W szpitalu w Monachium Elżbiecie
bardzo się podobało. Zanim dotarli do sypialni, w której leżała Alicja,
swoim menagerskim spojrzeniem przefiltrowała oddział
położniczy.
- No widzisz Leoś, nie musimy mieć żadnych kompleksów. Nasz szpital dorównuje standardom europejskim.
- Tylko dlatego, że ty jesteś dyrektorem. Pamiętasz w jakim stanie go przejęłaś.
- No widzisz Leoś, nie musimy mieć żadnych kompleksów. Nasz szpital dorównuje standardom europejskim.
- Tylko dlatego, że ty jesteś dyrektorem. Pamiętasz w jakim stanie go przejęłaś.
Alicja dochodziła do siebie po
cesarskim cięciu. Spała czujnie. Obok
niej na łóżku leżała maleńka istotka z rączkami wyciągniętymi do góry. Gdy tylko usłyszała kroki wchodzących
do sypialni otworzyła oczy.
- Tatuś, Ela?
Zakręciły jej się w oczach łzy. Były
to łzy szczęścia, że jest przy niej ojciec i najlepsza przyjaciółka rodziny.
-Skąd wiedzieliście, że tutaj jestem?
- Mamy swoich informatorów zaśmiała się Elżbieta i twojego tatusia.
Leoś i Elżbieta zaczęli załatwiać formalności
związane z zabraniem dziecka i matki do Polski. Musieli jechać do najbliższego konsulatu. Przede wszystkim
kupili ciuszki dla dziecka, nosidełko, aby malucha można było przewozić w
samochodzie, kocyk, pampersy.
Załatwianie formalności trwało trzy dni. Gdy już wszystko załatwili i mieli
wychodzić ze szpitala, do sali wszedł przedstawiciel Ambasady Polskiej w
Niemczech ze stewardesą, która opiekowała się Alicją w samolocie. Polskie linie
Lotnicze LOT przekazały dla matki i dziecka
prezent i kwiaty.
W czasie jazdy samochodem w pozycji
siedzącej Alicja nie czuła się najlepiej
. Gdy tylko przekroczyli polską granicę
zatrzymali się na nocleg w hotelu. Następnego dnia
Elżbieta wzięła sprawy w swoje ręce i
załatwiła przez NFZ karetkę, która
wiozła Alicję z dzieckiem w pozycji leżącej o
Torunia. W karetce z Alicją przez całą
podróż była malutka i Elżbieta, natomiast Leon jechał swoim samochodem tuż za karetką,
nie spuszczając nawet na chwilę jej z oka. Dziecko spało, budziło się tylko do
karmienia.
około 80 km przed Toruniem Alicja zasłabła.
Miała wypieki, co wskazywało na gorączkę. Leon zajrzał pod opatrunek, wszystko
było zaczerwienione.
- Cholera, jakaś infekcja, tylko tego nam brakowało.
Po długich debatach zdecydowali, że nie będą jechać do domu, tylko bezpośrednio pojadą do szpitala na oddział ginekologiczno-położniczy do Wanata.
- Cholera, jakaś infekcja, tylko tego nam brakowało.
Po długich debatach zdecydowali, że nie będą jechać do domu, tylko bezpośrednio pojadą do szpitala na oddział ginekologiczno-położniczy do Wanata.
Alicji nie protestowała, było jej wszystko jedno, gdzie ją
zawiozą. Choć ból i temperatura rosła nie chciała przyjąć doustnie żadnego lekarstwa
przeciwbólowego. Leon pobiegł do pobliskiej apteki, zaopatrzył się w środki
przeciwbólowe, przeciwzapalne, igły, strzykawki.
- Tato nie chcę, daj mi spokój, wytrzymam jeszcze te kilkadziesiąt kilometrów. Przecież jest już coraz bliżej.
- Nie ma mowy, nie możemy dopuścić do sepsy czy innej cholery.
- Nie ma mowy, nie możemy dopuścić do sepsy czy innej cholery.
Z karetki nadano informację na SOR do
Szpitala Copernikus w Toruniu, że za chwilę przywiozą pacjentkę z powikłaniami porodowymi. Kierowca karetki jechał jak mógł najszybciej, z włączonym sygnałem.
Lekarzem, który wyszedł do karetki, aby przejąć pacjentkę był
Mariusz Dąbrowski. Gdy zobaczył
ordynatora Jasińskiego i dyrektor szpitala trzymającą na rękach małe
dziecko nie bardzo wiedział o co chodzi. Zajął się pacjentką, zlecił badania i
kroplówkę. Na SOR przyszedł Piotr Wanat,
który dosłownie kilka minut wcześniej wyszedł z
sali operacyjnej.
- Alicja? Wróciłaś?
Wszyscy czekaliśmy na ciebie,
jak na królową.
- Dziękuję, tylko że ta królowa nie przyjechała karetą, tylko karetką pogo..., nie dokończyła odpowiedzi, zamknęła oczy.
- No właśnie, nie karetą tylko karetką
pogotowia, cholerna różnica pod nosem powiedział Piotr.
Alicja była tak osłabiona, że
niewiele wiedziała co się wokół niej dzieje. Gdy dziecko zaczęło płakać
otworzyła oczy i cicho wyszeptała.
- Moja córeczka, tatuś, daj mi ją tutaj.
- Ala, cichutko, mała jest z Elżbietą. Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
- Moja córeczka, tatuś, daj mi ją tutaj.
- Ala, cichutko, mała jest z Elżbietą. Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
Elżbieta poszła z dzieckiem na
oddział noworodków. Kazała natychmiast założyć dziecku na rączkę polski
identyfikator (opaskę z nazwiskiem
matki) i prosiła o szczególna opieką nad dzieckiem. Zadzwoniła do pokoju anestezjologów z pytaniem, czy zastała Beatę
Jasińską. Beata szykowała się już do domu.
Po telefonie od Elżbiety natychmiast pobiegła na oddział noworodków.
- Beata, to jest córeczka Alicji,
dopilnuj, aby natychmiast ją nakarmiano i nie spuszczaj jej z oczu. Ja
muszę iść na SOR.
- Córeczka Alicji? Powtórzyła zdziwiona
Beata.
- Boże, co tu jest grane, a gdzie Alicja.
- Boże, co tu jest grane, a gdzie Alicja.
- Nie pytaj, tylko rób co ci każę.
Wieść o tym, że Alicja Szymańska została przyjęta do szpitala rozniosła się bardzo szybko.
Wieść o tym, że Alicja Szymańska została przyjęta do szpitala rozniosła się bardzo szybko.
Maks jak szalony biegł po schodach a
za nim Sylwia Matysik.
- Alicja, Ala, co ci jest.
- Spokojnie Maks, wszystko jest już
opanowane powiedział Wanat. Kroplówka podana, badania w trakcie, za niedługo
wezmę ją na oddział
- Na jaki oddział.
Sylwia stała za Maksem i patrzyła na
swoją przyjaciółkę.
- Maks, idź natychmiast do ordynatora
Jasińskiego powiedziała Elżbieta, która nie wiadomo kiedy zjawiła się przy
łóżku Alicji.
- Tak, idę, choć nie bardzo chciał odejść od łóżka Alicji.
- Zaraz tu wrócę.
- Zaraz tu wrócę.
- Maks, jestem wykończony podróżą i tym
wszystkim co przeżyliśmy wioząc Alicję z
Monachium. To chyba był zły pomysł, żeby zabierać ją tak szybko ze szpitala po
takim ciężkim porodzie.
- Po, po ro dzie?????
Maks nie mógł wypowiedzieć tego
słowa, zaczął mu się język plątać.
- Chłopaku, masz córkę. Zwalniam cię
dzisiaj ze wszystkich obowiązków, biegnij na oddział noworodków i zobacz swoje dziecko.
Maks wybiegł z gabinetu Jasińskiego i
nie czekając na windę pobiegł schodami na oddział noworodków. Po drodze o mało
nie staranował profesora Micha, który rozmawiał z ordynatorem onkologii.
- Tym młodym zawsze gdzieś się spieszy skomentował profesor.
Przy dziecku siedziała Beata i bawiła
się jego paluszkami.
Cicho, powoli, bo się obudzi.
Popatrzył na malucha, początkowo bał się go dotknąć.
Popatrzył na malucha, początkowo bał się go dotknąć.
- Mogę
wziąć ją na ręce?
- Jak jej nie zrobisz krzywdy, to
myślę, że możesz.
- Jesteś moja i tylko moja szeptał do
niej. Po policzkach popłynęły mu łzy.
- Jesteś taka piękna, jak twoja mama.
- Jesteś taka piękna, jak twoja mama.
Dziecko zaczęło płakać. Maks oddał
córkę pielęgniarce, która nakarmiła ją kolejny raz i zmieniła
pampersa.
Alicja otworzyła oczy. Nie wiedziała
czy to sen, czy jawa. Przy łóżku na fotelu siedział Maks z ich córeczką. Na
jego twarzy widać było zmęczenie i niewyspanie.
- Maks.
- Ciiii, nic nie mów odpoczywaj. Ja
stąd nigdzie nie pójdę.
Elżbieta po porannych obchodach
otrzymała wiadomość od ordynatorów jakie jest obłożenie chorych na oddziałach.
Najwięcej wolnych miejsc było na ginekologii.
Kazała przygotować dwuosobowy pokój, do którego przewieziono Alicję.
Drugie łóżko było przygotowane dla
Maksa. W żaden sposób nie dał się namówić aby pojechać do domu, odpocząć,
ogolić się i umyć.
- Nie, nie ma mowy, nie jadę do domu.
Będę siedział przy jej łóżku do dnia, w którym zostanie wypisana. Wtedy stąd
wyjdę i zabiorę moje dziewczyny do siebie.
Już nigdy ich nie zostawię na żadne
pół roku, ani na miesiąc, ani na tydzień, bo one są moje i tylko moje.
Jasiński słuchając co wygaduje Maks
zaczął obawiać się o jego psychikę. Jivan natomiast powiedział do Leona, że
wszystko jest w porządku i pod kontrolą.
- Leoś spokojnie. Uspokajała go Elżbieta.
- Pozwoliłam wstawić drugie łóżko dla Maksa, przecież musi kiedyś pospać, inaczej się wykończy. Nie ma mowy żeby wyszedł z sali, a nikt go stamtąd nie wyprowadzi siłą.
- Pozwoliłam wstawić drugie łóżko dla Maksa, przecież musi kiedyś pospać, inaczej się wykończy. Nie ma mowy żeby wyszedł z sali, a nikt go stamtąd nie wyprowadzi siłą.
Po tygodniu Alicja dostała wypis. Maks zabrał ją i córeczkę do siebie. Przyjechali z nimi również Leon i Beata . Jakże Leon był zdziwiony , gdy po wejściu
do domu zobaczył urządzony dziecinny
pokój, kołyskę w sypialni i wszystko co
jest niezbędne dla malucha. We flakonie stały róże
- Maks, jak to zrobiłeś, że wszystko
jest przygotowane dla dziecka i mamy?
Zapytał Leon.
- Przecież przez kilka dni nie wychodziłeś ze szpitala.
- Przecież przez kilka dni nie wychodziłeś ze szpitala.
- Mam swoje sposoby.
Kątem oka spojrzał na Beatę, która pokazała mu sympatyczny gest podniesionego do góry kciuka.
Kątem oka spojrzał na Beatę, która pokazała mu sympatyczny gest podniesionego do góry kciuka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz