czwartek, 8 sierpnia 2013

Wiktoria cz. 7 opowiadanie o Maksie i Alicji


 
 
Nadmorskie klimaty w 3 serii...? Mamy gorące WIDEO! 
 

Maks zadzwonił do Szwajcarii. Mama bardzo się ucieszyła, że w końcu się odezwał.
-  Mamo, mamy córeczkę, ma na imię Wiktoria. Ma już dwa tygodnie.
- No to w XXI wieku wiadomości  rozchodzą się wyjątkowo w żółwim tempie, zaśmiała się mama. Ale dobrze, że doszły.
Śliczne imię, i chyba wiem dlaczego ją tak nazwaliście.
- Tak mamo, masz rację. To nasze zwycięstwo, miłość zwyciężyła.
Rozmawiał  z nią dobre pół godziny.
- Maks, a mogę przylecieć do was, zobaczyć moją wnuczkę?
Bardzo chciałabym ją poznać no i pogratulować Alicji, że jest taka dzielna i po tak ciężkiej operacji zdecydowała się na dziecko. 
 Wyczuła zawahanie w jego głosie.
- Przylecę sama, ojciec wyjechał  służbowo na trzy tygodnie  do Japonii.
- Alicja, czy może przyjechać moja mama, chce zobaczyć naszą  Wiktorię?.
- Oczywiście, niech przyjedzie, przecież to też jej wnuczka.
Matka Maksa bardzo się ucieszyła, że Alicja wyraziła zgodę. Za trzy dni była już w Toruniu. Nie absorbowała swoją osobą nikogo, pomagała Alicji   jak tylko mogła.  Gotowała posiłki, sprzątała, prała, prasowała i czuwała przy łóżeczku małej, gdy zachodziła taka potrzeba.
W prezencie dla małej przekazała sporą sumę pieniędzy.
 Nie mam Alicjo   numeru twojego konta, więc muszę prezent dać w kopercie.
Ale masz numer mojego konta  zaśmiał się Maks.
Wręczając  Alicji kopertę z pieniędzmi powiedziała, że ona, jako mama Wiktorii będzie wiedziała na co je wydać.
Alicja była zdziwiona, że właśnie te pieniądze przekazuje jej a nie swojemu synowi. Zarumieniła się speszona. Dziękujemy bardzo. Decyzję na co przeznaczymy te pieniądze  będziemy podejmować razem z Maksem.
W związku z tym że Krystyna Keller  była na miejscu, Maks poprosił Alicję, aby przygotować przyjęcie dla przyjaciół.
Oni nie mogą się doczekać, wszyscy chcą przyjść na pępkowe, nie odpuszczą nam.
Zaprosili więc Leona, Beatę,  Sylwię, Jivana z Ewą i dzieciakami, Elżbietę, Piotra.
- Mamo, gdzie się tak wystroiłaś, gdzie znów wychodzisz? Zapytał Janek.
- Idę do Maksa i Alicji na imprezę tzw. pępkowe.
- Fajnie, ja też tam idę.
- A ty po co? Zapytała matka.
- Idę, bo chcę.
- Do Maksa i Alicji oglądać ich dziecko?
- Nie oglądać ich dziecko, tylko poznać się z córeczkę mojego przyjaciela i idola.
- Ale tam będą same dorosłe osoby, przyjaciele Maksa i Alicji.
- No wiem, właśnie dlatego tam chcę iść. Też jestem dorosły.
- Synu, czy ty dobrze się czujesz?
- Tak mamo, idę do Maksa, bo dobrze się czuję.
- Nie pojmuję .
- Niestety, czasami życie jest takie niepojęte.
- Janek, nie pójdziesz ze mną dopóki nie powiesz mi dlaczego tak naprawdę  chcesz tam iść .
- Maks jest moim przyjacielem. To on przekonał mnie, że na  świecie są ciekawsze rzeczy niż rozrabianie, przeskakiwanie przez płot stadionu,  podpalanie szafek nauczycielce, palenie  papierosów. On miał czas posiedzieć ze mną i porozmawiać w kawiarni przy szklance soczku, pograć ze mną w  piłkę i tenisa. On zaprowadził mnie kiedyś na nefrologię i tam poznałem Olę,  która namówiła mnie bym zdawał na  medycynę.
I-  co z tego?
- No i to z tego, że  w przyszłości będę lekarzem, jak Maks.
- Może lepiej by zabrzmiało, jakbyś  mówił, nie jak Maks, tylko jak  mój ojciec , matka i babcia.
- Dobrze mamo, skończ to gadanie.
  A tak naprawdę, to chcę powiedzieć, że będę chirurgiem, dobrym chirurgiem jak  Alicja i Maks.
Cały Toruń wie, że najlepszym lekarzem w szpitalu Copernicus no i w całym
Toruniu jest Alicja Szymańska. A ona jest kobietą Maksa, więc i z nią muszę
się zaprzyjaźnić.  Zresztą, pamiętam ją, jak jej delikatne, anielskie dłonie zszywały moje czoło, wtedy, kiedy  pobiłem  się  z Mirkiem Lisem.
- A skąd ty masz takie wiadomości synku?
- Z rankingu w Internecie. Sam na swoim blogu  „Toruńscy lekarze” zadałem takie pytanie.
-Przepraszam. Od drzwi mówiła Elżbieta.
 - Dzisiaj przyszłam z moim synkiem.  Nie chciał mnie wypuścić samej z domu, uczepił się mojej spódnicy i powiedział, że pójdę jak go zabiorę ze sobą.
Oczywiście Elżbieta  opowiedziała  całą rozmowę z synem jak również  o Internetowym rankingu na najlepszego lekarza w szpitalu Copernicus.
- No pewnie wtrącił Janek, najlepszym  lekarzem w Copernicusie, jak również w całym Toruniu jest dr Alicja Szymańska.
Wszyscy zaczęli bić brawo.
- Chcę  dopowiedzieć, że najlepszym chirurgiem w  Toruniu jest Alicja Szymańska, mama Wiktorii Keller, czyli mojej córki i przyszła żona Maksa Kellera.
Ona nie tylko jest najlepszym lekarzem, ale i bohaterem. Pewnie połknęła bakcyla latania, gdy skakaliśmy razem ze spadochronem. Nawet rodzić zaczęła w przestworzach a skończyła w szpitalu w Monachium.
Upsss. Maks ugryzł się z język.
     Krystyna Keller  oniemiała z wrażenia.
- W Szwajcarii,   w telewizji mówili, że polski samolot przymusowo lądował w Monachium, bo na  pokładzie samolotu    zaczęła rodzić kobieta i nie mogli sobie z tym poradzić.
 Podeszła do Alicji i pocałowała ją w czoło.
-  Nie miałam pojęcia, że to mówili  o tobie i mojej wnusi. A Maks mi o niczym nie powiedział.
W salonie zapanowała cisza.  Maks błagalnym  wzrokiem popatrzył na Alicję.
- Chcę zabrać głos powiedział Jasiński.
Wszyscy myśleli, że Leon również będzie się użalał nad tym, że nic o tym nie wiedział, ale on podniósł kieliszek z szampanem i zaproponował toast za zdrowie Wiktorii i jej rodziców.
     Alicja  miała zakazane cokolwiek robić. Pani Krystyna zaczęła podawać gorący posiłek. Pomagała jej Beata, również i Sylwia włączyła się do obsługiwania  gości.
Oprócz szampana było czerwone wino,  ciasto, herbata, kawa, trzy rodzaje sałatek,  szparagi, mus z borowików i  kotlety sojowe specjalnie przygotowane z myślą o Jivanie, pieczona kaczka nadziewana jabłkami .
Biesiadowanie nie miałoby końca, gdyby nie fakt, że Maks przeprosił wszystkich
 i poszedł kąpać małą.
Alicja serdecznie żegnała gości. Chciała, aby Beata jeszcze chwilę została, ale ona dzisiaj umówiona była z Mariuszem, więc szybko się pożegnała i wyszła.
Po wyjściu gości Maks zakończył kąpiel, nakarmił maluszka i położył do łóżeczka. W domu zapanował błogi spokój, tak potrzebny teraz Alicji.   Gdy wrócił do salonu, Alicja zmęczona z wypiekami na twarzy spała na kanapie. Przeniósł ją do sypialni, przystawił do czoła termometr. Za kilka sekund termometr pokazał temperaturę 37,5  stopni.
- Organizm walczy. Alicja jest zmęczona, niech śpi powiedział Maks do swojej mamy. - - Ona musi dojść do siebie.
 - Maks, chciałabym, abyś był dla Alicji zawsze dobrym partnerem, może w przyszłości mężem. To co ona zrobiła dla ciebie jest nieocenione. Nie tylko mówię o Somalii. Ona naprawdę cię kocha.
- Wiem mamo, ona nie tylko mnie kocha, ale   także  nauczyła mnie jak kochać drugiego człowieka. Od niej się dowiedziałem, co to jest prawdziwa miłość.
Jest piękna, mądra, skromna, odważna i tak wiele w życiu przeszła. Nigdy się nie poddawała.  Czym sobie na to zasłużyłem?
 
Epilog
 
Rodzicami chrzestnymi została Beata i Jiwan. Kilka miesięcy później Alicja i Maks zalegalizowali swój związek.  Tworzyli szczęśliwą rodzinę. Po trzech latach urodził im się syn. Maks szalał ze szczęścia i wszystkim powtarzał, że ród Kellerów i nazwisko nie zaginie. Rodzicami chrzestnymi małego Kellera był Michael i Sylwia. Po odejściu Leona na emeryturę,  Maks wygrał konkurs i objął stanowisko ordynatora chirurgii. Alicja pomimo, że poświęcała się wychowywaniu dzieci pracowała,  znalazła czas na naukę i habilitację. Po kilku latach uzyskała tytuł profesora nauk medycznych.  Beata poszła w ślady siostry. Po założeniu rodziny stała się stateczną żoną i matką trójki dzieci, podnosiła kwalifikacje, zrobiła doktorat i drugą specjalizację. Beata Dąbrowska na balu lekarzy została okrzyknięta najpiękniejszą lekarką miasta Torunia.  Daniel Orda pomimo intensywnej rehabilitacji nigdy już nie stanął za stołem operacyjnym jako chirurg. Był anestezjologiem i uzyskał specjalizację jako lekarz rodzinny. Założył Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej finansowany przez NFZ. Sylwia została jego żoną i matką bliźniaków. Iza Wanat całkowicie skończyła z narkotykami. Wspólnie z Elżbietą Bosak pisały wnioski o dofinansowania projektów z UE. Szpital Copernicus stał się najlepszym szpitalem w Polsce. Państwo Kellerowie, Gajewscy, Orda, Dąbrowscy i Wanatowie  często  spotykali się poza szpitalem na różnych imprezach okolicznościowych. Na jednym z takich spotkań Beata opowiedziała, jak to w Sopocie, gdzie była na konferencji lekarzy przypadkowo spotkała Olgę Rojko z synkiem. Jak to Beata, zakochana w dzieciach opowiadała o pięknym , podobnym do swojej matki chłopcu, jego pięknych oczach no i ciemnej skórze. Mówię wam, zakończyła rozmowę, ten syn Olgi to  pomieszanie Słowianki z Somalijczykiem, ale z tej mieszanki dziecko piękne.  
    Leon Jasiński dziadek pięciorga wnucząt  poza emeryturą  dzielił się swoją ogromną wiedzą ze studentami medycyny, studium ratownictwa medycznego oraz studium pielęgniarstwa. Do Torunia coraz częściej zaglądał mąż Elżbiety Bosak. Szpital w  Belgii, w którym pracował mąż Elżbiety  oraz Szpital Copernicus podpisały umowę  dotyczącą wymiany  stażystów zdobywających specjalizacje zawodowe. Janek  i Ola po ukończeniu studiów medycznych w Warszawie i odbyciu stażu naukowego w  Belgii podjęli pracę w Szpitalu Copernicus w Toruniu.



Opowiadanie na podstawie serialu Lekarze. Zdjęcie jest własnością TVN- oficjalna strona Lekarzy
 




5 komentarzy:

  1. Bardzo fajne opowiadanie! Napiszesz jeszcze jakieś?/Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne :D czytałam kiedyś twój komentarz i cieszę się, że powstało całe opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam jeszcze raz i na pewno jeszcze nie raz tu wrócę. Rozbawiło mnie jak Sylwia i Beata wkurzały Olgę opowiadając o "dzieciach" Maksa. Cała fabuła jest świetna :D
    Ps. mam taką radę, jak piszesz dialogi kolejne wypowiedzi zaczynaj od myślników. Tak jest przejrzyściej ;)

    OdpowiedzUsuń