Takie tam sobie opowiadania o tym co było i czego nie było w serialu "Lekarze"
sobota, 25 stycznia 2014
Miłość silniejsza niż... cz. 5
Beata skontaktowała się kolejny raz z ojcem, przekazując szczegółowe informacje odnośnie przelotu z Londynu do Warszawy. Chociaż ojciec jej powiedział, że załatwił transport z Warszawy do Torunia, to prosił, aby nie informowała o tym Alicji, bo to ma być niespodzianka.
Szymańska bardzo cieszyła się, że poznała Beatę. Prawie miesięczny pobyt w szpitalu a później w domu Beaty zacieśnił ich przyjaźń. Żegnając się na lotnisku obie płakały.
- Chciałabym mieć taką siostrę, powiedziała Beata. Całe życie tylko sama, sama, z tatusiem, z toksycznym tatusiem, który śledził każdy mój krok.
- Ja też chciałabym mieć taką siostrę jak ty. Ja nie miałam tatusia, nawet toksycznego. Miałam mamę zawsze zapracowaną. Można powiedzieć byłam zawsze, zawsze sama, z kluczem na szyi.
Ponad dwugodzinny lot przeleciał bardzo szybko. Już nad kanałem La Manche zasnęła, budząc się w chwili komunikatu, że lądują na lotnisku w Warszawie.
Po dokonaniu wszelkich formalności skierowała się do wyjścia z budynku lotniska.
- Alicja. Usłyszała zawołanie, ale nawet się nie odwróciła, gdyż była przekonana, że to nie do niej.
- Alicja.
Poczuła na plecach otaczające ją ramię. Odwróciła się.
- Maks? Co ty tu robisz?
- Popatrz, co za spotkanie. Mama wylatywała do Szwajcarii, więc musiałem dowieźć ją na lotnisko.
Kłamał jak z nut. Wiedział bowiem dobrze, że Alicja tej rozmowy nikomu nie powtórzy. Ona nie jest taka drobiazgowa i z nikim na swój temat nie rozmawia.
- Fajnie się składa, zabiorę cię do Torunia. Jeśli oczywiście pozwolisz.
Alicja pierwszy raz była zadowolona ze spotkania z Maksem.
- A pozwolisz mi jechać w pozycji półleżącej. Chyba jeszcze nie najlepiej się czuję by siedzieć przez kolejne godziny.
Maks w swojej pięknej, czarnej toyocie przygotował przednie siedzenie tak, aby Alicji było jak najbardziej wygodnie. Nawet wziął ze sobą jaśka i koc.
- Będę jechał powoli i tyle razy się zatrzymywał, ile będziesz chciała.
- Dziękuję. Przepraszam, muszę wykonać 2 telefony.
Na pierwszy numer się nie dodzwoniła, więc nadała sms. Drugi telefon był do hotelu, w którym przez Internet zamówiła nocleg.
- Alicja, trzeba było mówić wcześniej, zostalibyśmy w hotelu na noc.
Zmierzyła go lodowatym spojrzeniem, ale się uśmiechnęła.
Podróż przebiegała spokojnie, kilka razy się zatrzymywali na kawę, rozprostowywanie nóg, na obiad.
Zbliżając się to Torunia Maks zapytał Alicję gdzie jechać, do siebie do niej, to znaczy do siebie, czy tylko do siebie.
- Tak zakręciłeś pytanie, że trudno na niego odpowiedzieć. Do mnie, to znaczy do ciebie, do ciebie to znaczy też do ciebie, do siebie to znaczy do ciebie.
Pojedź do mnie, to znaczy do siebie. Nie najlepiej się czuję, nie wiem jak sama przetrzymam do rana.
- To może zostanę u ciebie na noc, no wiesz, jako lekarz. Gdy zajdzie potrzeba udzielę ci pomocy co. Jest przecież dwa pokoje i więcej niż jedno miejsce do spania.
Maks wszystkiego mógłby się spodziewać, ale nigdy nie odpowiedzi, że byłaby mu bardzo wdzięczna, gdyby u niej został..
- Wiesz Alicja, to może jedźmy do mnie, zrobię coś do jedzenia, mam wszystko w domu co potrzeba.
Alicji było wszystko jedno. Nie chciała być dzisiaj sama.
Pomógł jej wejść po schodach. Rozkład mieszkania był bajeczny. Sypialnia z łożem małżeńskim, gabinet, salon, dwa dodatkowe pokoje, przestronna kuchnia z wyspą na środku, ubikacja, dwie łazienki.
Pierwsze kroki skierowała do łazienki, aby umyć ręce.
Później w pozycji embrionalnej położyła się na przestronnej kanapie w salonie. Zanim Maks wszedł do salonu z gorącą herbatą Alicja spała. Przykrył ją kocem. Dotknął jej policzka, był gorący.
- Cholera, ma temperaturę.
Nie wiedział czy ma ją budzić, czy pozwolić spać.
Przytknął termometr do czoła. Temperatura była wysoka, ponad 39 stopni.
- Ala, dotknął jej ramienia.
Otworzyła oczy i początkowo nie wiedziała gdzie jest.
- Maks? Gdzie jestem, co ty tu robisz?
Po chwili jednak przypomniało jej się gdzie i z kim jest.
- Masz wysoką gorączkę.
- W mojej torebce są lekarstwa.
Przyniósł jej torebkę. Wyjęła i połknęła 2 tabletki popijając sporą ilością wody.
- Boli cię coś?
- Jeśli chcesz mi powiedzieć coś o chorobie, to mów, jeśli nie, nie nalegam. Ale lepiej, żebyś się przebrała i poszła spać do sypialni.
- Zabrała z torby piżamę i poszła do łazienki. Ochlapała się i rzeczywiście poszła spać do sypialni.
Maks czuwał przy niej całą noc, a nad ranem przyłożył się na skraju łóżka i zasnął. Obudził go telefon ze szpitala. Dzwonił Jasiński.
- Maks, wszystko dobrze?
- Tak panie ordynatorze, ale ja dzisiaj mam nockę.
- Wiem, wiem. Tylko chciałem się zapytać.
Maks przerwał pytanie Jasińskiego i powiedział, że postara się przyjechać jak tylko będzie mógł najszybciej do szpitala i wszystkie sprawy omówią na miejscu.
Zakończył rozmowę.
Alicja otworzyła oczy. Nie miała już wysokiej temperatury, jedynie stan podgrorączkowy.
- Jak cudownie mi się spało w tym łożu iście królewskim.
To zostań tu na zawsze, będzie ci się super spało przez wszystkie noce.
- Z tobą? Z facetem przecież nie śpi się, tylko robi inne rzeczy.
Podniósł dwa palce do góry i powiedział, że jej przyrzeka, że naprawdę da jej spać kiedy tylko będzie chciała.
- Muszę dostarczyć zwolnienie lekarskie do pracy, po drodze muszę go przetłumaczyć u tłumacza przysięgłego.
- Jeśli źle się czujesz, zostań w domu, ja to załatwię.
Zjedli śniadanie i Alicja znowu poszła do łóżka. Maks pojechał do szpitala, po drodze zahaczył o biuro tłumaczeń. Zawiózł zwolnienie i oddał go Jasińskiemu.
- Teraz gdzie jest Alicja Szymańska? U ciebie?
- No, chciałbym, żeby była u mnie, ale nie z nią takie numery. Odwiozłem ją na Starówkę, bo tam mieszka.
Jasiński popatrzył na Maksa, jakby chciał mu powiedzieć, że Alicja jest mu bardzo bliska i nie chciałby, aby miała przez Maksa jakieś problemy czy przykrości.
Maks wrócił do domu, Alicja choć nie spała, to jednak leżała w łóżku.
- Źle się czujesz?
- Nie. Znacznie lepiej niż wczoraj, ale leżę, bo nie chcę chodzić po cudzym mieszkaniu.
Wieczorem jednak wrócę do mojego, to znaczy do twojego/swojego mieszkania.
- Jak chcesz, ale możesz tu zostać. Nie będzie mnie w nocy. Jest jedzenie, ciepło, wygodnie.
Jak wrócę rano pogadamy trochę.
- Jeśli mogę to pewnie że zostanę. To łóżko jest niesamowite. Ale jutro to już wrócę do siebie.
Maks obiecał jej, że jutro odtransportuje ją do domu. Zjedzą razem śniadanie, potem obiad i kolację i odwiezie ją do domu.
- Tylko tam nie ma takiego łóżka. Wesoło dodał.
- Fakt, ale to jakoś przeżyję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz