocham i nigdy go nie skrzywdzę, tak jak facet może skrzywdzić kobietę.
- Krystyna powiedziała, że za to co zrobiłam dla jej rodziny, nie jest w stanie nic zrekompensować.
- To powiedz, co zrobiłaś dla jej rodziny? Maks w tym momencie wyraźnie był poirytowany.
Po pierwsze, wyrwałam ich syna z rąk Somalijczyków, nie wsadziłam do pierdla Gustawa Kellera za usiłowanie gwałtu, a na dodatek mu wybaczyłam. Gdybym sprawę skierowała do sądu i dostałby wyrok, odwieszono by mu to, co miał w "zawiasach".
- W jakich znowu zawiasach?
Miał już wyrok za podobną sprawę i dostał go w zawieszeniu.
Maks zbladł. Wszystko, tylko nie to, że jego ojciec to recydywista gwałciciel.
A po trzecie i po czwarte, to przedłużyłam życie Krystynie i dałam im wnuczkę Wiktorię.
- Taaak, powiedziała Beata. To naprawdę heroiczne czyny. Czy jest na świecie jakiś facet, który tyle zrobił dla innego człowieka, dla kobiety?
W tym momencie mężczyźni popatrzyli na siebie.
- Tak, ja. Bo Wiki by nie było na świecie, gdyby nie ja. Podszedł do Alicji i ją pocałował w policzek.
A Leon głęboko się zamyślił i przyznał w duchu rację Alicji.Choć nie miał pojęcia, że jego Marta była w ciąży, to po poznaniu Alicji ciągle obwiniał się, że do końca nie dociekał, dlaczego od niego jego ukochana dziewczyna odeszła. Nie wiedział o istnieniu swojej córki więcej niż 30 lat, ona bez wahania oddała mu wątrobę.
- No to jak mężu, mam wrócić do pracy do szpitala, czy nie?
- Wiadomo, że zrobisz po swojemu.
- Tata będzie przygotowywał takie grafiki, że we czwórkę damy radę z moją kochaną Wiki. Powiedziała Beata.
- A twoja inwestycja?
- Będzie realizowana, chciałabym, żeby jak najmniej ludzi wiedziało o tym. Mam jednak nadzieję, że dofinansowanie z Unii otrzymam i wówczas ruszę całą parą. Na razie teraz jest wszystko w sferze projektów na papierze. Musicie trzymać za mnie kciuki.
Rozmowa trwała do późnych godzin wieczornych. Nawet mała Wiktoria nie dopominała się kąpieli i swojego łóżka. Pewnie wiedziała, że omawiane są trudne, rodzinne sprawy. Zdążyła trochę pospać na rękach cioci Beaty, obudzić, pobawić się i znów zasnąć.
jekt budowy, zezwolenie na budowę i projekt o dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej.
- A skąd będziesz miała udział własny?
Chyba nie masz tak dużo pieniędzy, aby starczyło na taką inwestycję.
- Znajdzie się trochę, będę prowadziła własną działalność gospodarczą a jak zabraknie wezmę pożyczkę z banku. No, na hipotekę tej przychodni.
Maks z jednej strony był wściekły, że żona tyle zrobiła poza jego plecami, z drugiej jednak strony winił się za to, że chyba za mało rozmawiają ze sobą i on o tak wielu sprawach nie wie.
- Ojciec próbował powiedzieć, że wspólność majątkowa może przeszkodzić w realizacji inwestycji, jeśli Maks się nie zgodzi.
- Czyja ziemia, tego dom.
Działka jest moja. Jak na razie tylko moja, bo taka umowa była z Krystyną.
Ona wie, że Maksa kocham i nigdy go nie skrzywdzę, tak jak facet może skrzywdzić kobietę.
- Krystyna powiedziała, że za to co zrobiłam dla jej rodziny, nie jest w stanie nic zrekompensować.
- To powiedz, co zrobiłaś dla jej rodziny? Maks w tym momencie wyraźnie był poirytowany.
Po pierwsze, wyrwałam ich syna z rąk Somalijczyków, nie wsadziłam do pierdla Gustawa Kellera za usiłowanie gwałtu, a na dodatek mu wybaczyłam. Gdybym sprawę skierowała do sądu i dostałby wyrok, odwieszono by mu to, co miał w "zawiasach".
- W jakich znowu zawiasach?
Miał już wyrok za podobną sprawę i dostał go w zawieszeniu.
Maks zbladł. Wszystko, tylko nie to, że jego ojciec to recydywista gwałciciel.
A po trzecie i po czwarte, to przedłużyłam życie Krystynie i dałam im wnuczkę Wiktorię.
- Taaak, powiedziała Beata. To naprawdę heroiczne czyny. Czy jest na świecie jakiś facet, który tyle zrobił dla innego człowieka, dla kobiety?
W tym momencie mężczyźni popatrzyli na siebie.
- Tak, ja. Bo Wiki by nie było na świecie, gdyby nie ja. Podszedł do Alicji i ją pocałował w policzek.
A Leon głęboko się zamyślił i przyznał w duchu rację Alicji.Choć nie miał pojęcia, że jego Marta była w ciąży, to po poznaniu Alicji ciągle obwiniał się, że do końca nie dociekał, dlaczego od niego jego ukochana dziewczyna odeszła. Nie wiedział o istnieniu swojej córki więcej niż 30 lat, ona bez wahania oddała mu wątrobę.
- No to jak mężu, mam wrócić do pracy do szpitala, czy nie?
- Wiadomo, że zrobisz po swojemu.
- Tata będzie przygotowywał takie grafiki, że we czwórkę damy radę z moją kochaną Wiki. Powiedziała Beata.
- A twoja inwestycja?
- Będzie realizowana, chciałabym, żeby jak najmniej ludzi wiedziało o tym. Mam jednak nadzieję, że dofinansowanie z Unii otrzymam i wówczas ruszę całą parą. Na razie teraz jest wszystko w sferze projektów na papierze. Musicie trzymać za mnie kciuki.
Rozmowa trwała do późnych godzin wieczornych. Nawet mała Wiktoria nie dopominała się kąpieli i swojego łóżka. Pewnie wiedziała, że omawiane są trudne, rodzinne sprawy. Zdążyła trochę pospać na rękach cioci Beaty, obudzić, pobawić się i znów zasnąć.
ki chirurgii plastycznej w Szwajcarii?
- Nie ważne kim jest mąż, ważne kim jest twoja matka.
Całe życie być może w puchu, ale samotna, w kieszeni ojca i z duszą na ramieniu, co będzie, kiedy ją zostawi. Ile alimentów zapłaci na nią. Ile jeszcze przeleci łóżek pięknych kobiet, ile jeszcze będzie miał spraw za molestowanie seksualne, za nieodpowiednie zachowanie po pijaku.
- O czym ty mówisz? Moja matka ci to powiedziała?
- Tak, twoja rodzona matka niejednokrotnie mi się wypłakiwała nad samotnością, pozornie dobrym traktowaniem przez męża i udawanie wspaniałej rodziny.
Zastanowił się, dlaczego jemu tego nigdy nie mówiła. Czyżby nie miała do syna zaufania? Przecież ją bardzo kochał. A może za mało, a może lepiej rozmawiać z kobietą o takich sprawach niż z mężczyzną?
- Dlaczego moja matka wyżalała się tobie, nie mnie?
Gdybyś ją kochał, tak jak mówisz, pewno sam byś wiedział, bez jej skarg.
- Ale Wiktoria jest maleńka i musi być z matką.
- Będzie z matką i ojcem.
- Otwieram prywatną praktykę lekarską. Będę po godzinach, po twoim powrocie z pracy przyjmować pacjentów w domu.
Już zamówiłam meble do mojego gabinetu, który będzie w małym pokoju dla gości, tym, tam, pokazała mu palcem.
- Ale?
- Ale co?
- A jak się odkuję, wybuduję własną przychodnię lekarską. Oprócz mnie zatrudnię jeszcze kilku lekarzy specjalistów.
A gdzie wybudujesz tą przychodnię?
- Tam, obok, za płotem. Na tej wolnej działce.
Maks patrzył na Alicję i nie wierzył co mówi.
- Ty sobie wyobrażasz, ile taka działka kosztuje?
- Tak, ona jest już moja.
- Maks patrzył na Alicję jakby na zjawę z nie tego świata. Miał wrażenie, że chyba coś ma nie tak z głową.
- Co zaskok? Nie znasz mnie do końca, bo nie chcesz mnie znać. Tylko wiesz, co tu i teraz. Nie znasz zasad patrzenia w przyszłość. A ja znam.
Maks zatelefonował do Leona.
Była już godzina 18:10, więc ojciec był po pracy.
- Przyjdę z Beatą, Sabinka upiekła dobre ciasto, więc przyniesiemy.
Siedząc przy winie i słodkościach, Maks przekazał swoje spostrzeżenia na temat zachowania Alicji.
- Ala zaczyna mieć jakieś urojenia. Twierdzi, że zwolni się z pracy, rozpocznie prywatną praktykę lekarską i zacznie budować prywatną przychodnię lekarską.
- Ja już zaczęłam.
Wszyscy spojrzeli na Alicję?
- Co zaczęłaś?
- Budować przychodnię wielospecjalistyczną? No cóż, mój mąż przez wiele miesięcy ukrywał zamiar kupienia domu, wiec ja też robię to na swoją rękę.
- Aluś, córeczko, ty się dobrze czujesz?
Jeśli nie mogę wrócić do szpitala, muszę coś ze sobą robić. Na pewno nie będę kurą domową i nie będę czekała na pensję męża. Potem będę go nawet mogła zatrudnić na część etatu.
- Ale ty wyobrażasz sobie, ile to kosztuje?
- Tak, wyobrażam sobie.
- My nie mamy pieniędzy na zakup działki pod taką inwestycję, a co dopiero mówić o wybudowaniu budynku.
- My nie mamy, ale ja mam.
Znowu spojrzeli po sobie. Jeszcze kilka minut i uznają Alicję za niezrównoważoną psychicznie.
- To może Maks, lepiej niech Alicja wróci do pracy, bo inaczej jeszcze większe będzie miała urojenia. Powiedziała Beata.
- Siostra i ty też przeciwko mnie?
- Nie, tylko podpowiadam Maksowi, aby wyraził zgodę na twój powrót do pracy.
Alicja zaczęła się chichotać
- Mój mąż ma mi zezwolić na powrót do pracy. To jakaś paranoja.
Przecież nie jestem ubezwłasnowolniona, nie jestem prywatną własnością mojego męża, nie jestem kurą domową, sprzątaczką co popełniła mezalians wychodząc za lekarza.
- Widzi tata, widzi, jak ona się zachowuje. Może ma depresję poporodową i gada od rzeczy?
- Depresję, to może masz ty, nie ja.
Na chwilę przeprosiła i pobiegła po schodach na górę.
Wszyscy myśleli, że poszła się wypłakać. Zeszła, z pakietem dokumentów.
- Co to jest?
- To? Dała teczkę Maksowi do ręki.
- To jest akt notarialny działki, tej, za naszym domem.
- Kupiłaś działkę bez mojej wiedzy.
- Nie, otrzymałam w spadku od pacjenta w dowód wdzięczności.
- Co? Jednogłośnie zapytali mąż , ojciec i Beata.
- To co słyszycie.
- Przyjęłaś łapówkę?
- Nie, tylko dowód wdzięczności, za przysługę, która uratowała jedno życie ludzkie.
- Nie, to nie na moje nerwy. Powiedział Leon.
- Kto cię nauczył brać takie dowody wdzięczności?
- Tatuś, na pewno nie ty. Jak odnaleźliśmy się po ponad 30-latach już miałam ukształtowany charakter. Życie mnie nauczyło, życie.
Odpowiedziała z kamienną twarzą Alicja.
HAHA Świetne! Uwielbiam to opowiadanie,UWIELBIAM :D/Julaa
OdpowiedzUsuńoj ta nasza Alicja :D świetne :D
OdpowiedzUsuńŚwietne. Brawo Ala, bierz sprawy w swoje ręce. Szkoda, że w filmie Alicja jest zawsze taka wyciszona.
OdpowiedzUsuń