
Na poranną
odprawę lekarzy na oddziale chirurgii przyszła dyrektor Bosak. Słuchała
wypowiedzi lekarzy, interesowały ją diagnozy, które stawili i metody leczenia. Wyglądało to na kontrolę, czy wizytację. Sama wprowadziła tę formę konsultacji lekarzy
różnych specjalności i chciała zobaczyć,
jak to się przyjęło w praktyce. Po odprawie poprosiła na rozmowę ordynatora
Jasińskiego i Maksa Kellera.
Lekarze początkowo myśleli, że wpłynęła skarga,
może zażalenie od pacjenta, bo wyraz twarzy pani
dyrektor nie przejawiał zadowolenia. Przeszli do jej gabinetu. Zaproponowała im smaczną źródlaną wodę, która zawsze stała na stole. Dyrektor przekazała im rozmowę, jaką przeprowadziła z Ministerstwem Zdrowia na temat
pomijania szpitala i pracowników w możliwości uczestniczenia w szkoleniach.
Dano jej do zrozumienia, że szpital Copernicus nigdy nie przejawiał chęci ani w
organizacji szkoleń, ani w wysyłaniu na
szkolenia swoich pracowników.
- Dziękuję
Maks, że mi powiedziałeś o szkoleniu w Bydgoszczy. Pewnie gdybym nie
przeprowadziła dzisiejszej rozmowy nadal byśmy byli pomijani, a na miejsca
przysługujące naszemu szpitalowi znowu wysyłaliby innych. To musi się zmienić.
- Dobrze, że pojechałem z Sylwią do Warszawy. Tam dowiedziałem się o
szkoleniu zupełnie przypadkowo od jednego z tamtejszych lekarzy
- Na to
szkolenie mamy jedno miejsce, ale obiecali, że w przyszłości będą przydzielać
więcej. Maks jesteś potrzebny w
szpitalu. Wiem, że masz bardzo dużą
wiedzę z zakresu tematyki omawianej na szkoleniu, więc…
- Ale pani
dyrektor, ja chcę jechać na to szkolenie.
- No wiem i
nie chcę być nielojalna. Chcesz- jedziesz, choć tak naprawdę wolałabym, abyś
był w szpitalu. To przecież aż cztery dni. Lepiej takie szkolenie przydałoby się Ordzie.
- O nie.
Zaprotestował
Jasiński.
- Doktor Orda teraz powinien praktykować w naszym szpitalu. Musimy tu poznać
jego umiejętności, na wyjazdy przyjdzie czas.
- Acha, przekonałeś mnie ordynatorze, masz
rację.
- Kiedy to
szkolenie? Zainteresował się Jasiński.
- W przyszłym
tygodniu.
- To może ja
pojadę?
- Leoś, to nie
dla takich starych wyjadaczy jak ty. To dla młodych lekarzy.
- Ok, Ok.
- Dziękuję
pani dyrektor. W razie gdybym był bardzo potrzebny w szpitalu, natychmiast przyjadę. Bydgoszcz nie jest daleko.
Maks szczęśliwy wyszedł z gabinetu
dyrektorki. Wracając na oddział, zajrzał do Sylwii.
- Królowo
moja, masz chwilę.
- Dla ciebie
zawsze, westchnęła udając rozkochaną nastolatkę.
- Jadę do
Bydgoszczy?
- A ty tam po
co?
- Na szkolenie. Popatrz na program.
Sylwia wzięła
do ręki program i zaczęła czytać tematy
wykładów i nazwiska wykładowców.
- Prof.
Florczyk, prof. Kuszewski, prof. Opolski, prof. Mandryńsk , prof. Biernakowski,
prof. Pwlicki,
dr Alicja
Szymańska, dr Kułakowski, etc, etc.
Kurczę, ale
doborowe towarzystwo.
- Alicja, musi
być dobra. Taka młoda a już będzie dzielić się swoją wiedzą z innymi.
- Klinika
warszawska, to nie szpital Copernicus, ale przy takiej dyrektor jaką mamy
obecnie, będziemy deptać im po piętach.
- Maks jesteś
optymistą.
- Jestem.
- A po co ty jedziesz do tej Bydgoszczy, na
szkolenie, czy spotkać się z Alicją? Ona nie będzie tam sama.
- Na
szkolenie, oczywiście, że na szkolenie.
Jakżeby inaczej, jadę ugruntować swoją dotychczasową wiedzę i poznawać
nowe metody leczenia chirurgicznego.
- Zauważyłam
Maks, że od pewnego czasu nie wychodzisz z książek.
- A to źle?
- Nie, właśnie
tak powinno być, nie tylko rutyna i złotówki w oczach, ale wiedza, wiedza, wiedza.
- Sylwia, królowo
ty moja, bo przestanę cię lubić.
- Zawsze mnie
straszysz, ale ja się ciebie nie boję, bo wiem, że ty i ja, że ja i ty jesteśmy prawdziwymi przyjaciółmi i możemy
wszystko sobie powiedzieć.
- Powodzenia
Maks, powodzenia na tym szkoleniu.
Maks miał dwie planowe operacje. Wyrostek i żylaki.
Po zabiegach poproszony został na konsultację na oddział ginekologiczny.
Nie lubił chodzić na ten oddział, trudno było mu się dogadać z ordynatorem, który zawsze miał rację.
Z dr Żelichowską i dr Wanatem lubił współpracować, natomiast jak przychodziło do rozmowy z ordynatorem trafiał go szlag.
Z Piotrem Wanatem nawet się zaprzyjaźnił. Czasami chodzili do restauracji na drinka. Razem rzucili palenie i postanowili, że nigdy do tego nie wrócą. On też był singlem. Poza pracą w szpitalu, gdzie mógłby spędzać całe dnie i bliższą znajomością z Maksem i Jivanem nie widywano go w żadnym innym towarzystwie. Pielęgniarki, laborantki czy młode lekarki próbowały zainteresować się sympatycznym doktorem ginekologii, on jednak nie szukał damskiego towarzystwa.
Do Torunia przyjechał z Warszawy. Wielu lekarzy uciekało ze stolicy do mniejszych szpitali, więc przyjazd Wanata do Torunia nikogo nie dziwił.
czekam na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuńŚwietne czekam na ciąg dalszy
OdpowiedzUsuńświetne :D Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością :D Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń