Studia
Pierwsze tygodnie nauki były trudne praktycznie dla każdego studenta. Zmiana metod nauczania diametralnie różnych niż w szkole średniej czasami wpływała na złe samopoczucie, nerwowość, przemęczenie. Zajęcia w prosektorium dla wielu studentów nie były do przebrnięcia. Niektórzy zaczęli rezygnować z nauki, przenosząc się na inne uczelnie. Nie wytrzymywali widoku zakonserwowanych w formalinie zwłok ludzkich. Marcie nie przeszkadzał zapach formaliny. Praca salowej i wizyty w laboratorium u mamy pewnie pomogły i zahartowały jej węch.
Po zajęciach na uczelni uczyła się w domu, czasami z koleżankami w akademiku. Wiele godzin spędzała w bibliotece akademickiej. Była wielokrotnie też w domu Leona, gdzie razem z Krzyśkiem
i Elżbietą przygotowywali się do egzaminów.
Pierwszy semestr Marta zaliczyła z ocenami dobrymi i bardzo dobrymi. Była zadowolona, mamie jednak powiedziała, że mogłoby być lepiej.
A Leoś, jak mu poszło? Zapytała mama.
Wiesz mamo, myślałam, że jako syn ministra będzie miał fory. Ale nie, chociaż jest bardzo zdolny zakuwa jak każdy, a może nawet więcej. Niektórzy go gnębią i każą pokazać, co potrafi synek pierwszego lekarza w Polsce.
Średnia ocen z pierwszego semestru zakwalifikowała Martę do stypendium naukowego.. Było jej miło, że za naukę zaczynają jej płacić. Chciała oddawać forsę mamie, ale ta się nie zgodziła.
Po pierwszym roku studiów i odbyciu obowiązkowej miesięcznej wakacyjnej praktyki w szpitalu, podjęła pracę sprzątaczki w laboratorium, w którym pracowała jej mama. Leon namawiał ją na wypad nad jeziora mazurskie, ale ona się nie zgodziła.
Leon tęsknił za Martą, pisał do niej listy, wysyłał kartki pocztowe.
Ona również za nim tęskniła, choć tak naprawdę nie miała na to wiele czasu. Praca w różnych porach dnia i nocy, zastępstwa za nieobecnych pochłaniały jej cały czas. Chciała mieć swoje pieniądze, chciała odciążyć rodziców.
W październiku znowu wszyscy spotkali się na uczelni i jak to już weszło w zwyczaj, w kawiarni na herbacie.
Opowiadali o wakacjach, zagranicznych wypadach, krajobrazach nad mazurskimi jeziorami.
Krzysztof z Elżbietą część wakacji spędzili w Toruniu, później wyjechali do Szwajcarii do znajomych rodziny Elżbiety. Tak naprawdę tylko Marta całe wakacje spędziła w Warszawie i to w pracy. Nie rozpaczała z tego powodu, była zadowolona, nawet dumna z tego, że potrafi sama na siebie zapracować.
Na uczelni wszyscy wiedzieli, że Krzysiek z Elżbietą są parą. Elżbieta miała wielu adoratorów, ale Krzysztof był dla niej ideałem, nie odstępowała go nawet na krok. Byli piękni jak z żurnala. Wszyscy byli pewni, że się albo na studiach, albo po studiach pobiorą.
Marta i Leon byli fajnymi kumplami. Na uczelni nie okazywali swoich uczuć, poza uczelnią byli parą najbardziej zakochanych na świecie ludzi. Marta była wzorem do naśladowania dla Leona. Rodzice jego cieszyli się, że nie jest rozhukanym facetem, tylko mężczyzną twardo stąpającym po ziemi.
Razem wyjeżdżali za miasto. Rodzice Leona mieli domek letniskowy poza Warszawą. Obydwoje ze sobą czuli się tam świetnie. Nie widzieli świata poza sobą. Siedząc przy kominku rozmarzali się, planowali wspólne życie.
W kwietniu 1978 roku, w ostatnim dniu przed feriami świątecznymi, jak nakazuje akademicki zwyczaj odbyły się huczne połowinki. Nie wiadomo dlaczego, może z zazdrości Karkosza powiedział do Marty, że Leosia może jedynie złapać na dziecko. Jego pozycja społeczna i rodzina nie pozwolą, by Leoś popełnił mezalians.
Co za palant pomyślała.
Do końca imprezy Marta nie dawała nic po sobie poznać, jednak w sobie tłumiła żal, bo Leon nie zdementował tego pomówienia. Po imprezie odwiózł ją do domu, umówił na kolejne spotkanie. Przepraszał ją, że w przerwie świątecznej wyjeżdża z rodzicami, ale zaraz po powrocie znów będą razem. Czule się ze sobą pożegnali.
Rozgoryczona Marta opowiedziała wszystko swojej mamie. Mama namawiała ją, aby nie rezygnowała ze studiów. Ona jednak postawiła na swoim.
Po feriach Marta nie pojawiła się na uczelni. Leon pojechał do jej domu, wypytywał matkę co się stało z jego ukochaną dziewczyną. Matka nie powiedziała mu gdzie jest jej córka.
Marta zniknęła, jakby zapadła się pod ziemię. Wielokrotnie przychodził do domu Marty, wyraźnie był zatroskany. Podejrzewał, że przeniosła się na inną uczelnię. Mimo usilnych poszukiwań na wszystkich polskich uczelniach medycznych Leon nie znalazł swojej dziewczyny. Do końca studiów nigdy nie próbował nawiązywać żadnych bliższych znajomości z innymi kobietami. Kochał tylko jedynie ją. Miał nadzieję, że Marta kiedyś do niego wróci. Minęło wiele lat, nigdy Marty nie odnalazł, nigdy się z nią nie spotkał.
KONIEC
świetne :D
OdpowiedzUsuńSuper :-) Biedny Leon :-(
OdpowiedzUsuń