środa, 4 grudnia 2013

Siostra oddziałowa 76

Maks z Alicją pojechali do Kielc.
Około godziny 11-tej  odnaleźli  ulicę i dom, który był na wizytówce otrzymanej od dyrektora domu opieki społecznej.
Dom był okazały, wyróżniał się spośród innych.
Brama wjazdowa była otwarta, jakby już od dawna czekała na gości.
Gdy tylko samochód wjechał na posesję , pani domu wyszła i serdecznie się z nimi przywitała.
Mała Wiki schowała się za mamę, wstydziła się.
- Moja żona i córeczka.
- Alicja Keller, przedstawiła się i podała kobiecie rękę.
- Proszę państwa do środka.
Dom był bardzo gustownie urządzony. W salonie przygotowany był szwedzki stół.
Maks chętnie skosztował kilku potraw, wyjątkowo dzisiaj miał apetyt. Alicja zjadła sałatkę z sosem vinegret.
     Gdy usiedli przy stoliku kawowym Mirona zaczęła opowiadać, jak 18 lat temu poznała Gustawa Kellera w  Zakopanem. 
Rodzice Maksa przyjeżdżali do Polski, kiedy on studiował we  Wrocławiu, ale on  nie przypominał sobie, aby razem byli w Zakopanem.
- Praktycznie od tego momentu zaczęła się nasza znajomość. Później Gustaw przyjeżdżał często do Polski, ale były to krótkie wizyty 1-3 dniowe. Praktycznie zawsze przyjeżdżał do Polski,  kiedy był w Czechach, na Słowacji, bądź w Austrii.
Gdy urodziła nam się córeczka Dominika, obiecywał, że się ze mną ożeni, jak uporządkuje  swoje życie. Czas płynął, a on ciągle tylko obiecywał.
Nie nalegałam, gdyż tego bardzo nie lubił. Ten dom jest jego własnością,  dom opieki społecznej jest naszą współwłasnością, choć prawdę  mówiąc to on włożył swój wkład własny. Ja pisałam projekty, które realizowałam i niektóre nadal realizuję.
Przysyłał również pieniądze na utrzymanie zarówno tego domu, jak i tamtego, gdzie pan był wczoraj.
- To jest wszystko mojego ojca? Pokazał ręka dom.
- Tak. To znaczy dom jest ojca, wiele rzeczy jest jego, niektóre sprowadzone ze Szwajcarii. Wiele jest moich, są wyłącznie moją własnością.
Maks zaniemówił, Alicja też nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Mój ojciec był cholernie hojny.
- Wygląda na to, że nie.
  On ciągle mi obiecywał, że się pobierzemy i będzie to nasze wspólne.
- A w takim razie, może pani powie coś o  Dominice Klepowskiej.
Kobieta się zamyśliła. Początkowo nie miła  odwagi nic powiedzieć, ale po kilku minutach zaczęła opowiadać.
- Szesnaście lat temu przyszła na świat nasza córeczka, której daliśmy na imię Dominika. Była bardzo śliczna, trochę podobna do państwa córeczki. Gustaw bardzo cieszył się, obdarowywał ją prezentami. Po przyjściu na świat Dominiki wybudował ten dom. Niczego nam nie brakowała, poza tym, że Dominice brakowało taty.
- To znaczy, że ja mam siostrę przyrodnią?
- Na to wygląda, że tak, miał pan. Ale moja córka zginęła w wypadku samochodowym.
- Jeśli to była córka mojego ojca, to dlaczego nie nazywała się Keller.
- Kiedy ją  urodziłam w żaden sposób nie mogłam skontaktować się z Gustawem. W ciągu dwóch tygodni musiałam dziecko zapisać w urzędzie stanu cywilnego. Ponieważ  dziecko było poczęte, kiedy mój były mąż żył, dziecko otrzymało nazwisko Klepowska.
- Mąż pani wyraził zgodę, aby nie jego dziecko nosiło jego nazwisko.
- Mój mąż był policjantem, zginął  w akcji, gdy byłam w trzecim  miesiącu ciąży.  Dominika nie jest jego córką, jest córką Gustawa.
- To dlaczego mój ojciec nie dał jej nazwiska.
- Początkowo było mi to na rękę. Wszyscy współczuli, że policjant osierocił  jeszcze nienarodzone dziecko. Córka dostała po nim rentę.
- Jest pani pewna, że pani córka jest córką mojego ojca?
- Tak, robiliśmy badania genetyczne.  Poczuwał się do odpowiedzialności i choć nie chciał mówić o tym, aby dać jej swoje nazwisko, finansował  ją. To z myślą o zabezpieczeniu jej przyszłości wybudowaliśmy ten dom opieki, który jest miejscem pracy dla mnie, jak również miał być miejscem pracy dla mojej córki.
Maksowi zakręciło się w głowie.
- Mógłbym zobaczyć wyniki tych badań?
  Jestem lekarzem, więc się na tym znam.
Mirona przyniosła z sąsiedniego pokoju pakiet dokumentów i  albumy ze zdjęciami. Było sporo zdjęć Gustawa z Mironą i Dominiką.
Maks był oszołomiony.
- Oszukiwał mnie i matkę przez ponad 18 lat.
- Oszukiwał mnie i moją córkę przez prawie  tyle samo lat. Nigdy nie mówił, że ma syna, choć nie zaprzeczał, że jest w związku z kobietą, z którą nic go nie łączy.
Mirona dobrze wiedziała, że prawie wszystko należy do Gustawa Kellera. Łączyło ich tak naprawdę tylko biologiczne dziecko, którego teraz nie ma.
- Musimy jakoś rozwiązać sprawy majątkowe. Praktycznie tylko dom opieki jest moją współwłasnością, wszystko inne jest Gustawa. Nie ukrywam tego, bo wszystkie dokumenty własności były u Gustawa.
- Wszystko inne, to znaczy co?
- Ten dom w Kielcach, dom letniskowy pod Zakopanem, trzy samochody, restauracja obok domu opieki społecznej.
Wizyta przebiegała w bardzo miłej atmosferze. Młodzi Kellerowi zaprosili Mironę na obiad do restauracji w niedzielę.
Późnym wieczorem wracając do Chęcin Alicja zapytała.
- Maks, skąd twój ojciec miał tyle pieniędzy? Wszystko z działalności medycznej?
- Nie. Po rozeznaniu się w dokumentacji finansowej, spore zyski czerpał z procentów bankowych. Miał dużo pieniędzy w trzech bankach szwajcarskich i te pieniądze robiły kolejne pieniądze.
Mówią, że od przybytku głowa nie boli, ale mnie głowa boli okropnie. Jak mam powiedzieć mamie o 18 letnim romansie mojego ojca z Mironą, nieżyjącą ich córką, która była sprawna inaczej.
 Ile jeszcze tajemnic kryje się pod nazwiskiem Gustaw Keller?
Po powrocie z urlopu Maks natychmiast chciał się spotkać ze swoją matką. Po tygodniu przyjechała ze Szwajcarii. Zdała synowi relacje o funkcjonowaniu kliniki. Wyglądała na spokojną i zupełnie inną kobietę niż przed śmiercią Gustawa. Czuła się potrzebna.
Siedząc przy obiedzie Maks zagadnął matkę.
- Mamo, czy wiesz coś o tym, że ojciec budował dom w Polsce?
Matka zmieszała się.
-To znaczy wiesz, czy nie wiesz?
- Tak, wiem. Wybudował go dla swojej kochanki w Kielcach.
- I ty na to pozwoliłaś?
- Nie miałam nic do powiedzenia. Powiedział, że ode mnie odejdzie, jeśli będę mu przeszkadzała.
Alicji nie mieściło się to w głowie.
- A wiesz, że ojciec miał dziecko?
- Tak, wiem, córkę niepełnosprawną ruchowo.
- Kiedy o tym się dowiedziałaś?
- Tak naprawdę dziesięć lata temu, kiedy ta dziewczynka miała 6 lat.
- I dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
   Wiedziałaś, kto to jest Dominika Klepowska.
- Tak wiedziałam, ale ojciec zabronił mi  z tobą o tym rozmawiać. Bez przerwy mnie szantażował, że mnie zostawi  i w Szwajcarii będę sama jak palec.
- Dominika nie żyje, zginęła w wypadku, gdy  jechała na rehabilitację.
- Chwała Bogu pomyślała w duchu Krystyna i wzniosła oczy do nieba.
- Ojciec wybudował prywatny dom opieki społecznej wspólnie z Mironą  Klepowską.
Byliśmy tam z Alicją. Rozmawiałem z tą kobietą. Jest niewiele starsza ode mnie.
- Tak, wiem. Dlatego przesyłałam pieniądze wypełniając jego wolę, Ale o inwestycjach ojca, oprócz tego domu w Kielcach nic nie wiedziałam. Jeśli dziewczynka nie żyje, nie będę wysyłała pieniędzy.
Zapadła w domu głucha cisza.
Nie wiadomo, czy w tej chwili Maks wierzył swojej matce. Przecież przez prawie 18 lat ukrywała tajemnicę romansu ojca z inną kobietą.
- Co teraz chcesz zrobić Maks?
- Nie wiem. W pierwszej kolejności uporządkować sprawy spadkowe w Polsce.
- W testamencie jest napisane, że wszystko inne, tam nie wymienione, przypada w spadku Maksowi Kellerowi.
- Tak, wiem. Znaczy to, że wszystko inne, co się dodatkowo ujawni dziedziczysz ty synku.
Teraz trzeba to wszystko uporządkować.
- Nie wiem na dzień dzisiejszy, czy chcę mieć połowę domu opieki społecznej i te pozostałe domy.
Ojciec krzywdził ciebie, ale również okłamywał tamtą kobietę.  Ile jeszcze kobiet w życiu skrzywdził, nie wiadomo.
- No nie przesadzaj synku, tamtej kobiety nie skrzywdził. Ma połowę ogromnego domu opieki społecznej, z którego czerpie korzyści majątkowe.
Pracuje tam jako dyrektor, więc czerpie.  Myślę, że 80 % pieniędzy na tą inwestycję otrzymała z Unii Europejskiej pisząc i pozyskując fundusze z różnych projektów.
Matka była oburzona tokiem myślenia syna i jego miłosiernością.









2 komentarze:

  1. Fajna cześć. Kiedy kolejna część?

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz naprawdę ciekawe opowiadania. Dziwię się, że tak mało jest komentarzy

    OdpowiedzUsuń