poniedziałek, 23 września 2013

Siostra oddziałowa 34

Skończył się urlop wypoczynkowy i podróż poślubna młodej pary Alicji i Maksa Kellerów.
Prawie miesięczna sielanka z dala  od pracy   dodatnio wpłynęła na młode małżeństwo. Byli zrelaksowani i wypoczęci.
Po przekroczeniu progu szpitala  natknęli się na Jivana. Wymienili kilka sympatycznych zdań. Jivan przypomniał przyjacielowi i jego żonie o wieczornej kolacji, spotkaniu z Ewą i chrześniakiem.
Maks na korytarzu zagadał Olgę o samopoczuciu. Tylko ordynator Jasiński bez wylewności uczuć przywitał się z córką, zięciem  i pogonił ich do pracy.
Każdy kolejny dzień przynosił coraz to nowe przypadki chorobowe. Operacja goniła operację.
Olga już w drugim dniu od powrotu poinformowała Maksa, że jest z nim w ciąży. Była to wiadomość, która zwaliła go z nóg.
- W którym jesteś miesiącu?
Spojrzała na niego i wydawało się, że w myślach zaczęła liczyć, kiedy ostatni raz ze sobą spali.
- Nie wiesz?
- W trzecim.
Gdyby nie był to gabinet lekarski pewnie Maks zareagowałby bardziej agresywnie. W tym miejscu musiał być nieco wyhamowany, żeby nie robić przedstawienia.
Na każde pytanie, które jej zadawał odpowiadała po głębszych namysłach.
Wieczorem, wpadł na oddział porozmawiać z Olgą, która miała nocny dyżur.
Zapytał, czego ona od niego teraz oczekuje. Bez żadnych skrupułów odpowiedziała mu, że oświadczyn i ślubu. W tym momencie była bezwzględna. Wiedziała doskonale, że dopiero co powrócił z podróży poślubnej i  bardzo kocha swoją żonę. Rozmowa nie należała do najmilszych.
- Dlaczego mi mówisz o tym dopiero po trzech miesiącach?
Znowu zaczęła się zastanawiać.
- Co za różnica po ilu? Czy to by coś zmieniło?
- Jesteś lekarzem i dopiero teraz dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?
Nic mu nie odpowiedziała, tylko patrzyła na niego wywracając oczami.
     Maks bez słowa pożegnania wyszedł z gabinetu lekarskiego i pojechał do własnego domu. Był  tą wiadomością przybity, jednak doskonale pamiętał słowa, które powtarzała Alicja, że bolesna prawda jest lepsza od niewinnych kłamstw.
Alicja widziała, że go coś trapi, jednak nie nalegała z pytaniami. Sam jej powiedział, że Olga jest z nim w ciąży. Spodziewał się jakiejś awantury, czy kłótni, jednak  zachowanie Alicji było wręcz dla niego zadziwiające. Nic nie mówiła, usiadła na schodach i zatopiła się w swoich myślach. Nie próbowała o  nic pytać, nie komentowała, nie użalała się nad sobą, nie oskarżała go o kłamstwo.
Maks tego wieczoru i nocą  czuł się fatalnie. Nie spał, targały nim somalijskie wspomnienia, płakał. Nie miał odwagi odezwać się nawet pół słowem.
Rano w absolutnej ciszy zjedli śniadanie, które przygotował Maks, razem  poszli do pracy.  Przy windzie spotkali Olgę. Nie miała  odwagi wejść do niej  razem z Kellerami. Patrzyła jedynie jak zasuwają się  stalowe drzwi, które były dla niej odpowiedzią, że między Kellerami a nią  od dzisiaj jest  gruba  ściana, której praktycznie nie da się staranować.
Alicja podzieliła się tą przykrą wiadomością z najlepszą swoją przyjaciółką. Sylwia oniemiała z wrażenia.
- Co ja mam teraz robić?
- Walczyć. To jest twój mąż, to jest twoje małżeństwo, odpowiedziała jej Sylwia.
Na oddziale chirurgii panowała przytłaczająca atmosfera.
Beata i Sylwia śledziły bieg wydarzeń i w razie potrzeby były gotowe stawać w obronie Alicji. Mijały kolejne dni. Maks  powiedział do Olgi, że nigdy nie odejdzie od swojej żony. A, że jest odpowiedzialny za dziecko, będzie jej pomagał.
Po trudnej, wielogodzinnej operacji Maks z Alicją pili kawę w gabinecie lekarskim. Nie odzywali się do siebie. Były to typowe ciche dni między małżonkami. W drzwiach stanęła Olga.  Początkowo chciała się wycofać, ale udając  butną , z podniesioną głowa weszła do środka.
- Powiedziałeś swojej żonie, że będziemy mieli dziecko?
Nie spodziewała się jednak usłyszeć tego co usłyszała.
- Tak, Maks powiedział mi, że będzie ojcem twojego dziecka.
- To fajnie, z satysfakcją odpowiedziała. To znaczy, że zwolnisz go z przysięgi małżeńskiej i mi go oddasz?
- Co oddam?
- No Maksa.
Maks siedział jak na szpilkach. Alicja natomiast była bardzo opanowana.
- Maks sam wie co ma zrobić. Nie jest moją własnością. Jak zdecyduje się odejść od nas, odejdzie.
Jak zdecyduje  zostać, zostanie.
- Tylko na dzień dzisiejszy moje dziecko jest z prawego łoża, twoje nie. Jak nie będziesz chciała tego dziecka, to my go weźmiemy na wychowanie, nawet jak będzie miało inny kolor skóry niż my. Maks jakby obudził się ze snu, podniósł oczy i popatrzył na Alicję, później na  Olgę.
Alicja wstała i skierowała się do drzwi, otworzyła je i wyszła z gabinetu.  Jej mąż  bez wahania   pobiegł za nią.
Sylwia  widząc jakieś zamieszanie przy pokoju lekarskim udała się w tym kierunku. Zapłakana Olga trzymała się za brzuch. Gdy zobaczyła wchodzącą Sylwię osunęła się z krzesła na podłogę.
Reakcja Sylwii, była natychmiastowa. Przybiegła obsługa z noszami oraz  Jivan i Beata.
- Co się stało.
Olga zasłabła, trzeba się nią zająć..
Jivan  zmierzył ciśnienie, skonsultował się z kardiologiem i ginekologiem.
Badania nie wykazały nic szczególnego. Według Jivana  typowe objawy nerwicowe.
Olgę doktor Magda Żelichowska pozostawiła  na ginekologii. Ostatni miesiąc przy mniejszej obsadzie lekarskiej był    trudny, miała prawo być zmęczona. 
Po południu Sylwia z Beatą spotkały się na mieście. Zaszły do ciastkarni na kawę i ciastko.
- Słuchaj, ten Marcin Rojko to się odzywał do Ciebie? zapytała Sylwia.
- No nie, ale wiesz co? Ja się odezwę  do niego.
Wykręciła jego numer telefonu. Niestety nie udało się z nim połączyć.
 Zostawiła na poczcie głosowej wiadomość. Olga leży na oddziale ginekologicznym w szpitalu Copernicus w Toruniu. Potrzebuje pana pomocy. Wiadomość przekazuje Wiktoria. Proszę o dyskrecję.
Alicja miała planową operację, wycięcie woreczka żółciowego. W związku z tym, że doktor Rojko  wypadła z grafiku,  Jasiński polecił Maksowi, aby asystował pani Keller.
Chyba pierwszy raz w tej ekipie operujących nie padło żadne inne słowo, nie związane z operacją.
- Ja tego  dłużej nie wytrzymam. Wieczorem idę sią napić.
- Ja też, idę z tobą, powiedziała Sylwia?
- A my? Zapytał Maks żonę? Było to pierwsze jego zdanie od kilku dni. Chciał w ten sposób rozładować tą ciężką atmosferę.
- A my idziemy do domu pielęgnować naszą miłość. Pocałowała go w policzek, wzięła za rękę i wyszli na korytarz.
Na parkingu Maks otwierając drzwi samochodu zaczął całować Alicję. Z okna ginekologii patrzyła na ich czułości Olga. Była tak wściekła, że chwyciła taboret i rzuciła nim. Wyglądało na to, że chciała trafić  w okno, taboret wylądował na ścianie. Przybiegł sanitariusz i doktor Żelichowska. Wściekła Olga krzyczała jakieś dziwne słowa. Może było to po somalijsku? Tego nikt nie wie. Dostała środki uspokajające,  zasnęła.







2 komentarze: