Tak jak się umówili, Maks czekał na Sylwię na Łaziennej. Wysłał jej sms, że limuzyna czeka na królową.
Pojechali do restauracji "Róże i Zen". Nie było to zbyt daleko. Tam czekała cała męska lekarska śmietanka szpitala Copernicus. Wanat, Góra, Nowak, Gajewski, Guła no i oczywiście Maks Keller.
Ordynator Jasiński poświęcił się i został na popołudniowym dyżurze z Wileckim.
Spotkanie było udane. Sylwia opowiadała o misji w Iraku tak interesująco i barwnie, że sami byli zdziwieni, że tak mało wypili napojów wyskokowych.
Sylwię od zawsze na oddziale traktowano jak dobrego kumpla. Gdy była na misji wszyscy odczuwali jej brak. Żaden z tych facetów, którzy przybyli do restauracji nigdy jej nie podrywali, nie patrzyli za nią maślanymi oczami. Była bezpośrednia i jak trzeba było potrafiła zwrócić uwagę, przywołać do porządku a nawet ochrzanić.
Wszyscy też wiedzieli, że jako instrumentariusza jest niesamowita, dokładna i patrzy lekarzom na ręce. Nie zdarzało się przy niej nikomu pomylić, potrafiła czytać w myślach, wiedziała jakie ma podać nici czy narzędzie chirurgiczne. Wszyscy ją bardzo szanowali. Liczyli się z jej zdaniem.
Teraz, jako siostra oddziałowa będzie trzymała większy porządek i dyscyplinę wśród średniego personelu medycznego.
Kolejnym tematem były sprawy Copernicusa.
- A wiecie, że za kilka dni przyjedzie do szpitala jakiś profesor z Warszawy operować matkę dyrektor Bosak, powiedział Maks.
Leon nie chce zdradzić kto to jest, ale podobno ktoś bardzo znaczący w polskiej i europejskiej chirurgii.
Toruń to prowincja, my rozwijamy się powoli, wszystkie pieniądze idą do stolicy. Oj przydałoby się więcej profesorów w naszym szpitalu. Wówczas poziom szpitala by się podniósł, a my młodzi mielibyśmy od kogo się uczyć. Atmosfera była tak sympatyczna, że nie wiadomo kiedy dobiegła prawie godzina 23:10.
- Fajnie nam się rozmawia, ale chyba musimy się rozstać. Zbliża się północ, jutro musimy iść do pracy.
Maks odwiózł Sylwię do domu. Poczekał aż wejdzie na górę do swojego mieszkania. Odjechał dopiero wówczas, gdy zobaczył, że w mieszkaniu zapaliło się światło.
Po kilku dniach do szpitala przyjechał profesor operować Nataszę Bosak.
Ordynator Jasiński serdecznie witał się ze swoim przyjacielem ze studiów Krzysztofem Florczykiem. On przedstawił mu swoją asystentkę Alicję Szymańską i poinformował Leona, że będą razem operować.
Ordynator Jasiński serdecznie witał się ze swoim przyjacielem ze studiów Krzysztofem Florczykiem. On przedstawił mu swoją asystentkę Alicję Szymańską i poinformował Leona, że będą razem operować.
- Co pani tutaj robi, to łazienka dla personelu. Na dodatek nie ma pani obuwia ochronnego.
- O przepraszam odpowiedziała młoda kobieta wycierając ręce. Więcej to się nie powtórzy i postaram się więcej pani nie podpaść.
- No, żeby to było ostatni raz.
- No, żeby to było ostatni raz.
Sylwia popatrzyła na wychodzącą. Wyciągnęła z podajnika dwa jednorazowe ręczniki i wytarła rozlaną wodę.
Drugim asystentem przy operacji był doktor Maks Keller.
Maks był pod wrażeniem profesora Florczyka, a przy stole operacyjnym pod jeszcze większym wrażeniem młodej jego asystentki Alicji Szymańskiej.
Boskie ręce lekarki wprawiały go w zadumę. Nigdy czegoś podobnego nie widział. Zazwyczaj kobiety chirurg nie dawały sobie rady przy operacjach, a już na pewno nie takich operacjach, jaką wykonywali teraz.
To właśnie Alicja Szymańska uratowała jedyną funkcjonującą nerkę operowanej.
Maks z Sylwią, która w czasie operacji była instrumentariuszką oczami przekazywali sobie informacje zachwytu nad sprawnością manualną lekarki. Wielkie oczy Sylwii nie przeoczyły żadnego szczegółu.
Po skończonej operacji Maks podziękował profesorowi za umożliwienie mu asystowania podczas operacji.
Gdy Alicja zdjęła maseczką z twarzy, Sylwia zobaczyła, że jest to ta kobieta, którą kilka godzin temu ochrzaniła w łazience. Przeprosiła ją za zajście, ale młoda pani chirurg tylko się uśmiechnęła
i wyszła poza salę operacyjną.
i wyszła poza salę operacyjną.
Po operacji Maks natychmiast pojechał windą do piwnicy, w tajemne miejsce, gdzie spotykał się z Jivanem i Wanatem.
- Jivan, nie uwierzysz, poznałem doktor Alicję Szymańską, autorkę wielu ciekawych artykułów na temat chirurgii oraz współautorkę artykułów prof. Krzysztofa Florczyka. Zawsze myślałem, że to starsza pani, a to młoda, bardzo ładna lekarka.
- I co z tego?
- No nic z tego, tylko ci mówię.
Leon zabrał Krzysztofa do swojego gabinetu. Alicję zaprosiła dyrektor Bosak. Po długiej rozmowie Elżbieta poprosiła Sylwię, aby zaopiekowała się doktor Alicją Szymańską.
Sylwia uwielbiała zajadać się ciastkami w szpitalnej cafeterii, dlatego od razu zaprosiła ją tam na kawę.
Alicja zaproponowała Sylwii, aby mówiły sobie po imieniu.
- Nie, za ciasto i kawę dziękuję. Zjem sobie sałatkę warzywną i wypiję zieloną herbatę.
Rozmowa pewnie trwałaby długo, lecz przerwał im Maks, który przyszedł z Jivanem na sałatkę i owoce.
Podszedł do stolika i przedstawił Jivanowi doktor Szymańską. Ta podniosła się, podała mu rękę i przedstawiła się jako Alicja, podobnie podała rękę Maksowi. Cała czwórka była więc na ty. Maks był prawie w siódmym niebie.
Zaproponował Alicji, że oprowadzi ją po szpitalu. Z chęcią się zgodziła. Była pod wrażeniem zarówno wnętrza budynku, jak i spokoju, który w nim panował.
- Jesteś świetnym chirurgiem. Jestem pod wrażeniem twoich umiejętności. Czytałem wiele twoich artykułów o chirurgii naczyniowej.
Kiedy masz czas na pisanie?
- Potrafię być dobrze zorganizowana. Każdą minutę dnia mam wypełnioną.
- A serce?
- Niestety, również .
- Szkoda.
Uśmiechnęła się.
- Dziękuję za oprowadzenie mnie po szpitalu. Muszę już iść, bo na mnie czekają.
Odprowadził ją do samochodu, przy którym rozmawiali Jasiński z Florczykiem.
Ordynator Jasiński jeszcze raz dziękował swojemu przyjacielowi i jego asystentce za to, że przyjechali. Umawiali się na kolejne spotkania.
Keller również pożegnał się z profesorem i Alicją. Mówiąc do widzenia w oczach jego było widać błagającą prośbę "Alicjo nie odjeżdżaj". Patrzył na oddalające się auto aż znikło za zakrętem.
- Maks, chodź, obowiązki czekają.
Weszli do szpitala. Maks poszedł na oddział , ordynator skierował się do gabinetu Elżbiety.
Nie było jej tam, znalazł ją przy łóżku mamy.
- Jesteś świetnym chirurgiem. Jestem pod wrażeniem twoich umiejętności. Czytałem wiele twoich artykułów o chirurgii naczyniowej.
Kiedy masz czas na pisanie?
- Potrafię być dobrze zorganizowana. Każdą minutę dnia mam wypełnioną.
- A serce?
- Niestety, również .
- Szkoda.
Uśmiechnęła się.
- Dziękuję za oprowadzenie mnie po szpitalu. Muszę już iść, bo na mnie czekają.
Odprowadził ją do samochodu, przy którym rozmawiali Jasiński z Florczykiem.
Ordynator Jasiński jeszcze raz dziękował swojemu przyjacielowi i jego asystentce za to, że przyjechali. Umawiali się na kolejne spotkania.
Keller również pożegnał się z profesorem i Alicją. Mówiąc do widzenia w oczach jego było widać błagającą prośbę "Alicjo nie odjeżdżaj". Patrzył na oddalające się auto aż znikło za zakrętem.
- Maks, chodź, obowiązki czekają.
Weszli do szpitala. Maks poszedł na oddział , ordynator skierował się do gabinetu Elżbiety.
Nie było jej tam, znalazł ją przy łóżku mamy.
Super . Dzisiaj dopiero odkryłam tego bloga , ale wszystkie opowiadania są ciekawe i piękne . Czekam na ciąg dalszy :D teraz będę zaglądać tutaj codziennie :)
OdpowiedzUsuńCześć również tak jak monia jestem dzisiaj na tym blogu pierwszy raz. Czekam na dalsze części opwiadania. I zapraszam do mnie http://blogagaty58.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńAgata 58, znam twojego bloga, często go odwiedzam . terruta
OdpowiedzUsuńświetne :D Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń