W niedzielę Maks poszedł z Wiki na spacer. Zostawił telefon, więc jak zadzwoniła jego matka, Alicja zrealizowała połączenie.
Krystyna była bardzo roztrzęsiona, nie potrafiła opanować swoich emocji.
Mówiła bardzo nieskładnie, słowa polskie mieszały jej się z niemieckimi. Czasami wtrącała coś w języku włoskim.
- Krystyna, powoli, powiedz, co się stało.
- Gustaw, Gustaw leciał tym samolotem, który rozbił się na lotnisku w Berlinie.
- Maksa nie ma w domu, jak wróci, zatelefonuje do ciebie.
- Grazie bene. Będę czekała.
Alicja zatelefonowała do Jasińskiego z prośbą, aby przyszedł do nich, jak może najszybciej.
Za kilkanaście minut był u Alicji razem z Beatą. Wysłuchali to, co Ala usłyszała od Krystyny Keller.
Jasiński bardzo się zdenerwował, Beata przyjęła to chłodno. Podeszła do telewizora i zaczęła przeglądać wszystkie telewizyjne polskie stacje oraz stacje niemieckie. Na Polsacie podawali wiadomości, że samolot Szwajcarskich linii lotniczych rozbił się przed lotniskiem w Berlinie. Zawiodły silniki, samolot nie miał szans bezpiecznie dolecieć do lotniska. Wszyscy pasażerowie i załoga zginęli. Na pokładzie było kilkunastu Polaków. Byli wśród zabitych również Szwajcarzy, Anglicy, Rosjanie i Włosi. Łącznie zginęło 178 osób.
W dolnej części ekranu leciał pasek z informacjami, dotyczącymi pasażerów. Wśród Polaków nie było nazwiska Gustaw Keller. Od osiemnastu lat, ojciec Maksa ma również obywatelstwo szwajcarskie i najprawdopodobniej miał ze sobą paszport szwajcarski.
Po godzinie Maks wrócił ze spaceru. Wchodząc, był zdziwiony smutnymi minami.
- Maks, dzwoniła twoja mama, szybko do niej oddzwoń. Tu przy kanapie jest twoja komórka.
Co prawda Maks nie śpieszył się, ale Alicja go ponaglała.
Spokojnie, skończę rozbierać Wiki i zadzwonię.
Po wybraniu numeru, długo nie musiał czekać na połączenie. Zapłakana matka, podobnie jak poprzednio nie mogła opanować płaczu.
- Mamo, spokojnie, wiesz, że był w tym samolocie?
- Tak, już dostałam zawiadomienie z ambasady szwajcarskiej w Berlinie, że wśród ofiar jest Gustaw.
- Dobrze mamo, spakuj się i jutro musisz lecieć do Berlina. Ja też tam przylecę. Teraz przez Internet zarezerwuję bilet.
- Matka coś bełkotała w słuchawkę, ale on nie wszystko rozumiał.
Atmosfera w domu była przytłaczająca.. Mała Wiki jak zawsze, gdy w domu jest napięta atmosfera była bardzo grzeczna, wtulała się w ramiona dziadka.
Maks załatwił wszystkie formalności związane z wyjazdem do Berlina. Drogą internetową również pomógł matce zarezerwować bilet.
Następnego dnia na lotnisku w Berlinie zgłosił się do tymczasowego biura, które załatwiało sprawy związane z wypadkiem. Matka przyleciała cztery godzin później. On przez ten czas załatwił wiele formalności związanych z zakwaterowaniem, czy identyfikacją zwłok. Umówił się w prosektorium, że przybędzie tam zaraz, jak matka przyleci ze Szwajcarii.
Widok zwłok nie należał do przyjemnych. Krystyna bez problemu zidentyfikowała męża, po ubraniu, obrączce, szramie pooperacyjnej po przeszczepie skóry. Zmasakrowana twarz, brak jednej nogi, zapadnięta klatka piersiowa, nawet dla chirurga taki widok nie należał do przyjemnych. Maks uparł się na badania genetyczne.
Późnym wieczorem rozmawiał z Beatą, która opiekowała się Wiktorią. Alicja była w pracy, pewnie operowała, dlatego nie miał możliwości się do niej się dodzwonić. Zresztą nie chciał absorbować żony śmiercią ojca, gdyż wiedział, jaki stosunek ma do Gustawa.
Alicja po pracy wróciła do domu z Leonem, który był w szpitalu, wcześniej wezwany do pomocy przez Ordę.
Zdecydowali z Beatą, że zostaną na noc, żeby było jej przyjemnie. Od kiedy wprowadzili się z Maksem do tego domu nigdy nie było tak, że w nocy była sama. Kiedy Maks miał dyżur w szpitalu w porze nocnej z Alicją była Beata, lub ktoś inny, na przykład Jasiński, Sylwia, pani Sabinka.
Po godzinie 23 zadzwonił Maks i opowiedział jej o tym, co załatwił w Berlinie.
Powiedział, że ciała nie będą przewozić do Szwajcarii, lecz prochy przywiozą do Polski.
Jutro z matką poleci do Szwajcarii i załatwią w Zurichu wszystkie sprawy związane ze śmiercią i pochówkiem ojca..
Po dziesięciu dniach, na cmentarzu komunalnym w Toruniu odbył się pogrzeb Gustawa. Była to uroczystość rodzinna. Na pogrzebie oprócz żony, syna i jego rodziny, również była siostra z mężem mieszkająca w USA, dwóch braci ze swoimi rodzinami mieszkający w Austrii.
Po pogrzebie odbyła się stypa w restauracji, a po niej wszyscy przyjechali na kawę do domu Maksa.
Klinika w Szwajcarii funkcjonowała normalnie. Dopiero po kilku miesiącach Maks uzgodnił z matką, że ją sprzedadzą, matka wróci na stałe do Polski.
Załatwiając formalności związane z zamknięciem kliniki, dowiedział się, jakimi ogromnymi pieniędzmi obracał jego ojciec. Klinika w Zurichu nie była jedynym szpitalem ojca, miał również kilka przychodni chirurgicznych na terenie Szwajcarii.
Sprawy spadkowe będą pewnie trwały kilka miesięcy, zamknięcie działalności i sprzedaż klinki również przeciągnie się w czasie.
Oglądając dokumenty księgowe i wyciągi z banków, Maks natknął się na dziwne operacje finansowe, które związane były z systematycznym przelewaniem pieniędzy na dom opieki społecznej w Polsce.
Nie wierzył, że jego ojciec bezinteresownie wspomaga taki dom, nie leżało to w jego charakterze.
Maks postanowił rozwikłać tą tajemnicę , gdyż matka twierdziła, że nic o takiej sprawie nie wie.
Super. ... super i jeszcze raz super .!!
OdpowiedzUsuńSuper wątek opowiadania Siostra oddziałowa. Podziwiam.Tomira
OdpowiedzUsuńOj ciekawe po co Gustaw regularnie przelewał pieniądze???
OdpowiedzUsuń