Beata wówczas kiedy jej chłopak pracował a ona była po swoim dyżurze ciągle przesiadywała w szpitalu z Alicją. Przyjazna osoba, ojczysty język pomagały Alicji dochodzić do zdrowia.
- Wiesz Ala, oddałam dla ciebie krew, mamy identyczną grupę krwi.
- Dziękuję ci bardzo. Nie wiem, jak ci się odwdzięczę.
- Tylko w jedyny sposób. Zostańmy przyjaciółkami. Bo ja od pierwszych chwil, gdy ciebie zobaczyłam poczułam, że nadajemy na jednych falach. Jest coś w tobie takiego ciepłego, że czuje się przy tobie inaczej, niż przy wszystkich innych moich koleżankach.
- Przyjaźń zobowiązuje, odpowiedziała Alicja.
- Do czego, jeśli można wiedzieć?
- Do wszystkiego, lojalności, bezinteresownej pomocy, szacunku, tajemnicy.
Krzysztof, gdy dowiedział się o chorobie Alicji przez pół dnia siedział na telefonie i poprzez ambasadę polską w Londynie ustalił szpital, w którym leży Alicja.
Następnego dnia zjawił się w szpitalu. Znał świetnie angielski, więc nie sprawiało mu trudności w kontaktach z pracownikami londyńskiego szpitala.
Niestety, nie uzyskał żadnych informacji. Wchodząc do sali, w której leżała Alicja myślał, że sprawi jej swoją obecnością przyjemność. Przeliczył się, nie chciała wiele z nim rozmawiać.
- Jak mnie tu znalazłeś?
- Świat jest mały, umiem poruszać się w światowych kręgach medycznych,
- Co się stało, jak mogę ci pomóc.
- Ty? Nijak, jedynie możesz mi zaszkodzić.
- Ala, wiesz, że cię kocham od zawsze i na zawsze.
- Nie, nie wiem i nie chcę wiedzieć.
- Kochasz i zdradzasz, zdradzasz i kochasz. Cholera, jakie to romantyczne. Jesteś ponad 20 lat starszy ode mnie i mnie zdradzasz, to chyba absurd. Myślisz, że nie potrafię znaleźć sobie młodszego faceta.
- O nie wątpię. Tylko tyle, czego się ode mnie nauczyłaś, żaden młody lekarz by ci nie przekazał.
- Wszyscy zaczynają od zera i jakoś się doskonalą w zawodzie nie mając mentora w osobie profesora Florczyka.
- Zabiorę cię do Polski, załatwię transport lotniczy.
- Nie, jeśli nie zostawisz mnie w spokoju, to ja na stałe zostanę w Anglii.
- Jak się stąd wydostaniesz?
- Tak samo, jak dostałam. Wszędzie są Polacy i tu także, nawet w tym szpitalu też, pomogą mi dotrzeć do lotniska w swoim czasie. Ambasada już mi przebukowała bilet.
Krzysztof żegnając się z Alicją, powiedział, że jeszcze jutro ją odwiedzi. Miał bowiem nadzieję, że do jutra zmieni zdanie.
W godzinach wieczornych, po swoim dyżurze Beata wpadła do Alicji na pogaduszki.
- Masz temperaturę. Czy coś się stało?
Zaczęła opowiadać o wizycie jej narzeczonego z Polski, ale Beata myślała, że w gorączce bredzi. Podłączyli jej kroplówkę z lekarstwami przeciwzapalnymi i przeciwgorączkowymi.
- Beata, jak ja ci się odwdzięczę? Ja już wiem jak, ale teraz zdrowiej. Jesteśmy przyjaciółkami.
Pocałowała Alicję w policzek i poszła do domu. Alicja zasnęła..
Na drugi dzień Krzysztof znowu przyjechał do szpitala, ale nie wpuścili go do Alicji, twierdząc, że pacjentka nie może i nie chce przyjmować gości.
Wściekły wyszedł ze szpitala i pojechał do swojego przyjaciela, profesora chirurgii, z którym razem opracowują program opłacany z UE. Krzysztof to przecież bardzo znany profesor w Europie i świecie
Gdy nadszedł dzień wypisu ze szpitala Alicja przeraziła się. Jedyną osoba, z którą mogła pogadać była Beata. Często też rozmawiała z Grażyną, salową pochodzącą z Polski. Ona też wspierała Alicję, przynosiła jej owoce i soczki. Zawsze pomagała w czasie kąpieli, przede wszystkim przy myciu włosów.
- Pomożesz mi w jakiś sposób dotrzeć do Polski? Forsę mam, ale na koncie, muszę jakoś pobrać ją z bankomatu. Zwróciła się do Beatrycze.
- Pomogę, oczywiście. No przecież po to jesteśmy przyjaciółkami. Ale po wypisaniu ze szpitala zabiorę cię do domu. Jesteś cholernie tajemnicza, nic o tobie nie wiem, poza tym, że jesteś lekarzem i pracujesz w Warszawie?
- Skąd to wiesz, przecież nic ci o tym nie mówiłam.
- Z dokumentów, paszportu, danych uzyskanych od kierownictwa sympozjum i Ambasady Polskiej w Londynie.
Alicja zrobiła dziwną minę i pomyślała, że człowiek nie jest bezimienny, że gdzieś, zawsze go znajdą.
Rzeczywiście, była pracownikiem szpitala warszawskiego, na bezpłatnym urlopie. Dyrektor szpitala ciągle miał nadzieję, że powróci, więc nie chciał jej zwolnić, a zaproponował roczny urlop bezpłatny. Był bowiem przekonany, że nawet roku nie wytrzyma poza Warszawą i wróci na stare śmieci. Przecież wszyscy przyjeżdżają do pracy do Warszawy, a nie odwrotnie.
- Dlaczego pracujesz w Londynie, nie miałaś pracy w Polsce?
- To długa i zawikłana sprawa. Jestem tu na kontrakcie załatwionym legalnie w Polsce. O tym nie wie nawet mój ojciec. Myśli, że pojechałam do Londynu, wiesz, tak bezmyślnie, spontanicznie.
Jestem tu ze swoim chłopakiem. No cóż, czego nie robi się dla miłości. Moja miłość jest silniejsza niż rozsądek. Zdecydowałam się natychmiast, gdy mi powiedział, że załatwi mi ten kontrakt. Zostawiłam wszystko w kraju i przyjechałam z chłopakiem, którego krótko znałam.
- Acha. Dla miłości robi się wszystko, tylko, że od miłości można dostać porządnego kopniaka.
- Jesteś pesymistycznie nastawiano do życia, do facetów, do uczucia.
- Do życia nie, do facetów i pseudo miłości tak.
- Ale jak na razie nasza miłość kwitnie, jesteśmy ze sobą szczęśliwi, uzupełniamy się i pragniemy, aby tak było zawsze.
- Życzę wam tego.
Beata zabrała Alicję do swojego domu. Był to niewielki domek, w Polsce nazwano by go domkiem szeregowym. Fajnie urządzonym, oczywiście przez właścicieli. Beata tylko go wynajmowała.
- Stać was na wynajęcie domu?
- Tak, bez problemu.
Siedząc wieczorem przy kolacji Marcin, chłopak Beaty zapytał, czy ma faceta, narzeczonego, przyjaciela?
- Nie, aktualnie nie mam.
- To zostań tu z nami. Znasz język, pracę znajdziesz.
- Nie tak dawno zmieniłam pracę i muszę wracać. Zresztą nie wiem, czy mnie przyjmą. Chyba to wszystko co mnie tu spotkało narobiło mi trochę życiowego bałaganu. Ale cóż, będę mogła wrócić do Warszawy.
- Nie pracujesz w Warszawie?
- Teoretycznie tak, ale praktycznie to pracuję w Toruniu.
Beata zaczęła się histerycznie śmiać.
Alicja popatrzyła na nią trochę z przerażeniem.
Wytłumaczyła jej, że naprawdę jest lekarzem, to nie ściema. Nie musi się obawiać, że jest jakąś naciągaczką,
- Nie, to nie o to chodzi Alicja. Śmieję się, bo ja też jestem z Torunia.
- Acha, uspokoiła się Alicja.
- W jakim szpitalu pracujesz? Tylko nie mów, że w Copernikusie, bo mój ojciec jest tam ordynatorem.
- Niestety, pracuję w Copernicusie. To znaczy, że Leon jest twoim ojcem?
Marcin głośno zaczął myśleć, że świat jest mały, że nawet jakby ktoś chciał się gdzieś zaszyć i ukryć, to w pobliżu znajdzie się znajomy, rodak, czasami nawet krewny.
Beata rzadko rozmawiała ze swoim ojcem, bo na temat jej wyjazdu do Londynu mieli inne, diametralnie różne zdania. Dzisiaj miała wyjątkowy powód, aby z nim porozmawiać.
- Halo, Leon Jasiński.
- Dzień dobry, stęskniłaś się za Polską, chcesz wrócić? Odezwał się oschle.
- Nie, nie stęskniłam się za Polską, nie chcę wrócić, nawet nie stęskniłam się za tobą, jeśli jesteś taki miły. Dzwonię w innej sprawie. Otóż, poznałam doktor Alicję Szymańską z twojego szpitala.
- Tak, gdzie ją poznałaś?
- W szpitalu, w którym pracuję. Zasłabła na sympozjum, przywieźli ją, miała operację. Teraz jest u mnie w domu. Cieszysz się?
- Tak, cieszę się bardzo, że zaopiekowałaś się moim pracownikiem i ......
- Za kilka dni wraca do Polski, mógłbyś jej zorganizować jakiś transport z Warszawy. Nie jest na tyle silna, żeby jechać z lotniska pociągami.
- Ok. Jeszcze do ciebie zatelefonuję przed samym jej wyjazdem.
Leon zaprosił na kolację Elżbietę. Podzielił się z nią wiadomościami z Londynu. Poprosił, aby pojechała z nim na lotnisko do Warszawy. Potem jednak stwierdzili, że będzie to wyglądało idiotycznie, że dyrektor szpitala i ordynator przyjeżdżają na lotnisko po swojego pracownika.
Jasiński po porannej odprawie powiedział pracownikom, że wraca z Londynu Alicja. Podobno nie najlepiej się czuje i dobrze by było, żeby jej pomóc. Jeśli ktoś wyrazi na to zgodę, to dyrektor da mu dzień wolny, a jak potrzeba, to i paliwo do samochodu.
Nikt się nie zgłosił, wszyscy spuścili głowy.
Po obchodzie i zabiegu operacyjnym Maks poszedł do Leona i powiedział, że on pojedzie po doktor Szymańską.
- Nie chciałem oficjalnie na odprawie, bo jak sam wiesz, ten cholerny plotkarski szpital zawsz wszystko przeinaczy. Zamienię się dyżurem z Gułą, albo Wileckim. Zresztą akurat mi bardzo pasuje, bo i tak musiałbym jechać do Warszawy, gdyż mam tam do załatwienia inne sprawy.
Jasińskiemu spodobała się postawa Maksa.
- Wiesz, ja wezmę za ciebie ten dyżur i myślę, że nie będziesz mi musiał odpracowywać. Mam pewne zobowiązania do doktor Szymańskiej.
- Jak uważasz. Gdybym jednak nie wrócił jutro, bo wiesz, różne mogą zaistnieć okoliczności, to zmień mój grafik.
- Jakie okoliczności?
- Transport chorego czasami może przynieść nieoczekiwane skutki. Zresztą, może nie zdążę załatwić swoich spraw.
- Ok. Maks. Ok.
Żadnemu pracownikowi na oddziale przez myśl by nie przeszło, że Maks z Alicją mają jakieś tajemnice. A Leon na pewno też nie przypuszczał, że Maks podnajmuje młodej lekarce swoje mieszkanie.
Maksiu się nią odpowiednio zaopiekuje :)
OdpowiedzUsuńŚwietne <3 Podoba mi się ten pomysł na opowiadanie. Czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuń