Beata w końcu dodzwoniła się do Alicji. Miała jej trochę za złe, że już jest trzy dni w Polsce i nadała tylko jednego sms.
- Beata, niezbyt dobrze się czułam, przez cały czas prawie spałam. Gdzieś leżała moja wyłączona komórka.
Niezbyt zadowolona przyjęła wykręty Alicji.
- A dzisiaj jak się czujesz?
- Lepiej, ale nie najlepiej. Umówiłam się na badania USG, tylko, że muszę jechać do Bydgoszczy.
- To w Toruniu nie ma przychodni, czy prywatnego lekarza, co mógłby ci zrobić USG. Zapytała przyjaciółka.
Odpowiedziała jej jednak, że tu, gdzie pracuje nie chce , aby wszyscy wiedzieli, co było powodem jej hospitalizacji w Londynie. Wiesz poronienie ciąży u samotnej kobiety, tym bardziej u lekarza, to niezły temat do plotek. Potem ten usunięty guz.
Beata przyznała jej rację. Wytłumaczyła jednak, że ciąża u samotnej kobiety w Polsce nie jest już jakimś niebywałym i wstydliwym zjawiskiem.
- Bierzesz leki, które dostałaś?
- Przeciwbólowe i przeciwzapalne?
- Nie tylko te, ale również hormonalne, które dostałaś przed odjazdem.
- Tak, systematycznie biorę i mi naprawdę pomagają.
- Ma kto ci pomóc, bo chyba sama nie pojedziesz do Bydgoszczy.
- Tak, mam tu serdeczną koleżankę. Poproszę ją , to ze mną pojedzie. Ale to dopiero będzie za kilka dni.
Alicja w Toruniu nie miała koleżanki, tym bardziej serdecznej.
Beata, prawie jak matka przypominała jej o dbaniu o zdrowie oraz poprosiła o przekazanie pozdrowień dla tatusia, tzn. mojego tatusia. Poprawiła się.
Cieszę się, że cię poznałam, może ojciec będzie teraz przychylniej patrzył na mój wyjazd do Anglii.
Alicja odłożyła telefon i się uśmiechnęła.
- Wszyscy w jakiś sposób siebie potrzebujemy, niezależnie gdzie w danej chwili jesteśmy.
Alicja wróciła do siebie. Jej mieszkanko, w stosunku do tamtego, było naprawdę małe. Ale ona, choć krótko tu mieszkała nadała mu swoistego klimatu. Lubiła tu siedzieć, czytać książki, nawet krzątać się w kuchni, chociaż to ostatnia rzecz, którą uwielbiała.
Maksowi smutno było w jego chacie, więc często odwiedzał Alicję. Tak naprawdę był jedynym gościem tu mile widzianym.
- Alicja, jadę jutro do Bydgoszczy. Jak chcesz, możesz się ze mną zabrać. Może pochodzisz po sklepach. Kobiety lubią łazikować po pasażach handlowych.
- Chyba mi czytasz w myślach. Właśnie się tam wybierałam. Z przyjemnością zabiorę się z tobą.
Ale oczywiście pod jednym warunkiem. Nie będziemy razem się włóczyć, tylko każdy oddzielnie, a później spotkamy w umówionym miejscu.
- Jak sobie życzysz królowo.
- Królowo? A co to za ksywa?
- No kochana, jak się leży w królewskiej klinice w Anglii, to chyba taka ksywa jest najbardziej adekwatna.
Nie komentowała tego, tylko się uśmiechała.
W Bydgoszczy rzeczywiście każdy załatwiał swoje sprawy. Alicja pojechała do szpitala klinicznego na badania. Okazało się, że wszystko wewnątrz goi się bardzo dobrze. Lekarz zaproponował jednak niewielką dawkę chemioterapii.
- Czy to konieczne?
- Spokojnie pani doktor, będzie to naprawdę niewielka dawka, nie straci pani włosów. Jednak wybór
należy do pani.
Zgodziła się, ma jeszcze dwa tygodnie zwolnienia, więc jeszcze tu wróci. A kolejne dawki jakoś sobie ustawi z lekarzem, aby jej nie kolidowały z pracą.
Maks dwa razy do niej dzwonił, dopytując, czy nie potrzebuje pomocy. Nudził się, bo tak naprawdę nic nie miał w Bydgoszczy do załatwienia. Kiedyś zobaczył na parapecie w jej kuchni kartkę - 15 godz. 11, Bydgoszcz. Domyślił się, że będzie jechała do Bydgoszczy, więc zaaranżował ten wyjazd, że niby coś będzie w tym mieście załatwiał. Nie chciał być dociekliwy i nie pytał po co jedzie. Nie śledził też jej w Bydgoszczy. Pochodził po sklepach a potem poszedł do uniwersyteckiej biblioteki powertować książkach medycznych.
Dopiero około 16:00 spotkali się w umówionym miejscu.
- Jesteś smutna.
- Nie, zmęczona. W domu się wyśpię, odpocznę.
- Nic nie kupiłaś? Jak znam kobiety, wszystkie inne uginałyby się pod torbami ciuchów, butów i innych drobiazgów.
- Coś tam kupiłam, ale bardzo osobistego, więc nie mogę się tym chwalić.
Wracając do Torunia zajechali do restauracji na obiad. Nie miała jednak apetytu, ale jakoś wmusiła w siebie trochę ryby i surówkę.
- Jesz jak kurczak. Po szpitalu powinnaś się dobrze odżywiać. Chyba będziesz musiała przejść na mój garnuszek. I proponuję ci zrobić morfologię, bo jesteś blada.
- Tak panie doktorze. Jak wrócę do pracy, zrobię wszystkie badania.
Pod Toruniem Maks zaproponował jej swoją chatę.
- Przecież widzę, że cię coś gnębi. Nie możesz być sama ze swoimi troskami. Powinnaś się wygadać,
wyrzucić z siebie wszystkie troski.
- Łatwo powiedzieć. Popłynęły jej po policzkach łzy.
Maks widząc spływające aż do brody łzy, od razu podjechał pod swój dom.
Przekonał ją, że w takim stanie, jakim się znajduje nie zostawi jej samej.
- Nie mam piżamy, ubrania na zmianę.
- Ja ci dam swoją, nie ma problemu.
Była tak zdołowana wiadomością o swoim stanie zdrowia, że poddała się i wyraziła zgodę.
Od razu zakrzątnął się w kuchni i w kilka minut parujące danie stało na stole.
- Jesteś super materiał na męża.
- To wiem. Dumnie przytaknął.
- To dlaczego nie masz żony?
- Miałem mieć, ale mnie zostawiła i wyjechała do Anglii z nowym facetem.
- I co tam robi w Londynie?
- Nie wiem. Podobno bez problemu znalazła pracę.
- Musiałeś jej zaleźć za skórę, skoro cię zostawia i wyjechała.
- Nie. Powiedziała, że nie lubi takich ułożonych facetów, co dają dziewczynie wszystko na dłoni.
Są nudni i zawsze przewidywalni. Kobiety lubią takich po trosze łobuzów.
- Tak naprawdę ci powiedziała? Chyba ściemniasz.
- Tak mi naprawdę powiedziała. Zawsze myślałem, że miłość jest silniejsza niż wybujałe fantazje, ale się pomyliłem.
- A ja myślę, że miłość jest silniejsza od wszystkiego, nawet od śmierci. Ale w tym przypadku to chyba nie była miłość. To znaczy, że chyba ona cię nie kochała.
- Jesteś drugą osobą, która mi to mówi.
- Ja właśnie takich lubię, co podają wszystko kobiecie na dłoni, ale nigdy nie trafiłam na taki egzemplarz.
Mamy do czynienia z troszeczkę innym Maksem, ale to fajnie. Może w końcu Ala mu się wygada :)
OdpowiedzUsuńŚwietne ♥ Rozkręca się powolutku :D
OdpowiedzUsuń