sobota, 18 stycznia 2014

Miłość silniejsza, niż...cz. 2

Następnego dnia około godziny osiemnastej Alicja przyszła pod umówiony adres.
Mieszkanie było wysprzątane, wręcz wypucowane. Na stole stały czerwone róże. Wydawało się, że przed chwilą wyszli gdzieś jego domownicy.
Alicji bardzo się tu podobało.
Zaproponował jej kawę, ale nie za bardzo chciała przedłużać  spotkanie.
- Wiesz, chciałbym, abyś tu ze mną  jeszcze posiedziała. Ty będziesz piła kawę,  ja natomiast zmienię zamki w drzwiach.
- A musisz je zmieniać?
- Tak muszę. Kiedyś jak byłem młodszy i głupszy wiele osób się tu przewijało. Często dawałem im klucze, więc nie wiem, czy ktoś nie ma jakiegoś zapasu. Tu również pomyślał o swojej dziewczynie.
Alicja zrobiła dziwną minę, ale nic nie powiedziała. Przecież to jest jego mieszkanie i może zrobić z nim co zechce.
    Maks  szybko  uporał się ze zmianą wkładek do  zamków. Dwa oryginalnie zapakowane zamki otworzył w jej obecności, a po wymianie oddał jej komplety kluczy.
Gdy już operacja "zamki" została zakończona, podpisali stosowną umowę o użyczeniu jego własnościowego mieszkania pani Alicji Szymańskiej.
- Jesteś precyzyjny, choćby z tą umową.
- Ludzie potrafią wypisywać różne głupoty i donosić do Urzędu Skarbowego. Nie chcę na tym mieszkaniu zarabiać, nie chce płacić dodatkowych podatków.
Jeśli chcesz, mogę ci pomóc przewieźć twoje rzeczy z hotelu. A jak będziesz chciała, to możesz się tu zameldować.
- Nie, dziękuję. Dam sobie radę. Jeszcze wszystkiego nie przywiozłam z Warszawy, więc  na dzień dzisiejszy mam tego  niewiele. Na razie jestem zameldowana w Warszawie i  niech tak zostanie.
Maks nie narzucał się Alicji. Wyszli z mieszkania i każdy  swoim autem odjechał w inną stronę.
Następnego dnia razem operowali, ale ani Maks, ani Alicja nie rozmawiali na temat wynajęcia mieszkania. Nikt więc w szpitalu, uchodzącym za plotkarski nie miał pojęcia o tym, że Alicja będzie mieszkać w mieszkaniu Maksa.
- Pani doktor, zagadnął Maks. Jutro mamy mieć razem dyżur nocny.
- I co z tego?
- Nie nic, tylko tak chciałem zagadnąć. Bo jak pani nie chce mieć ze mną  dyżuru, to ja się zamienię.
- Maks, ja tu przyjechałam do pracy, a nie na moje widzi mi się.
  Jestem wyznaczona na dyżur, więc będę pracowała na dyżurze. Świadczę usługi, za które mi płacą i nie wybrzydzam. A operując z panem wiele się uczę, więc i ten dyżur pewnie będzie miał dwie korzyści.
- Jakie korzyści, nie rozumiem?
- No, ulżymy w cierpieniu potrzebującym i  od pana  się czegoś nowego nauczę.
- To chyba ja się od ciebie uczę. Odpowiedział Maks.
- To znaczy, że z naszego wspólnego  dyżuru wypłyną trzy korzyści. Wspólne operacje i przekazywanie wiedzy, ty mnie, ja tobie. Odwróciła się i odeszła do swoich obowiązków.
Maks poszedł na SOR, gdzie przywieźli chłopaka z rozciętym łukiem brwiowym. Zaszył krwawiącą ranę i poszedł do piwnicy, w tajemne miejsce, pomedytować.
- Maks, dowiedziałem się, że doktor Alicja Szymańska wyprowadziła  się  z hotelu lekarskiego.
- A gdzie się wyprowadziła?
- Tego nikt nie wie, nawet najstarsi górale.
- Myślałem, że ty coś wiesz?
- Otóż nie, nic nie wiem, nie zwierzała mi się. Skłamał Maks.
- No, ona się nikomu nie zwierza. Może jednak ma tu w Toruniu jakiegoś faceta i z nim zamieszkała.
- Może ma, tego nie wiem.
- I nie chcesz wiedzieć. Przyjacielu, nie poznaję cię, ty tak    bardzo byłeś zainteresowany młodą lekarką i nie chcesz teraz nic wiedzieć?
- Jest takie wulgarne powiedzenie. Nie dla psa kiełbasa,  odpowiedział Maks. Nie jestem w jej typie, więc się nie narzucam.
- No, takiego cię  nie znałem. Zawsze byłeś  dociekliwy i zawsze osiągałeś to co chciałeś. To znaczy zdobywałeś kobiety, które chciałeś.
- Chyba były bardzo łatwe.  Bo to co łatwe szybko przychodzi, można się pobawić i zostawić, lub być porzuconym.
- Mam wrażenie, że jesteś zdołowany. Czym? Brakiem wiedzy o adresie Alicji Szymańskiej?
Jivan sam sobie zadawał pytania i sam na nie odpowiadał.
- Maksie Keller, czasami przejmujesz taką postawę jak doktor Szymańska. Stajesz się tajemniczy, niedostępny, nie poznaję cię.

- Życie człowieka uczy. Im mniej o tobie wiedzą tym są zdrowsi i ty jesteś zdrowszy.
Zacytował słowa Alicji.
- Och, widzę, że jesteś oczytany, skąd u ciebie takie przemyślenia przyjacielu drogi.
Maks klepnął Jivana w ramię i poszedł do cafeterii.



1 komentarz: