Alicja wróciła do pracy. Mile została przywitana przez personel medyczny oraz innych pracowników.
Po obchodzie i porannej odprawie ordynator poprosił ją do siebie na rozmowę. Początkowo myślała, że będzie mówił na temat jej zwolnienia lekarskiego, czy wypytywał o zdrowie i siłę do pracy.
- Pani Alicjo, proszę siadać. Wskazał jej miejsce na kanapie.
Oczywiście zapytał ją o zdrowie, ale nie było to głównym tematem rozmowy.
- Słyszałem, że w Londynie poznała pani moją córkę Beatę.
Alicja się uśmiechnęła.
- Tak, przesympatyczna dziewczyna. Wspierała mnie przez cały czas pobytu w szpitalu, później zabrała mnie do swojego domu. Tam byłam ponad tydzień. Zaprzyjaźniłyśmy się. Bardzo miło opowiadała o swoim ojcu, czyli o panu.
- Niemożliwe? Tu w Polsce zawsze miała problemy w komunikowaniu się ze mną. Dzieliło nas bardzo wiele, to znaczy, mamy inne charaktery.
- Myślę, że kocha pana i bardzo za panem tęskni.
Ma bardzo dobrą pracę i świetnego chłopaka. Będzie pan kiedyś pewnie zadowolony z zięcia.
- Tak naprawdę nie o tym chciałem z tobą porozmawiać. Mam pewien problem natury osobistej i chciałbym się z tobą spotkać po godzinach pracy.
Alicja spojrzała zdziwiona na Jasińskiego.
- Nie, spokojnie. Proszę nie odbierać tego jako zalecanie się do pani. Ale to, o czym chcę z panią porozmawiać, wymaga innej atmosfery, nie szpitalnych uniformów.
- Acha, dobrze.
- Czy mogę do pani mówić po imieniu? Jest pani w takim wieku, że mogłaby być pani moją córką.
- Tak. Tak, oczywiście. Będzie mi bardzo miło. Nigdy nie miałam ojca, więc tym bardziej będzie mi miło.
- Każdy ma dwoje rodziców, ciągnął Jasiński.
- No tak, przepraszam. Pewnie gdzieś w świecie jest mój biologiczny ojciec, nie jestem przecież z probówki. Ale nigdy go nie znałam i nigdy moja mama o nim nie mówiła.
Więc Alicjo, popatrz na swój grafik i zaproponuj mi termin spotkania. Ja się dostosuję.
I jeszcze jedno, może to zabrzmi trochę dziwnie, ale chciałbym, abyś na to spotkanie przyszła sama, bez osoby towarzyszącej.
- Dobrze. Ale to brzmi trochę groźnie, chyba powinnam się bać.
- Spokojnie, nie ma takiej obawy.
Po zakończonej pracy połączyła się na Skype z Beatą.
Opowiedziała jej o tym, jak ojciec zaproponował jej spotkanie.
- No wiesz, chyba nie powiesz, że mu wpadłaś w oko.
Alicja trochę się zawstydziła.
- Tylko mu nie opowiadaj za dużo o mnie. Lepiej żeby wszystkiego nie wiedział, będzie zdrowszy.
I przypadkiem nie zakochaj się w moim ojcu, bo nie przeżyłabym, gdybyś została moją macochą.
Zaczęły się histerycznie śmiać.
- O to nie musisz mnie podejrzewać. Byłam w podobnym związku i nie skończyło się to dla mnie dobrze.
W sobotę Maks chciał wyciągnąć Alicję do kina. Ona jednak nie przystała na jego propozycję.
- Odmawiasz? Dlaczego?
- Jestem umówiona z Jasińskim na kolację.
Maks ze zdziwienia aż wstał i zaczął chodzić po gabinecie lekarskim.
- Z ordynatorem na kolację?
- Ma ze mną do omówienia ważne sprawy, tak mi powiedział.
Maks nieco się zdenerwował. Nie, chyba staremu się popieprzyło w głowie. Zobaczył młodą, ładną lekarkę i proponuje jej kolację.
- Może jeszcze powiesz, że kolację przygotuje pani Sabinka ?
- Tak, właśnie tak powiedział. A co, to znaczy, kto to jest.
- To jest jego gosposia. Co prawda gotuje świetnie, ale, że zaprasza cię do domu, a ty się na to godzisz, to się bardzo dziwię.
- Widzę, że znasz kuchnię pani Sabinki.
- Znam i to bardzo dobrze. Kiedyś, bardzo dawno temu przyjaźniłem się z Beatą, ale potem nie miała czasu na przyjaźnie, bo zmieniała facetów jak rękawiczki. Wyjechała z ratownikiem do Anglii.
Alicja podniosła głowę i popatrzyła na Maksa. Ze zdziwieniem zapytała go, dlaczego wcześniej jej o tym nie mówił.
- Może Jasiński chce mi powiedzieć, że byłeś narzeczonym Beaty. Czasami widzi nas, jak wychodzimy razem z pracy i myśli, że jesteśmy parą.
- Nigdy nie byłem narzeczonym Beaty. Byliśmy kumplami, dobrymi znajomymi,
- To nie ona od ciebie odeszła?
- Nie, nie ona. Moja dziewczyna miała na imię Iwona. I w o n a - powtórzył.
A tak z drugiej strony, to może my zostalibyśmy parą, a nie tylko kolegami z pracy, czy jak ty to mówisz przyjaciółmi.
- Przemyślę to dogłębnie. Na dzień dzisiejszy musi tak zostać. Jak będę wiedziała, że jestem
na 100 % zdrowa, wrócimy do tematu.
Być może to ostatnie zdanie nie było potrzebne. Żałowała, że go powiedziała.
- Alicja? Chciał ją zapytać o czym mówi, ale ona wstała i wyszła z gabinetu lekarskiego.
Po skończonej pracy czekał na nią pod szpitalem. Nie chciała drążyć tematu, wsiadła w swój samochód i odjechała.
Nie dał jednak za wygrane. Pojechał do kwiaciarni po kwiaty, kupił wino i po około godzinie pojawił się u niej w domu.
- Maks? Co ty tu robisz? Nie zapraszałam cię.
- Jesteś szczera do bólu. Dlatego, że od kilku dni mnie nie zapraszasz, ani nie dasz się zaprosić do mnie, przyjechałem.
Wręczył jej bukiet czerwonych róż i wszedł do środka.
Przygotowywała włoski makaron z pesto. Uwielbiała to danie. Szybko je można przygotować i jest naprawdę smaczne.
- Zjesz ze mną? Nie będzie to wykwintny obiad, ale ja to lubię.
- Pewnie. Uwielbiam kuchnię włoską i włoskie wino. Nalał do kielichów wina, ale Alicja umoczyła tylko usta. Od kiedy brała leki, nie piła ani jednego łyka.
Rozmowa trwała do późnych godzin nocnych. Maks ciągle wracał do jej słów wypowiedzianych w gabinecie lekarskim. Powiedział, że nie wyjdzie, jeśli nie dowie się prawdy.
- Jakiej prawdy?
- O chorobie.
Pokazała mu kartę pobytu w angielskim szpitalu, ale tylko tą część opisującą zabieg usunięcia guza i dalsze leczenie. Pokazała mu również przebieg leczenia w klinice w Bydgoszczy.
- Ala. Przytulił się do niej. Dlaczego nie mówiłaś mi o tym, przecież zawsze bym z tobą jeździł do Bydgoszczy, nie musiałabyś jeździć autobusem. Wyniki są naprawdę dobre, więc nie ma czego rozpaczać.
Przecież jesteś lekarzem i potrafisz czytać wyniki. Smucić mogą się laicy, ale ty, znakomity lekarz wiesz, że jesteś zdrowa.
Łatwo leczyć obcych, inaczej patrzy się na swoje schorzenia. Pomyślała Alicja. Nie wiedziała, czy Maks tylko kurtuazyjnie jest taki miły, czy rzeczywiście po obejrzeniu tego wszystkiego potrafił dobrze grać.
Nalał sobie znów wina i powolutku wysączył do dna.
- Muszę zostać u ciebie na noc. Piłem, nie mogę jechać. Co prawda nie mam piżamy, ale po co mi piżama, uśmiechnął się sam do siebie.
Alicja nie droczyła się z nim. Teraz, po tym wszystkim, jak poznał prawdę nic nie ma do stracenia.
Powiedziała mu jednak, że może co prawda zostać, ale będą spali oddzielnie, bo jeszcze nie jest gotowa.
Choć w pierwszym momencie się zgodził, nie dotrzymał słowa. Rano nie była na niego obrażona, lecz wręcz przeciwnie, była bardzo szczęśliwa.
Tajemnicza ta Alicja :)
OdpowiedzUsuń