
Michael i Alicja byli najlepszymi przyjaciółmi. On
zapoznawał ją ze swoimi znajomymi, przyjaciółmi, kolegami i koleżankami. Wspólnie organizowali wycieczki,
zwiedzali Houston, stan Teksas i Arizonę . Niektórzy deklarowali, że chcieliby
kiedyś przylecieć do Polski i zobaczyć
kraj matki Michaela, którym on był zafascynowany.
Alicja była zauroczona Ameryką, infrastrukturą, niepowtarzalnymi
krajobrazami. Czuła się w Houston dobrze, ale tęskniła za Polską.
Sześć miesięcy upłynęło bardzo
szybko. Alicja była już w bardzo zaawansowanej ciąży.
W wieczornej rozmowie ze swoim ojcem
powiedziała, że chciałaby przedłużyć pobyt w Ameryce. Ojciec bardzo się tym
zdenerwował i zapowiedział jej, że po nią przyjedzie i siłą przywiezie do
Polski. Był przekonany, że Alicja chce pozostać w Houston na stałe.
Po zakończeniu stażu Alicja otrzymała stosowny certyfikat. Przesłała
kopię swojego certyfikaty na adres
e-mail ojca. Leon bardzo się z tego cieszył, był dumny ze swojej
córki.
Napisała również do ojca, że przez
kolejne dwa tygodnie nie będą się kontaktować, bo otrzymała w nagrodę
dwutygodniową wycieczkę po Stanach. Tu go skłamała . Chciała swoim przyjazdem
do kraju zrobić wszystkim
niespodziankę. Uzgodnili, że jak tylko
będzie wracała do Polski da znać a oni będą na nią czekać na lotnisku w Warszawie. Akurat, będziecie na mnie czekać. Nie lubię takich ceremonii. Zrobię wam fajną niespodziankę, a nawet dwie. Pomyślała Alicja.
Następnego dnia Leon pokazał certyfikat w szpitalu.
- Wiedziałam, że Alicja skończy staż z wyróżnieniem, tylko na nią mogłam liczyć - powiedziała z uśmiechem Elżbieta i puściła Leosiowi oczko.
- Moja krew pomyślał, no i trochę upartej Marty.
- Wiedziałam, że Alicja skończy staż z wyróżnieniem, tylko na nią mogłam liczyć - powiedziała z uśmiechem Elżbieta i puściła Leosiowi oczko.
- Moja krew pomyślał, no i trochę upartej Marty.
Dzień przed odlotem Alicji do Polski rodzice Michaela
urządzili w swojej willi wieczór pożegnalny. Przyszło wiele osób, w tym
narzeczona Michaela.
Prezenty jakie otrzymała Alicja od
swoich amerykańskich przyjaciół bardzo ją cieszyły. Nie spodziewała się, że
oprócz tego , że wiele się nauczy, skończy staż, doszlifuje język jeszcze
zdobędzie nowych przyjaciół. Wszystkich zapraszała do odwiedzenia Polski.
Na lotnisko zawiózł ją Michael ze
swoją narzeczoną.
- Alicja, zaprosisz nas na swój ślub?
- Jaki ślub?
- No twój z ojcem dzidziusia, które nosisz w brzuszku.
- No twój z ojcem dzidziusia, które nosisz w brzuszku.
Alicja zamiast odpowiedzieć zadała podobne pytanie
Michaelowi.
- A wy mnie zaprosicie na swój?
- A wy mnie zaprosicie na swój?
- Pewnie. Odpowiedzieli jednym głosem.
Sylwia włączyła telewizor. W
wiadomościach TYN mówili, że polski samolot przymusowo wylądował w Monachium,
gdyż na jego pokładzie zaczęła rodzić kobieta. Poród był przedwczesny i
skomplikowany, dlatego kapitan samolotu zdecydował wylądować w Monachium. Gdyby
samolot lądował w Warszawie byłoby za
późno i zarówno matka jak i dziecko
mogłoby nie przeżyć.
Wiadomości te powtarzały
wszystkie polskie stacje
telewizyjne.
W pokoju dziennym na oddziale
chirurgii włączony był telewizor. Leon przechodząc korytarzem usłyszał wiadomość o lądowaniu samolotu w Niemczech.
Sam nie wie dlaczego, przykuło to jego uwagę. Nie lubił telewizji, zawsze
twierdził, ze telewizja” ogłupia”.
Ponieważ Alicja od kilku dni nie
dawała znaku życia, intuicyjnie pomyślał, że to może być ona.
Poszedł do
swojego gabinetu, połączył się z LOT
w Warszawie. Dowiedział się, że kobietą jest Polka lecąca z Houston. Zadzwonił natychmiast do Eli i zakomunikował
jej, że zaraz u niej będzie.
Wszystkie swoje przypuszczenia
opowiedział Elżbiecie. Początkowo ona patrzyła na niego, jakby spadł z
księżyca, czy urwał się z choinki.
- Leoś nie pitol głupstw, masz obsesję na punkcie Alicji.
Leon jednak napierał, aby Elżbieta mu pomogła wyjaśnić do końca to o czym mówił.
Leon jednak napierał, aby Elżbieta mu pomogła wyjaśnić do końca to o czym mówił.
Zadzwonili do Ambasady Polskiej w
Berlinie. Ambasada potwierdziła, że kobietą, która rodziła dziecko w
samolocie jest Alicja Szymańska zamieszkała w Toruniu.
Elżbieta z Leonem
zdecydowali lecieć do Monachium
samolotem. Po dłuższej rozmowie zmienili decyzję i pojechali samochodem. W szpitalu, aby uśpić czujność
pracowników przede wszystkim Beaty i
Sylwii, które nie potrafią trzymać
języka za zębami, powiedzieli, że
wyjeżdżają na sympozjum naukowe do Offenburga.
Gdy wsiedli do samochodu Elżbieta
zapytała Leona, jak to jest możliwe, że wpadł na taki dziwny pomysł, że to może
być jego córka.
Leon początkowo nie potrafił , ale po
chwili zastanowienia powiedział do Elżbiety.
- Wiesz, od kiedy mam w sobie część
wątroby Alicji czuję, że jestem trochę nią. Zdarza mi się, że myślę tak jak
ona. Choć nigdy mi nie powiedziała o swojej ciąży, czułem, że wkrótce na świecie pojawi się nowy członek naszej
rodziny. Nie potrafiłem jej zapytać o to, aby jej nie ranić. Wiem, że ona kocha
Maksa, choć czasami zaprzecza. Nie chciałbym, żeby jej dziecko wychowywało się
bez ojca, tak jak ona . Kocham ją bardzo i wydaje mi się, że
jestem z nią 34 lata, niestety dopiero niecałe dwa lata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz