Alicja zostawiła Mariusza z Beatą, a sama z Leonem poszli po wyniki badań.
Usiedli przed laboratorium na ławce. Zarówno jeden jak i druga nie mieli odwagi otworzyć koperty, ale jednocześnie byli spragnieni zobaczyć prawdę.
- Daj, ja wyjmę. Trzęsącymi rękami rozerwała kopertę i wyciągnęła wyniki. Były w dwóch egzemplarzach. Wyjęła i jedną kartkę podała Leonowi.
- Wiedziałem, że jesteś moją córką. Jesteś łudząco podobna do swojej matki ale i na przedramieniu masz maleńkie znamię, takie same, jak ja. Podwinął rękaw i jej pokazał.
Alicja nie mogła wypowiedzieć ani jednego słowa. Jak już ochłonęła głośno powiedziała.
- Cholera, czemu matka ukrywała całe życie fakt, kim jest mój ojciec. Gdyby był to jakiś menel i wstydziłaby się, ale....
Zaczęły płynąć jej po policzku łzy. Przytuliła się do Leona. i wyszeptała.
- Tato, tak bardzo chciałam cię poznać.
Siedzieli tak kilka minut.
- Aluś, jedziemy do domu.
Beata przywitała ich z wyrzutami, że obiecywali kilka minut, a tu upłynęło już ponad godzinę.
Stół był przygotowany do obiadu.
- Beato, musimy ci coś zakomunikować.
Alicja popatrzyła na Leona i razem powiedzieli.
- Alicja jest moją córką, Leon jest moim tatą.
Nie rozumiem, możecie każdy z osobna.
- Tak, to jest prawda, co słyszysz.
Alicja podeszła do Beaty i zaczęła ją całować.
- Jesteśmy siostrami.
Mariusz nalał do kieliszków wina, bo nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Nie spodziewał się, że będzie uczestniczył w tak bardzo rodzinnym spotkaniu.
- Jesteśmy siostrami. Powtórzyła Beata. Takimi prawdziwymi. Przecież przez cały czas tak nam było ze sobą dobrze, rodzinnie, to właśnie przez to.
Obiad przeciągał się do późnych godzin wieczornych. Toasty, wspomnienia, zdjęcia, albumy.
W tej sielankowej, rodzinnej atmosferze Mariusz czuł się świetnie, jakby z tą rodziną był od zawsze.
O tym, aby poszli spać do hotelu, nie było mowy.
Następnego dnia, po śniadaniu poszli na spacer na Bulwar Filadelfijski. Później Mariusz zaprosił wszystkich na obiad do restauracji. Chciał w taki sposób zrewanżować się za gościnę w domu Jasińskiego.
W restauracji, kilka stolików dalej siedział Maks Keller z Piotrem Wanatem i Łukaszem Wileckim.
- O, trójca świetnych, samotnych, porzuconych przez żony i narzeczone lekarzy. Szkoda facetów, mądrzy, zdolni, pracowici, ale bez kobiet marnują się.
Mariusz! Zwrócił się do niego Leon.
- Pamiętaj, że praca jest ważna, ale najważniejsza jest żona. Z nimi jest trudno, ale bez nich, beznadziejnie. Kochaj Alicję, bo jest naprawdę tego warta. I spieszcie się, bo na dzieci ostatni dzwonek.
- E tato, przestań.
Alicja posmutniała. Również Mariuszowi zaszkliły się oczy.
- To co Ala? Kiedy się pobieramy?
Mariusz znów zaskoczył Alicję.
- Ja nawet mogę dzisiaj, odpowiedziała Alicja.
Przechodząc obok ich stolika, idąc w stronę WC Maks, widać, że po kilku głębszych zatrzymał się i powiedział.
- Alicja, nie rób tego. Ja też cię kocham. Daj mi szansę, nie pożałujesz.
Mariusz o mało co nie poderwał się i nie przyłożył Maksowi z liścia.
- Mario, pieszczotliwie powiedziała do niego Alicja. Przecież widzisz, że on jest pijany.
Atmosfera nieco się popsuła, ale dania obiadowe smakowały znakomicie.
Wanat z Wileckim wyprowadzili Maksa z restauracji.
- Wiedziałem, że powinienem tu być z tobą. Teraz wiesz, dlaczego jestem o Toruń zazdrosny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz