Sylwia nie mogła doczekać się soboty. Tak dawno nie była w
operze.
W piątek po przyjściu z pracy
zjadła obiad, później poszła do fryzjera. Wracając, zobaczyła na wystawie
bardzo ładną czarną sukienkę. Weszła do
sklepu, przymierzyła, leżała super, tak
jakby na nią była szyta. Zastanawiała się, czy ją kupić.
Uwielbiała sukienki, ale przez tą
swoją misję w Iraku nie miała w
szafie nic nowego.
Babcia zawsze jej powtarzała,
że opera, to nie wyjście do cyrku ani
tym bardziej na piknik. Strój powinien z jednej strony wyrażać szacunek do
artystów, z drugiej do samego siebie. Mała czarna to wyjątkowo bezpieczna i
elegancka sukienka na taką okazję.
Kupiła ją, nie zważając na cenę.
W domu przymierzyła jeszcze
raz, nałożyła czarne buty z zakrytą
piętą i odkrytymi palcami. Dołożyła srebrną biżuterię i czarną kopertówkę.
Pokręciła się kilkakrotnie przed
lustrem i zaakceptowała swój wygląd.
- Może być, tak właśnie powinno
być, wyglądam bosko. Mówiła sama do siebie.
Będąc w operze, czy teatrze zawsze krytykowała tych, którzy potrafili
na spektakle przychodzić w jensach. Nawet jak były one markowe i bardzo drogie,
nie wypadało się tak ubierać. Tak jak na poranne bieganie nie wypadało ubierać
spódnicy, tak do opery nie wypadało ubierać się byle jak.
W sobotę rano wdepnęła na oddział,
zobaczyć co i jak. Nic się ciekawego nie
działo. W nocy przywieźli ostry wyrostek, ale szybko został zoperowany. Przyjęli też na obserwację pacjenta z lekkim urazem głowy .
O godzinie 16:00 zadzwonił domofon.
Wpuściła Daniela do mieszkania. Nie pozwoliła na siebie długo czekać, była
praktycznie przygotowana do wyjścia.
Ponieważ pierwszy raz miał
zaszczyt gościć w mieszkaniu Sylwii, przyszedł z kwiatami.
- Dziękuję bardzo powiedziała
odbierając kwiaty. Wstawiła je do flakonu.
Daniel ubrany był w ciemno szary
garnitur, białą koszulę i pasujący do garnituru krawat.
Czarne, wyczyszczone i
wypolerowane skórzane buty świeciły się prawie jak lakierki.
- Och, jaki jesteś elegancki.
Jeszcze nigdy cię takiego nie widziałam.
- Bo jeszcze nigdy nie szliśmy razem do opery.
No właściwie .
Wyszli z domu. Na sąsiedniej
ulicy stał zaparkowany samochód Daniela.
Widać było, że niedawno wyjechał z myjni. Był świecący, pewnie świeżo
wywoskowany. W środku auto również było wypucowane i pachnące.
Do spektaklu było więcej jak dwie godziny,
więc jechali powoli, bez pośpiechu.
W drodze rozmawiali na temat
opery.
- Byłem na wielu operach, ale na Madame
Butterfly, nie byłem.
- Ja znam tę operę. Ale różni
aktorzy, różne głosy, scenografia i reżyseria zawsze powoduję, że oglądając spektakl ma się
wrażenie, że ogląda się go po raz
pierwszy.
- Mogę ci opowiedzieć trochę o
historii tej opery?
Nie czekając na odpowiedź, zaczęła
mówić, że początkowo opera Giaccomo Pucciniego składała się z dwóch aktów. Premiera odbyła się w
lutym 1904 roku w mediolańskiej La Skali. Była chłodno przyjęta przez widzów.
Puccini nie był z tego zadowolony, więc dokonał wielu zmian,
a przede wszystkim przekształcił ją w
operę trzyaktową. Do kolejnego przedstawienia zaangażowano do głównej roli Salomeę Kruszelnicką, która
była między innymi gwiazdą Opery
Warszawskiej. Przedstawienie, które wystawione było w Brescii odniosło
ogromny sukces, a Kruszelnicka
międzynarodową sławę. Potem została na
stałe we Włoszech, wyszła za mąż za markiza, śpiewała w La Scali u boku
sławnego tenora Enrico Caruso. Będąc u szczytu sławy porzuciła operę i śpiewała
utwory kameralne w ośmiu językach.
Po tym, jak opera Madame
Butterfly poniosła fiasko w La Scali, Puccini nie chciał, aby kiedykolwiek ją
tam wystawiano. Dopiero po jego śmierci, Madame Butterfly wróciła do La Scali. Obecnie we Włoszech wystawiają wersję trzyaktową, natomiast w Stanach Zjednoczonych
wersję dwuaktową.
- Sylwia, jestem pod wrażeniem.
Skąd ty to wszystko wiesz?
- Powiedziałam ci, że jestem fanką
opery, więc wiem.
Moim marzeniem jest kiedyś pojechać do Nowego
Jorku do Metropolitan Opera. W La Scali byłam, jak miałam siedemnaście lat.
- Jak to byłaś?
- Normalnie, byłam.
- Naprawdę jestem pod wrażeniem.
- Że co, że pielęgniarka? Że jakaś
tam siostra oddziałowa we włoskiej La Scali?
- Gdybym słuchała babci, pewnie.
Przerwała w połowie zdania.
- Co pewnie?
- Nie, nic.
- No powiedz.
- Pewnie nie byłabym pielęgniarką
i koniec tematu.
Daniel znał Bydgoszcz bardzo dobrze. Sześć
lat studiów medycznych pozwoliło mu czuć się jak u siebie w domu.
Ponieważ mieli jeszcze trochę
czasu zaszli do kawiarni na kawę.
Wchodząc do gmachu opery Sylwia spotkała
swoją koleżankę ze szkoły średniej. Nie rozmawiała z nią zbyt długo, gdyż tamta
była w swoim towarzystwie.
Zajęli miejsca w 10 rzędzie. Dobrze widać było całą scenę i aktorów. Nikt im nie zasłaniał. Akustyka była super.
Daniel z zaciekawieniem oglądał
spektakl, ale również, co jakiś czas
spoglądał na Sylwię, która mocno przeżywała to, co dzieje się na
scenie. W chwili, kiedy Butterfly zadawała sobie cios nożem, po policzkach Sylwii zaczęły płynąć łzy. Daniel wziął jej
dłoń w swoją i delikatnie ścisnął,
jakby w taki sposób dodawał jej otuchy i mówił, że jest przy niej.
Po spektaklu Sylwia miała mocno
zaczerwienione oczy. W samochodzie, w drodze powrotnej początkowo nie rozmawiali ze sobą, bo Sylwia ciągle
przeżywała losy młodej gejszy Cio-cio-san.
- Nie myślałem Sylwia, że jesteś
taka wrażliwa. Myślałem, że pielęgniarki,
a szczególnie te, które wyjeżdżają na misje, gdzie są spartańskie warunki życia i
trwają wojny są silne i twarde jak głazy.
Do Torunia wrócili przed północą.
Odwiózł ją na ulicę Łazienną, podprowadził pod drzwi kamienicy. Żegnając
pocałował ją w rękę. Ona natomiast cmoknęła
go w policzek.
- Dziękuję Daniel za to, że
wybrałeś się ze mną do Bydgoszczy. To była dla mnie ogromna uczta duchowa. Gdy
już odchodził, Sylwia uchyliła drzwi od klatki schodowej i go cicho zawołała.
- Daniel.
Wrócił się i podszedł do niej.
- A tak naprawdę, to ty jako
chirurg i ja jako pielęgniarka i instrumentariuszka na sali operacyjnej
powinniśmy udzielić Buterfley pierwszej pomocy medycznej.
Uśmiechnęła się serdecznie,
jeszcze raz cmoknęła Daniela i ręką
pogłaskała po policzku, jakby chciała tego całusa natychmiast z niego zetrzeć.
- Pa Daniel. Do Jutra.
- Do jutra Sylwia.
świetne nie mogę się doczekać kolejnej części :-)
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie :D
OdpowiedzUsuń