poniedziałek, 6 stycznia 2014

Alicja Szymańska-Florczyk cz. 7

- Dlaczego przedstawiłaś mnie jako swojego narzeczonego?
- A tak sobie, żeby Kellerowi zagrać na nerwach. A tak naprawdę, nie chciałbyś nim być?
- Pewnie, że chciałbym, już od dwóch miesięcy noszę w kieszeni pierścionek, ale nie miałem odwagi ci go wręczyć.
- Zatrzymajmy się w przydrożnym zajeździe na kawie.
- Maks, zajeżdżamy na pierwszą kawę. Nadała sms.
- Dobrze. Odpisał.
Nim Mariusz wysiadł z Alicją z samochodu, wyjął z kieszeni czerwone pudełeczko, a z niego pierścionek.
- Przepraszam cię, że tak mało romantycznie chcę ci się oświadczyć.
- Dla mnie właśnie romantycznie. Przyjęła jego oświadczyny i założyła pierścionek na palec.
Za kilka minut dojechał Maks. Usiedli przy jednym stoliku, pijąc kawę. Maks spojrzał na rękę Alicji,
na której widniał pierścionek.
- No tak, chirurdzy zazwyczaj nie noszą na palcach biżuterii, ale rzeczywiście jest zaręczona. Pomyślał. Szkoda, to by była niezła partia. Ładna, zdolna, samowystarczalna, bezdzietna, rozwijająca się naukowo. Kobieta o jakiej tylko można pomarzyć.
- Zaręczona, to jeszcze nie mężatka, przebiegły mu w głowie szelmowskie myśli.
  Muszę jakoś zadziałać, przecież do tej pory nie oparła mi się żadna kobieta.
Pijąc kawę rozmawiali o życiu, pracy i o pogodzie. Ten ostatni temat był dominujący.
Po półgodzinnym postoju wyruszyli w dalszą drogę.
- Mariusz, przepraszam, ale chyba zaraz usnę, jestem wykończona.
- Pewnie, przecież po to przyjechałem, bez problemu, śpij, obudzę cię w Warszawie.
Co jakiś czas dopytywał, czy jej coś potrzeba, czy się zatrzymać, czy jej ciepło.
Do Warszawy dojechali późnym wieczorem. Odwiózł Alicję pod dom a sam zgodnie z umową pilotował Maksa  do hotelu, gdzie nocował.
- No, jesteśmy na miejscu.
-Dziękuję i jeszcze raz przekaż Alicji podziękowanie za wszystko, tj. za  operację, za konsultacje lekarskie i za kawę .
Podali sobie ręce. Mariusz wyczuł nieprzyjazne spojrzenie.
W domu Alicja czekała na Beatę, która miała zaraz wrócić z pracy. Była zdziwiona, gdy otwierając drzwi zobaczyła Mariusza i Beatę.
- Przywiozłem kluczyki. Chciał szybko wyjść, ale Alicja go zatrzymała.
- Wejdź, coś zjemy. Powiemy Beci, jakie zaszły zmiany.
Beata jak usłyszała o tym, że Mariusz oświadczył się Alicji aż podskoczyła ze szczerej  radości. A potem.
- To teraz będę się musiała wyprowadzić? Ze smutkiem w głosie powiedziała.
- Nie, absolutnie nie. Jak już zdecydujemy, że razem zamieszkamy, to zabiorę Alę do Anina.
Tam jest ogromna, prawie 400 metrowa willa.
- Spoko, spoko. A mnie zapytałeś, czy tam chcę mieszkać?
Mariusz nieco się speszył.
- Przepraszam, trochę sia zagalopowałem. Przepraszam, pocałował  Alicję w usta, a ona wcale się nie
 broniła.
Alicja nic nie mówiła Beacie o domniemaniach Jasińskiego. Sama nie była pewna, czy rzeczywiście może być jego córką.
Nalała wina do kielichów . Uczcijmy te nasze zaręczyny. Był to również pretekst, aby Mariusz został u niej na noc.
- Pewnie, że tak, zadowolony przytaknął. Wzniósł toast za najpiękniejszą i najmądrzejszą na świecie kobietę, za kobietę, którą od pierwszego spotkania pokochał, za swoją Alę.
Po dwóch tygodniach zadzwonił Jasiński, że są do odebrania wyniki badań.
- Dobrze, przyjadę.
Poprosiła Mariusza o zamianę dyżurów. Zgodził się, choć bardzo niechętnie. Dla Alicji mógłby zrobić wszystko, ale jak dowiedział się, że znowu ma jechać do Torunia posmutniał.
- Kochanie, muszę tam załatwić pewne, ważne sprawy, można je  nawet nazwać sprawy rodzinne.
Nie bardzo to przekonywało  Mariusza, ale oczywiście się zgodził. W piątek natomiast rano oświadczył Alicji, że również z nią  jedzie, bo tak namącił ordynatorowi w głowie, że na wszystko się zgodził.
- Jesteś  zazdrosny?
- Gdybyś  jechała do Szczecina, Wrocławia, czy Koziej Wólki, pewnie nie byłbym, ale do Torunia, oczywiście, jestem zazdrosny.
Alicja zaczęła się śmiać, ale jednocześnie jej to imponowało.
- Ja mam 35 lat i głowę  na karku.
- Wiem kochanie, ale w Toruniu, jak baśń niesie,  licho nie śpi.
- Jaka baśń, jakie licho? Dopytywała się Alicja.
- Baśń o Alicji, co zamiast do krainy czarów wpadła w sidła niesympatycznego Maksa Kellera.
- Mariusz, ty naprawdę jesteś o mnie zazdrosny. Nie pytała, tylko stwierdziła fakt.
- Tak, tak, tak. Jestem oprócz tego, że lekarzem, to również rycerzem, który musi uchronić swoją królewnę od nadwornego medyka Maksa.
Już zamówiłem hotel w Toruniu, nie musimy krępować ojca Beaty.



3 komentarze: