Beata po wielu latach zdecydowała się wyjść za Filipa. Był on całkowicie zdrowy, pamięć mu wróciła. Obejmując u Alicji stanowisko kierownika administracyjnego wywiązywał się bardzo dobrze z powierzonych zadań. Ukończył przerwane studia na politechnice warszawskiej. Później dodatkowo skończył studia podyplomowe z zarządzania. Gdy pozbył się całkowicie kompleksów dotyczących "przepaści intelektualnej" poprosił Beatę o rękę. Zgodziła się od razu.
Ślub Beaty i Filipa odbył się w tym samym kościółku co Alicji i Maksa. Wiki szła za panną młodą razem z najmłodszym Gajewskim, synem Jivana. Ona podtrzymywała pannie młodej welon, chłopiec natomiast na poduszce niósł dwie obrączki. Na zakończenie ceremonii Viktoria zagrała na Keyboardzie i zaśpiewała Ave Maria. Nie było chyba nikogo w kościele, kto by się nie wzruszył.
Maksowi, stojącemu przy Alicji zaszkliły się oczy. Był dumny ze swojej latorośli. Pocałował Alicję w czoło i podziękował za wspaniałą córkę.
Beata była bardzo lubianą lekarką, kochała pacjentów, więc nie wiadomo w jaki sposób, ale chyba pocztą pantoflową rozniosło się, że Miss Lekarzy bierze ślub. Na jej ślubie było bardzo dużo ludzi, którzy składając życzenia mówili, że co prawda ich nie pamięta, ale ona ich usypiała do operacji.
Filip patrząc na swoją żonę puszył się jak paw. Wielokrotnie wygrywała ona w rankingach na najładniejszą lekarkę miasta Torunia. Siostra Filipa i dalsza jego rodzina zazdrościła mu, że wżenił się w tak zacną lekarską rodzinę. Wszyscy życzyli im wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
W podróż poślubną pojechali do Hiszpanii.
Maks coraz bardziej przekonywał się do Filipa jako członka rodziny. Pomimo, że łączyła ich przyjaźń, wspólne wypady na korty tenisowe, zawsze traktował go jak kumpla, ale z dystansem. Teraz, jak zostali szwagrami czasami razem jeździli do Szwajcarii, wspólnie załatwiali zakupy aparatury medycznej.
Kiedyś Maks zaproponował Alicji kupienie większego domu. Ona przekonała go, że ten, w którym mieszkają jest zupełnie wystarczający i funkcjonalny. Nie chce więcej hektarów do sprzątania, odpowiadała mu.
Alicja pracując w szpitalu od kilku lat była pracownikiem Akademii Medycznej. Rozwijała się naukowo, pracowała ze studentami na oddziale chirurgii. Oddział chirurgii był oddziałem klinicznym, jak również jeszcze trzy inne oddziały, w tym położnictwo.
Sylwia Matysik urodziła córeczkę. Orda szalał z radości. Zaproponował, aby miała na imię Alicja.
- Dlaczego Alicja?
- Bo Alicja, tak jak ma na imię Alicja Keller
Bo po pierwsze jest naszą przyjaciółką.
Po drugie, z tobą jest jak z rodziną.
Po trzecie uratowała mi życie po wypadku.
Po czwarte zawsze mi powtarzała, że mnie kochasz.
Po piąte jest mądra i chciałbym aby moja córka była tak samo mądra jak Alicja.
Po szóste, siódme i ósme- Daniel sypał z rękawa zalety Alicji.
- Przestań już, bo będę zazdrosna.
- Nie musisz być zazdrosna o Alicję. Ona nigdy mnie nie chciała, choć skrycie się w niej kochałem.
- O tym nie musisz mówić, wszyscy wiedzieli, że wodzisz maślanymi oczami za Alicją. No, może gdyby na świecie nie było Maksa Kellera, Alicja łaskawszym okiem by popatrzyła na ciebie. Popatrzyła i nie myśl, że coś więcej. Jej typ mężczyzny diametralnie różny niż ty.
- Daniel, a powiedz mi, co Alicja w sobie miała, że wszyscy w niej się kochali, no podkochiwali?
Daniel chwilę się zastanowił.
- Była zawsze sobą, to po pierwsze. A potem była ciepła, nie wymądrzała się, chociaż wiedzą przewyższała nas wszystkich do kupy biorąc. Była uśmiechnięta, lubiła swoją prace i ludzi, obdarzała pozytywną energią wszystkich.
- Acha. No tak, taka rzeczywiście była, dlatego ja też ją uwielbiałam jak siostrę. Później, gdy okazało się, że Beata jest jej siostra przyrodnią byłam zazdrosna , myślałam, że zmieni się w stosunku do mnie, ale nie. Była zawsze taka sama.
- No widzisz. Ale teraz tylko ciebie kocham i naszą małą Alicję, powiedział Daniel i przytulił się do żony.
Daniel po urodzeniu dziecka bardzo się zmienił, na korzyść. Zachowywał się, jakby po raz drugi zakochał się w swojej żonie. Dom, rodzina był teraz dla niego najważniejszy.
Rodzicami chrzestnymi małej Alicji Orda była Alicja Keller i Piotr Wanat.
Po powrocie z podróży poślubnej Beata porozmawiała z Leonem.
- Tato, czy byłbyś zadowolony, gdybyśmy się wyprowadzili od ciebie.
- Tylko w takim przypadku, jak zabierzecie mnie ze sobą. Tu jest miejsce dla twojej rodziny. Mieszkasz w tym domu od urodzenia. A po wtóre, nie zostawiaj mnie samego. Nie chcę mieszkać sam. Wiesz, jestem coraz starszy i chciałbym być z tobą do końca moich dni.
- Dobrze, więc nie będziemy budować domu.
- A skąd taki pomysł, na budowę domu?
- Filip zaproponował, wiesz jaki on jest. Nic nie chce za darmo.
- To mu wytłumacz, że ten dom, jest również i jego domem. Zresztą, sama wiesz, że on tutaj od nowa się "odradzał". Jestem z ciebie bardzo dumny, za to, co zrobiłaś w życiu, a przede wszystkim za to, co zrobiłaś dla Filipa.
- To nie ja tato, to moja miłość.
- Wiem, wiem. Szkoda, że miłości jest tak mało na świecie.
Beata od razu domyśliła się, o czym mówi ojciec. Tata przeżywał od miesięcy skończony, krótki epizod z młodszą o pokolenie lekarką. Ani ojciec, ani Alicja nie chcieli słuchać Beaty, jak próbowała otworzyć im oczy, że doktor Torzewska chce zrobić tylko staż pod opieką dobrego fachowca. O żadnym uczuciu w tym przypadku ze strony Baśki nie było mowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz