Inauguracja roku akademickiego
Studenci pierwszego roku zbierali się w Audytorium Akademii Medycznej . Pierwsze rzędy były zarezerwowane dla pracowników naukowych , zaproszonych gości oraz dziesięciu studentów, którzy najlepiej w bieżącym roku zdali egzaminy na studia.
Marta czuła się wyróżniona. Zajmowała trzecie miejsce w pierwszym rzędzie. Po odegraniu hymnu Polski oraz odśpiewaniu przez chór akademicki, studentów oraz profesorów Gaudeamus Igitur, rektor uczelni przywitał wszystkich zebranych na uroczystej inauguracji roku akademickiego. Szczególnie witał przybyłych gości, w tym Ministra Zdrowia PRL. Wszyscy zaczęli bić brawo oprócz siedzącego sztywno jak kołek Leona.
Rektor prosił Pana Ministra o pomoc uroczystym wręczeniu indeksów dla dziesięciu studentów, którzy najlepiej zdali egzaminy wstępne.
Po wyczytaniu nazwiska Szymańska, Marcie zakręciło się w głowie. Zawsze pewna siebie, odważna, teraz bardzo stremowana, nieśmiała wyszła na środek sali. Minister wręczył jej indeks, pogratulował za to, że znalazła się w pierwszej dziesiątce. Podał jej rękę. Przysunął się bliżej i cicho powiedział. Widzę, że nie próżnowała Pani w wakacje, tylko ciężko pracowała. Tak jakoś się złożyło, że musiałam popracować, równie cicho mu odpowiedziała. Uśmiechnął się do niej i jeszcze raz życząc powodzenia w czasie nauki tak trudnego zawodu, jaki sobie wybrała.
Marta doskonale wiedziała skąd to pytanie. Środki chemiczne, lizole, szczotki, druciaki itp. nie wpłynęły na aksamitny dotyk jej dłoni. Były szorstkie i spracowane.
Po uroczystej inauguracji Leon podszedł do Marty i zaproponował jej swoje towarzystwo w poszukiwaniu ogłoszeń, planów, przydziału grup.
W grupie Marty znalazł się Florczyk, Jasiński, Bosak, Karkoszka, Szczęsny i jeszcze inne osoby.
Przed tablicą, gdzie wywieszona była lista grupy II studenci zaczęli się zapoznawać, witać, rozmawiać. Jak się później okazało, "dusza towarzystwa" Leon Jasiński, zwany Leosiem zaprosił całą grupę na herbatę do pobliskiej kawiarenki.
Gdy przemieszczali się ulicami, Leon nie odstępował Marty.
Co ci szeptał mój ojciec wręczając indeks?
Zapytaj ojca, może ci powie.
Leon jakby z zazdrością powiedział.
Wiesz, jesteś bardzo ładną i mądrą dziewczyną, chyba mój stary cię nie podrywał.
Marta spojrzała na Leosia.
Dobrze, powiem ci prawdę.
Zapytał mnie, czy nie mogłabym udzielić synowi, który tam dalej stoi, korepetycji z chemii.
Leon z niedowierzaniem popatrzył na Martę.
No tak, jak ci tak powiedział, to chyba przyjmiesz propozycję od samego ministra i go nie zawiedziesz. Jestem za a nawet nie przeciw.
Głupek, pomyślała. Pracując jako salowa w szpitalu nauczyła się "soczystego" języka, tu nie wypadało go stosować, choć tak naprawdę pewne słowo nasuwało jej się na język.
Towarzyskie spotkanie inauguracyjne, podobnie jak rozpoczęcie roku akademickiego było bardzo udane.
Ela i Krzysiek pierwsi się pożegnali i opuścili towarzystwo.
Marta zaraz po nich wstała i też zaczęła się żegnać.
Miło mi, że was poznałam i będziemy razem się uczyć.
Studiować Marta, studiować, poprawił ją Leon.
No tak, muszę się nauczyć nowej terminologii.
Zaczekaj chwilę, ja cię odprowadzę.
Było to jednocześnie hasło do zakończenia spotkania.
Nie, nie, nie przeszkadzajcie sobie. Ja muszę załatwić jeszcze wiele spraw. Cześć, do widzenia.
Wyszła na zewnątrz, widząc nadjeżdżający tramwaj podbiegła do przystanku.
Gdy tramwaj ruszył zobaczyła Leona i pozostałych uczestników spotkania wychodzących z kawiarni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz