czwartek, 29 sierpnia 2013

Siostra oddziałowa. cz. 9



     Maks rano obudził się i początkowo był zdezorientowany, nie  wiedział gdzie jest. Wszedł do kuchni. Na stole znalazł klucze i kartkę.
Jestem w szpitalu. Zjedz śniadanie, dobrze zamknij drzwi na dwa zamki. Klucze oddasz mi w pracy. Usprawiedliwię twoje spóźnienie. Sylwia.

        Wiedząc, że jest sam w mieszkaniu poczuł się swobodnie. Wziął prysznic, zjadł trochę wczorajszej zapiekanki, wypił kawę. Wielokrotnie bywał w mieszkaniu Sylwii, ale zawsze w kuchni, albo w salonie. Nigdy nie widział całego mieszkania. Było ogromne. Pięć pokoi, dwie łazienki,  garderoba i duża kuchnia, która była też jadalnią. Był pod wrażeniem, skąd Sylwia ma takie piękne mieszkanie. Chyba nie kupiła go z pensji pielęgniarki, a na misji aż tak dużo też nie mogła zarobić. W jednym pokoju stał mały fortepian. Po drugiej stronie w gablocie płyty winylowe oraz CD. Podszedł i zaczął oglądać. Muzyka poważna: Chopin, Mozart, Liszt, Schumann,  Emil Dvorak, Ravel, Chaczaturian, Czajkowski. Na drugiej półce arie operowe i operetkowe. Wziął jedną z nich i zaczął czytać: George Bizet- Carmen- Habanera, Bizet-Carmen- Aria torreadora…
   Cholera, pomyślał, spóźnię się  do pracy. Odłożył płytę na swoim miejscu i  wyszedł z mieszkania.
Był pod wrażeniem tej ogromnej płytoteki muzyki klasycznej.     Po porannym obchodzie Elżbieta wezwała do siebie ordynatora Jasińskiego.
Jakże się zdziwił, gdy zobaczył dr Alicję Szymańską.
- Ordynatorze, zgodnie z wcześniejszą naszą rozmową, że mamy zbyt mało lekarzy, od dzisiaj zatrudniam nowego chirurga, panią doktor Alicję Szymańską.
I nie chcę słyszeć , że „Baba chirurg, to ani chirurg, ani baba”.
Cała trójka zaczęła się śmiać.
- Miło mi powitać na stałe panią w szpitalnych progach Copernicusa. Dla niektórych będzie to wielka niespodzianka.
     Jasiński  idąc z Alicją i dyrektor Bosak do gabinetu lekarskiego poprosił Sylwię, aby na chwilę zaprosiła wszystkich chirurgów, na krótką odprawę.
- Przedstawiam wam nowego członka zespołu. Od dzisiaj dołączy do naszego zespołu pani doktor Alicja Szymańska. Do tej pory pracowała w klinice w Warszawie, więc ma spore doświadczenie zawodowe.
W tym czasie do gabinetu wszedł spóźniony Maks Keller.
- Doktora Maksa Kellera już pani zna, powiedział Jasiński.
- Tak znam i jeszcze miałam przyjemność kiedyś poznać doktora Gułę. Witam wszystkich i myślę, że nasza współpraca będzie się  dobrze układać.   Gdy z gabinetu wyszła dyrektor Bosak, wszyscy rozeszli się do swoich zajęć.
- Będziesz z nami pracować
- Tak jakoś się złożyło.
 Sylwia zajęła się Alicją. Wręczyła jej kluczyk i zeszły do szatni. Tam jej wskazała szafkę. Potem zaprowadziła na SOR. Przywitała się z Jivanem, który serdecznie się do niej uśmiechnął.
- Gdzie będziesz mieszkać, zapytała Sylwia.
- Jeszcze nie wiem, ale coś znajdę.
- Ja mam do wynajęcia pokój w moim mieszkaniu. Jeśli chcesz, możesz u mnie zamieszkać. Jeśli nie, to przynajmniej możesz się u mnie zatrzymać na  jakiś czas, dopóki nie znajdziesz sobie czegoś lepszego.
Alicja podziękowała Sylwii i choć jak  powiedziała, że nie chce  pędzić życia studenckiego, to pomieszka u niej  zanim nie znajdzie sobie samodzielnego mieszkania.
Gdy po południu pojechała do Sylwii, od chwili przekroczenia progu zauroczyła się tym mieszkaniem. Było obszerne, wielopokojowe,  bardzo ładnie urządzone. Przypominało jej mieszkanie cioci w Wilanowie, u której mieszkała czasami z mamą, babcią i dziadkiem.
 Do szpitala było niedaleko.
     Sylwia nie miała odwagi zapytać Alicji co ją sprowadza do Torunia. Podobno miała świetną pracę w Warszawie, przystojnego narzeczonego i szybko rozwijającą się karierę naukową.
     Alicja dobrze się czuła w gronie kolegów lekarzy w Copernicusie. Czasami dr Orda próbował ją wyprowadzić z równowagi, ale ona spokojnie mu ripostowała i zajmowała się tym, co do niej należy.
     Na SOR przywieźli pacjenta z ostrym bólem brzucha. Maks w asyście Sylwii zbadał go, informując, że będzie operowany. Postawił diagnozę – ostre zapalenie wyrostka robaczkowego.
- Sylwia, podobno Alicja mieszka u ciebie. Czy to prawda? Jeśli tak, to dlaczego ja jeszcze o tym nie wiem?
- Tak mieszka.
- Mogę cię, to znaczy was odwiedzić­?
Sylwia odpowiedziała mu, że  zawsze może ją odwiedzać, bo są przecież przyjaciółmi . Jeśli chodzi o doktor Szymańską, to znaczy o Alicję, to  musi ją sam o to zapytać.
- To, że Alicja mieszka u mnie, nie znaczy, że mogę wtrącać się do jej życia. Jest dorosła i sama wie co ma robić.
- No pewnie, masz rację.
     Maks wszedł do pokoju lekarskiego i przestudiował grafik dyżurów na aktualny tydzień. Dyżury praktycznie pokrywały mu się z dyżurami Alicji, co oznaczało, że wolne mają w tym samym czasie. Po jednej wielogodzinnej, wspólnej operacji usiedli w pokoju lekarskim. Alicja zrobiła dla Maksa kawę, dla siebie zieloną herbatę. Byli bardzo zmęczeni
- Alicjo, dlaczego opuściłaś  klinikę warszawską i zatrudniłaś się w Copernicusie. Nasz szpital chyba nie  dorównuje poziomowi stołecznej kliniki.
- Nie wiem czy dorównuje, czy nie. Przy tak dobrym menagerze, jaki ma Copernicus, na pewno będzie jednym z najlepszych szpitali w Polsce.
- Przyjechałaś do Torunia, bo zauroczyłaś się naszą dyrektorką?
- A myślisz, że dla ciebie? Zresztą, jesteś fajnym i przystojnym facetem.
 Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale urwała w pół zdania. Maks miał wrażenie, że  lekarka za chwilę się rozpłacze.
- Nie, nie przyjechałam do Torunia dla ciebie. A to dlaczego tu przyjechałam, to jest tylko i wyłącznie moja sprawa.
Powiedziała to takim tonem, że Maks choć zawsze miał cięte odpowiedzi, teraz nie wiedział jak się zachować. Zadzwonili z SOR, że potrzebują natychmiast chirurga. Obydwoje zerwali się z krzeseł i szybko tam się udali. Do szpitala zostało przyjętych dwóch młodych chłopaków, mocno okaleczonych. Okazało się, że w szkole pobili się o dziewczynę. Jeden był ugodzony nożem.   Maks zadzwonił do Sylwii, aby przygotowała salę operacyjną. Przy operacji asystowała mu Alicja. Instrumentariuszką była Sylwia.  Operacja odbywała się w milczeniu. Słychać jedynie było nazwy instrumentów, które potrzebował Maks. Sylwia podawała mu energicznie, jak również je od niego odbierała i układała na swoim miejscu. Po operacji cała trójka wyszła z sali. Zaczęli myć ręce.
„Niech z honorem umiera ten, komu los nie pozwolił żyć z honorem”. Powiedziała Sylwia.
Giaccomo  Pucinni, odpowiedziała Alicja. Chyba będą wspólne tematy do wieczornych rozmów uśmiechnęła się  i spojrzała na Sylwię.
O czym mówicie, zapytał Maks. Zerkał raz na jedną raz na drugą kobietę.
- To  Giaccomo Antonio Domenico Michele secondo Maria Puccini. A więcej, to sentencja wyryta na sztylecie, którym ugodziła się japońska gejsza.
Zdezorientowany Maks przewrotnie odpowiedział.
 No to chyba zrozumiałem. Kobiety zachichotały. Od tej chwili zaczęły nadawać  zawsze i wszędzie tym samym językiem. Stały się prawdziwymi przyjaciółkami, połączyła ich nie tylko praca w szpitalu, mieszkanie pod jednym dachem, ale wspólna pasja – opera, muzyka klasyczna i czasami docinki Kellerowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz