Część druga
Salowa Marta
Następnego dnia Marta podpisała umowę na czas określony na stanowisko pracownika fizycznego "SALOWA".
Przeczytała swój zakres obowiązków: sprzątanie, wywożenie brudnej pościeli do pralni, mycie toalet i łazienek, froterowanie, mycie naczyń, wywożenie śmieci, mycie kaczek, basenów, pomoc chorym i inne obowiązki zlecone przez przełożonego.
Sprzątanie, mycie, mycie, sprzątanie. ok. super. Pieniądze przecież nie śmierdzą tak powtarzała jej babcia.
Przydzielili ją na oddział chirurgii. Mycie podłóg, łóżek, ubikacji, toalet nie sprawiało jej najmniejszego problemu.
W drugim tygodniu pracy poinformowano ją, że wieczorem będzie musiała wywieźć ciało zmarłego pacjenta do prosektorium.
- Nie ma tego w zakresie obowiązków powiedziała do przełożonej pielęgniarek.
- Jest kochanie, w ostatnim punkcie .
- No tak, wykonywać wszystko inne. oky. oky.
- No tak, wykonywać wszystko inne. oky. oky.
Miała nogi z waty. Spoglądała na zegarek, a gdy zbliżała się godzina, o której musiała dokonać transportu umarłego zrobiła się biała jak ściana.
- Co jest? Zapytała koleżanka po fachu.
- Boisz się. Przecież masz być lekarzem, to ze śmiercią nie jeden raz się spotkasz.
- Boisz się. Przecież masz być lekarzem, to ze śmiercią nie jeden raz się spotkasz.
- Nie, nie jestem tchórzem, nie boję się.
Przygotowana do wykonania czynności wypiła ostatni łyk kawy. W tym czasie do kantorka, gdzie siedziała z koleżanką, weszło dwóch młodych chłopaków.
- No, gdzie zmarły. Zabieramy go.
- Wy, przecież to ja mam go wywieźć do prosektorium.
- tam panienko, my jesteśmy od tego, a nie młode dziewczyny.
Marta odetchnęła z ulgą. Koleżanka zaśmiała się pod nosem.
- Wszyscy się z tobą droczyli. To nie należy do naszych obowiązków, nie musisz się tak stresować.
Nie wyczułaś, że wszyscy żartują, nie przyjmuj wszystkiego na poważnie.
Magda jestem, mówmy sobie po imieniu, zaproponowała współpracownica.
- Marta. Miło mi.
Marta z Magdą zaprzyjaźniły się. Wolny czas spędzały w swojej dyżurce opowiadając sobie o dzieciństwie, nauce w szkole, szpitalnych plotkach. Magda była uczennicą liceum pielęgniarskiego. Pochodziła z podwarszawskiej wsi. W każde wakacje pracowała w szpitalu jako salowa na cały etat, a w roku szkolnym poprzez OHP na pół etatu. Miała liczne rodzeństwo, więc rodzice w żaden sposób nie mogli opłacać jej internatu czy finansować książek.
- Wiesz co Marta, zagadnęła ją Magda. Podoba ci się doktor Stefan Florczyk?.
- No, przystojny pan, w wieku mojego taty.
- Wiesz, to bardzo nieszczęśliwy facet. Niby finansowo stoi super, ale do kobiet nie ma szczęścia.
Pierwsza żona zmarła przy porodzie. Sam przez wiele lat wychowywał syna Krzyśka. Teraz jego syn jest już po maturze, podobno ze swoją dziewczyną wyjechał na wakacje do pracy, do Niemiec.
Syn lekarza i też musi dorabiać? Zamyśliła się Marta.,
- A te dwie pozostałe żony?
- Druga po siedmiu latach zmarła na raka.
- A trzecia?
- A ta ostatnia, to ta zołza z urologii. No wiesz, ta Kosak - Florczyk.
- Kosak to wiem, ale nie wiedziałam, że to jego żona.
- Bądź do niej grzeczna, bo jak coś, to usłyszysz, że jak nie będziesz mogła się "zsiusiać, to i tak do niej trafisz.
- O matko i córko ze śmiechem wyrecytowała swoje powiedzenie Marta. A to zołza, lepiej nie mieć żadnych problemów urologicznych i nie trafić do Kosak - Florczyk.
Marta przez trzy miesiące zarobiła trochę więcej, niż miała w umowie. Była dyspozycyjna, dostawała dodatkowe godziny pracy za nieobecne koleżanki. Była bardzo szczęśliwa. Nauczyła się współpracy z innymi ludźmi, słuchania chorych i wiele zwrotów medycznych.
Z Magdą były fajnymi koleżankami. Na pożegnanie namawiała ją do przygotowywania się na studia medyczne.
- Na medycynę, ja chłopka?
Zdziwiona zapytała.
Zdziwiona zapytała.
- Nie taki diabeł straszny jak go malują, z uśmiechem odpowiedziała jej Marta.
Też kiedyś tak myślałam, teraz zmieniłam zdanie. Tylko nauka może wyrwać cię z twojego środowiska i za kilka lat nie będziesz musiała wracać do ciężkiej wiejskiej pracy.
świetne!:) czekam na następne części :)) /Asia
OdpowiedzUsuńSuper Super i jeszcze raz Super
OdpowiedzUsuń