
W gabinecie lekarskim zadźwięczał
telefon.
- Słucham,
Maks Keller.
- O dobrze
Maks, że cię słyszę, wpadnij w wolnej chwili do mojego gabinetu. Mam sprawę.
Szybko
znalazł wolną chwilę i poszedł do pani dyrektor.
- Maks, mam
do ciebie nietypowa prośbę i jeśli coś nie tak , to możesz odmówić. Sylwia
Matysik jak wiesz, jest koordynatorem tran...
- tak wiem. Odpowiedział jej przerywając zdanie.
- Musi koniecznie jutro pojechać na konferencję do Warszawy. Nie mam dla niej transportu, czy mógłbyś ją zawieźć swoim samochodem, zapłacę za paliwo. Przy okazji wpadniesz do kliniki, na oddział do profesora Florczyka i poprosisz go o uzupełnienie dokumentacji dotyczącej operacji, którą tu przeprowadził, oraz o to, aby zerknął na wyniki najnowszych badań i zaopiniował je. Te dokumenty muszą wrócić z tobą, nie możesz ich zostawić ani na chwilę bez opieki.
- tak wiem. Odpowiedział jej przerywając zdanie.
- Musi koniecznie jutro pojechać na konferencję do Warszawy. Nie mam dla niej transportu, czy mógłbyś ją zawieźć swoim samochodem, zapłacę za paliwo. Przy okazji wpadniesz do kliniki, na oddział do profesora Florczyka i poprosisz go o uzupełnienie dokumentacji dotyczącej operacji, którą tu przeprowadził, oraz o to, aby zerknął na wyniki najnowszych badań i zaopiniował je. Te dokumenty muszą wrócić z tobą, nie możesz ich zostawić ani na chwilę bez opieki.
- Dobrze,
postaram się to wszystko załatwić jak należy.
W drodze Sylwia przyznała się, że poprosiła
dyrektorkę, aby to on odwiózł ją do Warszawy . Chciała wysłać kogoś innego, ale uparła się, że tylko z Maksem na szosie czuję się bezpiecznie.
- Maks myślę,
że się nie gniewasz?
- O królowo
ty moje. Na ciebie nigdy się nie gniewam. Jak ja się ci za to wszystko odwdzięczę?
W klinice Maks dotarł do Florczyka, szybko
załatwił sprawy papierkowe. Okazało się, że potrzebny jest również podpis
doktor Alicji Szymańskiej. Profesor zatelefonował po Alicję, która
przyszła do jego gabinetu gdzieś po dziesięciu minutach.
- Słuchaj
Alicja, zajmij się toruńskim gościem, ja w tej chwili muszę iść na
odprawę ordynatorów. Możecie poczekać na mnie w moim gabinecie. Zróbcie sobie
kawę.
Maks za
pamięci poprosił Alicję o złożenie podpisu na dokumentach.
- Fajnie, że
cię znowu widzę, trochę się stęskniłem.
- Ja też,
tzn. cieszę się, że cię widzę przystojniaku.
- Myślałem,
że do mnie zadzwonisz.
- Ale jak,
nie mam twojego numeru telefonu.
- Szkoda, że
nie sięgnęłaś do swojej kieszeni w płaszczu, tam go zostawiłem.
- Naprawdę? Dzisiaj
tam zajrzę i pewnie kiedyś zadzwonię.
Możesz mi powiedzieć, ile się jedzie z Torunia do Bydgoszczy?
- Dobrym
samochodem godzinę.
- To może
wpadniesz do Bydgoszczy, będę tam w przyszłym tygodniu na szkoleniu. Porozmawiamy,
powymieniamy doświadczenia, wypijemy dobrą bydgoską kawę.
A od
was kto jedzie na szkolenie dla młodych chirurgów naczyniowych?
- Nic nie
wiem o szkoleniu, ale zapytam dyrektorkę.
Florczyk
wrócił po 40 minutach. Alicję wezwano do pacjentki. Maks pożegnał się z
profesorem i Alicją.
Po wyjściu z
kliniki, poszedł coś zjeść, pochodził po sklepach, kupił kubek
dla Sylwii z napisem "Wiem, że mogę ci ufać". Późnym popołudniem
wyjechali z Warszawy.
Sylwia
cieszyła się z prezentu, on natomiast z tego, co dla niego zrobiła .
- Maks, Alicja
ma chyba jakiegoś faceta? Niemożliwe, że jest sama, Tu w Warszawie nie pozwoliliby jej być singielką..
- No pewnie,
że ma. Jej partnerem jest przecież Krzysztof Florczyk.
- Nie pitol.
On mógłby być jej ojcem.
- No i co z
tego. Podobno psy o lata się nie gryzą .Hahahahaha.
- Kurczę,
nie wiedziałam. To ona chyba stawia na intelekt.
- Można
zakochać się w facecie o pokolenie starszym? Zastanawiała się Sylwia.
- O czym tak
szepczesz pod nosem?
- Nie, o niczym. Tylko tak po prostu głośno
myślę.
Taka ładna,
mądra lekarka, mogłaby mieć fajnego przystojnego chłopaka.
Chociaż
Florczykowi nic nie brakuje. Te jego piękne, obsypane szronem
włosy. Kobiety to uwielbiają, rozmarzyła się.
- Już przestań.
W swoim czasie też będę miał włosy obsypane szronem i na pewno nie będę oglądał
się za młodymi kobietami, tylko będę statecznym mężem i ojcem.
- No,
pożyjemy, zobaczymy Maksie.
- Sylwia,
moja droga, najlepsza przyjaciółko. Muszę ci wyznać, że dosięgnęła mnie strzała
amora. Kocham ją od pierwszego wejrzenia.
- Mnie
akurat tego nie musisz mówić. Wiem i widzę, znam się na facetach.
No, nie myśl
sobie, mam trzech starszych braci. Sami mi się zwierzali i zwierzają ze swoich miłosnych problemów.
W
Iraku też byłam powierniczką zakochanych, tęskniących za narzeczonymi, żonami,
dziećmi. Tą stronę życia znam dobrze .
W
połowie drogi do Torunia zajechali do zajazdu. Zjedli kolację. Sylwia wyraziła
niezadowolenie, że Maks zapłacił za dwie osoby.
-
Królowo ty moja, myślę, że za to co dla mnie robisz powinienem być twoim dłużnikiem do końca życia i jeden dzień
dłużej.
-
Wariat.
Jak
zawsze szarmancki Maks zawiózł ją na Łazienną. Otworzył jej drzwi swojej toyoty, aby wysiadła. Odjechał dopiero, jak upewnił
się, że weszła do swojego
mieszkania.
Następnego dnia z samego rana Maks udał się do gabinetu dyrektor Bosak. Oddał jej dokumenty, opowiedział o spotkaniu z
Florczykiem.
-
Pani dyrektor, chciałbym jechać na szkolenie
dla młodych chirurgów , do Bydgoszczy.
-
Na jakie szkolenie, nic nie wiem o takim szkoleniu.
-
Szkoda, podobno będą tam sławy polskiej chirurgii i transplantologii. Czytałem
w Internecie program szkolenia.
-
Dobrze, dowiem się u źródeł, tzn. w Ministerstwie Zdrowia.
-
Jeśli mi się uda coś załatwić, rozważę twój wyjazd na to szkolenie.
Maks
podziękował dyrektor Bosak. Podała mu rękę,
- Dziękuję
za to, że zgodziłeś się jechać do Warszawy, przecież nie musiałeś, bo tego nie masz w swoich
obowiązkach.
-
Zawsze pani dyrektor może na mnie liczyć.
-
Ty na mnie też.
Poszedł
na oddział. Było spokojnie. Wilecki z Gułą operowali woreczek żółciowy,
Maks natomiast miał być dyspozycyjny na Szpitalnym Oddziale Ratowniczym. Nie było wiele zgłoszeń, więc siedząc w pokoju lekarskim znowu zatopił się w lekturze Florczyka i Szymańskiej.
Na oddział chirurgii
przyjęto młodego lekarza Daniela Ordę. Sympatyczny, ale trochę zagubiony.
Do tej pory pracował w Chełmży, zrobił
specjalizację z chirurgii i chce robić nadspecjalizację z
transplantologii.
Sylwia pierwszego dnia przefiltrowała
nowego. Wypytała go o wszystko: rodziców, rodzeństwo, kobiety, dotychczasową
pracę, studia, życie towarzyskie.
O kobietach nie chciał mówić, pewnie go jakaś
rzuciła.
- Jak będzie pan doktor potrzebował pomocy, to
proszę zwracać się do mnie. Ja tu jestem jak kwoka, wszystko ogarniam, wszystko
jest pod moimi skrzydłami.
- Aha.
Popatrzył na Sylwię, ale tak jakoś bez żadnych
emocji.
Przy stole operacyjnym siostra oddziałowa bacznie
go obserwowała.
Wywnioskowała, że teorię to chyba ma
opanowaną w stopniu celującym, ale z praktyką to u niego trochę do tyłu.
Musi jeszcze długo pracować aby dorównać umiejętnościom Jasińskiego czy Maksa.
Kiedyś idąc korytarzem zagadnął oddziałową.
- Siostro, pani jest z Torunia?
- Od urodzenia tu mieszkam.
- Mogłaby mi siostra wytłumaczyć, jak dojechać do
stadionu żużlowego UNIBAX-u.
- Jeśli panu doktorowi by nie przeszkadzało, to
proszę mi mówić po imieniu. Jestem Sylwia.
Podała mu rękę.
- Tak oczywiście, jestem Daniel.
- Mogłabym ci pokazać Toruń, mam czasami wolne
popołudnia.
super czekam na ciąg dalszy
OdpowiedzUsuńświetne :D Już się nie mogę doczekać kolejnej części :)
OdpowiedzUsuńbardzo dobre opowiadanie ;) Czekam na następną część :)
OdpowiedzUsuń