wtorek, 27 sierpnia 2013

Siostra oddzialowa. cz. 7


 

Sylwia nie mogła  doczekać się soboty. Tak dawno nie była w operze.
     W piątek po przyjściu z pracy zjadła obiad,  później poszła do fryzjera. Wracając, zobaczyła na wystawie bardzo ładną czarną sukienkę.  Weszła do sklepu, przymierzyła, leżała  super, tak jakby na nią była szyta. Zastanawiała się, czy ją kupić.
Uwielbiała sukienki, ale przez tą swoją misję w Iraku nie miała  w szafie nic nowego.
Babcia zawsze jej powtarzała, że  opera, to nie wyjście do cyrku ani tym bardziej na piknik. Strój powinien z jednej strony wyrażać szacunek do artystów, z drugiej do samego siebie. Mała czarna to wyjątkowo bezpieczna i elegancka sukienka na taką okazję.
Kupiła ją, nie zważając na cenę.
W domu przymierzyła  jeszcze raz, nałożyła czarne  buty z zakrytą piętą i odkrytymi palcami. Dołożyła srebrną biżuterię i czarną kopertówkę.
Pokręciła się kilkakrotnie przed lustrem i zaakceptowała swój wygląd.
- Może być, tak właśnie powinno być, wyglądam bosko. Mówiła sama do siebie.
Będąc w operze, czy teatrze zawsze krytykowała tych, którzy potrafili na spektakle przychodzić w jensach. Nawet jak były one markowe i bardzo drogie, nie wypadało się tak ubierać. Tak jak na poranne bieganie nie wypadało ubierać spódnicy, tak do opery nie wypadało ubierać się byle jak.
     W sobotę rano wdepnęła na oddział, zobaczyć co i jak.  Nic się ciekawego nie działo. W nocy przywieźli ostry wyrostek, ale szybko został zoperowany. Przyjęli też na obserwację pacjenta z lekkim urazem głowy .
     O godzinie 16:00 zadzwonił domofon. Wpuściła Daniela do mieszkania. Nie pozwoliła na siebie długo czekać, była praktycznie przygotowana do wyjścia.
     Ponieważ pierwszy raz miał zaszczyt gościć w mieszkaniu Sylwii, przyszedł z kwiatami.
- Dziękuję bardzo powiedziała odbierając kwiaty. Wstawiła je do flakonu.
Daniel ubrany był w ciemno szary garnitur, białą koszulę i pasujący do garnituru krawat.
Czarne, wyczyszczone i wypolerowane skórzane buty świeciły się prawie jak lakierki.
   -  Och, jaki jesteś elegancki. Jeszcze nigdy cię takiego nie widziałam.
   - Bo jeszcze nigdy nie szliśmy razem do opery.
 No właściwie .
Wyszli z domu. Na sąsiedniej ulicy stał zaparkowany samochód Daniela.  Widać było, że niedawno wyjechał z myjni. Był świecący, pewnie świeżo wywoskowany. W środku auto również było wypucowane i pachnące.
     Do spektaklu było więcej jak dwie godziny, więc jechali powoli, bez pośpiechu.
W drodze rozmawiali na temat opery.
-  Byłem na wielu operach, ale na Madame Butterfly, nie byłem.
- Ja znam tę operę. Ale różni aktorzy, różne głosy, scenografia i reżyseria  zawsze powoduję, że oglądając spektakl ma się wrażenie, że ogląda się  go po raz pierwszy.
- Mogę ci opowiedzieć trochę o historii tej opery?
Nie czekając na odpowiedź, zaczęła mówić, że początkowo opera Giaccomo Pucciniego składała się z dwóch aktów. Premiera odbyła się w lutym 1904 roku w mediolańskiej La Skali. Była chłodno przyjęta przez widzów.
Puccini nie był  z tego zadowolony, więc dokonał wielu zmian, a przede wszystkim  przekształcił ją w operę trzyaktową. Do kolejnego przedstawienia zaangażowano  do głównej roli Salomeę Kruszelnicką, która była między innymi  gwiazdą Opery Warszawskiej.  Przedstawienie, które wystawione było w Brescii odniosło ogromny sukces, a  Kruszelnicka międzynarodową sławę.  Potem została na stałe we Włoszech, wyszła za mąż za markiza, śpiewała w La Scali u boku sławnego tenora Enrico Caruso. Będąc u szczytu sławy porzuciła operę i śpiewała utwory kameralne w ośmiu językach.
Po tym, jak opera Madame Butterfly poniosła fiasko w La Scali, Puccini nie chciał, aby kiedykolwiek ją tam wystawiano. Dopiero po jego śmierci, Madame Butterfly wróciła do La Scali. Obecnie we  Włoszech wystawiają wersję trzyaktową, natomiast w Stanach Zjednoczonych wersję dwuaktową.
- Sylwia, jestem pod wrażeniem. Skąd ty to wszystko wiesz?
- Powiedziałam ci, że jestem fanką opery, więc wiem.
 Moim marzeniem jest kiedyś pojechać do Nowego Jorku do Metropolitan Opera. W La Scali byłam, jak miałam siedemnaście lat.
- Jak  to byłaś?
- Normalnie, byłam.
- Naprawdę jestem pod wrażeniem.
- Że co, że pielęgniarka? Że jakaś tam siostra oddziałowa we włoskiej La Scali?
- Gdybym słuchała babci, pewnie. Przerwała w połowie zdania.
- Co pewnie?
- Nie, nic.
- No powiedz.
- Pewnie nie byłabym pielęgniarką i    koniec tematu.
     Daniel znał Bydgoszcz bardzo dobrze. Sześć lat studiów medycznych pozwoliło mu czuć się jak u siebie w domu.
Ponieważ mieli jeszcze trochę czasu zaszli do kawiarni na kawę.
     Wchodząc do gmachu opery Sylwia spotkała swoją koleżankę ze szkoły średniej. Nie rozmawiała z nią zbyt długo, gdyż tamta była w  swoim towarzystwie.
Zajęli miejsca w 10 rzędzie. Dobrze widać było całą scenę i aktorów. Nikt im nie zasłaniał.  Akustyka była super.
    Daniel z zaciekawieniem oglądał spektakl, ale również,  co jakiś czas spoglądał na Sylwię, która mocno przeżywała to, co   dzieje się na scenie. W chwili, kiedy Butterfly zadawała sobie cios nożem, po policzkach Sylwii zaczęły  płynąć  łzy. Daniel  wziął jej dłoń w swoją  i delikatnie ścisnął, jakby w taki sposób dodawał jej otuchy i mówił, że jest przy niej.
     Po spektaklu Sylwia miała mocno zaczerwienione oczy. W samochodzie, w drodze powrotnej początkowo  nie rozmawiali ze sobą, bo Sylwia ciągle przeżywała losy młodej gejszy Cio-cio-san.
- Nie myślałem Sylwia, że jesteś taka wrażliwa. Myślałem, że  pielęgniarki, a szczególnie te, które wyjeżdżają na misje, gdzie są spartańskie warunki życia i trwają wojny są silne i twarde jak głazy.
     Do Torunia wrócili przed północą. Odwiózł ją na ulicę Łazienną, podprowadził pod drzwi kamienicy. Żegnając pocałował  ją w rękę. Ona natomiast cmoknęła go w policzek.
- Dziękuję Daniel za to, że wybrałeś się ze mną do Bydgoszczy. To była dla mnie ogromna uczta duchowa. Gdy już  odchodził, Sylwia  uchyliła drzwi  od klatki schodowej i go cicho zawołała.
- Daniel.
Wrócił się i podszedł do niej.
- A tak naprawdę, to ty jako chirurg i ja jako pielęgniarka i instrumentariuszka na sali operacyjnej powinniśmy udzielić Buterfley pierwszej pomocy medycznej.
Uśmiechnęła się serdecznie, jeszcze raz cmoknęła Daniela  i ręką pogłaskała po policzku, jakby chciała tego  całusa natychmiast z niego zetrzeć.
- Pa Daniel. Do Jutra.
- Do jutra Sylwia.

2 komentarze: