środa, 4 września 2013

Siostra oddziałowa cz. 13




Alicja razem  z Maksem operowała woreczek żółciowy młodej dziewczynie. Anestezjologiem była  Beata Jasińska.  Wcześniej Alicja słyszała, że  wraca  z Londynu była narzeczona Maksa, ale dopiero teraz skojarzyła, że jest to córka ordynatora Leona.
     Beata podczas operacji nie była sympatyczna. Wprowadzała zamęt swoimi pytaniami do Maksa, ciągłym gadaniem i półsłówkami, które nie wiadomo do kogo były kierowane. Alicja nie odzywała się, była skupiona na tym co robi. Maks natomiast coraz bardziej się denerwował. Gdy chciał już  zaszyć pacjentkę, Alicja zauważyła, że jej jelita mają dziwny wygląd. Okazało się, że dziewczyna ma tasiemca.
     Wychodząc z sali operacyjnej  podziękował Alicji, za to, że rozpoznała, jak to lekarze nazywają "obcego" i mógł za jednym otwarciem brzucha go usunąć.
Gdy Beata wtrąciła się do rozmowy, nerwy mu puściły.
- Zamknij się, nie chcę już słuchać twojego jazgotania.
Jasińska jak małolata mu odpowiedziała, żeby nie uważał się za ważniaka, bo chyba wie, kim ona jest i jak będzie chciała, to może mu "pomóc" w odejściu z Copernicusa.
     Maks nie odezwał się ani słowem. Pocałował Alicję, wziął ją za rękę, poszli do gabinetu lekarskiego. Beata skierowała się na OIOM.
     Po wypiciu kawy Maks zadzwonił do  ordynatora i poprosił o chwilę rozmowy.
Opowiedział Leonowi o zajściu oraz poinformował go zdecydowanym głosem, że sobie nie życzy, aby jego córka stosowała w stosunku do jego osoby mobbling psychiczny i straszyła go wyrzuceniem z pracy.
     Leon dobrze wiedział, że to Beata zostawiła Maksa  i wyjechała z nowym narzeczonym do Londynu. Kochał swoją córkę ponad wszystko, ale jednocześnie nie mógł pozwolić na to, aby ona, dorosła, wykształcona kobieta tak się zachowywała.
Alicja próbowała unikać rozmów na temat Beaty zarówno z Maksem, jak również innymi pracownikami szpitala. Nawet Sylwia nigdy nie podejmowała ze swoją przyjaciółką rozmów na temat Jasińskiej.
    Elżbieta Bosak często obserwowała Alicję, zarówno w pracy, jak również na innych spotkaniach towarzyskich poza pracą. Jak się dowiedziała, że Alicja  wychowywała się bez ojca, bo zostawił matkę, gdy była w ciąży już nie miała  żadnych wątpliwości, kim jest ten człowiek.
Nie miała również  pomysłu na to, jak  powiedzieć o tym Leosiowi.
     Alicja biegając Bulwarem Filadelfijskim  zobaczyła topiące się dziecko. Chociaż był to marcowy dzień i było bardzo zimno, wskoczyła do wody, spiesząc na ratunek. Ludzie zbiegli się nad brzeg, karetka  pogotowia zabrała z miejsca zdarzenia dziecko i lekarkę.
Maks jak zobaczył na SORze przemoczoną, zziębniętą Alicję zadzwonił do Sylwii, aby idąc do pracy przyniosła jej ciepłą piżamę,  kapcie, ciepłą bluzę.  Lodowata woda wyziębiła jej organizm, więc musiała przynajmniej na dobę pozostać w szpitalu. Dziecko miało niesamowite szczęście, gdyby dłużej przebywało w wodzie wyziębiony organizm mógłby nie przeżyć. Zorganizowano lotniczy transport do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie  odtransportowano chłopca.
     Już w tym samym dniu w lokalnym radio, wieczorem w telewizji a następnego dnia w toruńskiej prasie najważniejszym tematem była Alicja Szymańska i wydarzenie znad Wisły. W Copernicusie wszyscy gratulowali młodej lekarce za ten niezwykły czyn.
Ze swoją wrodzoną skromnością kwitowała, że każdy by postąpił tak samo jak ona.
Alicja  otrzymała nagrodę od Prezydenta Miasta Torunia i list gratulacyjny od dyrektor szpitala Copernicus.
     Elżbieta  wykorzystała to wydarzenie i zaprosiła Alicję Szymańską  z jej przełożonym Leonem Jasińskim  na kolację do swojego domu.
     Spotkanie rozpoczęło się niezwykle sympatycznie. Alicję serdecznie witała  pani Natasza.  którą kilka miesięcy temu operowała .  Janek, syn Elżbiety wiedział sporo o Alicji Szymańskiej od Maksa. Czasami chodząc   z nim  na tenisa, czy pograć w piłkę koszykową słuchał opowiadań o najcudowniejszej kobiecie na świecie. Był dla niej bardzo miły, w przeciwieństwie do prezydenta Łąckiego, który był częstym gościem w ich domu. Zaprosił na chwilę Alicję do swojego pokoju, pokazał gry komputerowe jego autorstwa i  plakaty, w tym Ewy Farna, Roberta Pattisona i Bartka Madury z Unibaxu Toruń.
- Nie lubię żużla, bo wielu młodych sportowców trafia do naszego szpitala, a tego z plakatu jeszcze chyba u nas nie było.
- Bo to najlepszy sportowiec klubu Toruń.
Wracając do salonu Janek powiedział do Alicji, że jego idol to wielki farciarz.
- Dlaczego? Z ciekawości zapytała.
- Bo ma taką wspaniałą kobietę.
Alicja odwróciła się do niego z uśmiechem i zaproponowała licealiście, aby mówili sobie po imieniu.
Janek był tym zachwycony. Odprowadził  Alicję do salonu, przeprosił, że zbyt długo ją absorbował swoimi sprawami i zostawił gościa z mamą i panem Leonem. Wracając do siebie po drodze ucałował babcię i ze swoim szelmowskim uśmiechem zawołał jest, jest, jest.
       Kolacja przy  świecach, wino i szczere rozmowy stworzyły niesamowicie miły nastrój.
- Wiecie, wczoraj segregowałam albumy i znalazłam stare zdjęcia z naszego dzieciństwa i studiów
Alicja dopiero teraz się dowiedziała, że dyrektor Bosak i Leoś znają się od trzepaka.
Najpierw oglądali zdjęcia ze szkoły podstawowej, liceum a potem ze studiów.
- Profesor Florczyk też z wami studiował na jednym roku?
- Krzysiek z nami studiował i powiem pani doktor, że  zalecał się do naszej dyrektor?
- Zalecał, to mało powiedziane. Mieliśmy wziąć nawet ślub, ale jak się później okazało, do ołtarza nie było nam po drodze.
Na kolejnych dwóch zdjęciach zobaczyła swoją mamę. Początkowo myślała, że jej się wydaje.  Takie same zdjęcia były w rodzinnym albumie. Nie dała po sobie poznać, ale przy zdjęciu z połowinek, gdy Jasiński pokazał Martę i powiedział, że była to miłość jego życia Alicja zaniemówiła.
- A jak się nazywała?
- Marta Szymańska. Ja ją tak kochałem, a ona mnie zostawiła  z dnia na dzień, bez podania jakiegokolwiek powodu. Chciałem wówczas zrobić w swoim życiu coś bardzo głupiego. Życie bez tej dziewczyny straciło dla mnie sens. Niestety zniknęła z uczelni,, zniknęła z Warszawy. Jedynie z moich snów i moich marzeń nigdy nie zniknęła. Z  przyjaciółmi  szukaliśmy Marty na wszystkich polskich uczelniach medycznych. Matka jej  nie chciała nikomu zdradzić, gdzie jest. Podejrzewaliśmy, że ukryła się gdzieś w zakonie klauzulowym.
Przytulił zdjęcie do ust i pocałował dziewczynę.
Alicja spojrzała najpierw na Leona, potem na Elżbietę, a potem znowu na zdjęcie.
- To jest przecież moja mama. Takie same zdjęcia były w moim domu, a po śmierci mamy są moją
 najcenniejszą pamiątką.
     Leoś zamilkł. Elżbieta w głębi duszy  poczuła swoje zwycięstwo. Intuicja ją nie myliła.  Od wielu miesięcy podejrzewała, że Alicja jej kogoś przypomina.
     Zrobiło się już bardzo późno.  Jeszcze trochę pogawędzili, powspominali i rozjechali się do swoich domów.
Następnego dnia Elżbieta sięgnęła po akta osobowe Alicji. Zatelefonowała do ordynatora i kazała mu pofatygować się do jej gabinetu i przestudiować  dokumenty zawarte w  teczce akt osobowych Szymańskiej.
- Leoś, pomyśl dobrze kiedy rozstałeś się z Martą i policz dokładnie do dnia urodzenia naszej pani doktor.
Leonowi zakręciło się w głowie, nie mógł uwierzyć.
- Czyżby Alicja była moją córką?
- Bez "czyżby" i bez znaku zapytania. Alicja  na pewno jest twoją córką.
Szymańska nie domyślała się tego, o czym już wiedzieli Elżbieta i Leon.
 Od kolacji u Elżbiety, nawet Sylwia zauważyła  , że ordynator jest   pozytywnie nastawiony do Alicji. Nie próbuje  zadawać niestosownych pytań a żarty ma bardziej wyważone. Na odprawach liczy się z jej zdaniem, często nawet podkreśla, że doktor Szymańska  ma wiedzę większą od niego.
- Alicja,  jestem o ciebie zazdrosny. Ordynator zachwyca się tobą coraz bardziej. Na razie jako lekarzem, boję się, żeby nie zaczął zachwycać się tobą jako kobietą.
- Maks, przestań.
- Może się w tobie zakochał. Panowie w starszym wieku lubią młode dziewczyny. Zresztą, ty chyba wiesz najlepiej, miałaś już kiedyś narzeczonego, takiego tatusia.
- Spadaj, chyba za dużo ironizujesz. Jeśli coś ci nie odpowiada, to mogę do niego wrócić.
Nie dokończyła ostatniego słowa, bo Maks zaczął ją całować, nie dając dojść do wypowiedzenia ani pół kolejnej  głoski. Przepraszam, bardzo przepraszam.
- Och, gołąbeczki, nie zapominajcie, że jesteście w pracy.
Usłyszeli głos wchodzącej do gabinetu lekarskiego siostry oddziałowej. Na SORze czekają na chirurga a wy się obściskujecie w najlepsze. Alicja próbowała wyrwać się z objęć Maksa, ale ten nie dawał za wygrane i jeszcze bardziej namiętnie ją całował.
- Bo uznam to za molestowanie seksualne w pracy doktorze Keller.
Wziął lekarkę za rękę i poszli do windy. Winda też była dobrym miejscem do wyrażania uczuć
    
.




1 komentarz:

  1. świetne opowiadanie :D Cudowna jest ta część :* Czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń