niedziela, 8 grudnia 2013

Siostra oddziałowa cz. 77

Maks przewidywał, że sprawy związane z załatwieniem formalności dotyczących majątku po Gustawie Kellerze będą trwały długo.
Wszystko to, co było wyłączną własnością Gustawa Kellera, Maks odzyskał  szybko. Mirona była świadoma tego, że nic jej się nie należy. Nie miała żadnych pretensji.  Maks był przekonany, że ojciec  wysyłał bezpośrednio na jej konto spore kwoty pieniędzy. Nie wykluczone też jest to, że miała również konto w banku szwajcarskim. Dom w Kielcach opuściła i przeniosła się do mieszkania, które było integralną częścią domu opieki społecznej.
Najdłużej trwały sprawy związane z domem opieki. Maks, jako współwłaściciel miał do wyboru, albo nadal być współwłaścicielem, sprzedać swoją część obcej osobie, lub poczekać na spłatę deklarowaną przez Mironę.
      Uzgodnił z matką i Alicją, że na razie dom pod Zakopanem zostawią sobie i będą z niego korzystać w okresie wakacji i innych dni wolnych od pracy. Będą mogli użyczać go za drobną opłatą swoim przyjaciołom, aby zwracały się pieniądze za podatek, czy utrzymanie tego domu.
Samochody, jeden terenowy, drugi osobowy a trzeci dostawczy odkupiła Mirona.
Podpisał umowę z Mironą o podziale dochodów uzyskiwanych z działalności domu opieki społecznej.
Ona jako dyrektor, będzie za swoją pracę otrzymywała odpowiednie wynagrodzenie, natomiast wszystkie inne zyski będą dzielone równomiernie po połowie, dopóki , dopóty Maks będzie współwłaścicielem. Zgodził się poczekać na zgromadzenie pieniędzy, aby jego współwłasność mogła wykupić.
     Budynek przychodni za płotem posesji Kellerów w Toruniu rósł w oczach. Alicja zatrudniła dobrego kierownika budowy, który nadzorował prace.
Ponadto Alicja weszła w kontakt z osobą, która świetnie umiała pisać wnioski o pozyskiwanie funduszy unijnych. Praktycznie nikt, kto przychodził w odwiedziny do Kellerów nie przypuszczał, że budynek, który rośnie w szybkim tempie za ich płotem, jest ich własnością.
Zgromadzone przez Alicję pieniądze w postaci darowizn i spadku dodatkowo wzmocniły jej pozycję jedynego właściciela przychodni. Maks nie miał jej za złe, zresztą jego majątek, który był wyłączna jego własnością był o wiele większy.
     Pieniądze nie przewróciły w głowie Alicji. Maks zawsze żył w bogatej rodzinie, więc dodatkowy dom, czy willa pod Zakopanem nie rozhuśtały jego psychiki. Oprócz tego, że byli świetnymi chirurgami uczyli się być biznesmenami.
Po około dwóch latach od rozpoczęcia budowy przychodnia była gotowa. Alicja podpisała stosowne umowy z NFZ na leczenie i świadczenie innych usług medycznych.
Przychodnia nie była konkurencją dla szpitala. Na otwarcie przychodni przyszedł zarówno prezydent miasta Torunia, jak również biskup, który dokonał jej poświęcenia.
Chętnych lekarzy do pracy w przychodni było wielu. Alicja dokonywała wnikliwej selekcji. Przyjmowani byli naprawdę najlepsi.
Ponieważ Filip, narzeczony Beaty bardzo pomagał w czasie przygotowania do otwarcia przychodni, został kierownikiem administracyjnym. Na tym stanowisku sprawdzał się wyśmienicie.
     Krystyna Keller zaczęła intensywnie namawiać Maksa, aby zostawili Polskę i przenieśli się do Szwajcarii. Przekonywała ich, że Szwajcaria jest krajem stabilnym, bogatym i poziom życia jest o wiele wyższy od tego, jaki jest w Polsce.
Tłumaczył matce, że gdyby nie przychodnia Alicji ,pewnie by tak zrobili, ale teraz najważniejsze jest rozwijanie pasji menagerskiej Alicji.
     Wiktoria miała już prawie cztery  lata. Alicja oświadczyła mężowi, że jest w ciąży. Maks wziął Alicję na ręce i zaczął kręcić się w kółko.
- Maks, przestań, jest mi niedobrze. Zaraz zwymiotuję.
Postawił ją na nogi i zaczął obsypywać pocałunkami. Mała Wiktoria patrzyła na zamieszanie i krzyczała, że też chce wirować na rękach taty, jak mama.
     Jeszcze wcześniej, niż Alicja dowiedziała się, że jest w ciąży chciała rozwiązać umowę o prace w szpitalu. Niestety, Elżbieta przekonała ją, aby tego nie robiła. Jedynym powodem tak naprawdę były braki kadrowe w szpitalu. A prowadzenie własnej przychodni, niczym nie koliduje z pracą na oddziale chirurgii.
Maks wyjątkowo często wyjeżdżał w świętokrzyskie kontrolować dom opieki społecznej.



3 komentarze:

  1. Czyżby bliżamy się do końca opowiadania? :) Super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie jest zajefajne ! Naprawdę! Kontynuuj!,:D♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Całe opowiadanie od 1 części można ułożyć w książkę. Każda część to ogniwo dużej całości, Fajnie mi się czyta. Podziwiam autora. Pozdro, Tomira

    OdpowiedzUsuń