czwartek, 22 sierpnia 2013

Siostra oddziałowa cz. 3



W gabinecie lekarskim przybywało coraz więcej czasopism medycznych.
Sylwia zauważyła, że Maks  w każdej wolnej chwili czyta  artykuły Alicji Szymańskiej
 oraz Krzysztofa Florczyka.
- Maks, sympatyczna ta Szymańska, no nie?
- Pewnie i jaka mądra. Szkoda, że mieszka w Warszawie, nie w Toruniu czy choćby w Bydgoszczy.
- Jest  pewnie zajęta, nie masz u niej żadnych szans.
- Sylwia, nie dokazuj, bo przestanę cię lubić.
No popatrz , jestem samotny, bez żadnych zobowiązań, tylko 2 lata od niej starszy, mam mieszkanie, samochód, pracę i jestem najprzystojniejszy w Copernicusie.
- Co prawda, to prawda westchnęła siostra oddziałowa.
Wieczorem Maks wprosił się na kolację do Sylwii. Była zdziwiona, ale też przewidywała, że coś od niej potrzebuje.
Siedzieli w kuchni przy stole i jedli pizzę własnoręcznie przygotowaną przez panią domu. Ona popijała wino. On, jako że przyjechał autem soczek pomarańczowy. Nie próbował owijać w bawełnę, po co przyszedł.
- Sylwia, musisz mi pomóc.
- Ja  tobie?
- Jesteś bardzo operatywna, ty wszystko potrafisz.
- No mów o co dokładnie ci chodzi, na czym ta pomoc ma polegać.
- Jesteś koordynatorem poltransplantu w Copernikusie. Jak będzie wyjazd do kliniki w Warszawie po jakiś organ do przeszczepu, to koniecznie musisz mnie wysyłać, nawet wówczas, kiedy ktoś inny będzie miał dyżur.
- Aaaaa, rozumiem, chodzi o Alicję Szymańską.
- No tak, muszę się z nią spotkać
- A co cię tak wzięło Maksiu.
- Nie ważne. Muszę i koniec.
Błagam, nie gadaj o tym z nikim. Wiem, że kobiety mają długie języki, ale tobie ufam.
     Maks snuł się po korytarzach szpitala coraz bardziej zamyślony,  smutny. Przestał podrywać pielęgniarki, stał się zupełnie innym Maksem, niż był dotychczas. Nawet wówczas, jak go zostawiła Beata Jasińska i wyjechała z nowym narzeczonym do Londynu, nie był tak przybity jak teraz.
Czasami zaraz po pracy pędził do biblioteki akademickiej i zamawiał coraz to nowe książki medyczne, które sprowadzano mu z innych ośrodków naukowych.
- Maks, jest wyjazd po nerki do szpitala w Olsztynie.
- Do Olsztyna? Ja chcę do Warszawy, nie do żadnego Olsztyna.
- Maks, z kliniki z Warszawy będą  po wątrobę, radzę ci jechać.
Razem z Gułą pojechali do Olsztyna busem . Na lądowisku przy szpitalu wojewódzkim wylądował helikopter z Warszawy. Lekarze z Torunia  i z Warszawy prawie jednocześnie zjawili  się w szpitalu. Jakże było wielkie zdziwienie Maksa, gdy zobaczył Alicję. Była w asyście innego lekarza, ale nie był to Krzysztof Florczyk.
Serdecznie się przywitali, jakby znali się od prawie stu lat.
- Co za spotkanie?  Bardzo mi miło zobaczyć panią doktor.
- Mnie również panie doktorze Keller.
Maks przedstawił Tadeuszowi Gule doktor Szymańską.
- Miło mi panią poznać.
Po zakończeniu akcji pobrania narządów, jeszcze razem wypili kawę, chwilę porozmawiali,  pożegnali się. Maks mocno przytulił Alicję do siebie, wtulił się w jej włosy i szepnął, że pięknie wygląda i chciałby się z nią spotkać. Wsunął jej do kieszeni małą karteczkę z numerem swojego telefonu.
Po powrocie do Torunia i załatwieniu wszystkich formalności poszedł do Sylwii.
- Jak ty to zrobiłaś?
- Co zrobiłam?
- No wiesz o co mi chodzi.
- Wiem, uśmiechnęła się.
A widzisz Maksiu, mam swoje sposoby. Myślę, że stanęłam na wysokości zadania.
- No pewnie, jestem twoim dłużnikiem.
- Trzymam cię za słowo.
Dni mijały szybko, jednak dla Maksa bardzo powoli. Ciągle spoglądał na swoją komórkę, ale nie znalazł tego, czego tam szukał. Alicja nie dzwoniła.
      Sylwia obserwując lekarza zaczęła obawiać się, aby nie popadł w jakąś depresję. Zawsze rozrywkowy, ze świetnymi pomysłami na  różne "szaleństwa", teraz wyciszony, zamyślony, ponury.  Coraz częściej zachodził w tajemne miejsce szpitala.  Jivan namówił go na  systematyczne uprawianie jogi. Nauczył się medytować, co bardzo pozytywnie  wpływało  na poprawę jego samopoczucia.
 
 
 


1 komentarz: