poniedziałek, 20 stycznia 2014

Miłość silniejsza niż...cz. 3

W trzecim miesiącu pracy w Copernicusie, Alicja Szymańska wyjechała na sympozjum naukowe do Londynu. Kilkudniowe wykłady i zajęcia warsztatowe zmęczyły ją do tego stopnia, że straciła przytomność. Udzielono jej pierwszej pomocy i wezwano karetkę pogotowia.  Została przewieziona do londyńskiego szpitala. Stan pacjentki z dnia na dzień się pogarszał. Okazała się, że to nie było zwykłe zasłabnięcie.
Początkowo Alicja świetnie komunikowała się po angielsku, lecz po dwóch dniach mówiła tylko w języku polskim. Jedna salowa,  jedna młoda anestezjolog  były Polkami, więc w razie potrzeby wykorzystywano je jako tłumaczki.
 Ponieważ stan pacjentki pogarszał  się, wykonano wiele badań, między innymi badania laboratoryjne krwi, tj. ALT, AST, bilirubiny całkowitej, GGTP. Zbadano funkcjonowanie nerek poprzez oznaczenie kreatyniny,  kwasu moczowego oraz moczu ogólnego.  Wykonano również tomografię emisji pozytywnego fotonu (PET) i tomografię komputerową. Stwierdzono guz jajnika i zaproponowano jej dokonanie zabiegu operacyjnego.  Alicja wyraziła zgodę na operację. Była ubezpieczona  w NFZ oraz dodatkowo w Warcie, więc będąc obywatelką państwa należącego do Unii Europejskiej mogła sobie na to pozwolić.  Anestezjolog i młoda salowa, która przyjechała do Londynu z Polski, zadeklarowały, że w razie potrzeby oddadzą krew.
 Po operacji została przewieziona na oddział podobny do polskich OIOM-ów.
Beatryce, jak nazywali panią anestezjolog w szczególny sposób opiekowała się pacjentką z Polski.
Jak Alicja odzyskała przytomność i można było się z nią komunikować Beatryce nawet w swoich godzin pracy siedziała przy chorej.
Alicja miała sporo czasu na rozmyślania. Wiedziała od miesiąca, że jest w ciąży, ale nie miała pojęcia o guzie. Guz i obumarła od kilku dni ciąża bardzo niekorzystnie wpłynęły na stan psychiczny Alicji.
W swoich rozmyślaniach zadawała sobie różne pytania, wyciągała wnioski, które coraz bardziej negatywnie wpływały na jej samopoczucie..
- Czy Bóg istnieje, a jeśli tak to dlaczego zabrał jej dziecko. Przecież dałaby radę wychować je  sama, tak jak ją wychowywała matka. A jeśli nie, to może dlatego, żeby oszczędzić jej przykrości w walce z Krzysztofem. A może dlatego, że on się o to modlił, żeby nie zaznała w swoim życiu szczęścia zostawiając go. A może dlatego, że ma w stosunku do niej inne plany.
Nad tym ostatnim najbardziej się zastanawiała. Matka zmarła na raka, to może i ją Bóg zabierze do siebie. A może jej mama, tam gdzieś  w tym innym świecie jest sama, samotna i bardzo jej tam pragnie.
W szpitalu Copernicus, zaniepokojono się, że Alicja w umówionym terminie nie wróciła do Torunia. Najbardziej tym faktem zdenerwowany był Maks.
Nikomu jednak nie przeszło przez myśl, że mogłaby w Londynie zostać, rzucając pracę w Copernicusie. Była zbyt poważną osobą i niezwykle odpowiedzialną.
Elżbieta zadzwoniła do organizatora wyjazdów lekarzy z Polski na sympozjum do Londynu. Dowiedziała się, że Alicja Szymańska została przewieziona do szpitala w Londynie.
Po rozmowie z Leonem, Elżbieta sama pojechała do Warszawy, do  szpitala, gdzie wcześniej pracowała Alicja. Nikt z nią nie chciał rozmawiać, zasłaniając się ochroną danych osobowych. Elżbieta wróciła do Torunia z pustymi rękami.
Po kilku dniach na swoim biurku znalazła list, z którego  dowiedziała się, że ostatnim przyjacielem dr Alicji Szymańskiej był profesor Krzysztof Florczyk, który pracuje w klinice chirurgicznej.
Elżbieta zawezwała do siebie Leosia, pokazała mu list. Po długich debatach doszli do wniosku, że jest to Krzysiek, ich kolega z roku.
Razem z Leosiem kolejny raz pojechali do Warszawy.
Krzysztof był zdziwiony tym spotkaniem. Zaprosił ich na obiad do najbliższej restauracji.
- No mówcie, co was sprowadza do mnie.
- Znasz Alicję Szymańską?
- Znam  dobrze, oczywiście, że znam i to bardzo dobrze.  Ale od około trzech  miesięcy nie mam z nią kontaktu.
- Tak, jest w szpitalu w Londynie. Usiłujemy poszukać jej rodziny.
- O cholera, moja Ala w szpitalu? W Londynie? Krzysztof wyraźnie się zaniepokoił.
Leon spojrzał na Elżbietę.
- To jest twoja córka?
- Nie, nie córka, przyjaciółka, z którą mieszkałem wiele lat.
  Odeszła ode mnie i bez śladu zniknęła.
- Jak to odeszła, tak po prostu?
- Nie, nie po prostu,  nagrabiłem sobie  i już chyba więcej nie wytrzymała i odeszła, ale nie wiem gdzie się zadekowała. Obszukałem  we wszystkich warszawskich szpitalach.
- Zadekowała się w naszym szpitalu, w Toruniu. Jest świetnym lekarzem, bardzo ją cenimy, wyjechała na sympozjum naukowe, na które kilka miesięcy temu dostała miejsce z Ministerstwa.
Chcielibyśmy jej w jakiś sposób pomóc, bo jest świetnym lekarzem i chcielibyśmy aby do nas wróciła.
Krzysztof popatrzył na Leona.
- Noooo! Jest świetnym lekarzem, nic dziwnego. Trochę ja sam ją stworzyłem,  dużo otrzymała w genach po swoim ojcu, dziadkach.
- Jej rodzice są lekarzami?
- Matka nie. Zmarła trzy lata temu. Ojciec natomiast, mogę powiedzieć,  jest świetnym prowincjonalnym lekarzem chirurgiem. Nie wiedziałem, gdzie go szukać, a on się sam znalazł.
Elżbieta i Leon kolejny raz popatrzyli na siebie.
- No co tak patrzycie.  Jej matką była Marta Szymańska. W dniu śmierci powiedziała mi, że ojcem Alicji jest Leoś, jej ukochany Leoś Jasiński.
    Leon oniemiał z wrażenia. Kochał ponad wszystko Martę Szymańską, ale ta uciekła i zniknęła z jego życia.
- Córka postąpiła podobnie jak matka. Kochałem ją ponad życie, a ona uciekła ode mnie przez to, że zobaczyła niewinny pocałunek z inną lekarką. Uciekła i nie dawała znaku życia.
Leon siedział oniemiały. Kręciło mu się w głowie. Wypił kolejno trzy kieliszki wódki, ale to mu w ogóle nie pomogło, a spotęgowało zawrót głowy.
Sam już nie wiedział, ile razy pytał Krzysztofa, czy to co mówi jest prawdą.
Elżbieta, kobieta o silnej osobowości też nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć i co ma mówić.
Jedynie co jej przyszło do głowy, to tylko to, aby zawiadomić syna i mamę, że  dzisiaj nie wróci do domu, bo musi pozostać w Warszawie.
Krzysztof zaprosił ich do swojego domu, ale oni stwierdzili, że u niego się nie wyśpią  i jutro też nie będą w stanie wyjechać z Warszawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz