Kilka lat po śmierci Krzysztofa, Alicja wyszła za mąż, za Mariusza Malickiego.
Świadkami na ślubie byli Beata Jasińska i Bartłomiej Roszkowski, przyjaciel Mariusza, z którym razem wyjechał do Hiszpanii.
Bartek, przesympatyczny ortopeda przez cały czas przyjęcia weselnego adorował Beatę.
Siostra Alicji po ukończeniu stażu początkowo wahała się, czy pozostać w Warszawie, czy wyjechać do ojca do Torunia. Szpital Copernicus w Toruniu był już bardzo sławny w Polsce. Niejeden lekarz chciałby w nim pracować.
Leon namawiał Beatę na powrót do Torunia. Elżbieta zaproponowała jej bardzo dobre warunki płacowe.
Beata po kilku miesiącach zdecydowała się rozpocząć pracę jako anestezjolog w Toruniu. Rozpoczęła nowy rozdział swojego życia, nie jako stażystka a jako lekarz ze specjalnością.
Mariusz z Alicją zamieszkali w apartamencie Alicji, chociaż teściowie bardzo mocno z tego powodu ubolewali.
Po roku od ślubu, na świecie pojawił się syn. W rodzinie Mariusza dziecko otrzymywało imię takie, jakie widniało w kalendarzu w dniu narodzin. On urodził się 19 stycznia, dlatego ma na imię Mariusz. Mały Malicki urodził się w dniu imienin Maksa, więc od wielowiekowej tradycji Mariusz odstąpił. Zgodnie zdecydowali, że dziecko będzie nosiło imię Michał.
Michał Malicki, syn Mariusza i Alicji. Jak to pięknie brzmi, mówiąc to Mariusz ucałował swoją żonę.
Gdy Maks dowiedział się od Elżbiety, że Alicja wyszła za mąż poszedł upić się do nieprzytomności. Z lokalu wyprowadził go przyjaciel Piotr Wanat, który otrzymał telefon od barmana. Byli stałymi bywalcami tego lokalu, więc w razie potrzeby barman telefonował po posiłki. Maks Keller znany był z tego, że potrafił po pijanemu wsiąść za kierownicę, więc znajomy barman albo mu zabierał kluczyki, albo dzwonił, by go odebrano.
Jak dowiedział się, że Leon został dziadkiem, wziął urlop i wyjechał do Szwajcarii. Niektórzy myśleli, że nigdy nie wróci do Torunia. Tam podobno przez cztery tygodnie nie trzeźwiał. Rozpaczał chyba bardziej, niż po odejściu żony. Piotr Wanat, najlepszy jego przyjaciel próbował się z nim skontaktować, ale kiedy tylko do niego dzwonił, Maks był w stanie upojenia alkoholowego i nie nadawał się do rozmowy.
Do kliniki chirurgii naczyniowej, gdzie pracowała Alicja, Maks Keller kilkakrotnie składał swoje CV. Bardzo chciał się tam dostać do pracy. Zawsze otrzymywał odpowiedź negatywną.
Zupełnie w przypadkowej rozmowie ze swoim ojcem, dowiedział się, że dyrektorem warszawskiej kliniki chirurgicznej jest mąż koleżanki ze studiów Gustawa Kellera. Po usilnych namowach, ojciec oświadczył synowi, że porozmawia z koleżanką, która niejednokrotnie bawiła w Szwajcarii i być może uda się załatwić synowi pracę w klinice.
Nie trwało to długo, Maks Keller otrzymał pracę w Warszawie.
Profesor Alicja Malicka była pracownikiem naukowym Akademii Medycznej w Warszawie. Była najmłodszym profesorem na uczelni, choć z ogromnym dorobkiem naukowym i ogromną wiedzą.
Mariusz Malicki przywitał się z Maksem Kellerem, nowym pracownikiem. Wymienili nawet kilka sympatycznych zdań o pogodzie, polityce i najnowszych lekarstwach dofinansowywanych przez NFZ.
Maks, który już skończył dawno 40 lat po wielu przejściach życiowych nie szukał wrażeń. Wyjechał z Torunia, bo uważał, że jest to zbyt małe miasto i wszyscy go znają, jego przeszłość i to, że zostawiła go żona.
Gdy pierwszy raz zobaczył na oddziale Alicję Malicką zrobiło mu się ciepło pod sercem.
- Boże, jaka ona piękna. Pomyślał. Dlaczego mnie odrzuciła?
Malicki początkowo na widok Maksa był zaniepokojony, ale po wielu miesiącach doszedł do wniosku, że jego żona nigdy nic nie czuła do tamtego mężczyzny.
Wiele samotnych i nie tylko samotnych kobiet interesowało się Maksem, on jedynie nauką i pracą. Nie zdarzyło się nigdy, żeby Maks był pod wpływem alkoholu. Nawet na oficjalnych spotkaniach w gronie pracowników nie wypił więcej niż 1-2 lampki wina.
Największą przyjemność miał, gdy operował z Alicją, lub gdy konsultował swoje materiały naukowe, które przygotowywał do publikacji. Czasami chodził za nią jak cień, ale nigdy jednak nie wracał do czasu przeszłego i nigdy nie zachowywał się w stosunku do niej niewłaściwie czy dwuznacznie. Wszystkie jego rozmowy były związane tylko z pracą zawodową. Alicja poprzez swoją ogromna wiedzę była dla wielu lekarzy GURU, dla Maksa w szczególności.
Dla niektórych Maks stał się dziwnym człowiekiem. Elżbieta, która często odwiedzała Malickich w Warszawie nie mogła uwierzyć, że z tego przystojnego podrywacza, któremu nie oparła się żadna kobieta, stał się statecznym naukowcem, zdobywającym tytuły naukowe. Wszyscy uważali Maksa Kellera za samotnika, zakochanego w książkach, pracy z młodzieżą, swojego podobno pięknego apartamentu w drogiej dzielnicy Warszawy.
Beata po roku znajomości z Bartkiem, wyszła za niego za mąż. Leon cieszył się, że córka znalazła sobie prawego mężczyznę, z drugiej zaś strony smucił, bo wyjechała na stałe do Hiszpanii.
Świetne :D Czy to jest koniec ?
OdpowiedzUsuńjeszcze będzie kolejna część
OdpowiedzUsuń