Alicja przybiegła na oddział ratunkowy dowiedzieć się co się stało. Stan Mariusza był coraz gorszy, przewieziono go na OIOM. Leżał pod aparaturą. Alicja praktycznie nie odchodziła od jego łóżka. 8-letnim Michałkiem zajmowali się dziadkowie. Diagnoza była jednoznaczna- rozległy zawał mięśnia sercowego. Mariusz leżał w śpiączce dwa miesiące. Lekarze robili wszystko aby go uratować, niestety, nie udało się. Zmarł nie mając jeszcze 50 lat.
Alicja po tym co się stało, krzyczała, że nie ma na świecie Boga. Jej mąż uratował życie setkom ludzi, natomiast jego życia nikt nie potrafił uratować.
Dostawała silne środki uspokajające, chodziła po nich jak obłąkana.
Prawie 75-letni rodzice Mariusza śmierć syna przyjęli z godnością. Obawiali się natomiast o Alicję.
Leon, który przyjechał do Warszawy, nie mógł uwierzyć, że jego córka tak mocno przeżywa śmierć męża. Codziennie przecież w szpitalu umierają ludzie, czasami ktoś umierał jej na stole operacyjnym, zmarł jej pierwszy mąż, więc ze śmiercią spotykała się często.
Po pogrzebie Mariusza, który został pochowany na tym samym cmentarzu co Krzysztof Florczyk Alicja nie mogła dojść do siebie. Przez pół roku była na zwolnieniu lekarskim, pod opieką psychologa.
Leon zaproponował jej zmianę pracy i przeniesienie się do Torunia. On, jako emeryt pomoże jej wychowywać synka. Jednak Alicja się nie zgodziła.
Gdy po półrocznym zwolnieniu lekarskim wróciła do pracy, znowu jak dawniej wpadła w wir obowiązków służbowych. Syn Michał dobrze się uczył, nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Często po zajęciach szkolnych przyjeżdżał z mamą na uczelnię i wówczas, kiedy ona prowadziła wykład, on gdzieś cichutko siedząc na końcu sali audytoryjnej odrabiał lekcje.
Studenci bardzo lubili go, czasami ofiarowali pomoc, ale on odpowiadał, że na dzień dzisiejszy takowej nie potrzebuje.
Maks nie narzucał się Alicji, chociaż czasami miał ogromne pragnienie przytulić ją do siebie, ukoić samotność. Nigdy tego jednak nie robił, nie miał odwagi. Kochał ją bezgranicznie zawsze, od kiedy ją poznał. Była to jednak miłość platoniczna, ale ta go podbudowywała i dodawała otuchy i chęci do życia a przede wszystkim do pracy. Czasami ona prosiła go o zaopiekowanie się nastoletnim Michałem wówczas, kiedy musiała wyjechać na więcej niż jeden dzień poza Warszawę. Michał lubił przebywać u Maksa, mieli wspólny język, co rzadko zdarza się miedzy ludźmi o dużej różnicy wieku. Chodzili razem na korty tenisowe.
Jeden raz Michał zapytał swoją mamę dlaczego doktor Keller nie ma żony i dzieci.
- Nie wiem, przecież mi o tym nie mówił. Odpowiadała Alicja.
- Zapytaj Maksa Kellera.
- Mamo, nie miałbym odwagi, ale ty, skoro to twój kolega mogłabyś zapytać?
Alicja zrobiła synowi wykład, że są rzeczy o których się nie rozmawia, nie pyta, nie drąży. Każdy człowiek ma swoje tajemnice i te trzeba uszanować.
- Tak mamo, masz rację. Ale szkoda faceta, taki równy gość i sam.
Mijały lata. Michał po skończeniu średniej szkoły został studentem Akademii Medycznej.
Jako dorosły mężczyzna dawał mamie do zrozumienia, żeby ułożyła sobie na nowo życie. On niedługo odejdzie z domu, a ona nie musi być sama.
- Nawet mamusiu miałbym dla ciebie fajnego faceta. On pewnie spełniłby twoje oczekiwania.
- Tak? A kto to taki?
- No wiadomo, Maks Keller. Ups, przepraszam, profesor Maks Keller.
- Synku, w moim wieku nie rozpoczyna się życia na nowo.
Zostałam dwa razy wdową i nie chcę przeżywać już tego nigdy więcej.
- Mamusiu, jesteś przecież taką atrakcyjną kobietą, nie możesz być ciągle sama, tylko ze swoimi książkami.
- Ze swoimi książkami, studentami i pacjentami. Dodała.
Keller, po kolejnych konsultacjach zaproponował Alicji wspólne wydanie książki.
- Maks, wszystkie materiały są twoje, więc nie mogę się podpisywać pod czymś, czego nie stworzyłam.
- Chciałbym jednak w tej książce zamieścić również twoje dotychczasowe badania dotyczące leczenia raka trzustki i przeszczepu trzustki.
Po wielokrotnych konsultacjach, analizach i czytaniach poszczególnych rozdziałów oddali książkę do druku.
Jeszcze ciepła, prosto z wydawnictwa, została wręczona uczestnikom sympozjum naukowego, które odbywało się w Toruniu. Na to sympozjum, zorganizowanym przez Szpital Akademicki Copernicus zostali zaproszeni autorzy.
Wśród uczestników, było wielu lekarzy, których znał zarówno Maks, jak również Alicja.
Emerytowana Elżbieta Bosak i Leon Jasiński, jako zasłużeni pracownicy szpitala również byli zaproszeni do pomocy w organizacji tego sporego przedsięwzięcia.
Wszystkim znajomym, w tym Piotrowi Wanatowi, Łukaszowi Wileckiemu i Tadeuszowi Gule w książce napisali sympatyczne dedykacje.
Przed wyjazdem z Torunia do Maksa podszedł Piotr Wanat.
- Słyszałem, że Alicja po śmierci swojego męża ciągle jest sama.
- Jest sama i o ile mi wiadomo nie chce być z nikim innym. Od lat jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, jak Elżbieta z Leonem. Ja jestem wytrwały. Wróżka mi wywróżyła, że będę naprawdę szczęśliwy zbliżając się do sześćdziesiątki. Skoro tyle czekałem, poczekam jeszcze ten jeden albo 2 lata. Wszystko jest na dobrej drodze.
Żegnając się Piotr Wanat odpowiedział.
- Życzę ci tego, mój przyjacielu z całego serca i zazdroszczę wytrwałości.
K O N I E C
bardzo, bardzo ładne opowiadanie. Bardziej realne niż w serialu rozbicie małżeństwa Alicji i Maksa przez Olgę.
OdpowiedzUsuńTo teraz czekamy na nowe pomysły.
OdpowiedzUsuńObecnie to najlepszy blog o "Lekarzach", bo często pojawiają się notki, są oryginalne i świetnie napisane. ;)
Gratuluje!
Ciekawe zakończenie :)
OdpowiedzUsuń