czwartek, 29 sierpnia 2013

Siostra oddziałowa. cz. 8



 
W niedzielę Daniel Orda, w godzinach popołudniowych przejął dyżur od Maksa. Planowych operacji w  dni świąteczne nie ma, więc nie było wiele roboty. Przywieziono dwie osoby . Jedna z wypadku samochodowego, z pękniętą śledzioną, która została natychmiast zoperowana. Drugą osobą była kobieta z poparzoną twarzą i głową.  Nie był to stan ciężki, wymagający przewiezienia do Siemianowic Śląskich do Kliniki Poparzeń, czy stan zagrażający jej życiu. Wilecki był na SOR, ale tam też nie było  dzisiaj żadnych poważnych przypadków. Do szatni weszła Sylwia.
- Ty też dzisiaj pracujesz?
- Tak, wczoraj musiałam wyjechać, więc zamieniłam się na dyżury.
  No jak Maks, duchowo jesteś przygotowany na jutrzejsze spotkanie z Alicją Szymańską.
- Sylwia, ja jadę szkolić się, a nie na spotkania towarzyskie.
- Mój bratanek gimnazjalista by ci odpowiedział „Tiru riru, taczka żwiru”. Puściła do niego perskie oko.
- Oj  Sylwia, ty myślisz, że ja tylko tam jadę, żeby spotkać się z Alicją?
- A nie?.
- Królowo ty moja, mylisz się, jadę naprawdę zdobywać wiedzę. To znaczy, chcę sprostować swoją wypowiedź , jadę rzeczywiście spotkać się z dr Szymańską a przy okazji trochę się pouczyć. I to dzięki tobie.
- No i taka odpowiedź mnie satysfakcjonuje przystojniaku.
- Do zobaczenia w piątek.
- Do zobaczenia, jak coś to dzwoń do mnie, wiesz, że ja potrafię sporo.
- Acha, gdzie diabeł nie może, tam Sylwię pośle.
- Pewnie, żebyś wiedział. Pa, pa, pa.
     W poniedziałek Maks dojechał do Bydgoszczy około 9:00. Załatwił wszystkie formalności związane z uczestnictwem w szkoleniu, zakwaterowaniem, wyżywieniem. Pobrał pakiet materiałów szkoleniowych. Było tego sporo, elegancko zapakowane w  torbie konferencyjnej na laptopa. Zajrzał do torby, by odszukać program kursu. Przypiął sobie identyfikator z napisem dr Maks Keller – uczestnik . Szpital Copernicus Toruń.
Oprócz różnych materiałów szkoleniowych, w torbie  były gadżety i prezenty od firm farmaceutycznych.
     Rozglądał się po sali wykładowej. Ujrzał ją, siedziała obok Krzysztofa Florczyka, w drugim rzędzie.
Oficjalnego rozpoczęcia szkolenia dokonał organizator, tj. przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia. Później były dwa wykłady przeprowadzone przez profesorów z Niemiec. Jeden z nich był z Berlina, drugi z Offenburga.
W czasie obiadu, Alicja  podeszła do Maksa i przywitała się.
- Dzień dobry doktorze Keller.
- Dzień dobry pani doktor Alicjo Szymańska.
Było to bardzo oficjalne przywitanie, tak samo jak ich rozmowa.
Odchodząc powiedział, że przez cały czas czekał na telefon.
- Przepraszam, byłam tak zajęta, że nie zdążyłam zajrzeć jeszcze do kieszeni. Postaram się to zrobić jak najszybciej.
- Fajnie, dziękuję.
Maks nie spodziewał się takiego oschłego, oficjalnego powitania. No cóż, przyjechał tu na szkolenie a nie na spotkanie towarzyskie.
     Po kolacji udał się do pokoju hotelowego. Zakwaterowano go w dwuosobowym pokoju. Jak się później dowiedział, jego współlokator miał rodzinę w Bydgoszczy, więc zrezygnował  z noclegu w hotelu.  Maks się tym nie zmartwił.
Po kąpieli zajrzał do swojej torby konferencyjnej i zaczął oglądać jej zawartość. Były broszury, książka, płyty CD i ciekawe wartościowe prezenty.
Zadzwoniła komórka. Nie znał numeru, który mu się wyświetlił.
- Halo dobry wieczór.
- Pan doktor Maks Keller.
- Tak, słucham.
- Miło mi, że mnie słuchasz. Mówi Alicja Szymańska. Przepraszam, że  dzwonię o tak późnej porze, wiem, że to pora mało odpowiednia na telefonowanie.
- Telefony od ciebie mogę przyjmować o każdej porze dnia i nocy.
- Postaram się to zapamiętać. Jestem nocnym Markiem, więc to wykorzystam.
- Cała przyjemność po mojej stronie.  Właśnie przejrzałem artykuły w książce i zaznaczyłem, które w kolejności muszę przeczytać.
- Acha, nie przeszkadzam. Czytaj. Życzę dobrej nocy. Do jutra.
Chciał powiedzieć, że nie przeszkadza, ale rozmowa się przerwała.
Wyłączyła się. Maks patrzył na swoja komórkę, jakby czekał, że coś się w  niej jeszcze pokaże, lub ktoś zadzwoni.
     Drugi dzień szkolenia wypełniony był po brzegi. Wykład, zajęcia warsztatowe, kolejny wykład.
W czasie obiadu przysiadła się do stolika, przy którym siedział Maks.
Pogratulował jej wykładu.
Podziękowała. Zapytała również, czy ma czas i mogliby wypić po obiedzie  kawę.
Na nic przecież nie czekał, tylko na to, żeby wreszcie pobyć z nią i porozmawiać.
Umówili się za około godzinę przed hotelem.
Gdy wyszedł z hotelu, kończyła rozmowę telefoniczną. Wyraźnie była czymś zdenerwowana.
- Czy coś się stało?
- Nie nic, o czym warto by było mówić.
Poprosiła Maksa, że jeśliby mu nie przeszkadzało, chciałaby wyjechać gdzieś do centrum miasta. Poszedł na parking po samochód.
-  Zawsze jeździsz na szkolenia z profesorem " cieniem".
- Prawie zawsze, ale dajemy sobie wolny dla siebie czas.
- I teraz też dał ci wolne.
- Teraz sama wzięłam sobie wolne. Krzysztof wyjechał i wróci jutro dopiero wieczorem, na bankiet.
- Będziesz na bankiecie?
- Pewnie, nawet zabrałem ze sobą przyzwoity garnitur.
W kawiarni rozmawiali na różne tematy. Powiedział, że podziwia ją za wiedzę, jaką posiada i za to, że tak fajnie umie ją  przekazywać innym.
Po powrocie z kawiarni znowu wrócili na salę wykładową. Tym razem usiadła obok niego. W czasie kolejnego wykładu profesora z Akademii Medycznej w Krakowie, nie pozwalała aby ją rozpraszać. Chłonęła każde jego słowo jak gąbka.
      Na kolacji dowiedział się, że śpi na tym samym piętrze co ona.
- Śpię sam, więc jakbyś nie mogła zasnąć możesz do mnie zastukać.
- Pewnie, że skorzystam z twojej propozycji.
Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, był przekonany, że sobie żartuje.
Już prawie zasypiał, gdy zadzwoniła komórka. Numer zastrzeżony.
- Co za licho dzwoni o tej porze. Mówiąc to wcisnął klawisz. Nie pomyślał, że dzwoniący usłyszy, co mówi.
- To nie licho, to tylko ja. Właśnie nie mogę spać. Mogę wpaść do ciebie?
- Pewnie, czekam.
Maks szybko ubrał spodnie i koszulkę.
Alicja, zapukała do drzwi.
- Wchodź, wchodź proszę,  rozgość się.
Przegadali pół nocy. W większości były to tematy zawodowe. Z sąsiednich pokoi dobiegały odgłosy spotkań integracyjnych.
Gdy już nie miała siły podnosić powiek, pożegnała się i poszła do siebie.
Kolejny dzień jak poprzedni, wykłady, warsztaty, obiad, wykłady i wieczorem bankiet.
Alicja przyszła z Florczykiem. Niedługo jednak byli razem, gdyż został obstąpiony przez wianuszek kobiet, jego wielbicielek. Alicja cały wieczór spędziła z Maksem. Wyśmienite jedzenie, wyszukane alkohole i dobra muzyka sprawiły, że towarzystwo  się świetnie bawiło.
Alicja stroniła od alkoholu, co spowodowało, że Maks również nie pił.
Krzysztof Florczyk adorowany przez kobiety co jakiś czas  znikał, zawsze w towarzystwie płci pięknej.
Gdy Alicja wyszła do toalety, zobaczyła, że Krzysztof całuje się z młodą blondynką. Nie zauważył jej, nawet wtedy, gdy obok nich przechodziła.
Wróciła  na salę za kilka minut, widać było , że  jest zdenerwowana. Usilnie chciała to jakoś tuszować. Maks doskonale wiedział, że w takiej sytuacji nie należy o nic pytać. Jeszcze zatańczyli razem jeden wolny kawałek,  podziękowała za mile spędzony wieczór i poszła do swojego pokoju.
Następnego dnia  rozglądał się za Alicją, ale jej nie spotkał . Próbował się do niej dodzwonić, niestety,  miała wyłączoną komórkę, odzywała się jedynie poczta głosowa. Nie zostawił żadnej wiadomości.
Po otrzymaniu certyfikatu ukończenia kursu, spakował się i wrócił do Torunia. Parkując przed kamienicą, gdzie mieszka Sylwia otrzymał sms. Przeczytał.
                        Musiałam wyjechać.  Alicja.
Wszedł do mieszkania Sylwii. Gdy go zobaczyła, nie ukrywała zdziwienia.
- Co się stało Maks?
- Nic, wpadłem tak po prostu. Chodź, zapraszam cię na kolację.
- Mnie?
- Nie rób mi tego i nie odmawiaj. Błagam, potrzebuje pobyć z bratnią duszą.
Podziękowała mu jednak za kolację i zaprosiła na zapiekankę makaronową, którą akurat za chwilę miała wyjąć z piekarnika.
- Cud-miód-palce lizać. Rozbieraj się i chodź do kuchni.
Uwielbiał zapachy domowej kuchni, więc Sylwia nie musiała go długo namawiać, aby został.
- No opowiadaj.
- A skąd wiesz, że chcę coś mówić, opowiadać.
- Podpowiada mi moja kobieca intuicja, że chcesz mi się z czegoś zwierzyć.
Maks jedząc zapiekankę z apetytem , popijając czerwonym winem opowiadał  o wykładach, warsztatach, spotkaniach z Alicją, o bankiecie i o tym, że zniknęła i już ostatniego dnia jej  nie widział.
- Sylwia, czy ty rozumiesz? Na bankiecie było tak ekstra, a następnego dnia kobieta znika.
Domysły Sylwii, dlaczego tak się stało były różne. Awantura wywołana przez Florczyka, pobicie Alicji przez narzeczonego, nagły przypadek w klinice, śmierć najbliższego członka rodziny, włamanie się do  mieszkania, wyrzuty sumienie spowodowane spotkaniem z doktorem Kellerem, spotkanie byłej sympatii, spotkanie byłej  żony Florczyka, nagła choroba, atrakcyjniejszy od ciebie amant.
- Matko, Sylwia przestań. Jakby policja stawiała tyle hipotez, nigdy by nie zakończyła żadnego śledztwa.
- No ale powiedz Maks, warto tam było jechać na to szkolenie.
- Pewnie, że warto.
Maks zajadał się zapiekanką. Chyba zapomniał, że przyjechał samochodem, bo sączył wino lampka po lampce, bez przerwy sobie dolewając. Gdy zabrakło, Sylwia postawiła na stół  drugą butelkę, którą wypróżnili do połowy.
Nagle wstał i zaczął szykować się do wyjścia.
- Zamów taksówkę.
No co ty, pojadę swoim samochodem. Zadźwięczał jej przed nosem kluczykami.
- Nie mój drogi, nic z tego. Wyrwała mu kluczyki z ręki. Piłeś- nie jedź.
- Daj kluczyki, bo jak  nie oddasz, będę spał u ciebie.
Myślał, że się tym przestraszy. Pokazała mu wolną kanapę w pokoju.
Sylwia wróciła do kuchni. Zaczęła zmywać naczynia. Nim skończyła Maks już spał.

2 komentarze:

  1. Świetne :D Czekam na ciąg dalszy :) Bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń