niedziela, 29 grudnia 2013

Alicja Szymańska-Florczyk cz. 3

Alicja wróciła do pracy. Kto jej nie znał, nie przypuszczał, że w ostatnim czasie przeżyła tragiczny wypadek, śmierć męża i utratę dziecka. W pracy zawsze opanowana, potrafiła natychmiast podjąć trafną decyzję, miła dla pacjentów.
Po pracy, w domowej ciszy przeżywała żałobę. Zaczęła częściej chodzić do kościoła, przed snem modliła się z różańcem.
Coraz częściej nachodziły ją wspomnienia z dzieciństwa. Zarzucała sobie, że nie potrafiła odnaleźć ojca, ani jego grobu. Nie potrafiła zmusić swojej mamy, aby powiedziała jej prawdę, kto jest jej ojcem, czy żyje, gdzie mieszka, dlaczego opuścił matkę i zostawił maleńkie dziecko.  Dziadkowie na pytanie o ojca nabierali wody w usta. Winiła siebie za to, że to przez nią matka nie skończyła wymarzonych studiów.
Będąc w średniej szkole dała swojej matce ultimatum. Albo powie jej, kto jest jej ojcem, albo wyjeżdża do średniej szkoły poza Łódź. Matka się nie ugięła. Nie zdradziła  nazwiska ojca. Alicja zdała egzamin do liceum do Warszawy. Przez cztery lata mieszkała w internacie. Nie było jej tam łatwo. Od matki otrzymywała tylko tyle pieniędzy, aby zapłacić za internat. Na wszystkie inne wydatki musiała sobie jakoś zapracować. Sprzątała u obcych ludzi, w tym u profesora Krzysztofa Florczyka. To on ją namówił na studia medyczne. Maturę skończyła ze średnią 5,0. Egzamin na studia zdała bardzo wysoko. Od początku studiów była prymusem, otrzymywała stypendia naukowe, co jej pomogło normalnie żyć i studiować. 
6-letnie studia przeleciały bardzo szybko. Będąc na kolejnych latach angażowała się w prace w szpitalu klinicznym. Jeszcze przed uzyskaniem dyplomu została asystentką profesora Florczyka, który od wielu lat był wdowcem. Częste  przebywanie z profesorem zarówno  służbowo, jak i prywatnie powoli  rodziło uczucie. Gdy Alicja ukończyła studia i rozpoczęła pracę w klinice nic już nie stało na przeszkodzie, aby zamieszkać razem z profesorem. Różnica wieku była dosyć spora, ale to Alicji nie przeszkadzało. Czasami tylko zastanawiała się, czy złączenie się z o wiele starszym mężczyzną nie jest szukaniem rekompensaty za brak ojca.
   Początkowo matka była w szoku, jak dowiedziała się, że jej córka znalazła sobie partnera, który mógłby być jej ojcem.
    Matka Alicji od wielu lat walczyła z chorobą nowotworową. Zgodziła się na spotkanie  jej z profesorem. Spotkanie z Florczykiem nie należało do przyjemnych. Alicja od razu zauważyła, że matka na widok Krzysztofa zesztywniała.
- Czy my się przypadkiem wcześniej nie znaliśmy? Zapytał Florczyk.
   Tak, Marta Szymańska. Chyba razem rozpoczynaliśmy studia, ale... Tu urwał.
- Nie, to niemożliwe, musiał mnie pan z kimś pomylić.
Kulturalny Florczyk nie drążył tematu, widząc, że kobieta nie chce rozmawiać. Przeanalizował wszystkie wyniki badań, dotychczasowe leczenie. Widział to czarno, choroba była bardzo zaawansowana. Po kilku miesiącach Marta Szymańska zmarła.
Praktycznie po śmierci matki, Alicja miała tylko swojego Krzysztofa. Dziadkowie wcześniej  odeszli z tego świata, nie znała innej dalszej rodziny.
Życie u boku znanego profesora wydawało się, że było sielanką. Do końca tak nie było.
Krzysztof pragnął aby Alicja rozwijała się naukowo, jednocześnie chciał, aby była bardzo elegancka i dodatkowo "przysłowiową kurą domową", która przygotowuje kolacyjki, śniadanka, prasuje koszule i poprawia mężowi krawat przed jego wyjściem z domu. Nie zawsze jej to wszystko się udawało, choć nikomu się nie skarżyła.
Ponieważ była bardzo zdolna więc zrobienie studiów doktoranckich było dla niej przyjemnością. Florczyk był bardzo z niej dumny.
Gdy dowiedział się, że wyjeżdża na 4-miesięczny staż do USA zaproponował jej usankcjonowanie związku. Wzięli  cichy ślub. Gdy Alicja była w Stanach nie wiadomo dlaczego poszedł do notariusza i sporządził testament, w którym cały majątek  zapisał swojej Alicji.
Po jego tragicznym odejściu Alicji brakowało codziennego "kieratu", ale również wsparcia ze strony męża.
Czasami będąc w Kościele dziękowała Bogu, że znalazła przyjaciółkę w osobie Beaty, która wspierała ją w trudnych chwilach.
- Beata, przepraszam, a dlaczego twój ojciec po śmierci mamy nie znalazł sobie innej kobiety.
- Mogę tobie też zadać podobne pytanie. Dlaczego po śmierci ojca, twoja mama nie wyszła za mąż?
- Nie znam mojego ojca, noszę nazwisko  Szymańska, jak moja matka i wpis w Akt urodzenia. Adam Szymański- jedna wielka ściema. Tak wpisują w USC, imię ojca podane przez matkę i nazwisko matki.  Zawsze powtarzała, żebym nigdy nie zadawała się z nieodpowiedzialnymi mężczyznami, bo wyląduję, tak jak ona.
Zawsze bałam się młodych chłopaków. W każdym widziałam tego nieodpowiedzialnego.
Beata kiedyś pękła, zaczęła płakać.
- Becia, co jest?
- Wiesz, ja nigdy nie znałam swojej matki. Po moim urodzeniu, zarejestrowaniu mnie w USC, oddała mnie ojcu. Pożegnała się i zniknęła z jego życia.
Próbowałam ją kiedyś odnaleźć, ale ojciec powtarzał mi, abym dala sobie spokój.
Kiedyś tylko babcia mi powiedziała, że ojciec miał na studiach kobietę, którą kochał. Ona go zostawiła i wyjechała. Gdy matka moja oświadczyła mu, że jest z nim w ciąży, wziął z nią ślub. Ale to małżeństwo to była jedna wielka porażka. Szybko się rozleciało. Matka oddała mnie ojcu i poszła w siną dal.
- Teraz wiem, dlaczego tak się rozumiemy. Oświadczyła Alicja.
- Ojciec sam cię wychowywał?
- Z pomocą pani Sabinki i różnych cioć, koleżanek, przyjaciółek, pielęgniarek i lekarek ze szpitala.
- Ojciec zmieniał tak kobiety?
- Nie, nie zmieniał, ale litowały się nad  samotnym ojcem wychowującym niegrzeczną,  zakręconą córkę.




2 komentarze:

  1. Świetne ;-) Czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię twoje opowiadania. I przy okazji życzę Szczęśliwego Nowego Roku

    OdpowiedzUsuń