środa, 25 grudnia 2013

Alicja Szymańska- Florczyk cz. 1

Proszę panią, halo, słyszy mnie pani?
Alicja słyszała głos, nie mogła jednak otworzyć oczu. W końcu jak przez mgłę zobaczyła lekarza w niebieskim uniformie.
- Jest nasza.
Takie słowa sama wypowiadała, kiedy udawało jej przywracać funkcje życiowe pacjentowi.
Alicja rozejrzała się wokoło.
- Jestem na OIOM? Pomyślała. Znowu przymknęła oczy.
Jak długo leżała na tym oddziale nie wiedziała. Praktycznie przez cały czas spała. Otwierała oczy, zamykała. Gdy miała trudności z oddychaniem wspomagana była respiratorem.
Według lekarzy rokowania były bardzo dobre.
Po przewiezieniu na oddział chirurgiczny  dopiero zaczęła logicznie myśleć. Przypomniało jej się, że  wróciła samolotem ze Stanów Zjednoczonych. Z lotniska odebrał ją Krzysztof.
- Tak Krzysztof. Gdzie on teraz jest?
- Panie doktorze, proszę mi powiedzieć dokładnie co się stało?
Dopiero teraz rozpoznała swojego kolegę, profesora Małeckiego.
- Alicja, Krzysztof zginął w wypadku.
Alicja zaczęła płakać.
- Boże, a gdzie on teraz jest?
Lekarzowi trudno było rozmawiać z koleżanką o śmierci jej męża.
- Alicja, Krzysztof został pochowany na cmentarzu.
 Wymienił nazwę cmentarza i ulicę, gdzie on się znajduje. Ale już tego nie usłyszała, straciła przytomność.                                           
Gdy ją odzyskała przy jej łóżku stała młoda lekarka  Beata Jasińska.
- A pani, kim jest?
- Jestem anestezjologiem, robię w tym szpitalu specjalizację.
- Czy to prawda, że mój mąż nie żyje?
- Tak, zginął w wypadku, tym samym, w który pani uczestniczyła.
- Boże, to moje dzieciątko nie będzie znało ojca. Tak samo jak ja.
Alicja jeszcze  nie wiedziała, że podczas wypadku zginęło jej nienarodzone dziecko.
Młoda lekarka nie miała odwagi jej tego powiedzieć.
Kiedy Alicja już doszła do siebie, lekarz ginekologii przekazał jej jakże tragiczną dla kobiety wiadomość.
- Pani Alicjo, w wyniku obrażeń wewnętrznych płód obumarł, trzeba było  dokonać operacji.
- Nie, to niemożliwe. W jednej chwili straciła męża i dziecko.
Od tego momentu Alicja przestała rozmawiać z lekarzami, pielęgniarkami. Jedyną osobą, z którą próbowała nawiązać  słowny kontakt była Beata Jasińska.
Może dlatego, że była nowa, wcześniej jej w tym szpitalu nie wiedziała.
Beata czuła się wyróżniona. Sporo dowiedziała się o Alicji Szymańskiej, choć pracowała tu dopiero od trzech tygodni.
Myślała, że jest to starszawa panna, skoro miała już tyle osiągnięć i publikacji, która wyjeżdżała na staże zagraniczne, która stawiała trafne diagnozy.
- Pani Beato. Czy możemy mówić sobie po imieniu?
- Pewnie.
Beata była wręcz zachwycona. Być po imieniu z doktor Alicją Szymańską, to dla młodziutkiej lekarki, stawiającej pierwsze kroki na sali operacyjnej było wyróżnieniem.
Alicja po kilku tygodniach szykowała się do wyjścia ze szpitala. Nie mogła jednak dać sobie rady z myślą, że wróci do pustego mieszkania, gdzie nie ma już Krzysztofa. Przed wyjazdem na staż wzięła z nim ślub, jeszcze niewiele osób w szpitalu o tym wiedziało.
- Beata, jesteś z Warszawy?
- Nie, jestem z Torunia. Studiowałam w Warszawie i tu zostałam na stażu. Co prawda nie musiałam, bo w Toruniu przyjaciółka  mojego taty jest dyrektorem szpitala i tam miejsce dla mnie czekało.
- A gdzie mieszkasz?
- W hotelu lekarskim. Niestety, myślę poszukać sobie mieszkania, bo mieszkam w dwuosobowym pokoju.
Rozmowa na temat miejsca zamieszkania Beaty nie była zupełnie przypadkowa. Alicja nie chciała być sama  w dużym, pustym mieszkaniu.
- Wiesz, mam duże mieszkanie. Gdybyś zechciała możesz się do mnie przeprowadzić. I tak w tej sytuacji, w jakiej się znalazłam będę musiała wziąć lokatora.
Beata nie zastanawiała się ani jednej minuty.
- Naprawdę, mówisz poważnie.
Zaczęła ściskać Alicję i cieszyła się jak mała dziewczynka.
Natychmiast wykonała telefon do swojego taty i podzieliła się tą wiadomością.
Alicja chciała Beacie dać klucze, ale ona odmówiła.
- Jak zabiorę cię ze szpitala, pojedziemy tam razem. Sama nie chcę tam jechać.
W dniu, kiedy Alicja wychodziła ze szpitala doktor  Jasińska miała dzień wolny. Zabrała ją swoim samochodem i pojechali do apartamentu, gdzie mieszkała Alicja.
Mieszkanie było pięknie, nowocześnie urządzone. Widać było, że było przygotowane na przyjazd Alicji. Niestety,  prawie po siedmiu tygodniach pobytu w szpitalu i braku w nim właściciela na meblach można było pisać. Było sporo kurzu.
Alicja weszła do mieszkania na trzęsących się nogach. Ze zdjęcia, które stało na kominku spoglądał na nią uśmiechnięty Krzysztof.
- Mój Krzysiu. Pocałowała zdjęcie. Gdzie teraz jesteś, już nigdy cię nie zobaczę. Zabrał cie Bóg, a ty ze sobą  zabrałeś nasze dziecko.
Usiadła w fotelu i zaczęła płakać.
Alicja, gdzie mogę wnieść swoje rzeczy?
- Acha, tak. Wskazała Beacie dwa pokoje do wyboru.
Beata wybrała pokój, który przez ścianę graniczył z sypialnią Alicji.
Przechodząc do kuchni popatrzyła na zdjęcie jej męża.
Dobrze znała Krzysztofa Florczyka. Po pierwsze z uczelni, miała z nim wykłady. Egzamin natomiast zdawała u jego asystenta, gdyż on znał bardzo dobrze jej ojca. Nie miała pojęcia, że ten przystojny profesor ożenił się z kobietą tak dużo młodszą od siebie.







4 komentarze:

  1. Zaczyna się bardzo ciekawie :-) Czekam na ciąg dalszy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak zgadzam się z tobą. Zaczyna się ciekawie. Również czekam. :D

      Usuń
  2. Zapowiada się bardzo ciekawie :D Czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń