niedziela, 25 sierpnia 2013

Siostra oddziałowa. cz. 4


 Sylwia



 

  W gabinecie lekarskim  zadźwięczał telefon.
- Słucham, Maks Keller.
- O dobrze Maks, że cię słyszę, wpadnij w wolnej chwili do mojego  gabinetu. Mam sprawę.
Szybko znalazł wolną chwilę i poszedł do pani dyrektor.
- Maks, mam do ciebie nietypowa prośbę i jeśli coś nie tak , to możesz odmówić.  Sylwia Matysik jak wiesz, jest koordynatorem tran...
- tak wiem. Odpowiedział jej przerywając zdanie.
- Musi koniecznie jutro pojechać na konferencję  do Warszawy. Nie mam dla niej transportu, czy mógłbyś ją zawieźć swoim samochodem, zapłacę  za paliwo. Przy okazji wpadniesz do kliniki, na oddział do profesora  Florczyka i poprosisz go o uzupełnienie dokumentacji dotyczącej operacji, którą tu przeprowadził, oraz o to,  aby zerknął na wyniki najnowszych badań i zaopiniował je. Te dokumenty muszą wrócić z tobą, nie możesz ich zostawić ani na chwilę bez opieki.
- Dobrze, postaram się to wszystko załatwić jak należy.
     W drodze  Sylwia przyznała się, że   poprosiła dyrektorkę, aby to on odwiózł ją do Warszawy . Chciała wysłać kogoś innego, ale uparła się, że tylko z Maksem na szosie czuję się bezpiecznie.
- Maks myślę, że się nie gniewasz?
- O królowo ty moje. Na ciebie nigdy się nie gniewam. Jak ja się ci za to wszystko odwdzięczę?  
       W klinice Maks dotarł do Florczyka, szybko załatwił sprawy papierkowe. Okazało się, że potrzebny jest również podpis doktor Alicji Szymańskiej. Profesor  zatelefonował po Alicję, która przyszła do jego gabinetu gdzieś po dziesięciu minutach.
- Słuchaj Alicja, zajmij się toruńskim gościem, ja w tej chwili muszę iść  na odprawę ordynatorów. Możecie poczekać na mnie w moim gabinecie. Zróbcie sobie kawę.
Maks za pamięci poprosił Alicję o złożenie podpisu na dokumentach.
- Fajnie, że cię znowu widzę, trochę się stęskniłem.
- Ja też, tzn. cieszę się, że cię widzę przystojniaku.
- Myślałem, że do mnie zadzwonisz.
- Ale jak, nie mam twojego numeru telefonu.
- Szkoda, że nie sięgnęłaś do swojej kieszeni w płaszczu, tam go zostawiłem.
- Naprawdę? Dzisiaj tam zajrzę i pewnie kiedyś zadzwonię.
   Możesz mi powiedzieć, ile się jedzie z Torunia do  Bydgoszczy?
- Dobrym samochodem godzinę.
- To może wpadniesz do Bydgoszczy, będę tam w przyszłym tygodniu na szkoleniu. Porozmawiamy, powymieniamy doświadczenia, wypijemy dobrą bydgoską kawę.
 A od was kto jedzie na szkolenie dla młodych chirurgów naczyniowych?
- Nic nie wiem o szkoleniu, ale zapytam dyrektorkę.
     Florczyk wrócił po 40 minutach. Alicję wezwano do pacjentki. Maks pożegnał się z profesorem i  Alicją.
Po wyjściu z kliniki, poszedł coś zjeść, pochodził po sklepach, kupił kubek dla Sylwii z napisem "Wiem, że mogę ci ufać". Późnym popołudniem wyjechali z Warszawy.
Sylwia cieszyła się z prezentu, on natomiast z tego, co  dla niego zrobiła .
- Maks, Alicja ma chyba jakiegoś faceta? Niemożliwe, że jest sama, Tu w Warszawie nie pozwoliliby jej być singielką..
- No pewnie, że ma. Jej partnerem jest przecież Krzysztof Florczyk.
- Nie pitol. On mógłby być jej ojcem.
- No i co z tego. Podobno psy o lata się nie gryzą .Hahahahaha.
- Kurczę, nie wiedziałam. To ona chyba stawia na intelekt.
- Można zakochać się w facecie o pokolenie starszym? Zastanawiała się Sylwia.
- O czym tak szepczesz pod nosem?
-  Nie, o niczym. Tylko tak po prostu głośno myślę.
   Taka ładna, mądra lekarka, mogłaby mieć  fajnego przystojnego chłopaka.
   Chociaż Florczykowi nic nie brakuje. Te jego piękne,  obsypane szronem włosy. Kobiety to  uwielbiają, rozmarzyła się.
-  Już przestań. W swoim czasie też będę miał włosy obsypane szronem i na pewno nie będę oglądał się za młodymi kobietami, tylko będę statecznym mężem i ojcem.
- No, pożyjemy, zobaczymy Maksie.
- Sylwia, moja droga, najlepsza przyjaciółko. Muszę ci wyznać, że dosięgnęła mnie strzała amora. Kocham ją od pierwszego wejrzenia.
- Mnie akurat tego nie musisz mówić. Wiem i widzę, znam się na facetach.
No, nie myśl sobie, mam trzech starszych braci. Sami mi się zwierzali i zwierzają ze swoich miłosnych problemów.
W Iraku też byłam powierniczką zakochanych, tęskniących za narzeczonymi, żonami, dziećmi. Tą stronę życia znam dobrze .
 W połowie drogi do Torunia  zajechali do zajazdu. Zjedli kolację. Sylwia wyraziła niezadowolenie, że Maks  zapłacił za dwie osoby.
- Królowo ty moja, myślę, że za to co dla mnie robisz powinienem być twoim  dłużnikiem do końca życia i jeden dzień dłużej.
- Wariat.
Jak zawsze szarmancki Maks zawiózł ją na Łazienną. Otworzył jej drzwi swojej toyoty, aby wysiadła. Odjechał dopiero, jak upewnił się, że weszła do swojego  mieszkania.

     Następnego dnia z samego rana Maks udał się do gabinetu dyrektor Bosak. Oddał jej dokumenty, opowiedział o spotkaniu z Florczykiem.
- Pani dyrektor, chciałbym jechać na szkolenie  dla młodych chirurgów , do Bydgoszczy.
- Na jakie szkolenie, nic nie wiem o takim szkoleniu.
- Szkoda, podobno będą tam sławy polskiej chirurgii i transplantologii. Czytałem w Internecie program szkolenia.
- Dobrze, dowiem się u źródeł, tzn. w Ministerstwie Zdrowia.
- Jeśli mi się uda coś załatwić, rozważę twój wyjazd na to szkolenie.
Maks podziękował dyrektor Bosak. Podała mu rękę,
- Dziękuję za to, że zgodziłeś się jechać do Warszawy, przecież nie  musiałeś, bo tego nie masz w swoich obowiązkach.
- Zawsze pani dyrektor może na mnie liczyć.
- Ty na mnie też.
Poszedł na oddział. Było spokojnie. Wilecki z Gułą operowali woreczek żółciowy, Maks natomiast miał być dyspozycyjny na Szpitalnym Oddziale Ratowniczym. Nie było wiele zgłoszeń, więc siedząc w pokoju lekarskim znowu zatopił się w lekturze Florczyka i Szymańskiej.
 
     Na oddział chirurgii przyjęto młodego lekarza Daniela Ordę. Sympatyczny, ale trochę zagubiony.
Do tej pory pracował w Chełmży, zrobił specjalizację z chirurgii i chce robić nadspecjalizację  z transplantologii.
Sylwia pierwszego dnia przefiltrowała  nowego. Wypytała go o wszystko: rodziców, rodzeństwo, kobiety, dotychczasową pracę, studia, życie towarzyskie.
O kobietach nie chciał mówić, pewnie go jakaś rzuciła.
- Jak będzie pan doktor potrzebował pomocy, to proszę zwracać się do mnie. Ja tu jestem jak kwoka, wszystko ogarniam, wszystko jest pod moimi skrzydłami.
- Aha.
Popatrzył na Sylwię, ale tak jakoś bez żadnych emocji.
Przy stole operacyjnym siostra oddziałowa bacznie go obserwowała.
Wywnioskowała, że teorię to chyba ma opanowaną w stopniu celującym, ale  z praktyką to u niego trochę do tyłu. Musi jeszcze długo pracować aby dorównać umiejętnościom Jasińskiego czy Maksa.
Kiedyś idąc korytarzem zagadnął oddziałową.
- Siostro, pani jest z Torunia?
- Od urodzenia tu mieszkam.
- Mogłaby mi siostra wytłumaczyć, jak dojechać do stadionu   żużlowego UNIBAX-u.
- Jeśli panu doktorowi by nie przeszkadzało, to proszę mi mówić po imieniu. Jestem Sylwia.
Podała mu rękę.
- Tak oczywiście, jestem Daniel.
- Mogłabym ci pokazać Toruń, mam czasami wolne popołudnia.
- To fajnie, dziękuję.


Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony www.lekarze.tvn.pl

3 komentarze:

  1. super czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne :D Już się nie mogę doczekać kolejnej części :)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo dobre opowiadanie ;) Czekam na następną część :)

    OdpowiedzUsuń