poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Siostra oddziałowa cz. 5


 Sylwia Matysik


Na poranną odprawę lekarzy na oddziale chirurgii przyszła dyrektor Bosak. Słuchała wypowiedzi lekarzy, interesowały ją diagnozy, które stawili i metody leczenia. Wyglądało to na kontrolę, czy wizytację.  Sama wprowadziła tę formę konsultacji lekarzy różnych specjalności  i chciała zobaczyć, jak to się przyjęło w praktyce. Po odprawie poprosiła na rozmowę ordynatora Jasińskiego i Maksa Kellera.
Lekarze początkowo myśleli, że wpłynęła skarga, może   zażalenie od pacjenta, bo wyraz twarzy pani dyrektor nie przejawiał zadowolenia. Przeszli do jej gabinetu. Zaproponowała im smaczną źródlaną wodę, która zawsze stała na stole. Dyrektor przekazała im rozmowę, jaką przeprowadziła  z Ministerstwem Zdrowia na temat pomijania szpitala i pracowników w możliwości uczestniczenia w szkoleniach. Dano jej do zrozumienia, że szpital Copernicus nigdy nie przejawiał chęci ani w organizacji szkoleń, ani w  wysyłaniu na szkolenia swoich pracowników.
- Dziękuję Maks, że mi powiedziałeś o szkoleniu w Bydgoszczy. Pewnie gdybym nie przeprowadziła dzisiejszej rozmowy nadal byśmy byli pomijani, a na miejsca przysługujące naszemu szpitalowi znowu wysyłaliby innych. To musi się zmienić.
-  Dobrze, że pojechałem  z Sylwią do Warszawy. Tam dowiedziałem się o szkoleniu zupełnie przypadkowo od jednego z tamtejszych lekarzy
- Na to szkolenie mamy jedno miejsce, ale obiecali, że w przyszłości będą przydzielać więcej.  Maks jesteś potrzebny w szpitalu.  Wiem, że masz bardzo dużą wiedzę z zakresu tematyki omawianej na szkoleniu, więc…
- Ale pani dyrektor, ja chcę jechać na to szkolenie.
- No wiem i nie chcę być nielojalna. Chcesz- jedziesz, choć tak naprawdę wolałabym, abyś był w szpitalu.  To przecież aż  cztery  dni. Lepiej takie szkolenie przydałoby się Ordzie.
- O nie.
 Zaprotestował Jasiński.
-  Doktor Orda  teraz powinien praktykować w naszym szpitalu. Musimy tu poznać jego umiejętności, na wyjazdy przyjdzie czas.
 Acha, przekonałeś mnie ordynatorze, masz rację.
- Kiedy to szkolenie? Zainteresował się Jasiński.
- W przyszłym tygodniu.
- To może ja pojadę?
- Leoś, to nie dla takich starych wyjadaczy jak ty. To dla młodych lekarzy.
- Ok, Ok.
- Dziękuję pani dyrektor. W razie gdybym był bardzo potrzebny w szpitalu, natychmiast przyjadę. Bydgoszcz nie jest daleko.
     Maks szczęśliwy wyszedł z gabinetu dyrektorki. Wracając na oddział, zajrzał do Sylwii.
- Królowo moja, masz chwilę.
- Dla ciebie zawsze, westchnęła udając rozkochaną nastolatkę.
- Jadę do Bydgoszczy?
- A ty tam po co?
-  Na szkolenie. Popatrz na  program.
Sylwia wzięła do ręki  program i zaczęła czytać tematy wykładów i nazwiska wykładowców.
- Prof. Florczyk, prof. Kuszewski, prof. Opolski, prof. Mandryńsk , prof. Biernakowski, prof. Pwlicki,
dr Alicja Szymańska, dr  Kułakowski,  etc, etc.
Kurczę, ale doborowe towarzystwo.
- Alicja, musi być dobra. Taka młoda a już będzie dzielić się swoją wiedzą z innymi.
- Klinika warszawska, to nie szpital Copernicus, ale przy takiej dyrektor jaką mamy obecnie, będziemy deptać im po piętach.
- Maks jesteś optymistą.
- Jestem.
- A  po co ty jedziesz do tej Bydgoszczy, na szkolenie, czy spotkać się z Alicją? Ona nie będzie tam sama.
- Na szkolenie, oczywiście, że na szkolenie.  Jakżeby inaczej, jadę ugruntować swoją dotychczasową wiedzę i poznawać nowe metody leczenia chirurgicznego.
- Zauważyłam Maks, że od pewnego czasu nie wychodzisz z książek.
- A to źle?
- Nie, właśnie tak powinno być, nie tylko rutyna i złotówki w oczach, ale wiedza,  wiedza, wiedza.
- Sylwia, królowo ty moja, bo przestanę cię lubić.
- Zawsze mnie straszysz, ale ja się ciebie nie boję, bo wiem, że ty i ja, że ja i ty  jesteśmy prawdziwymi przyjaciółmi i możemy wszystko sobie powiedzieć.
- Powodzenia Maks, powodzenia na tym szkoleniu.
Maks miał dwie planowe operacje. Wyrostek i żylaki.
Po zabiegach poproszony został na konsultację na oddział ginekologiczny.
Nie lubił chodzić na ten oddział, trudno było mu się dogadać z ordynatorem, który zawsze miał rację.
Z dr Żelichowską i dr Wanatem lubił współpracować, natomiast jak przychodziło do rozmowy z ordynatorem trafiał go szlag.
Z Piotrem Wanatem nawet się zaprzyjaźnił. Czasami chodzili  do restauracji na drinka. Razem rzucili palenie i postanowili, że nigdy do tego nie wrócą.  On też był singlem.  Poza pracą w szpitalu, gdzie mógłby spędzać całe dnie i bliższą znajomością z Maksem  i Jivanem  nie widywano go w żadnym innym  towarzystwie. Pielęgniarki, laborantki czy młode lekarki próbowały zainteresować się sympatycznym doktorem ginekologii, on jednak nie szukał damskiego towarzystwa.
Do Torunia przyjechał z Warszawy. Wielu lekarzy uciekało ze stolicy do mniejszych szpitali, więc przyjazd Wanata do Torunia nikogo nie dziwił.



     

3 komentarze: